czwartek, 31 grudnia 2015

Miniaturka 2.

Witajcie!!!
Przed Wami kolejną miniaturka. Tym razem z okazji ponad 20 000 wyświetleń. Dziękuję Wam, że jesteście ze mną i czytacie moje opowiadania.
Przy okazji, w związku z tym, że dziś ostatni dzień roku, chciałam Wam złożyć życzenia.
Udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku 2016.




***
Ola Wysocka i Jacek Nowak. Hy... co tu dużo mówić. To cudowna para. Są razem już od jakichś pięciu miesięcy. Kłótnie.... co prawda zdarzały się, ale bardzo rzadko i na bardzo krótko. Nie mogli bez siebie wytrzymać dłużej niż godzinę. Po każdej kłótni, gdy trochę się uspokoili, przychodzili do siebie. Siadali na kanapie. Przytulali się mocno, rozmawiali i przepraszali. To była prawdziwa miłość. Trudno jest znaleźć na świecie drugą taką parę. Bardzo, bardzo się kochali. Ich miłości nie da się opisać.
Pewnego dnia po pracy Ola i Jacek jedli kolację. Nagle kobieta wstała.
-Olcia co się dzieje?
-Muszę do łazienki...-złapała się za usta i wybiegła.
Przestraszony mężczyzna pobiegł za nią. Tam ujrzał... jak Ola wymiotuje.
-Dobrze się czujesz?
-Tak już lepiej-powiedziała po chwili.
Potem podeszła do umywalki i przepłukała usta wodą.
-Na pewno?
-Na pewno.
Gdy to powiedziała znowu ją zemdliło.
-Oleńko... chodź się połóż.
Jacek wziął Olę na ręce. Zaniósł do salonu i ułożył na kanapie. Potem przyniósł jej z łazienki dużą plastikową miskę i postawił obok kanapy.
-Jacek....
-Tak?
-Kocham Cię...
Jacek uśmiechnął się.
-Ja też Cię kocham. Zrobię dla Ciebie wszystko. I zrobię wszystko, by nasza miłość przetrwała do końca...
-Jesteś cudowny.
-Śpij już. Jesteś zmęczona.
-Dziękuję...-wyszeptał, po czym przyłożyła głowę do poduszki. Po chwili już spała.
Nowak spojrzał na nią. Uśmiechnął się lekko. Wziął koc i okrył nim Aleksandrę.
Następnego ranka Ola obudziła się w salonie. Wstała i poszła do kuchni. Zastała tam Jacka, który jadł śniadanie.
-O moją księżniczka już wstała-posłał jej ciepły uśmiech.
-Dzień dobry.
-Zjedz coś.
Aspirant podał jej kanapki. Ola zaczęła jeść.
-Jak się czujesz?
-Już dobrze.
-Może nie idź dziś do pracy.
-Przestań. Przecież nic mi nie jest.
-Powinnaś odpocząć.
-Nie.. Nie mów mi co mam robić!
-Dobrze.. przepraszam. Nie denerwuj się. Przepraszam...
-To ja przepraszam.
Po śniadaniu policjanci udali się do pracy. Na komendzie byli za piętnaście ósma. Najpierw odprawa, potem służba. Dzień minął w miarę spokojnie. Skończyli o 18. Ola przyszła po Jacka do jego pokoju.
-To co, może mały spacer?-zapytała z uśmiechem.
-Jasne. Chodź.
Złapał ją za rękę i opuścili budynek. Szli przez park. Trzymali się za ręce, patrzyli sobie w oczy, śmiali się, rozmawiali.
W pewnym momencie Ola źle się poczuła. Zakręciło jej się w głowie. Upadłaby, gdyby nie Jacek, który ją złapał.
-Słoneczko.. wszystko w porzadku?
-Tak...
-Ola...może pojedziemy do lekarza?
-Jacuś.. nic mi nie jest.
-Ale...
-Przestań.
-Ola... Ty zemdlałaś. Co jeśli to się powtórzy? Co jeśli stracisz przytomność na przykład za kierownicą?
-Nawet tak nie mów.
-No to jedziemy?
-Nie..... Jacek...... a może ja.... może jestem w ciąży.....
Mężczyzna uśmiechnął się.
-No to teraz już musimy jechać do szpitala.
-Ale po co?
-Żeby mieć pewność.
-Przecież mogę zrobić test w domu.
-A co jeśli to coś z dzieckiem nie tak? Nie możemy tego lekceważyć.
-Hmm no dobra. Niech Ci bedzie.
Udali się więc do szpitala. Na miejscu byli przed dwudziestą. Przyjął ich doktor Wójcik.
-Dobry wieczór. Co się stało?-zapytał.
-Chodzi o to, że od jakiegoś czasu źle się czuję i wymiotuję-zaczęła Ola.
-No i jeszcze dzisiaj zemdlała.
-Dobrze. Zrobimy Pani badania. Zapraszam Panią ze mną.
Aleksandra i lekarz wyszli z gabinetu. Wrócili po około 40 minutach.
-I co?-zapytał Jacek.
-Wyniki będą jutro. Proszę przyjechać o 16.
-Dobrze. Dziękujemy.
Pożegnali się z lekarzem, a potem wyszli. Wrócili do domu. Zjedli kolację i położyli się spać.
Następnego ranka obudzili się o siódmej. Zasiedli do śniadania.
-Może zostaniesz dziś w domu?-zapytał Jacek.
-Nie chce siedzieć sama.
-Ale przecież nie możesz pracować w takim stanie.
-W jakim stanie? Pewnie jestem w ciąży, a przecież to nie jest choroba.
-Ale...
-Jacek.... A co jeśli będę sama w domu i zasłabnę? Kto mi wtedy pomoże? Tak to przynajmniej będę wśród ludzi.
-No dobra. Przekonałaś mnie-uśmiechnął się.-Ale masz na siebie uważać.
-Dobrze kochanie.
Policjanci dokończyli jeść śniadanie. Potem udali się do pracy. Na komendzi byli równo o ósmej. W pośpiechu przebrali się w mundury i poszli na odprawę. Tam przywitał ich wściekły komendant.
-Co ma znaczyć to spóźnienie?-zapytał.
-Źle się wczoraj czułam-zaczęła Ola.
-Mówiłem jej żeby została dziś w domu, ale się uparła-wtrącił się Jacek.
-Ola wszystko w porządku? Może chcesz dziś wolne? Wrócisz do domu i sobie odpoczniesz.
-NIE. Nigdzie nie wrócę. Nie będę siedzieć sama w domu-zaprzeczyła.
-No dobra. Jak chcesz, ale jakby co to...
-Dobrze. Możemy wrócić do odprawy?
Po dokończeniu odprawy, każdy zajął się swoimi obowiązkami.
Dzień szybko minął. Ola i Jacek skończyli pracę o 15.20. Od razu, gdy opuścili budynek, ruszyli w kierunku szpitala. Mieli bowiem odebrać wyniki badań Aleksandry. O szesnastej byli już na miejscu. Weszli do środka. Jakoś nie obawiali się wyników. Byli przekonani, że Wysocka jest w ciąży.
Stali już pod gabinetem doktora Wójcika. Po chwili wyszedł lekarz.
-Proszę, niech Państwo usiądą-powiedział zapraszając ich do pokoju.-Mam już wyniki.
-I co?-Ola uśmiechnęła się.-Jestem w ciąży?
-Nie rozumiem-Wójcik był zdziwiony.
-No... chciał nam Pan powiedzieć, że jestem w ciąży, tak?
-Yyyy nie do końca.
-To znaczy?
-Pani Aleksandro-otworzył teczkę i wyjął wyniki badań-przykro mi to mówić, ale...
-Ale co???-niecierpliwił się Jacek.
-Jest Pani poważnie chora.
-Jak to?? Ale co mi jest????
-Ma Pani białaczkę.
Gdy to usłyszeli, oboje byli w szoku. W oczach Oli pojawiły się łzy. Spojrzała na Jacka. Ten szybko objął ją swoim ramieniem. Kobieta wtulila się w niego.
-Panie doktorze, jak to możliwie?-pytał blondyn z drżeniem w głosie.
-Musimy szybko zacząć leczenie-oznajmił.-Zaczniemy od leków cytostatycznych.
-Kiedy możemy rozpocząć?-zapytał.
-Jutro...może O 10?
-Dobrze.
-W takim razie widzimy się jutro. Proszę być dobrej myśli.
Jacek uśmiechnął się blado.
-Do widzenia.
-Do widzenia.
Wysocka i Nowak wrócili do mieszkania. Tam Aleksandra od razu weszła do salonu i położyła się na kanapie. Zaczęła płakać. Jacek podszedł do niej. Usiadł obok i zaczął głaskać po głowie. Ona jeszcze bardziej się rozpłakała. Nie mogła się uspokoić. Tak bardzo się bała. Jeszcze rano była taka szczęśliwa. Myślała, że jest w ciąży, że będą rodzicami, a tymczasem... Płakała coraz bardziej. Dlaczego? Dlaczego ona? Dlaczego teraz, kiedy wszystko zaczęło się układać?
Płakała bardzo długo. Około 20 była już tak zmęczona, że zasnęła. Jacek okrył ją ciepłym kocem. Sam poszedł do sypialni. Usiadł przy oknie i wpatrywał się w dal.
*Jacek*
Dlaczego to nas spotyka? Dlaczego? Dlaczego akurat moja Ola? Za co los ją tak karze? Ja tak nie chcę... Nie chcę stracić Oli. Nie mogę jej stracić! Tak bardzo ją kocham. Ona musi żyć. Musi!!! Nie chcę zostać sam. Nie dam sobie bez niej rady. To ona jest całym moim życiem. Zrobię wszystko, by ją uratować...
*Narrator*
Z oczu Jacka zaczęły płynąć łzy. Co chwila było ich coraz więcej. Spływały jedna po drugiej po jego bladej twarzy, by po chwili wylądować na niebieskiej koszuli, która i tak była już mokra.
Mijały godziny. Za oknem zrobiło się jasno. Ola obudziła się. Miała czerwone od płaczu oczy. Wstała i poszła do sypialni. Tam ujrzała Jacka siedzącego na krześle, śpiącego z głową opartą o parapet. Przypomniała sobie wczorajszą wizytę u lekarza. Z jej oczu znów wypłynęła łza. Szybko jednak ją otarta. Nie mogła się przecież poddać. Musiała walczyć. Dla niego. Nie mogła go zostawić samego.
Poszła do kuchni, by zrobić śniadanie. Przygotowała kanapki, które postawiła na stole. Chciała zaparzyć kawę. W tym celu wyjęła z szafki dwa kubki. Postawiła je na blacie. Otwierając pojemnik z kawą, zrzuciła kubek na podłogę. On rozbił się na małe kawałki. Kobieta ukucnęła i zaczęła zbierać szkła. Po chwili w pomieszczeniu zjawił się Jacek. Podszedł do niej.
-Zostaw to. Ja się tym zajmę-powiedział z troską.
Ola usiadła przy stole. Nowak sprzątnął, a potem zaparzyć kawę. Po chwili siedzieli naprzeciwko siebie. W ciszy patrzyli sobie w oczy. Oboje mieli ponure miny.
-Jedz-powiedział cicho.
Ola niechętnie wzięła do ręki kanapkę i powoli zaczęła jeść. Jacek zrobił to samo.
-Na którą masz do pracy?-zapytała.
-Nie idę dziś do pracy. Ani ja, ani Ty.
-Jak to?
 -Przecież masz dziś chemioterapię.
-A Ty? Dlaczego nie idziesz?
-Słonko nie zostawię Cię samej. Zawsze będę przy Tobie.
-Dziękuję-szepnęła.
Powoli zbliżała się 10. Ola i Jacek wyruszyli w drogę do przechodni chemioterapi. Kilkanaście minut później byli już na miejscu. Po kilku godzinach kroplówki, wyszli z gabinetu. Koło 15 byli w domu. Zaczęli przygotowywać kolację. Gdy już usiedli, niespodziewanie usłyszeli dzwonek do drzwi. Nowak poszedł otworzyć. Przekręcił klucz. Po chwili do mieszkania wszedł Wysocki.
-Cześć Jacek-przywitał się.
-Dzień dobry.
Udali się do kuchni, gdzie była Ola. Zaprosili komendanta na posiłek. Ten się zgodził. Tak więc zasiedli do stołu. Wojciech rozpoczął rozmowę.
-A z Wami co się dzieje? Czemu nie byliście dziś w pracy?-młodzi popatrzyli na siebie.-Ciągle źle się czujesz Olu?
-Już jest lepiej-odrzekła szybko.
Jacek spojrzał na nią z zaskoczeniem.
-Ola...-przerwał.
Kobieta spojrzała na ukochanego. Wiedziała o co mu chodzi, ale nie chciała. Nie chciała mówić ojcu o swojej chorobie. Po co miała go martwić?
Nastała chwila milczenia. Wszyscy patrzyli po sobie. Nikt się nie odzywał. Nagle.. z nosa Oli zaczęła wypływać krew. Jacek szybko pobiegł po chusteczki. Aleksandra pochyliła głowę w dół. Wysocki był zaskoczony. Nie wiedział dlaczego tak nagle.....
Po kilku minutach krwawienie ustąpiło. Wszyscy poszli do salonu. Musieli porozmawiać. Usiedli na kanapie. Nie było to łatwe. Jak powiedzieć komuś bliskiemu, że jest się ciężko chorym?? Że niedługo może jej zabraknąć??
-Tato...ja....-nie wytrzymała. Rozpłakała się. Nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa.
Jacek objął ją ramieniem. Ona mocno się w niego wtuliła. Była cała roztrzęsiona. Wysocki patrzył na nią. Zastanawiał się, co takiego się stało.
-Jacek....o co chodzi.....?-zapytał powoli.
Jacek popatrzył na niego. Na samą myśl o tym, co za chwilę będzie musiał powiedzieć, łzy napływały mu do oczu.
-Ola... ona.... ona ma.... ma... białaczkę....
Po tych słowach, z jego błękitnych oczu wypłynęły małe kropelki. Przyłożył głowę do ramienia ciągle wtulonej w niego Aleksandry. Przytulił ją jeszcze mocniej. Wysocki również miał oczy pełne łez. Nie wiedział co ma powiedzieć. Był przerażony.
*Wojciech*
To niemożliwe!!! To nie może być prawda!!! Nie wierzę w to!!! Ola... moja mała Oleńka... ona nie może umrzeć. Nie może... Nie może nas zostawić.... Dlaczego? Dlaczego akurat ona? Dlaczego to musiało spotkać moją małą córeczkę??? Jak my sobie z tym poradzimy? Ona musi wyzdrowieć! Musi!!! Ona musi być z nami!!! Najpierw straciłem żonę....a teraz....teraz miałbym stracić i jedyną córkę? Nie! Nie mogę na to pozwolić!!!
*Narrator*
Bardzo długo tak siedzieli. W końcu Wysocki postanowił się odezwać.
-Oleńko....kochanie...bedzie dobrze.. przecież to można leczyć.... damy sobie radę....
Wtedy Ola jeszcze bardziej się rozpłakała. Komendant nie wiedział co ma robić. Jacek przytulił ukochaną. Nagle Aleksandra źle się poczuła. Wstała i pobiegla do łazienki. Tam zwymiotowała. Gdy wróciła, położyła się na kanapę, opierając głowę na kolanach Jacka. Nie miała już na nic siły. Nie mogła już nawet płakać. Zamknęła oczy, a po chwili zasnęła. Nowak położył rękę na jej głowie. Delikatnie pogładził jej włosy. Spojrzał na komendanta.
-Co teraz będzie?-zapytał cichym, smutnym głosem.
-Nie wiem Jacek. Nie wiem.
Z jego oczu wypłynęły łzy.
Zbliżała się 20. Na dworze zrobiło się już ciemno. Wysocki postanowił wrócić do swojego mieszkania. Pożegnał się z Jackiem i wyszedł.
Następnego ranka Jacek wstał już o szóstej. Nie mógł spać. Ciągle myślał o Oli. Przepłakał całą noc. Około siódmej Aleksandra również się obudziła. Udała się do kuchni. Jacek siedział przy stole i z trudem przełykał jedzenie. Ola podeszła do niego i pocałowała go w policzek, po czym usiadła naprzeciwko. Ona również niechętnie wzięła się za jedzenie. Zaczęła rozmowę.
-Idziesz dziś do pracy?
-Przecież nie mogę Cię tu samej zostawić.
-Ale ja... Nie chcę siedzieć w domu. Chcę iść do pracy.
-Jak się czujesz?
-Dobrze, tylko ciągle o tym myślę.
-Ola... musimy być dobrej myśli.
-Łatwo powiedzieć...
-Olu...kochanie... Wiem, że jest Ci ciężko, ale... mi też jest ciężko. Ja nie chcę Cię stracić. Kocham Cię. Musisz walczyć. Jestem przy Tobie i zawsze będę. Razem damy sobie radę. Przejdziemy przez to. Będzie dobrze...
Z oczu Oli znów skapnęły łzy. Jacek podszedł do niej i je otarł. Potem pocałował ją w czoło. Po chwili kobieta uspokoiła się.
Za piętnaście ósma Ola i Jacek byli na komendzie. Wysocki nie był zadowolony, że Ola w takim stanie chce nadal pracować. Nie chciał też, żeby Jacek pracował po bezsennej nocy. Jednak oni nie chcieli wrócić do domu. Pracę skończyli około siedemnastej. Wrócili do domu. Zrobili kolację i zasiedli do stołu. Po spożyciu posiłku położyli się spać.
Dni szybko mijały, a każdy z nich był taki sam. Szary, smutny, ponury. Ola regularnie jeździła z Jackiem do przechodni na chemioterapię. Ciągle walczyli. Nie mogli się poddać! Nie mogli! Wierzyli, że w końcu wygrają. Wierzyli, że zdarzy się cud. Że Ola wyzdrowieje. Nigdy nie tracili nadzieji. Ile czasu już minęło odkąd dowiedzieli się o chorobie? Tydzień, miesiąc, potem drugi... trzeci i kolejny... Minęło już siedem miesięcy i dalej nic. Nie ma żadnej poprawy. Więc....ile jej jeszcze czasu zostało? Tego nie wie chyba nikt.
Był piękny wiosenny poranek. Słońce ogrzewało ziemię. Ptaki śpiewały swoje piękne pieśni. Dziś Ola miała kolejną wizytę u lekarza. Zaraz po śniadaniu razem z Jackiem ruszyli w drogę. Przed dziewiątą byli już na miejscu.
Siedzieli już w gabinecie. Naprzeciwko nich, za biurkiem miejsce zajmował doktor Wójcik.
-Pani Aleksandro..-zaczął-robiliśmy wszystko co w naszej mocy... chemia...przeszczep szpiku...ale...Pani szanse na przeżycie są znikome...
-Jak to??? Panie doktorze??? To niemożliwe...-Jacek był w szoku.
Kobieta rozpłakała się i wtuliła w Jacka. Ten objął ją swoim ramieniem.
-Spokojnie...Nie poddamy się. Będziemy dalej walczyć.
-Po co?-pytała.-Ja nie daje rady... Ja już nie mogę...
-Olu...Nie mów tak...
-Pani Aleksandro... jeden Bóg wie co jeszcze może się wydarzyć...nic nie jest jeszcze przesądzone. To może się zmienić.
-Ja nie wierzę w cuda...
Ola wstała i wyszła z gabinetu. Jacek popatrzył na lekarza ze smutkiem w oczach. Szybko ruszył za Olą. Dogonił ją, gdy była już przy samochodzie. Wsiedli do auta i nie odzywając się do siebie ani jednym słowem, wrócili do domu.
Gdy weszli do mieszkania, Ola od razu poszła do sypialn, zamykając za sobą drzwi. Blondyn powoli poszedł za nią. Delikatnie zapukał. Usłyszał tylko cichy płacz. Wszedł do środka. Ola leżała na łóżku wtulona w poduszkę. Policjant usiadł na brzegu łóżka.
-Olu.... kochanie... jestem przy Tobie. Zawsze będę. Nie zostawię Cię samej. Ola.. musimy walczyć... proszę...
Kobieta podniosła się. Spojrzała mu w oczy.
-Jacek... ja nie chcę... Nie chcę żebyś patrzył jak upadam..
-Jestem po to, żeby pomóc Ci się podnieść.
Uśmiechnął się lekko. Ona znowu wtuliła się w niego.
-Dziękuję-szepnęła mu do ucha.
On spędzał z nią wszystkie dni i każdą noc. Był przy niej non-stop. Nie zostawiał jej ani na chwilę.
Mijały dni, a z nią coraz gorzej. Z dnia na dzień stawała się słabsza. Jej organizm ciągle walczył. Mimo to ona była najszczęśliwszą osobą na świecie. Miała przy sobie bliskich, rodzinę i miała Jacka. On był dla niej wszystkim. Głównie to dla niego walczyła. Chciała by był szczęśliwy. Wiedziała już, że jej czas dobiega końca. Ale to nie było ważne. Najważniejsze było to, że są razem, bo tylko razem mogli dać radę. Mogli pokonać strach.
Wiosna przemknęła, tak samo jak lato. Nadeszła jesień. Smutna jesień. Nadeszły ostatnie dni Oli. Zbliżał się wieczór. Ona leżała na łóżku, a on siedział obok trzymając ją za rękę. Patrzyli sobie w oczy.
Ola uśmiechnęła się lekko. Po chwili słabym głosem zaczęła rozmowę.
-Jacek...Kocham Cię.
-Olu...
-Pamiętaj. Kochałam Cię.. kocham i zawsze będę Cię kochać. Ciągle będę przy Tobie. Będę nad Tobą czuwać. Nigdy nie zostaniesz sam. Nie jesteś sam. Pamiętaj o tym. Jacek... chcę żebyś był szczęśliwy.
-Oleńko...-łzy spłynęły mu po policzkach.
-Kocham Cię.
Po tych słowach zamknęła swoje piękne, błękitne oczy.
-OLA!!!-krzyknął a w pokoju pojawili się Wysocki i rodzice blondyna.
Jacek rozpłakał się. Pocałował ukochaną w jej drobną, jeszcze ciepłą rączkę, po czym przyłożył swoją głowę do jej twarzy. Słone łzy młodzieńca obmywały blade policzki Oli.
Wysocki stał nieruchomo. Z jego oczu wypływały małe, przezroczyste kropelki. Był zrozpaczony. Właśnie stracił swój największy skarb, swoją jedyną córeczkę. Razem z nią stracił wszystko. Już nic mu nie zostało. To ona wypełniała całe jego życie. A teraz... teraz już jej nie ma.
Czas na chwilę zatrzymał się w miejscu. W mieszkaniu nastała cisza. Jacek tulił się do Oli. W jego sercu rósł ból, rozpacz, strach... Stracił miłość swojego życia. W jego głowie rodziło się coraz więcej pytań. Dlaczego akurat ona? Dlaczego tak szybko? Dlaczego dziś? Mieli przed sobą jeszcze całe życie, lecz jej już nie ma na tym świecie. Na tym okropnym świecie!
Minęły trzy dni. Dziś wszyscy pogrążeni w żałobie udali się do kościoła. Msza była bardzo piękna i uroczysta. Było na niej mnóstwo osób. Rodzina, przyjaciele, przyszły wszystkie osoby pracujące na komedzie. Przyszedł każdy, kto choć trochę znał Aleksandrę.
Po mszy udali się na cmentarz. Nie jest to przyjemne miejsce. Ten jesienny dzień był bardzo ponury. Wszyscy płakali. Płakało również niebo. Doszli na miejsce. Wtedy deszcz ustał. Do głębokiego dołu włożono trumnę. Na ten okropny widok Jacek rozpłakał się jeszcze bardziej. Wziął do ręki garstkę ziemi. Szepnął ciche "Kocham Cię", po czym rzucił piasek na trumnę. Po chwili wszyscy uczynili to samo. Ostatnie pożegnanie. Wszyscy się rozeszli. Zostali tylko Jacek, Wysocki i rodzice Nowaka. Po chwili oni również postanowili wrócić do domu. Byli w mieszkaniu Aleksandry. Siedzieli w ciszy. Każdy myślał o tym samym. Wszystko przypominało im o młodej kobiecie. O cudownej osobie, która odeszła w tak młodym wieku.
Jacek wstał i udał się do kuchni. Zalał sobie kawę gorącą wodą. Po chwili zakręciło mu się w głowie. Upadł z wielkim hukiem na podłogę, uderzając przy tym głową o stół. W pomieszczeniu szybko zjawili się obecne osoby.
-Jacek, co się stało?-przeraziła się matka blondyna.
-Zakręciło mi się w głowie-powiedział.
-Dobrze się czujesz?-pytał Wojciech.
-Tak. Wszystko jest w porządku.
-Jedziemy do szpitala.
-Nie. Naprawdę nic mi nie jest. To przez zmęczenie.
-Na pewno??
-Na pewno.
-I nic Cię nie boli?-dopytywali.
-No boli mnie strasznie głowa, ale przejdzie mi.
-Jacek...
-Mamo przestań. Nic mi nie jest.
Poszedł do sypialni. Usiadł na łóżku i przytulił do siebie poduszkę, na której zawsze spała Ola. Do oczu znów napłynęły mu łzy. Po chwili w pokoju pojawił się komendant. Popatrzył na Jacka. Podszedł do niego i usiadł obok.
-Jacek....
-Tak bardzo ją kochałem...zawsze będę ją kochał. Ale.. brakuje mi jej. Nie umiem żyć bez niej.
Teraz Wysocki również uronił łzy. Blondyn ścisnął mocniej poduszkę. Im obu było bardzo ciężko. Obaj stracili ukochaną osobę.
Minęło kilkanaście dni. Nikt jeszcze nie pozbierał się po śmierci Oli. Jacek bardzo to przeżywał. Nie był w stanie nic robić. Ciągle bolała go głowa. Myślał, że to ze zmęczenia, że przejdzie. Mylił się. Z dnia na dzień było z nim coraz gorzej. W ciągu tygodnia cztery razy stracił przytomność. Nie zamierzał jednak iść z tym do lekarza. Ciągle myślał o swojej ukochanej. Tęsknił za nią.
Tego dnia przyszedł do niego Wysocki. Od razu zauważył, że Jacek jest jakby nieprzytomny. Spojrzenie miał nieobecne. Jego głos był spowolniony, a ton jednostajny. Komendant pytał go o jego samopoczucie, lecz ten mówił niewyraźnie i chaotycznie. Postanowił zabrać go do szpitala. Po kilkunastu minutach byli już na miejscu. Gdy już wchodzili, blondyn stracił przytomność.  Szybko podbiegły do niego pielęgniarki. Zabrały go na jakąś salę. Wysocki powiadomił rodziców Nowaka, którzy po chwili zjawili się w szpitalu. Razem czekali przed salą. Po długim oczekiwaniu wyszedł lekarz.
-Jest ktoś z rodziny Nowaka?-zapytał.
-Tak. Jesteśmy rodzicami Jacka-powiedziała kobieta.-Co z nim?
-Czy Państwa syn miał ostatnio jakiś wypadek lub mocno uderzył się w głowę?
-Yy tak... zasłabł i upadł, uderzając głową. Ale co z nim?
-Pan Jacek miał krwotok wewnętrzny. Krew wylewała się do mózgu. Państwa syn... nie żyje.
Grunt usunął im się spod nóg. To był dla nich wielki szok. Niedawno zmarła Ola, a teraz i Jacek. Byli załamani. Kobieta o blond włosach i niebieskich oczach zaczęła płakać. Jej mąż przytulił ją. Wysocki usiadł na krześle chowając twarz w dłoniach. Znowu to samo. Znów czuli ból, rozpacz, cierpienie, rozczarowanie, przygnębienie, nienawiść, niechęć do życia....
Trzy dni później, po raz kolejny wszyscy spotkali się w kościele. Tym razem na pogrzebie Jacka. Po uroczystej mszy, udali się na cmentarz. Stanęli przed pomnikiem, na którym widniał już napis "Aleksandra Wysocka". Po chwili włożono tam kolejną trumnę. Odmówiono modlitwę i znów na trumnę spadły garstki piasku. Ludzie rozeszli się. Zostały tylko trzy osoby, komendant oraz rodzice Jacka. Stali wpatrując się w grób. W oczach mieli łzy. Stali w ciszy kilka, może kilkanaście minut. Tą długą chwilę milczenia przerwał ochrypły głos Wysockiego.
-Teraz przynajmniej są razem.
Z oczu całej trójki znów spłynęły duże, gorzkie łzy.



środa, 30 grudnia 2015

71. Morderca pod domem

Ola odwróciła się. Za swoimi plecami ujrzała Dawida. Tak Dawida Jastrzębskiego, jej dawnego rehabilitanta i poszukiwanego mordercę. Mężczyzna podszedł do niej bardzo blisko.
-Czego chcesz?-wystraszyła się.
-Chcę Ciebie.
-Co??? Co Ty pierdolisz??? Dzwonię na policję.
-No proszę. Przecież Ty jesteś policjantką. Sama mi nie dasz rady?-zaśmiał się.
Aleksandra wyjęła telefon. Niestety brunet szybko złapał ją za rece. Przycisnął do samochodu. Kobieta chciała krzyczeć, lecz zasłonił jej usta. Ola zaczęła się szarpać. Mężczyzna stracił do niej cierpliwość. Wyjął jakiś twardy przedmiot i uderzył nim w głowę policjantki. Ona osunęła się na ziemię. Ten zaś podniósł ją, związał i zaniósł do swojego auta. Po chwili odjechał w niewiadomym dla Oli kierunku.
Zbliżała się dziewiętnasta. Godzinę temu Mikołaj wraz ze swoją partnerką mieli zacząć służbę. Ale kobieta nie pojawiła się w pracy. Zaniepokojony aspirant dzwonił do niej ciągle, lecz ta nie odbierała telefonu.
W tym samym czasie Jacek właśnie kończył jeść kolację. Nagle usłyszał dzwonek swojej komórki. Wstał i podszedł do szafki, na której leżał telefon. Na wyświetlaczu zobaczył napis "Mikołaj". Zdziwiony, odebrał.
-Halo?
-Yy cześć Jacek.
-No cześć.  O co chodzi? Ty nie masz teraz służby?
-No właśnie powinienem mieć, ale..
-Co??
-Chodzi o Olkę.
-No ale co z nią?
-To ja się chciałem zapytać co z nią.
-Mikołaj, poczekaj bo już za Tobą nie nadążam. Możesz mówić jaśniej.
-Gdzie jest Ola?
-W pracy, a gdzie ma być?
-W jakiej kurwa pracy? Jej tu nie ma.
-Ale jak to nie ma? Przecież pojechała już koło piątej.
W tym momecie Jacek podszedł do okna. Tam ujrzał stojący przed domem samochód Oli.
-O kurwa...

***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam?
Pozdrawiam

wtorek, 29 grudnia 2015

70. Wyniki

Cztery dni później
Ola i Jacek właśnie przyjechali do pracy. Weszli na komendę. Na korytarzu zatrzymał ich Mieszko.
-O jesteście już-powiedział.-Monika prosiła, żebyście do niej poszli.
-A o co chodzi?-zapytał blondyn.
-Nie wiem. Nic nie mówiła.
-No dobra. To idzimy.
Po tej krótkiej rozmowie, udali się do pokoju Kownackiej.
-Cześć Monika-przywitali się.
-Cześć wam.
-O co chodzi?-spytała Ola.
-No.. właśnie przyszły wyniki.
-Jakie wyniki?
-Tego naskórka.
-I co???-zaciekawili się.
-Nawet łatwo poszło. Wiemy już kto to jest.
-No to mów.
-Był już wcześniej karany. To niejaki Dawid Jastrzębski.
-Czyli to on.
-Znacie go???
-Tak..
-No, ale...wiecie, gdzie możemy go znaleźć.
-Tego akurat nie wiemy-powiedziała Ola.
-Trzeba go znaleźć zanim znowu coś zrobi-oznajmił Jacek.
-Już szuka go policja w całym kraju. Minęło trochę czasu i mógł gdzieś wyjechać. Może nawet za granicę.
-Można się było tego spodziewać.
Gdy skończyli rozmowę z Moniką, wzięli się za swoje obowiązki. Do domu wrócili o 18. Zjedli kolację, wykąpali się i poszli spać.
Następnego ranka Ola miała iść do pracy na nockę. Jacek natomiast miał na ósmą. Wrócił około piątej wieczorem. Wszedł do kuchni. Zobaczył tam pyszną kolację.
-Cześć kochanie-przywitał się.
-Cześć. Zrobiłam dla Ciebie coś pysznego.
-Dziękuję.
-Mam nadzieję, że Ci będzie smakować.
-Będzie na pewno-uśmiechnął się.
-Ja już będę się zbierać.
-No to pa.
-Pa kochanie-pocałowała go w policzek i wyszła.
Na dworze było już ciemno. Kobieta podeszła do samochodu. Otworzyła drzwi. Nagle usłyszała znajomy głos:
-Dobry wieczór.

***
Mamy kolejne opowiadanie.  Podobało się Wam? Spodziewaliście się tego, że to Dawid zabił Anię? Jak myślicie, czyj głos usłyszała Ola?
Pozdrawiam

poniedziałek, 28 grudnia 2015

69. Zbrodnia doskonała?

Kobieta odebrała.
-Cześć Ola-usłyszała w słuchawce głos Moniki.
-Cześć. Coś się stało?
-Yyy, nie. Mamy nowe informacji w sprawie Jacka.
-A.. jakie?
-Będziecie jutro w pracy?
-Tak, ale o co chodzi?
-To wiesz co? Pogadamy jutro. Cześć.
-Ale Monika...
Kownacka rozłączyła się. Jacek spojrzał na żonę.
-Co się stało?-zapytał.
-Nie wiem. Ustalili coś w sprawie tej dziewczyny, ale..
-Co?
-Nic więcej nie powiedziała. Mamy jutro z nią pogadać w pracy.
Po kolacji Ola i Jacek położyli się spać. Następnego dnia obudzili się przed szóstą. Po wykonaniu rutynowych czynności, zasiedli do śniadania. Potem udali się do pracy. Na miejscu byli o 7.25. Od razu poszli do Moniki, by dowiedzieć się, o co jej wczoraj chodziło. Weszli do pokoju.
-Cześć-przywitali się.
-Cześć Wam. Co u Was?
-Może najpierw powiedz, jakie masz informacje.
-Powiedzmy, że ta zbrodnia nie była doskonała.
-Możesz jaśniej?-zapytał.
-Pewne jest to, że ktoś chciał Cię wrobić.
-No brawo... to akurat wiedziałem od początku-zdenerwował się.
-No tak... Najpierw wydawało się, że oprócz dowodów przeciwko tobie, nie ma innych śladów. Jednak po dokładnej sekcji zwłok, znalazło się coś.
-Co?-zaciekawili się.
-Ofiara broniła się i prawdopodobnie próbowała krzyczeć. Zabójca zasłonił jej usta dłonią. Ona najwyraźniej ugryzła go, bo w ustach znaleziono kawałek naskórka. Wysłaliśmy to już do laboratorium. Wyniki powinny być za kilka dni.
Po rozmowie z Kownacką, małżonkowie poszli na odprawę. Dzień minął im spokojnie. O 16 byli już w domu.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Jak myślicie, kto zabił Anię i dlaczego?
Dziękuję Wam za ponad 20 000 wyświetleń.
Pozdrawiam

niedziela, 27 grudnia 2015

68. "Nareszcie w domu"

Równo o siódmej otworzyły się drzwi. Ola spojrzała w tamtą stronę. Po chwili ujrzała Jacka. Gdy ją zobaczył stanął nieruchomo i wpatrywał się w nią. Ona również znieruchomiała. Stali tak przez dobre kilka minut. Dzieliło ich kilka metrów od drzwi do furtki. W pewnym momencie, równocześnie na ustach Oli i Jacka pojawił się uśmiech. Zaczęli biec do siebie. Chwilę później byli już razem. Kobieta rzuciła się mężowi na szyję i mocno go przytuliła. On wziął ją na ręce i zakręcił się w kółko. Jeszcze przez jakiś czas się przytulali. Potem Jacek postawił żonę na ziemi.
-Tęskniłam za Tobą-powiedziała Ola.
-Ja za Tobą też skarbie. Kocham Cię.
Małżonkowie zaczęli się całować. Czuli się tak cudownie. Brakowało im siebie. Po pewnym czasie oderwali się od siebie. Jacek odruchowo spojrzał na budynek. Tam jego wzrok się zatrzymał. Ola spojrzała w to samo miejsce. W oknach ujrzała policjantów. Wszyscy patrzyli się na nich z podziwem i radością. Ola uśmiechnęła się do Jacka. Razem ruszyli w stronę samochodu.
Kilkanaście minut później byli już w domu.
-Nareszcie w domu-powiedział Jacek, wchodząc do środka.
-Smutno tu było bez Ciebie.
-A Ty nie idziesz dziś do pracy?
-Nie, wzięłam sobie wolne. Specjalnie dla Ciebie.
Jacek uśmiechnął się. Podszedł do Oli i zaczął ją całować. Powoli kierowali się do sypialni. Chwilę później opadli na łóżko. Pozbywali się z siebie ubrań. (...) Potem zasnęli wtuleni w siebie.
Obudzili się koło 12, więc poszli robić obiad. Bawili się przy tym jak nigdy dotąd. Było bardzo wesoło. Po dwóch godzinach był już gotowy. Gdy zjedli, zaczęli sprzątać. Przy tej zabawie zabrudzili całą kuchnię. Około 16 poszli do kina na komedię romantyczną. Film bardzo im się podobał. Po 18 seans się skończył. Ola i Jacek w świetnych humorach wrócili do domu.
Gdy kończyli jeść kolację, zadzwonił telefon Aleksandry.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Cieszycie się, że Jacek wyszedł na wolność? Jak myślicie, kto zadzwonił do Oli?
Pozdrawiam

sobota, 26 grudnia 2015

67. Niewinność udowodniona

Ola została na noc u taty.
Następnego dnia na konedzie:
W pokoju siedzieli Monika, Ola, Mikołaj i Wysocki.
-Sprawdziliśmy te nagrania-powiedziała Kownacka.
-No i co?-zapytał komendant.
-Jacek jest na nagraniu. Równo siedem minut po tym jak zniknął z nagrania spod klubu.
-Więc chyba nie mógł w siedem minut zabić tej dziewczyny i przejść ponad 200 metrów-oznajmił Białach.
-No właśnie.
-Czyli Jacek jest niewinny-uśmiechnął się Wysocki.
-Tak. Trzeba teraz z tym do prokuratury i jutro rano powinni go wypuścić-ciągnęła Monika.
Aleksandra uśmiechnęła się lekko. Po skończeniu służby, wróciła do domu. Myślami ciągle była przy Jacku. Pewnie teraz znowu prokurator męczy go jakimiś pytaniami. Na szczęście wszystko się wyjaśniło. Jutro Jacek będzie mógł wrócić do domu. Ola cieszyła się bardzo z tego powodu, bo tęskniła za nim. Nieraz w nocy, gdy była sama, płakała. Ciężko jej było rozstawać się z mężem. Poza tym bała się, że może on trafić do więzienia na długie lata.
Następnego ranka Ola obudziła się o szóstej. Wzięła prysznic, zjadła śniadanie i wyszła z domu. Wsiadła do auta. Ruszyła w stronę aresztu śledczego. Za piętnaście siódma była już na miejscu. Jacek miał wyjść równo o siódmej, więc musiała jeszcze trochę poczekać. Wysiadła z samochodu. Oparła się o furtkę i czekała z niecierpliwością.

***
Kolejne opowiadanie za nami!!! Podobało się Wam? Cieszycie się, że Jacek został uniewinniony? Jak będzie wyglądało pierwsze spotkanie Oli i Jacka po wyjściu z aresztu?
Pozdrawiam

piątek, 25 grudnia 2015

66. "Tęsknię za nim"

Po rozmowie z Jackiem, Ola pojechała do swojego ojca. Chciała mu powiedzieć o tym, czego się dowiedziała.
Pół godziny później stała już przed drzwiami jego mieszkania. Nacisnęła dzwonek. Po chwili drzwi otworzyły się.
-Cześć tato.
-Cześć córcia. Wejdź.
Aleksandra weszła do środka.
-Coś się stało?-zapytał.
-Byłam u Jacka.
-Hh, jak on się trzyma?
-No jakoś musi. Już się rozniosło, że jest policjantem i go pobili.
-Jak to? Nic mu się nie stało?
-Nic poważnego...
-Mieli na niego uważać. Niech ja się tylko natknę na tego, co jakiegoś bandytę z Jackiem posadził.
-Tato przestań...
-No co? Ola co się dzieje? Zrobili mu coś jeszcze?
-Nie... Rozmawialiśmy o tym zdarzeniu.
-Dowiedziałaś się czegoś?
-Po tym jak spotkał tą Anię, idąc do domu przechodził obok sklepu. Co prawda było już zamknięte, ale może był tam jakiś monitoring.
-To trzeba to sprawdzić. Wiesz jaki to sklep?
-Nie, ale to jest gdzieś niedaleko tego klubu.
-No to jeśli będzie ten monitoring, a na nim nagranie z Jackiem, to jesteśmy uratowani-Wysocki uśmiechnął się.-Ej córcia nie cieszysz się?
-Cieszę się, ale...
-O co chodzi? Coś nie tak? Źle się czujesz?
-Nie, wszystko w porządku.
-Ola przecież widzę. Mów tu staremu ojcu co się dzieje.
Policjantka spojrzała na tatę.
-Tęsknię za nim... bardzo.
Z jej oczu spłynęły łzy. Wojciech podszedł do niej i ją przytulił.
-Wszystko będzie dobrze Oleńko-wyszeptał jej do ucha.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam

65. Opowieść Jacka

-Olu, kochanie..-zaczął.-Ja.. chciałem Ci wszystko wyjaśnić.
-Ale co wyjaśnić.
-Słonko, ja tego nie zrobiłem. Uwierz mi.
-Jecek.. wierzę Ci. Wiem, że tego nie zrobiłeś.
-Naprawdę?
-Tak. I chcę Ci pomóc, dlatego musisz mi wszystko dokładnie opowiedzieć. Dobrze?
-Jesteś cudowna Oleńko.
-Mów, bo nie mamy za wiele czasu.
-Od czego zacząć?
-Odtąd jak poznałem tą dziewczynę.
-No więc.. Było koło trzeciej, więc postanowiłem wrócić do domu. Pożegnałem się z chłopakami i wyszedłem. Przed klubem wpadła na mnie ona. Przewróciłaby się, ale ją złapałem. To wtedy udrapnęła mnie przez przypadek. Pogadalismy chwilkę. Zapytałem, czy jej nie odprowadzić, ale nie chciała. I tyle. To cała historia.
-A... co było dalej? Gdzie poszedłeś? Może jechałeś jakąś taksówką?
-Nie. Szedłem przez jakąś ulicę. Pusto tam było, nie widziałem żadnych ludzi. Pamiętam, że przechodziłem obok jakiegoś małego sklepu, ale też był już zamknięty. Potem były tylko jakieś ciemne uliczki, nie pamiętam za bardzo jakie i gdzie to było.
-Ten sklep... może tam był jakiś monitoring. Trzeba będzie to sprawdzić.
-Ola... dziękuję, że przy mnie jesteś, że mi pomagasz. To wiele dla mnie znaczy. Bez Ciebie nie dałbym sobie rady.
-Jacek, kochanie... jesteś moim mężem. Zrobię dla Ciebie wszystko.
-Ale ja nie chcę wszystkiego.
-Tylko co?-zdziwiła się Ola.
-Tylko mnie kochaj-posłał jej ciepły uśmiech.-Chce tylko Ciebie. Ciebie i nasze maleństwo. A jak się czujesz?
-Dobrze. Jutro mam wizytę u ginekologa, ale...
-Co jest?
-Wolałabym, żebyś był przy mnie.
-Cały czas jestem przy tobie. Jestem w twoim sercu.
Ola uśmiechnęła się lekko. Nagle usłyszeli czyjś głos.
-Kończcie już-powiedział strażnik.
Jacek spojrzał na Olę. Położył swoje ręce na leżących na stoliki rękach żony. Wtulił w nie swoją głowę. Aleksandra patrzyła na niego ze łzami w oczach. Wiedziała, że Jacek również płacze, bo czuła krople na swoich dłoniach.
Siedzieli tak przez kilka minut. Niestety widzenie się skończyło. Małżonkowie wstali. Na pożegnanie przytulili się i namiętnie pocałowali. Potem Jacek został wyprowadzony. Ola stała jeszcze przez chwilę, patrząc za nim. Otarta łzy i wyszła z aresztu.

***
Mamy kolejne opowiadanie :) Podobało się Wam?
Pozdrawiam

czwartek, 24 grudnia 2015

Miniaturka 1.

Zielone gałązki, a na każdej świeczka,
W stroiku z bibułek stoi choineczka
Gdy zaświeci gwiazdka między gałązkami,
Wesołą kolędę dla niej zaśpiewamy.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia przygotowałam dla Was miniaturkę. Chciałabym Wam wszystkim bardzo podziękować za to, że czytacie mojego bloga. Mam nadzieję, że się spodoba.
Zapraszam do czytania.


24 grudnia 2015
Dziś wigilia. Z tej okazji wszyscy mają wolne. Jak co roku Ola spędza święta z ojcem. Zrobiła zakupy i udała się do jego mieszkania. Gdy weszła ujrzała niedużą, ale śliczną, zieloną, pachnącą lasem choinkę. Obok stały świąteczne ozdoby.
-Witaj córeczko.
-Część tato. Nie ubrałeś jeszcze choinki?
-Nie. Czekałem na Ciebie.
Po chwili zaczęli zawieszać na gałązkach bombki, świeczki, łańcuchy i kolorowe aniołki z porcelany. Świąteczne drzewko wyglądało cudownie. Około 14 Ola i Wysocki zaczęli przyrządzać wigilijne potrawy. Zrobili barszcz czerwony z uszkami, karpia w garalecie, rybę po grecku, łazanki z kapustą, pierogi z twarogiem, kapustę z grzybami i kilka innych potraw. O 18.30 potrawy były gotowe. Zaczęli nakrywać do stołu. Pod obrus włożyli trochę sianka. Po 19 rozpoczęli ucztę. Na początku odmówili modlitwę, potem podzielili się opłatkiem. W końcu zasiedli do stołu. Po zjedzeniu kolacji podeszli do choinki. Tam zaczęli sobie składać życzenia i wręczać prezenty. Potem postanowili zaśpiewać kolędę. Śpiewali głośno i wesoło. Razem czas minął im bardzo szybko. O północy we dwoje poszli na pasterkę.
Następnego ranka, 10.20
Dziś, jak zawsze w pierwszy dzień świąt miało odbyć się świąteczne przyjęcie. Ola wraz z ojcem udała się na komendę, by pomóc w przygotowaniu imprezy. Było tam kilku innych policjantów. Równo o 16 wszyscy funkcjonariusze byli już na miejscu. Na początku zaśpiewali kolędę. Potem podzielili się opłatkiem i zaczęli sobie składać życzenia. Po tym rozpoczęciu zaczęła się zabawa. Wszyscy jedli, śmiali się, rozmawiali.
Zbliżała się 19. Na dworze już dawno było ciemno. Ola postanowiła pójść się przewietrzyć. Wyszła na zewnątrz. Ustała opierając się o barierkę. Patrzyła w gwiazdy, a widok był naprawdę piękny. Złote gwiazdy lśniły na ciemnym, prawie czarnym niebie. W tak zimowy wieczór nie było ani jednej, nawet najmniejszej chmurki. Na chodnikach leżał biały, puszysty śnieg. Wszystko było takie śliczne, a mimo to ona była smutna.
Stała tak przez dobre kilkanaście minut. Po chwili usłyszała ciepły, melodyjny głosik.
-Wesołych świąt.
Ola uśmiechnęła się lekko i odpowiedziała:
-Wesołych świąt.
-Co Ty tu sama robisz?-zapytał Jacek.
-Patrzę... w gwiazdy.
-Ola, coś nie tak?
-Nie, czemu?-próbowała się uśmiechnąć, ale jej to nie wychodziło.
-Eej, przecież widzę. Mi możesz powiedzieć. Obiecuję, że się nie wygadam-posłał jej ciepły uśmiech.
-Obiecujesz?
-Yhy, obiecuję. Co jest?
Ola westchnęła ciężko.
-Życie jest do dupy.
-Dlaczego?
-Bo zrobiłam coś... czego bardzo żałuję i wstydzę się do tego przyznać, a jeśli się nie przyznam to...
-To?
-To nigdy tego nie naprawię.
-Ale... jeśli mogę wiedzieć, co takiego zrobiłaś?
Nastała krótka chwila milczenia. Jacek zauważył, że po policzku Oli spływa mała łza.
-Przepraszam. Nie powinienem pytać.
-Nie. Nie oto chodzi tylko o... No dobrze, więc się przyznam.
-A więc?
-Jacek tu chodzi o...
-O co?
Aleksandra spojrzała w oczy blądyna.
-Kilka tygodni temu rozstałam się z pewnym chłopakiem. Z chłopakiem, który zrobiłby dla mnie wszystko. Który zawsze mnie wspiera. Był pierwszym, który nie chciał tylko się mną zabawić, pierwszym, który dbał o mnie i o to, bym była szczęśliwa.-Jacek patrzył na nią.-A ja zostawiłam go. Tak po prostu go zostawiłam. Dlaczego? Sama nie wiem. Wtedy nie wiedziałam jeszcze co do niego czuję. Nie wiedziałam czy kiedykolwiek poczuję do niego coś więcej niż przyjaźń. Bałam się, że... że on się zakocha, a ja nie. I gdybym zerwała z nim później, to by go bardziej zabolało. Lecz teraz..., teraz wiem i jestem pewna, że go kocham. Całym sercem...-Ola uniosła oczy, które do tej pory tkwiły w śniegu i spojrzała w oczy mężczyzny.-Kocham..., kocham Cię Jacek.
Wreszcie na ustach Oli pojawił się szczery uśmiech. Nowak szybko go odwzajemnił. Był zaskoczony, ale i szczęśliwy wyznaniem Oli. Jacek położył swoje ciepłe dłonie na policzkach kobiety. Stali tak przez chwilę, patrząc sobie w oczy. 
-Też Cię kocham Olu-powiedział bardzo cicho, lecz ona i tak słyszała jego słowa.-Od naszego pierwszego pocałunku moje serce należy tylko do Ciebie. Nigdy nie przestałem Cię kochać.
-Wybaczysz mi?-szepnęła.
Blądyn przecząco pokręcił głową.
-Nie potrafiłbym nawet się na Ciebie gniewać. 
Ola uśmiechnęła się. Po woli ich usta zaczęły się zbliżać. Dzieliły je dwa milimetry. 
-Kocham-szepnęła jeszcze raz.
Po tych słowach usta Jacka dotknęły delikatnie ust Oli. Kilka sekund później zaczęli się namiętnie całować. Chcieli, by ta chwila trwała wiecznie. Niespodziewanie poczuli jak na ich głowy spadają małe, zimne płatki śniegu, które po styknieciu się z ciałem, natychmiast zamieniały się w wodę. Nie chcieli przerywać pocałunku, jednak po chwili całkiem się rozpadło. Szybkim ruchem przysuneli się do budynku. Jacek oparł Olę o ścianę i kontynuowali czynność. Teraz mieli spokój, bo ich głowy osłaniał mały, wystający daszek. Całowali się bardzo długo i trwało by to jeszcze dłużej gdyby nie...
-Ola...-usłyszeli głos komendanta.
Szybko oderwali się od siebie, jednak nie mieli zamiaru ukrywać, że coś ich łączy.
-Co tu się dzieje?-Wysocki był zszokowany. 
-Tato, ja go kocham.
Gdy to powiedziała, na twarzy Jacka momentalnie pojawił się uśmiech. Wiedział, że skoro wyznała to ojcu, więcej go nie zostawi.
Inspektor był zdezorientowany. Nie wiedział co ma powiedzieć. Przecież jego córka jest dorosła. Nie mógł jej zabronić spotykania się z Jackiem. Zwłaszcza, że była przy nim szczęśliwa.
-Yyy, wracajcie do środka, bo śnieg pada i jest zimno-powiedział zmieszany.
Wojciech poszedł na komendę. Ola i Jacek popatrzyli na siebie z zaskoczeniem. Po chwili również postanowili wrócić do środka.
Weszli do pokoju trzymając się za ręce. Dosłownie wszyscy od razu to zauważyli. Byli mocno zadziwieni.
Para podeszła do stołu, by nalać sobie wina. Tam Jacek delikatnie pocałował Olę w policzek. Wtedy już inni wiedzieli, że młodzi policjanci zostali parą.
Po chwili podszedł do nich Mikołaj.
-Ola mogę Cię na chwilkę prosić?-powiedział udając uśmiech.
-Jasne.
Poszli w drugi koniec pokoju.
-Czy mi się wydaje, czy Ty znowu jesteś z Jackiem?
-Tak, znów jesteśmy razem-uśmiechnęła się.
-Jeszcze niedawno mówiłaś mi, że nie mogłabyś z nim więcej być.
-A co miałam Ci powiedzieć? W ogóle, o co Ci chodzi?
-Aha, czyli po prostu mnie okłamałaś?
-Wtedy sama jeszcze nie wiedziałam co do niego czuję.
-I co niby teraz już wiesz?
-Przemyślałam sobie wszystko i jestem tego pewna. Zresztą to nie twoja sprawa. A teraz lepiej skończmy tą rozmowę, bo zepsujesz całe święta.
-Jasne-odrzekł wkurzony.
Ola odeszła od niego i udała się w kierunku Jacka.
Godzinę później przyjęcie dobiegło końca. Wszyscy rozeszli się do swoich domów. Jacek zabrał Olę do swojego mieszkania, gdzie cudownie spędzili noc.
Od tych świąt Bożego Narodzenia Aleksandra Wysocka i Jacek Nowak zostali oficjalnie parą i są nią nadal.




Jeszcze raz wszystkim dziękuję, że jesteście ze mną.

Jak obyczaj każe stary,
Według przodków naszej wiary, 
Pragnę złożyć Wam życzenia w dniu Bożego Narodzenia.
Niech ta gwiazdka betlejemska co przyświeca nam o zmroku,
Doprowadzi Was do szczęścia w nadchodzącym Nowym Roku.

WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU
                            Życzy Wasza
                                 Żabka 

środa, 23 grudnia 2015

64. Patrol, widzenie

Po rozmowie z ojcem Ola udała się na służbę. Dziś miała patrol z Emilką. Jednak trudno było jej się skupić, bo ciągle myślała o Jacku. Mimo to próbowała odgonić od siebie smutek. Postanowiła po pracy odwiedzić męża i z nim porozmawiać na osobności.
-Co u Ciebie słychać?-zaczęła rozmowę z Emilką.
-U mnie wszystko w porządku.
-Kiedy ślub?
-Sama nie wiem. Jeszcze nie ustaliliśmy terminu. Ale Ty musisz być moją druchną.
-Wiesz co Emilka? Ja jakoś nie mam ochoty.
-Olka, nie martw się. Wszystko się wyjaśni. Zanim my ustalimy datę, to Jacek będzie już na wolności.
-Tylko, że wszystkie dowody są przeciwko niemu. A co jeśli go skażą?
-Będzie dobrze. Zobaczysz.
-Może masz rację...
-Na pewno. To co zgadzasz się?
-Co to, to nie-zaśmiała się policjantka.-Jak ja będę wyglądać z takim wielkim brzuchem?
-Będziesz wyglądać uroczo.
-Ta jasne. Nie ma mowy. Weź Monikę.
-Oh Olka. No dobra. Mam nadzieję, że chociaż ona się zgodzi.
-Ona musi się zgodzić.
-Czemu?
-Bo nie ma żadnej wymówki.
Kobiety wybuchnęły śmiechem.
Reszta służby minęła im w dość miłym nastroju. Ola na chwilę przestała się martwić. Patrol skończyły o 15. Po wypełnieniu raportów Aleksandra poszła załatwić widzenie z Jackiem. Po prawie dwóch godzinach czekania, wreszcie dostała pozwolenie. Kilkanaście minut później była już na sali. Przy jednym ze stolików siedział Jacek. Gdy tylko zobaczył Olę, wstał. Kobieta podeszła do niego.
-Cześć-powiedział cicho.
-Cześć. Co Ci się stało?-zapytała, gdyż zobaczyła, że ma podbite oko.
-Nic takiego. Rozniosło się, że jestem policjantem.
-Przecież mieli Cię trzymać w oddzielnej celi.
-Wiesz jak to jest. Czasem zabraknie miejsca i trzeba się podzielić-Jacek uśmiechnął się.
Małżonkowie usiedli przy stoliku.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Jak przebiegnie rozmowa Oli z Jackiem?
Pozdrawiam

wtorek, 22 grudnia 2015

63. Ola - prośba do ojca

Po przesłuchaniu Jacka, Ola udała się do domu. Musiała sobie wszystko na spokojnie przemyśleć.
*W myślach Oli*
Wróciłam do domu. Byłam załamana całą tą sytuacją. Nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Czy Jacek  naprawdę to zrobił? Czy zgwałcił i zabił tą dziewczynę?... Nie, nie, nie. To niemożliwe. Nie wierzę w to. Znam mojego męża. On nikogo by nie skrzywdził. Jak ja w ogóle mogłam tak pomyśleć? Muszę mu ufać i wierzyć w to co mówi. On mnie teraz potrzebuje. Muszę być przy nim. Muszę mu pomóc. Zrobię wszystko, żeby oczyścić go z zarzutów. Za kilka miesięcy urodzi nam się dziecko. Ono musi mieć pełną rodzinę. Chcę, żeby Jacek chodził ze mną na badania do ginekologa. Chcę, żeby był przy porodzie. On musi być tu z nami. Jest nam potrzebny. To on był zawsze przy mnie w tych trudnych momentach. Ja go potrzebuję... Ale teraz to on potrzebuje mnie. Kocham Cię Jacek. Zrobię dla Ciebie wszystko. Nie zostawię Cię...
*Narrator*
Po długich rozmyślaniach Ola położyła się spać. Była bardzo zmęczona, więc szybko zasnęła.
Następnego ranka obudziła się o 6.45. Zjadła śniadanie i wykąpała się. Dwadzieścia po siódmej wyszła do pracy. Pół godziny później była już na miejscu. Udała się do ojca, by porozmawiać z nim o Jacku. Weszła do jego gabinetu.
-Cześć tato...-zaczęła.-Muszę z Tobą porozmawiać.
-Cześć. O co chodzi?
-No.. O Jacka.
-Ola, co ja mam zrobić?
-Tato... on tego nie zrobił. Jestem pewna. To nie Jacek.
-Pewnie, że nie. Tylko kto?
-Nie wiem, ale musimy mu pomóc. On nie może trafić do więzienia... tato...proszę...
-Córcia... przecież nie mogę tak po prostu go wypuścić i udawać, że nic się nie stało. Tu chodzi o zabójstwo.
-Tak wiem. Ale... muszą być jakieś dowody na jego niewinność. Pomóż mi je znaleźć... W dodatku rodzice Jacka dzwonili. Ciągle o niego wypytują. Co ja mam im powiedzieć?
-Dobrze Olu. Zrobię wszystko, żeby Jacek był wolny i żebyście byli szczęśliwi.
-Dziękuję.. jesteś najlepszym tatą na świecie.
Po tej rozmowie Aleksandra opuściła pokój.

***
Mamy kolejne dziś opowiadanie. Podobało się Wam? Cieszcie się, że Ola uwierzyła w niewinność Jacka? Myślicie, że uda się znaleźć jakieś dowody korzystne dla Nowaka?
Pozdrawiam

62. Przesłuchanie

Kilka minut później były w pokoju przesłuchań, gdzie czekał już na nich Jacek. Mężczyzna wstał, gdy tylko zobaczył żonę.
-Ola...-zaczął-pzepraszam...ja...
-Za co Ty mnie przepraszasz?-przerwała mu.-Zrobiłeś to?
-Nie Olu...
-Skoro nie, to mnie nie przepraszaj.
-Dobra. Siadajcie już-wtrąciła się Monika.
Nowak zajął miejsce za biurkiem naprzeciwko posterunkowej. Obok Aleksandry usiadła Kownacka.
-Badania wykazały-zaczęła-że pod paznokciami ofiary jest twój naskórek. Możesz to jakoś wyjaśnić?
-No.. tak...
-No więc?-zapytała sierżant sztabowa.
-Jak wychodziłem z tego klubu, to ona potknęła się. Byłem obok, więc szybko ją złapałem. Wtedy ona przez przypadek zadrapnęła mnie.
-Yhy, coś jeszcze?
-Monika... nie wierzysz mi?
-Yyy no... sama już nie wiem...
-Ola....
Aleksandra spojrzała w oczy męża. Zobaczyła w nich strach, ból i rozpacz. Poczuła się taka zagubiona. Z jednej strony te dowody, a z drugiej.... przecież to jej mąż. Ufała mu i nie wierzyła, że on mógłby zrobić coś tak okropnego. Przecież Jacek jest takim spokojnym człowiekiem. W dodatku za kilka miesięcy mają zostać rodzicami. Co jeśli on trafi do więzienia? Wtedy już tak szybko z tamtąd nie wyjdzie. Jak więc Ola poradzi sobie sama z dzieckiem? A co gorsze... jak poradzi sobie z tym bólem, który tkwi teraz w jej sercu? Z zamyślenia wyrwała ją Monika.
-No dobra. Kończymy przesłuchanie.
-Ola, kochanie... uwierz mi... choć Ty jedna mi uwierz...-prosił.
Policjantka nic mu nie odpowiedziała. Jeden z funkcjonariuszy odprowadził Jacka do aresztu.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Myślicie, że Ola uwierzy Jackowi?
Pozdrawiam

poniedziałek, 21 grudnia 2015

61. Aresztowanie Jacka, dowody

Po chwili było już u profosa.
-Cześć, co Was do mnie sprowadza?-zapytał niczego nieświadomy Kobielak.
Jacek spojrzał tylko na niego ponurym wzrokiem. Mieszko również nie wiedział, co powiedzieć.
-O co chodzi?-pytał dalej.
Nowak spojrzał na posterunkowego.
-Yyy, Jacek jest zatrzymany-oznajmił powoli.
-Haha-zaśmiał się.-Niezły żart. Prawie się nabrałem...
-To nie jest żart?-zdenerwował się Jacek.-Czy ja wyglądam jakbym żartował?!
-Ale... co się stało? Co przeskrobałeś?
Pawlak bez słowa położył przed Adamem teczkę. Kobielak otworzył ją i zaczął po cichu czytać.
-...Jacek Nowak podejrzany o... gwałt i zabójstwo... Ale.. Jak to...
-Zamknij się już i mnie przeszukaj. Chcę to mieć już za sobą-wkurzył się.
Profos przystąpił do czynności. Po kilku minutach odprowadził Jacka do aresztu.
W tym samym czasie Ola siedziała w pokoju za biurkiem. Twarz miała skrytą w dłoniach. Płakała cichutko. Chwilę później do pomieszczenia wszedł Mikołaj, który dopiero co dowiedział się o zaistniałej sytuacji. Powoli podszedł do Aleksandry i usiadł obok niej.
-Ola...-zaczął-ja.. nie wiem co powiedzieć.
Kobieta odsunęła ręce. Miała mokre oczy.
-Ej... Wszystko się wyjaśni.
-Skąd wiesz? Skąd wiesz co tam się stało? Jak było naprawdę?
-Olka... Ty chyba nie wierzysz w to, że Jacek... że on to zrobił...
-Nie, ale... są przeciwko niemu dowody.
-Jakie dowody? To, że spotkał ją przed klubem? To ma być dowód?
W tym momencie do pokoju weszła Monika.
-Cześć. Jak się czujesz?
-A jak mam się czuć?
-No tak. Mamy nowe fakty w sprawie.
-Jakie?-zapytał zaciekawiony Mikołaj.
-Przyszły wyniki badań z laboratorium. Potwierdziło się, że pod paznokciami ofiary, był naskórek Jacka.
-To nie możliwe-wystraszyła się Ola.-On tego nie zrobił.
-Ja już nie wiem, co mam o tym myśleć-powiedziała Kownacka.-Idę jeszcze raz go przesłuchać. Chcesz być przy tym?-zwróciła się do Oli.
-Yyy.... tak. Chcę.
-No dobra.
Policjantki wyszły z gabinetu.

***
Na prośbę Alicji mamy dziś kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam

60. Oskarżony

Kilkanaście minut później byli już na komendzie. Weszli do pokoju przesłuchań. Zajęli miejsca przy biurku. Jacek dziwnie się czuł, siedząc po drugiej stronie niż zawsze. Był nieco zdenerwowany, ponieważ kompletnie nie wiedział po co tu jest.
Z zamyślenia wyrwał go głos Moniki.
-No dobra zaczynamy przesłuchanie.
-Ale jakie przesłuchanie? O co tu chodzi?-dopytywał.
-Spójrz na...
Nie dokończyła, bo do pokoju wkroczyła Ola.
-Co się dzieje?-spytała zdenerwowana.
-Ola, mamy przesłuchanie-oznajmiła sierżant sztabowa.
-To ja chcę być przy tym.
-Jak to?
-Normalnie. Chcę wiedzieć o co tu chodzi.
-Ale...
-O co Ci chodzi Monika? Jak Ola chce, to niech zostanie-wtrącił się Nowak.
-Hhh, no dobra. Jak chcesz... Więc spójrz na to zdjęcie.
Wyjęła z szuflady zdjęcie.
-Rozpoznajesz tą kobietę?
-Yyy... Tak. Poznałem ją wczoraj przypadkiem. Chyba.... Ania...
-Dokładnie. Anna Górska.
-Nie wiem. Może i Górska, ale co z nią? Czemu o nią pytasz?
-Ona nie żyje.
-Jak to?
-Dzisiaj nad ranem została zgwałcona, a potem uduszona.
Jacek był w szoku. Nie wiedział co ma powiedzieć.
-A teraz tak. Powiedz nam, co robiłeś dziś między trzecią a czwartą rano?
-Zaraz zaraz. Wy chyba nie podejrzewacie, że to ja... nie...
-No właśnie... nie, ale mamy dowody.
-Co Ty mówisz? Jakie dowody?-Jacek zaczął się jeszcze bardziej denerwować.
-Ja... nie mogę dłużej tego słuchać-wtrąciła się Ola.
Kobieta wstała z krzesła i wyszła z pokoju.
-Ola!!!-krzyknął za nią Jacek.
Nowak wstał z krzesła i ruszył do wyjścia. Chciał porozmawiać z żoną i wyjaśnić jej to jakoś. Jednak Kownacka zatrzymała go.
-Nie możesz wyjść w trakcie przesłuchania.
-Ja nic nie zrobiłem.
-Opowiedz co się wczoraj stało.
-Byłem z chłopakami na imprezie. Około trzeciej postanowiłem wrócić do domu. Podszedłem do Krzyśka i powiedziałem mu, że wracam...
-Jak to? To Krzysiek też tam był?
-Yhy. Jak wyszedłem z tego klubu, to wpadła na mnie ta dziewczyna. Pogadaliśmy trochę, a potem poszedłem do domu. Wróciłem jeszcze przed czwartą.
-Przed czwartą. Ktoś może to potwierdzić?
-Nie wiem. Jak przyszedłem to Ola spała.
-Czyli co? Alibi na tą godzinę nie masz?
-No... nie, ale...
-Jesteś zatrzymany.
-Monika. To nie ja... uwierz mi...
-Przykro mi...
-Co mam zrobić, żebyś mi uwierzyła?
-Ale Jacek... ja Ci wierzę, tylko... są przeciwko tobie dowody.
Jacek już nic nie odpowiedział. Razem z Pawlakiem wyszli z pokoju.

***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Spodziewaliście się śmierci Ani?
Pozdrawiam

59. Impreza, policja u Nowaków

Kilka dni później 
Jest sobota, godzina 17.25. Jacek właśnie przygotowuje się na wyjście z Krzyśkiem. Pół godziny później był już gotowy. Mężczyzn zakładał kurtkę, gdy usłyszeli dzwonek do drzwi. Otworzył. Do środka weszła Emilka.
-Cześć Jacek. 
-Cześć. To ja już lecę-zwrócił się do Oli.
Kobiety przeszły do salonu i rozpoczęły swój babski wieczór. 
Jacek udał się do mieszkania Krzyśka. Z tamtąd poszli razem do klubu. Na miejscu zastali Mikołaja i dwóch innych znajomych. Zaczęła się zabawa. Wszyscy tańczyli, śmiali się, rozmawiali i pili drinki. Czas szybko im mijał. Koło 3 Nowak postanowił wrócić do domu. Pożegnał się z kolegami i wyszedł z klubu. Zaraz przed klubem wpadła na niego pewna kobieta. Prawie upada, lecz aspirant zdążył ją złapać. Przy tym ona niechcący zadrapnęła go w rękę. 
-Przepraszam-powiedziała kobieta.
Miała czarne, długie włosy i brązowe oczy.
-Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
-Tak. Jest okey.
-Jacek-przedstawił się.
-Ania-brunetka uśmiechnęła się. 
Odeszli trochę dalej od budynku.
-Naprawdę nie wiem jak mam Ci dziękować. Gdyby nie Ty to bym leżała na chodniku.
-Przestań. Nie ma sprawy.
-No i przepraszam, bo trochę Cię podrapałam.
-Jakoś to przeżyję-zaśmiał się. 
-Już po imprezie?-zapytała.
-Tak. Późno się zrobiło. A Ty? 
-Ja też już wracam do domu.
-To... może Cię odprowadzić?
-Yyy... nie. Nie trzeba. Dam sobie radę. 
-No to cześć.
-Cześć... Jacek.
Blądyn odszedł...
Następnego dnia obudził się o 12. Udał się do kuchni. Przy stole siedziała Ola. Mężczyzna podszedł do niej i pocałował ją w policzek. 
-Dzień dobry kochanie.
-Dzień dobry. I co? Impreza się udała?
-A... udała się. 
-Mam nadzieję, że byłeś grzeczny.
-Ja słoneczko, zawsze jestem grzeczny-zaśmiał się.
-Jasne. To było głupie pytanie-odwzajemniła uśmiech.
Siedzieli przy stole, rozmawiając tak i jedząc posiłek. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi. Małżonkowie zdziwili się. Nie spodzewali się nikogo. Ola wstała i poszła otworzyć. W drzwiach zobaczyła dwójkę policjantów. Byli to Monika i Mieszko z ich komendy. Mieli na sobie mundury.
-Cześć-przywitała się Ola.
-Yyy.. Cześć, ale my służbowo. 
-Co się stało?
-Jest Jacek?
-Tak jest. Wejdźcie. 
Policjanci weszli do środka.
-Hej. Co Wy tak w mundurach?-zapytał zdziwiony Nowak. 
-Hej... Yyy, jakby to powiedzieć?-zaczęła Monika.
-Pojedziesz z nami-oznajmił Pawlak.
-Ale jak to? O co chodzi? 
-Musimy sobie coś wyjaśnić-dodała Kownacka.
-Nie możemy pogadać tutaj. Przecież my mamy dzisiaj wolne.
-Tu nie chodzi o pracę, tylko o przestępstwo... poważne...
-Jacek... O co tu chodzi?-wtrąciła się Ola.
-Nie mam pojęcia.
-Ubieraj się i jedziemy-oznajmiła sierżant sztabowa. 
Jacek szybko się ubrał założył kurtkę i wyszedł z domu w towarzystwie dwójki funkcjonariuszy. Wsiedli do radiowozu i odjechali.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Jak myślicie o co może chodzić?
Pozdrawiam 

niedziela, 20 grudnia 2015

58. Opowieść Oli, zaproszenie

Kiedy Ola obudziła się, Jacka nie było obok. Wstała więc i poszła do kuchni. Tam zastała blądyna, który jadł śniadanie.
-Dzień dobry. Już nie śpisz?-spytał.
-Nie.
-Dopiero 10. Nie jesteś zmęczona?
-No troszkę jestem, ale już nie zasnę.
-To zrobię Ci kawy-uśmiechnął się.
-Okey.
-Ciężka służba?
-Taka normalna.
Jacek postawił przed żoną kubek.
-Coś się stało?
-No... nie.
-Ola. Widzę, że coś jest nie tak.
-Po prostu jestem zmęczona i tyle-posłała mu ciepły uśmiech.
-Dobra. Nie chcesz, to nie mów. Pamiętaj tylko, że zawsze możesz mi ufać.
-Wiem skarbie...
-To co? Powiesz mi?-zrobił smutną minkę.
-Hhh... Kiedy dziś rano wracałam, przed domem zatrzymał mnie... Dawid.
-Jak to? U nas przed domem?
-Tak. Chciałam zadzwonić na policję, ale wytrącił mi telefon z ręki. Potem... groził mi.
-Olu... Ale nic Ci nie zrobił?-spytał z przerażeniem.
-Nie. Wszystko jest w porządku.
-Mogłaś mnie obudzić.
-On zaraz poszedł, a Ty tak słodko spałeś...
Rozmawiali jeszcze przez chwilę. Potem Ola poszła się wykąpać. Dziś oboje mieli wolne. Około 12 poszli na zakupy. Po powrocie zrobili obiad i zjedli go.  Resztę dnia spędzili w domu.
Przed 20 ktoś zapukał do drzwi. Ola poszła otworzyć. W progu zobaczyła Krzyśka.
-Cześć Ola.
-Cześć. Wejdź-zaprosiła go do środka.
-Cześć Jacek-przywitał się wchodząc do salonu.
-Hej.
-Mam do Ciebie sprawę Jacku.
-Do mnie? Jaką?
-Wybieramy się z chłopakami w sobotę na imprezę. Może pójdziesz z nami jak nie masz żadnych planów.
-Mamy jakieś plany?-zwrócił się do Oli.
-No... Ja mam-uśmiechnęła się.-Umówiłam się wczoraj z Emilką.
-Aha... No to jasne.
-Będziesz?
-Będę.
-No to cześć-Krzysztof pożegnał się.
-Cześć-odpowiedzieli mu małżonkowie.
Zapała opuścił dom Nowaków. Ola i Jacek zjedli kolację i poszli do sypialni.

***
Mamy kolejne, trzecie dziś opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam

57. Poszukiwanie sprawcy

Nowakowie wyszli z komendy i pojechali do swojego domu. Pół godziny później byli już na miejscu. Zrobili sobie kolację. Po zjedzeniu posiłku wykąpali się i usiedli na kanapie w salonie. Włączyli telewizor, ale nie było żadnych ciekawych filmów. Około 22 położyli się spać.
Następnego ranka
Ola obudziła się o 9.30. Miała dziś nocną zmianę. Jacka nie było już w domu. Udała się do kuchni. Tam zastała pyszne śniadanie, zrobione przez jej męża. Aleksandra posiliła się i wyszła na zakupy. Cały dzień spędziła na mieście. W domu była dopiero o 15. Godzinę później wrócił Jacek.
-Cześć kochanie-przywitał się wchodząc do środka.
-Hej, myj ręce. Obiad już gotowy.
Po chwili siedzieli już przy stole.
-Jak Ci minął dzień?-zapytał aspirant.
-No... tak normalnie. A u Ciebie jak tam? Wiadomo już coś w sprawie Dawida?
-Niestety nie. Przepadł jak kamień w wodę. Sprawdziliśmy numer z ogłoszenia internetowego, ale nie jest już aktywny.
-Można się było tego spodziewać.
-O której masz służbę?
-Od 20 do 4.
-I co gotowa? Wyspałaś się?
-Jasne. Gotowa i wyspana-Ola uśmiechnęła się.
Rozmawiali tak jeszcze długo. Wpół do ósmej posterunkowa wyszła do pracy. Noc nie była spokojna. Co chwilę mieli jakieś wezwanie o zakłócaniu ciszy. Mimo to czas szybko im zleciał.
Po skończonej pracy Aleksandra opuściła komendę. Na dworze było jeszcze ciemno. Policjantka podjechała samochodem pod dom. Wysiadła z auta. Światła w domu były pogaszone, więc Jacek już spał. Ola zamknęła samochód na klucz. W tym momecie poczuła za sobą czyjś oddech.
-Witaj Olu-usłyszała czyjś głos.
-Co Ty tu robisz?-przestraszyła się.
-Chciałem Cię ostrzec-Dawid uśmiechnął się.
-Ty mnie? Znowu dobierałeś się do kolejnej dziewczyny.
-Co jesteś zazdrosna?-wybuchnął śmiechem.
-Dzwonię na policję.
Ola wyjęła telefon i wybrała numer. Jednak mężczyzna szybkim ruchem wytrącił kobiecie komórkę z rąk.
-Posłuchaj mnie. Jak tylko spróbujesz na mnie donieść, to pożałujesz.
-Niby co mi zrobisz?
-Nie no. Jak chcesz wiedzieć to proszę bardzo. Tylko żebyś potem nie żałowała.
Brunet odszedł. Aleksandra była w szoku. Poszła do domu. Nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Weszła do sypialni. Kiedy zobaczyła śpiącego Jacka, zrobiło jej się ciepło w środku. Zmęczona po ciężkiej nocy, położyła się obok męża, a po chwili zasnęła.

***
Mamy kolejny rozdział. Podobał się Wam? Co sądzicie o tej wizycie? Co z tym zrobi Ola?
Pozdrawiam

56. Powrót Dawida

Udała się do pokoju dyżurnego.
-Cześć kochanie.
-Hej Olcia. Jak przesłuchanie?
-Mam do Ciebie prośbę. Możesz mi sprawdzić ile dostał Dawid Jastrzębski?
-Ten rehabilitant co Cię...?
-Tak, ten.
-Ale po co?
-Sprawdź, proszę-Ola zrobiła smutną minkę.
Jacek spojrzał na nią i uśmiechnął się.
-Oh... No dobra.
Odwrócił się w stronę komputera. Po kilku kliknięciach klawiatury miał już wynik wyszukiwania.
-Jest. Skazany za próbę... na sześć miesięcy pozbawienia wolności. Czyli wyszedł jakieś cztery miesiące temu. Ale... Ty Ola myślisz, że on ma coś wspólnego z tą sprawą?
-Dokładnie, właśnie tak myślę.
-I niby jak na to wpadłaś?-uśmiechnął się do żony.
-Facet przedstawił się jej jako Dawid Kowalski. Nazwisko mógł sobie zmyślić, zresztą te jest bardzo popularne. No i kobieta podała jego opis. Wysoki brunet, niebieskie oczy. Wszystko się zgadza.
-Ale wysokich brunetów z niebieskimi oczami też jest pełno. Nawet u nas na komendzie się kilku znajdzie.
-Tak, ale rehabilitant imieniem Dawid i takim wyglądem jest tylko jeden.
-A chcesz się założyć?-zażartował.
-Zrobimy tak... Dagmara Zielonka powiedziała, że rozpoznałaby sprawcę. Pokażemy jej zdjęcie Jastrzębskiego i zobaczymy co nam powie.
-No no, kochanie. Niezły plan. To ja przygotuję zdjęcie i wam przyniosę.
-Dzięki. Kocham Cię.
Ola wyszła i udała się z powrotem do pokoju przesłuchań. Tam podzieliła się swoimi ustaleniami z partnerem. Piętnaście minut później dołączył do nich Jacek. Wręczył posterunkowej zdjęcie podejrzanego. Aleksandra podała je Dagmarze.
-To... to jest on.
-Jest pani pewna?-zapytał Mikołaj.
-Tak, to on na sto procent.
-Dobrze. Dziękujemy pani. Jest już pani wolna. Teraz my się wszystkim zajmiemy.
Bladynka opuściła pomieszczenie.
-To co teraz robimy?-Ola spojrzała na męża.
-No skarbie, to był Twój pomysł, więc Ty powinnaś wiedzieć-posłał jej uśmiech.
-Dzięki za wsparcie.
-Weźcie już przestańcie. Trzeba go namierzyć.
-Tylko jak?
-Jutro o tym pomyślimy-oznajmił Nowak.-Na dziś koniec pracy.

***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Co sądzicie o powrocie Dawida?
Pozdrawiam

sobota, 19 grudnia 2015

55. Podobna historia

Dwa tygodnie później
Ciąża Oli przebiega prawidłowo. Policjantka jeszcze przez cztery tygodnie będzie pracowała w służbie patrolowej. Potem zostanie przeniesiona do administracji.
Dziś jest sobota. Aleksandra pełniła służbę z Mikołajem. Około godziny 17 dostali zgłoszenie.
-05 dla 00-usłyszeli w radiu głos.
-05 zgłaszam się-powiedziała funkcjonariuszka.
-Jedźcie na Konwaliową 18a mieszkania 21.
-A co tam się stało?
-Jakaś kobieta zgłosiła, że jej rehabilitant ją szarpie i zastrasza.
-Ale to się dzieje teraz? On jest u niej?
-Tak i jest bardzo agresywny.
-No dobra, udajemy się. Bez odbioru.
Policjanci udali się na miejsce. Byli tam już po siedmiu minutach. Weszli do budynku i zapukali do drzwi z numerem 21. Nikt nie otwierał, więc postanowili wejść do środka. Dzwi nie były zamknięte na klucz, dlatego bezproblemowo znaleźli się w środku.
-Dzień dobry, aspirant Mikołaj Białach i posterunkowa Aleksandra Nowak, komenda miejska policji we Wrocławiu. Jest tu ktoś?!?
Po chwili usłyszeli hałas dochodzący z sypialni. Weszli do pokoju. Tam ujrzeli młodą blądynkę, która była przywiązania grubym sznurkiem do łóżka. Mikołaj szybko rozwiązał przerażoną kobietę, a Ola podała jej wodę. Oboje byli zdziwieni takim obrotem sprawy. Zabrali blądynkę na komendę, by złożyła zeznania.
-Dagmara Zielonka, lat 27 tak?-zapytał Mikołaj trzymając w ręku dowód osobisty.
-Tak, zgadza się.
-Dobrze. W takim razie proszę opowiedzieć, co się wydarzyło-poprosiła Ola.
-No więc jakiś czas temu miałam poważny wypadek samochodowy i operację. Musiałam przebyć rehabilitację, bo inaczej nie mogłabym sama chodzić. Żeby było mi łatwiej, znalazłam w internecie ogłoszenie o ćwiczeniach z rehabilitantem, które miały odbywać się w domu. Nie mogłam dojeżdżać do klubu, więc zadzwoniłam na numer z ogłoszenia. Umowiłam się z tym panem. Kiedy przyszedł pierwszy raz, był bardzo grzeczny i miły. Ustaliliśmy dni rehabilitacji oraz cenę. Przez dwa tygodnie wszystko było w porzadku. Kilka dni temu zaczął się do mnie zbliżać. Przez ostatnie trzy dni dotykam mnie... Nie chciałam żeby więcej przychodził. Dziś było tak samo, ale ja złapałam za telefon i zadzwoniłam na policję. Gdy to zobaczył związał mnie, po czym uciekł z mieszkania.
-Czy byłaby pani w stanie go jakiś opisać?
-Tak. Wysoki brunet, niebieskie oczy.
-Wie pani jak on się nazywa?
-Oczywiście. Przedstawił się jako Dawid Kowalski.
-Kowalski-wymamrotał Mikołaj.-Z takim nazwiskiem, to we Wrocławiu co najmniej 5 osób znajdziemy.
-O ile podał prawdziwe nazwisko-dodała Ola.
Posterunkowej przypomniała się podobna sytulacja, gdy usłyszała to imię.
-Ale o co Ci Olka chodzi?
-A może miał na nazwisko Jastrzębski?-zapytała, lecz nawet nie oczekiwalav odpowiedzi.
Policjantka wyszła z pokoju.

***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam?
Dziękuję za ponad 15 000 wyświetleń.
Pozdrawiam

piątek, 18 grudnia 2015

54. Ciąża Oli

Dwa dni później
Wczoraj Ola i Jacek było u ginekologa. Lekarz jednoznacznie potwierdził, że Aleksandra jest w ciąży. Dziś chcieli podzielić się tą cudowną wiadomością z bliskimi. W tym też celu zaprosili Nowaków i Wysockiego na kolację.
Około 16 zaczęli przygotowania. Przygotowali pyszne dania. Pięknie i elegancko nakryli do stołu. Wszystko było gotowe przed 19, a o tej godzinie przybyli zaproszeni goście. Zasiedli do stołu i zaczęli spożywać posiłek. W trakcie kolacji Ola zaczęła rozmowę.
-Kochani, zaprosiliśmy Was tutaj, bo... jakby to powiedzieć?
Młodzi popatrzyli na siebie. Jacek uśmiechnął się uroczo do żony.
-Chcieliśmy Wam powiedzieć, że... jestem w ciąży. Będziemy rodzicami.
-A Wy dziadkami-dodał Jacek.
Goście byli zaskoczeni, ale i szczęśliwi. Cieszyli się, że niedługo do ich rodziny dołączy nowy, maleńki człowiek.
Po 21 rodzice młodych Nowaków opuścili ich dom. Ola i Jacek posprzatali po kolacji, a potem udali się do sypialni.
Nazajutrz po śniadaniu aspirant wraz z żoną udał się do pracy. Na początku poszli na odprawę. Tam komendant przydzielił wszystkim zadania. Po odprawie Ola poszła pożegnać się z Jackiem przed wyjazdem w teren.
-Cześć skarbie-powiedziała.
-Hej słoneczko. Mam do Ciebie malutką prośbę.
-No więc słucham?
-Uważaj na siebie. Musisz być bardzo ostrożna i...
-Dobrze Jacuś. Będzie dobrze.
-I nie przemęczaj się, nie biegaj za dużo...
-Kochanie, nic mi się nie stanie. Będę uważać, obiecuję.
W tym momecie do pokoju wszedł Mikołaj.
-Olka idziesz?
-Jasne. Już idę.
-Kocham Cię-Jacek mocno przytulił Olę.
Mikołaj patrzył na nich z uśmiechem na twarzy. Widok ich wtulonych do siebie był naprawdę bardzo piękny, miły i wzruszający. Oni po prostu byli cudowną parą.
Posterunkowa oderwała się od męża i wyszła z Mikołajem przed komendę.
-Co go tak dzisiaj na uczucia zebrało?
-Ostatnio strasznie się kłóciliśmy, ale już jest wszystko w porządku. No i...
-I co?-spytał dowódca patrolu.
-Jestem w ciąży.

***
Jednak mamy dziś kolejne opowiadanie :) Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam

53. "Co z nami będzie?"

"Co ja tutaj robię?"-zapytał sam siebie.
Wypuścił z rąk wizytówkę Julii, która upadła na ziemię. Jacek odwrócił się i ruszył w przeciwnym kierunku. Postanowił jednak przejść się po mieście. Spacerował po parku, rynku i różnych sklepach. Tak minęły mu dwie godziny. Potem stwierdził, że musi wrócić do domu. Nie miał bowiem gdzie iść. Nie zabrał ze sobą żadnych rzeczy ani pieniędzy. Powędrował więc powoli do domu.
W tym samym czasie
Ola ciągle źle się czuła. Co chwilę biegała do łazienki. Pomyślała, że chyba jednak musi wybrać się do lekarza. Nagle przyszedł jej do głowy jeszcze jeden pomysł. Postanowiła go zrealizować. W tym celu znowu udała się do łazienki. Musiała to sprawdzić, choć bała się wyniku. Co jeśli ona...? Jak sama sobie z tym poradzi?
Po długim spacerze, pół godziny później Jacek był już pod domem. Niepewnie przekręcił kluczyk w drzwiach i wszedł do środka. Już w przedpokoju usłyszał płacz. Poszedł do salonu. Na kanapie siedziała zapłakana Aleksandra. Cicho szlochała, mocno ściskając coś w ręku. Mężczyzna wolniutko podszedł do niej i usiadł obok.
-Olu...-szepnął.-Co się dzieje?
-Jacek...-mówiła przez łzy.-Co teraz? Co z nami będzie? Ja... ja nie chcę być sama. Ja się boję...
-Słonko, czego się boisz?
-Ja... jestem w ciąży...-roztrzęsioną, podała mu test, który trzymała.-Co teraz będzie?
-Oleńko, a co ma być? Nigdy bym Cię nie zostawił. Ani Ciebie ani naszej małej kruszynki-uśmiechnął się lekko.
-Jacek... przepraszam. Przepraszam, że Ci nie wierzyłam, i że tak na Ciebie naskoczyłam jak powiedziałeś mi o tej... Julii.
-Olcia, kochanie, to ja Ciebie przepraszam. Za wszystko, za te wszystkie kłótnie. Przepraszam. Olu, wybaczysz mi?
Ola uśmiechnęła się delikatnie, a z jej oka wypłynęła łza.
-Wybaczę, ale pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Że Ty wybaczysz mi.
Na twarzy Jacka pojawiła się radość. Odłożył na stolik test ciążowy i powoli ujął rękoma twarz żony. Opuszkami palców otarł jej łzy smutku zmieszane ze łzami radości. Patrzyli sobie w oczy i co sekunda zbliżali się do siebie o kilka milimetrów. Po chwili delikatnie dotykali się nosami, a parę sekund później usta Oli były przy ustach Jacka. Zaczęli się namiętnie całować.
Posterunkowa była już spokojna. Czuła się bezpiecznie przy swoim mężu. Mimo, że na początku bała się wyniku testu, to cieszyła się, że  zostanie matką, bo zawsze o tym marzyła. Bała się tylko tego, że będzie musiała wychowywać je bez Jacka. Ale teraz jest już dobrze. Znów ma przy sobie najcudowniejszego mężczyznę na świecie.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało Wam się?
Chciałam powiedzieć, że już jakiś czas temu zaplanowałam ciąże Oli. Chciałam ją wprowadzić w jakiś ciekawy sposób, dlatego wymyśliłam te kłótnie.
Cieszycie się, że Ola jest w ciąży i pogodziła się z Jackiem?
Pozdrawiam

czwartek, 17 grudnia 2015

52. Kolejna kłótnia

Wszedł do środka. W salonie ujrzał leżącą na kanapie żonę. Ola była bardzo blada. Jacek podszedł do niej i ukucnął obok.
-Ola...-powiedział cicho.-Źle się czujesz?
Policjantka spojrzała na niego.
-Nic mi nie jest.
Podniosła się i usiadła.
-Jesteś strasznie blada.
Aspirant złapał Olę za rękę.
-Zostaw mnie...-kobieta odsunęła się od niego.
-Skarbie, wiem, że jesteś na mnie zła i masz do tego prawo. To wszystko moja wina, ale...
-Przestań. Kilka godzin temu mnie nie rozumiałeś, a teraz rozumiesz? Niby jakim cudem tak szybko Cię oświeciło?
-Nie oświeciło mnie. Po prostu kiedy się pokłóciliśmy, poszedłem na taką małą uliczkę. Siedziałem tam i podeszła do mnie pewna kobieta. Zapytała co się stało, więc jej opowiedziałem. Julia wytłumaczyła mi wszystko i wiem, że źle zareagowałem.
-Hh.. Julia. Już znalazłeś sobie panienkę na pocieszenie.
-Ola... Julia jest psychologiem i chciała tylko mi pomóc. Chciała nam pomóc.
-I Ty musiałeś jakiejś obcej osobie opowiadać o naszych problemach?
-Ale...
-Jesteś żałosny. Nie chcę Cię znać!!! Zejdź mi z oczu!!!
-Ola...!!
-Wyjdź stąd!!!
Jacek był zaskoczony zachowaniem Oli. Myślał, że teraz wszystko się ułoży, a tymczasem ona jeszcze bardziej się zdenerwowała.
Dyżurny spojrzał na żonę. Stał przez chwilę w osłupieniu. Potem w milczeniu opuścił dom. Nie wiedział jednak co ma zrobić, gdzie iść. Wyjął z kieszeni wizytówkę od nieznajomej. Popatrzył na nią szukając adresu.
"Już jest, Malinowskiego 18. Ale... co dalej?-myślał Jacek.-Iść tam, czy nie? Jeśli tam pójdę, a Ola się o tym dowie, to będzie jeszcze bardziej zła. No ale co z tego? I tak to już koniec naszego małżeństwa. Ona nie chce mnie znać. Nie mam już nic do stracenia."
Jacek ruszył w kierunku północnym. Szedł przez jakieś 15 minut. Po tym czasie znalazł się przed pewnym budynkiem. Zatrzymał się i spojrzał jeszcze raz na wizytówkę. Zawahał się na chwilę.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Jacek pójdzie do Julii czy nie?
Pozdrawiam

51. Nieznajoma

Ola nie wiedziała co robić. Zastanawiała się nad swoim małżeństwem. Co teraz z nimi będzie? Czy Jacek ją zdradził? Czy może mówił prawdę?
Aleksandra wstała z kanapy. Podeszła do stołu. Nagle poczuła zawroty w głowie i zrobiło się jej niedobrze. Szybko pobiegła do łazienki, gdzie zwymiotowała.
W tym samym czasie Jacek szedł ciągle przed siebie nie zwracając na nic uwagi. Potrącał mijających ludzi. Szedł bardzo długo. W końcu znalazł się na małej, ciemnej uliczce. Oparł się o ścianę starego bloku. Po chwili osunął się na ziemię. Siedział na chodniku. Z oczu zaczęły mu wypływać łzy, które powoli toczyły się po jego bladych policzkach. Był zrozpaczony. Siedział na chodniku i płakał jak małe dziecko. Przechodnie patrzyli na niego ze zdziwieniem. Zastanawiali się co mu jest.
-Wszystko w porządku?-spytała nieznajoma kobieta.
Jacek podniósł głowę. Zobaczył nad sobą młodą kobietę. Miała czarne włosy do ramion.
-Nic nie jest w porządku-odparł jej.
-Co się stało? Może źle się czujesz?
-Jak mam się czuć dobrze skoro żona uważa mnie za zdrajcę. Dlaczego ona mi nie ufa? Dlaczego?
Kobieta usiadła obok Jacka.
-A Ty? Ufasz jej?
-Tak.
-Uwierzył byś we wszystko co Ci powie?
-Tak... chyba...
-No właśnie. Dlaczego ona posądza Cię o zdradę?
-Bo... Gdy weszła do  mojego gabinetu i zobaczyła mnie z inną... ale to ona mnie pocałowała. Ja tego nie chciałem....
-Czyli jednak miała powód.
-No miała. Ale powinna mi uwierzyć.
-Posłuchaj mnie..... Jak w ogóle masz na imię?
-Jacek-blądyn podał jej rękę.
-Julia-przedstawiła się.
-Posłuchaj, masz rację, że żona powinna Ci uwierzyć, ale przede wszystkim powinna ufać samej sobie.
-To znaczy?
-Na własne oczy widziała Cię z inną kobietą. Widziała jak się z nią całujesz.
-To ona mnie pocałowała...
-To jest teraz nieważne. Ona tego nie wie. Ma prawo się wahać. Trudno jest decydować czy uwierzyć mężowi, czy samemu sobie. A Ty powinieneś teraz być przy niej.
-Próbowałem wyjaśnić wszystko Oli, ale wyszła z tego kłótnia.
-Więc spróbuj jeszcze raz.
Jacek uśmiechnął się.
-Dzięki. Dobrze znasz się na takich sprawach.
-No w końcu jestem psychologiem-podała aspirantowi swoją wizytówkę.-Polecam się na przyszłość.
-Dobra to ja pędzę do Oli. Cześć.
-Cześć.
Blądyn wstał i ruszył w kierunku domu. Po niecałych 30 minutach był już na miejscu.

***
Kolejne opowiadanie za nami :) Podobało się Wam? Co myślicie o Julii? Czy teraz Ola i Jacek się pogodzą?
Pozdrawiam

środa, 16 grudnia 2015

50. Próba wyjaśnień, kłótnia

Biegł za nią przez kilka minut. Nagle potknęła się i upadła. Na szczęście nic się jej nie stało, bo po chwili wstała. Zatrzymała się przy drzewie przed komendą. Jacek szybko podszedł do niej.
- Wszystko w  porządku?-spytał, gdyż widział jej upadek.
-Nic nie jest w porządku.
Kobieta w oczach miała łzy.
-Olu, to nie tak...
-A jak? Przecież widziałam.
-Nie skarbie. To ona mnie pocałowała. Ja nie chciałem.
-Jasne...
Kobieta wsiadła do samochodu i pojechała, zostawiając Jacka. Mężczyzna postanowił wrócić do domu autobusem. Niecałą godzinę później był już na miejscu. Wszedł do środka. Ola siedziała w salonie. Płakała. Blondyn podszedł do niej i usiadł obok.
-Kochanie...-złapał ją lekko za rękę.
-Zostaw mnie.
Posterunkowa podniosła się z kanapy. Ustała przy oknie i wpatrywała się w widok za szybą. Jacek nie poddawał się. Ruszył za nią. Stanął za nią i delikatnie objął ją od tyłu. Tym razem kobieta nie odsunęła się. Stała nieruchomo. Tylko łzy nadal powoli spływały po jej policzkach.
-Hej, perełko. Spójrz na mnie, proszę.
Ola nie reagowała. Wzrok miała utkwiony w punkcie daleko przed sobą.
Jacek powoli obrócił policjantkę w swoją stronę.
-Ola, dlaczego mi nie wierzysz? Dlaczego?-pytał, a w jego głosie słychać było ogromną rozpacz.
Aleksandra wyrwała się z objąć męża.
-Jak ja mam Ci wierzyć. Na własne oczy widziałam jak się z nią całowałeś!
-To ona mnie pocałowała.
-I co jeszcze?!?!
-Olka, nie ufasz mi? Dlaczego?! Jestem twoim mężem. Myślałem, że masz do mnie zaufanie!
-Miałam! Ale właśnie je straciłam!! Ciekawe dlaczego?!?!!-krzyczała.
-Chcesz wiedzieć dlaczego?!?-Nowak był już u kresu wytrzymałości.-Bo sama sobie wymyślasz jakieś niestworzone historie!!! Nie wiesz jak naprawdę było!!!
-Co, teraz robisz ze mnie wariatkę?!!? Wiem co widziałam!
-Dobra skończ już! Mam Cię dość! Wychodzę.
-Jasne, jak zwykle. Najlepiej uciec od problemu.
Po tym zdaniu usłyszała mocne trzaśnięcie drzwiami. Usiadła na kanapę i schowała twarz w dłonie. Po chwili uniosła głowę. Łzy płynęły całym strumykiem. Miała rozmazany makijaż.

***
Za nami już 50-te opowiadanie. Podobało Wam się?
Pozdrawiam

49. Zdrada?

Następnego dnia Ola i Jacek rozpoczęli pracę od odprawy. Potem każdy udał się do swoich obowiązków. Około 10 Jacka odwiedziła Kinga.
-Cześć Jacuś-przywitała się.
-Cześć, co Cię do mnie sprowadza?
-No w sumie to nic konkretnego. Tak tylko przyszłam zajrzeć co robisz. Nie znam tu za wielu osób.
-Narazie nie znasz, ale niedługo poznasz-Jacek uśmiechnął się przyjacielsko.
-Mam taką nadzieję.
Jeszcze przez chwilę tak rozmawiali i śmiali się przy tym, gdy nagle do pokoju weszła Ola i Mikołaj. Posterunkowa była zaskoczona jak Jacek dobrze dogaduje się z nową koleżanką.
-Cześć. Masz już dla nas kartotekę zatrzymanego?-zapytał Mikołaj.
-Jasne-dyżurny schylił się do szafki biurka.
-No to ja już lecę. Cześć-pożegnała się Kinga.
Kobieta wyszła. Jacek wyjął teczkę i podał Mikołajowi.
-Tam macie wszystko.
-Okey. Dzięki. To idziemy go przesłuchać.
-Powodzenia-opowiedział Nowak.
-Cześć-Ola i dowódca jej patrolu pożegnali się z dyżurnym, po czym opuścili pokój.
Dzień powoli się kończył. Zbliżała się 18. Aleksandra była już po służbie. Postanowiła się przebrać, a potem pójść do swojego męża.
W pokoju dyżurnego
Jacek stał przy swoim biurku i układał papiery. W pewnym momencie weszła Kinga. Była już w stroju cywilnym.
-Hej. Koniec już?
-Tak, tylko trzeba tu trochę posprzątać. A Ty?
-No, ja już skończyłam. Ale mam do Ciebie sprawę.
-Jaką?
-Chodzi o to, że mam drobne problemy z wypełnieniem papierów i nie umiem sobie z tym poradzić. To co, pomożesz?
-Jasne.
Policjantka otworzyła teczkę z dokumentami, które pokazała aspirantowi. Ten zaś tłumaczył jej o co w tym chodzi. Ona jednak nie słuchała. Wiedziała, że za chwilę wejdzie tu Ola. Musiała zacząć działać. Stała blisko Jacka, więc nie było aż tak trudno. Uśmiechała się do niego, patrzyła w jego oczy... I nagle namiętnie pocałowała go. Mężczyzna szybko odsunął się, lecz wtedy w drzwiach zobaczył żonę. Posterunkowa była zaskoczona. Po kilku sekundach miała łzy w oczach.
-Ola...-powiedział.
Kobieta szybko ruszyła do wyjścia. Jacek pobiegł za nią.
-Ola!!!!!-krzyczał, lecz ona nie zatrzymywała się.

***
No i mamy kolejne opowiadanie. Podobało Wam się?
Pozdrawiam

wtorek, 15 grudnia 2015

48. Nowa znajoma - nowe problemy

Cztery tygodnie później
Dziś jest sobota. Zbliżała się 15. Służba Oli dobiegła końca. Poszła do gabinetu Jacka.
-Hej kochanie-powiedziała.
-Hej.
-O której kończysz?
-Dopiero za dwie godzinki.
-No to ja lecę. Czekam na Ciebie w domu.
Pocałowała go na pożegnanie i wyszła. Chwilę później do pokoju weszła jakąś kobieta. Była nową na komendzie policjantką. Nosiła stopień starszego sierżanta.
-Cześć-przywitała się.
-Cześć, Jacek Nowak-powiedział podając jej rękę.
-Kinga Wolska-uśmiechnęła się do Jacka.-A wiesz, spotkałam rano u nas na komendzie policjantkę, która również miała takie nazwisko. A imię chyba... Ola... Tak Ola.
Aspirant zaśmiał się.
-Tak. Ola jest moją żoną.
-Aha. No, to wszystko wyjaśnia.
Kobieta miała uśmiech na twarzy, lecz w głębi duszy snuła mały plan.
-A jak Ci minął pierwszy dzień w nowym miejscu?
-Powiem, że bardzo dobrze. Fajnie tu jest.
-No tak...
-00 dla 03-usłyszeli przez radio.
-Przepraszam. Trzeba wracać do pracy.
-Jasne.
-Słucham Cię 03?
Kinga wyszła z pokoju dyżurnego. Udała się do kuchni. Tam zaczęła rozmyślania nad swoim planem. Kinga bowiem była kobietą, która zdobywała serca wszystkich mężczyzn. Jeszcze nigdy jej się nie zdążyło, by któryś ją odrzucił. Lubiła rozwalać szczęśliwe związki. Sprawiało jej to przyjemność. Tym razem na celownik wzięła sobie Jacka i Olę. Lecz czy uda jej się dotrzeć do celu? Swoj plan postanowiła wcielić w życie już następnego dnia.
Jacek skończył służbę tak jak powiedział Oli. Nic się nie przyciągnęło, nie brał żadnych nadgodzin. W domu czekała na niego ciepła kolacja.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało Wam się? Co sądzicie o nowej postaci? Myślicie, że Kinga namiesza w życiu Oli i Jacka?
Pozdrawiam

poniedziałek, 14 grudnia 2015

47. Rocznica

Osiem miesięcy później
Dziś jest 3 września. To bardzo ważna data dla Oli i Jacka. Dokładnie rok temu przed ołtarzem przysięgli sobie miłość.
Jest poranek, godzina 7.15. Małżeństwo wstało jak zwykle i poszło zjeść śniadanie. Oboje pamiętali o dzisiejszym święcie, ale żadne z nich nie chciało o tym nikomu przypominać. Działo się tak, ponieważ Ola miała niespodziankę dla Jacka, o której on nie wiedział, a Jacek miał niespodziankę dla Oli.
Poszli więc, jak gdyby nigdy nic, do pracy. Dzień minął im bardzo spokojnie. Posterunkowa i aspirant Białach dostali spokojny teren do patrolowania. Nowak również miał spokojny dzień. Ciągle myślał o przygotowanej niespodziance dla Aleksandry i o tym czy jej się spodoba. Zastanawiał się również, czy Ola pamięta o ich święcie, bo nic o tym rano nie wspominała. On zaś sam nie chciał jej przypominać, gdyż wtedy niespodzianka mogłaby się nie udać. Ola miała podobne myśli. Dziwiło ją to, że Jacek nic rano o tym nie mówił.
Kobieta skończyła służbę o 16 i o tej też godzinie wróciła do domu. Zaczęła przygotowywać kolację, która miała być tym prezentem.
Jacek po skończonej pracy wrócił do mieszkania. Była wtedy 18. Ku jego zaskoczeniu, w kuchni zastał pięknie nakryty stół. Biały jak śnieg obrus, a na nim krwistoczerwone płatki róż. Zapalone czerwone świeczki, obok których stały dwa nakrycia.


 Na środku były cudownie ozobione potrawy. Ich zapach unosił się w powietrzu.
Jacek zdjął kurtkę i podszedł do stołu. Miał na sobie ciemne dżinsy i białą koszulę. Był zachwycony kolacją.
Po chwili w kuchni zjawiła się Aleksandra Nowak. Była ubrana w śliczną czerwoną sukienkę przed kolano. Powoli zbliżyła sie do męża.
-Witaj kochanie-powiedziała.
-Oleńko, zaskoczyłaś mnie bardzo.
Jacek odsunął Oli krzesło, by mogła usiąść. Sam zajął miejsce naprzeciwko niej. Skończyli jeść o 18.45. Potem zaczęli się namiętnie całować.
-Może teraz pójdziemy do sypialni?-zaproponowała Ola.
-Nie ma mowy-Jacek uśmiechnął się.-Teraz moja niespodzianka.
-Jaka niespodzianka?-zdziwiła się.
-Chodź, bo mamy tylko 15 minut na dojazd. Jak będą korki to się nie wyrobimy.
-Ale dokąd?
-Zobaczysz.
Wyszli z mieszkania. Wsiedli do taksówki i pojechali na obrzeża miasta. Zatrzymali się pod jednym z domów. Był on duży i bardzo piękny.
-To nasz nowy dom-oznajmił.-Podoba Ci się?
-Jest cudowny.
-Chodź. Pokażę Ci wnętrze.
Weszli do środka. Cały dom był już umeblowany. I to bardzo nowocześnie. Ola była zachwycona. Mężczyzna oprowadził ją po domu.
-I już ostatnie pomieszczenie-powiedział otwierając drzwi.
Znajdowali się w sypialni. Były tam piękne meble oraz duże łóżko,a na nim płatki róż.
Jacek zaczął namiętnie całować Olę. Powoli opadli na łóżko. Ściągali z siebie ubrania. Byli bardzo blisko siebie(...). Po kilku godzinach miłości, zasnęli wtuleni w siebie.
Następnego ranka Ola obudziła się u boku męża, który delikatnie całował ją po szyji.
-Dzień dobry kochanie.
-Witaj słoneczko-odpowiedział jej Jacek.
-To była cudowna noc.
-I cudowna kolacja-blądyn zaśmiał się.
-Ha ha ha-powiedziała obrażona.
-Ale Ty jesteś cudowniejsza.
-Tak?
-Tak. To co, jeszcze dziś się tu wprowadzimy?
-Oczywiście. Ale będzie mi brakowało Twojego mieszkania-uśmiechnęła się.
-Oj tam. Swoje już zostawiłaś, to tym bardziej moje.
-No nie wiem. Tyle wspomnień. To tam mi się oświadczyłeś.
-No tak. Ale to tylko mieszkanie. Chyba najważniejsze, że ja jestem przy Tobie.
-Jasne-powiedziała smutno.
-Ej, słoneczko. Tylko mi się tu zaraz nie popłacz.
-Kocham Cię-na jej ustach momentalnie znów ukazał się uśmiech.
Po południu udali się do mieszkania. Spakowali wszystkie rzeczy. Około 21 wszystko było już w ich nowym domu.
Następnego ranka, około godziny 9, Olę i Jacka obudził dzwonek do drzwi. Zdziwiło ich to, bo nie sądzili, że ktoś już zna ich nowy adres. Wstali by zobaczyć kto to. W drzwiach ujrzeli Emilkę i Krzyśka.
-Cześć-przywitali się.
-Cześć. Co wy tu robicie?-zapytała Ola.
-I skąd wy mieliście ten adres?-spytał zdziwiony Nowak.
-Mamy swoje sposoby-zaśmiała się Emilka.
Weszli do salonu i usiedli na kanapie.
-Chcieliśmy wam powiedzieć..-zaczął Krzysiek.
-Że zaręczylismy się-Drawska uśmiechnęła się.-Za jakieś pięć miesięcy bierzemy ślub.
-No to super-oznajmiła Ola.-Jednak to było przeznaczenie-zwróciła się ze śmiechem do Jacka.
Nowakowie pogratulowali Emilce i Krzyśkowi, a potem pożegnali się.

***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Co sądzicie o zaręczynach Emilki i Krzyśka w rocznicę ślubu Oli i Jacka?
Ten rozdział wyszedł mi trochę dłuższy niż inne. Mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza.
Pozdrawiam

niedziela, 13 grudnia 2015

46. Przeprosiny pijaka

Dwa miesiące później
Ola ukończyła rehabilitację, dzięki której odzyskała sprawność w nodze. Dziś miał być jej pierwszy dzień w pracy po wypadku. Miała bardzo dobry humor. Po odprawie dowiedziała się, że mężczyzna, który kilka miesięcy temu zepchnął ją ze schodów, chce z nią porozmawiać. Aleksandra zgodziła się choć na początku bardzo się wahała. Facet, o imieniu Mariusz, został przeprowadzony z aresztu do pokoju przesłuchań. Jak się później okazało, za dwie godziny miała się odbyć jego rozprawa sądowa.
-Chciał pan ze mną porozmawiać-powiedziała Ola wchodząc do pokoju.
-Tak-odpowiedział Mariusz.-Chciałem panią bardzo przeprosić. Byłem pijany i nie wiedziałem co robię.
-Jasne. Najlepiej zwalić wszystko na wódkę. Może trzeba było nie pić?
-To nie tak. Ja wcale nie chcę się wymagać od odpowiedzialności. Po prostu żałuję tego co zrobiłem. Wiem, że przeze mnie mogła pani nawet umrzeć. Nawet nie chciałbym, żeby pani odwołała zeznania. Chcę ponieść wszystkie konsekwencje. Ale... chciałbym prosić panią o wybaczenie. Bez tego, nawet po wyjściu z więzienia nie mógłbym spojrzeć w lustro. Przepraszam.
-Dobrze. Wybaczę panu, ale pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Nigdy więcej nie będzie pan pił i znęcał się nad rodziną.
-Dobrze. Obiecuję.
Mężczyzna został doprowadzony do aresztu. Kilkadziesiąt minut później przewieziono go do sądu. Został pozbawiony wolności na cztery lata.
Po skączeniu służby Ola i Jacek wrócili do mieszkania. Tam czekała na nich niespodzianka. Gdy weszli do kuchni, ujrzeli rodziców Jacka. Na stole stała przygotowana kolacja.
-Co wy tu robicie?-spytał zaskoczony aspirant.
-Przyjechaliśmy Was odwiedzić-powiedziała mama Jacka.
-To miło-dodała Ola.
Wszyscy usiedli do stołu. Zjedli pyszny posiłek. Potem całą czwórka udała się do salonu. Zaczęli rozmowę.
-Nie planujecie dzieci?-spytał ojciec.
Zawstydzeni pytaniem małżonkowie popatrzyli na siebie.
-Józef przestań-matka blądyna zwróciła się do swojego męża.
-No co? Tak tylko pytam.
-Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy-oznajmiła Aleksandra.
-A Ty Olu chciałabyś mieć dzieci?-zapytał zaciekawiony Jacek.
-Ja... bardzo. A Ty?
-Hmm, nigdy o tym nie myślałem. Ale z Tobą, to mógłbym mieć nawet i szóstkę-roześmiał się.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Młode małżeństwo zaczęło się namiętnie całować. Potem długo jeszcze rozmawiali. Około 23 poszli spać. Jacek i Ola do sypialni, a Józef i Elżbieta do pokoju gościnnego.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało Wam się? Co myślicie o rozmowie przy kolacji?
Pozdrawiam