Przed Wami kolejną miniaturka. Tym razem z okazji ponad 20 000 wyświetleń. Dziękuję Wam, że jesteście ze mną i czytacie moje opowiadania.
Przy okazji, w związku z tym, że dziś ostatni dzień roku, chciałam Wam złożyć życzenia.
Udanego Sylwestra i szczęśliwego Nowego Roku 2016.
***
Ola Wysocka i Jacek Nowak. Hy... co tu dużo mówić. To cudowna para. Są razem już od jakichś pięciu miesięcy. Kłótnie.... co prawda zdarzały się, ale bardzo rzadko i na bardzo krótko. Nie mogli bez siebie wytrzymać dłużej niż godzinę. Po każdej kłótni, gdy trochę się uspokoili, przychodzili do siebie. Siadali na kanapie. Przytulali się mocno, rozmawiali i przepraszali. To była prawdziwa miłość. Trudno jest znaleźć na świecie drugą taką parę. Bardzo, bardzo się kochali. Ich miłości nie da się opisać.
Pewnego dnia po pracy Ola i Jacek jedli kolację. Nagle kobieta wstała.
-Olcia co się dzieje?
-Muszę do łazienki...-złapała się za usta i wybiegła.
Przestraszony mężczyzna pobiegł za nią. Tam ujrzał... jak Ola wymiotuje.
-Dobrze się czujesz?
-Tak już lepiej-powiedziała po chwili.
Potem podeszła do umywalki i przepłukała usta wodą.
-Na pewno?
-Na pewno.
Gdy to powiedziała znowu ją zemdliło.
-Oleńko... chodź się połóż.
Jacek wziął Olę na ręce. Zaniósł do salonu i ułożył na kanapie. Potem przyniósł jej z łazienki dużą plastikową miskę i postawił obok kanapy.
-Jacek....
-Tak?
-Kocham Cię...
Jacek uśmiechnął się.
-Ja też Cię kocham. Zrobię dla Ciebie wszystko. I zrobię wszystko, by nasza miłość przetrwała do końca...
-Jesteś cudowny.
-Śpij już. Jesteś zmęczona.
-Dziękuję...-wyszeptał, po czym przyłożyła głowę do poduszki. Po chwili już spała.
Nowak spojrzał na nią. Uśmiechnął się lekko. Wziął koc i okrył nim Aleksandrę.
Następnego ranka Ola obudziła się w salonie. Wstała i poszła do kuchni. Zastała tam Jacka, który jadł śniadanie.
-O moją księżniczka już wstała-posłał jej ciepły uśmiech.
-Dzień dobry.
-Zjedz coś.
Aspirant podał jej kanapki. Ola zaczęła jeść.
-Jak się czujesz?
-Już dobrze.
-Może nie idź dziś do pracy.
-Przestań. Przecież nic mi nie jest.
-Powinnaś odpocząć.
-Nie.. Nie mów mi co mam robić!
-Dobrze.. przepraszam. Nie denerwuj się. Przepraszam...
-To ja przepraszam.
Po śniadaniu policjanci udali się do pracy. Na komendzie byli za piętnaście ósma. Najpierw odprawa, potem służba. Dzień minął w miarę spokojnie. Skończyli o 18. Ola przyszła po Jacka do jego pokoju.
-To co, może mały spacer?-zapytała z uśmiechem.
-Jasne. Chodź.
Złapał ją za rękę i opuścili budynek. Szli przez park. Trzymali się za ręce, patrzyli sobie w oczy, śmiali się, rozmawiali.
W pewnym momencie Ola źle się poczuła. Zakręciło jej się w głowie. Upadłaby, gdyby nie Jacek, który ją złapał.
-Słoneczko.. wszystko w porzadku?
-Tak...
-Ola...może pojedziemy do lekarza?
-Jacuś.. nic mi nie jest.
-Ale...
-Przestań.
-Ola... Ty zemdlałaś. Co jeśli to się powtórzy? Co jeśli stracisz przytomność na przykład za kierownicą?
-Nawet tak nie mów.
-No to jedziemy?
-Nie..... Jacek...... a może ja.... może jestem w ciąży.....
Mężczyzna uśmiechnął się.
-No to teraz już musimy jechać do szpitala.
-Ale po co?
-Żeby mieć pewność.
-Przecież mogę zrobić test w domu.
-A co jeśli to coś z dzieckiem nie tak? Nie możemy tego lekceważyć.
-Hmm no dobra. Niech Ci bedzie.
Udali się więc do szpitala. Na miejscu byli przed dwudziestą. Przyjął ich doktor Wójcik.
-Dobry wieczór. Co się stało?-zapytał.
-Chodzi o to, że od jakiegoś czasu źle się czuję i wymiotuję-zaczęła Ola.
-No i jeszcze dzisiaj zemdlała.
-Dobrze. Zrobimy Pani badania. Zapraszam Panią ze mną.
Aleksandra i lekarz wyszli z gabinetu. Wrócili po około 40 minutach.
-I co?-zapytał Jacek.
-Wyniki będą jutro. Proszę przyjechać o 16.
-Dobrze. Dziękujemy.
Pożegnali się z lekarzem, a potem wyszli. Wrócili do domu. Zjedli kolację i położyli się spać.
Następnego ranka obudzili się o siódmej. Zasiedli do śniadania.
-Może zostaniesz dziś w domu?-zapytał Jacek.
-Nie chce siedzieć sama.
-Ale przecież nie możesz pracować w takim stanie.
-W jakim stanie? Pewnie jestem w ciąży, a przecież to nie jest choroba.
-Ale...
-Jacek.... A co jeśli będę sama w domu i zasłabnę? Kto mi wtedy pomoże? Tak to przynajmniej będę wśród ludzi.
-No dobra. Przekonałaś mnie-uśmiechnął się.-Ale masz na siebie uważać.
-Dobrze kochanie.
Policjanci dokończyli jeść śniadanie. Potem udali się do pracy. Na komendzi byli równo o ósmej. W pośpiechu przebrali się w mundury i poszli na odprawę. Tam przywitał ich wściekły komendant.
-Co ma znaczyć to spóźnienie?-zapytał.
-Źle się wczoraj czułam-zaczęła Ola.
-Mówiłem jej żeby została dziś w domu, ale się uparła-wtrącił się Jacek.
-Ola wszystko w porządku? Może chcesz dziś wolne? Wrócisz do domu i sobie odpoczniesz.
-NIE. Nigdzie nie wrócę. Nie będę siedzieć sama w domu-zaprzeczyła.
-No dobra. Jak chcesz, ale jakby co to...
-Dobrze. Możemy wrócić do odprawy?
Po dokończeniu odprawy, każdy zajął się swoimi obowiązkami.
Dzień szybko minął. Ola i Jacek skończyli pracę o 15.20. Od razu, gdy opuścili budynek, ruszyli w kierunku szpitala. Mieli bowiem odebrać wyniki badań Aleksandry. O szesnastej byli już na miejscu. Weszli do środka. Jakoś nie obawiali się wyników. Byli przekonani, że Wysocka jest w ciąży.
Stali już pod gabinetem doktora Wójcika. Po chwili wyszedł lekarz.
-Proszę, niech Państwo usiądą-powiedział zapraszając ich do pokoju.-Mam już wyniki.
-I co?-Ola uśmiechnęła się.-Jestem w ciąży?
-Nie rozumiem-Wójcik był zdziwiony.
-No... chciał nam Pan powiedzieć, że jestem w ciąży, tak?
-Yyyy nie do końca.
-To znaczy?
-Pani Aleksandro-otworzył teczkę i wyjął wyniki badań-przykro mi to mówić, ale...
-Ale co???-niecierpliwił się Jacek.
-Jest Pani poważnie chora.
-Jak to?? Ale co mi jest????
-Ma Pani białaczkę.
Gdy to usłyszeli, oboje byli w szoku. W oczach Oli pojawiły się łzy. Spojrzała na Jacka. Ten szybko objął ją swoim ramieniem. Kobieta wtulila się w niego.
-Panie doktorze, jak to możliwie?-pytał blondyn z drżeniem w głosie.
-Musimy szybko zacząć leczenie-oznajmił.-Zaczniemy od leków cytostatycznych.
-Kiedy możemy rozpocząć?-zapytał.
-Jutro...może O 10?
-Dobrze.
-W takim razie widzimy się jutro. Proszę być dobrej myśli.
Jacek uśmiechnął się blado.
-Do widzenia.
-Do widzenia.
Wysocka i Nowak wrócili do mieszkania. Tam Aleksandra od razu weszła do salonu i położyła się na kanapie. Zaczęła płakać. Jacek podszedł do niej. Usiadł obok i zaczął głaskać po głowie. Ona jeszcze bardziej się rozpłakała. Nie mogła się uspokoić. Tak bardzo się bała. Jeszcze rano była taka szczęśliwa. Myślała, że jest w ciąży, że będą rodzicami, a tymczasem... Płakała coraz bardziej. Dlaczego? Dlaczego ona? Dlaczego teraz, kiedy wszystko zaczęło się układać?
Płakała bardzo długo. Około 20 była już tak zmęczona, że zasnęła. Jacek okrył ją ciepłym kocem. Sam poszedł do sypialni. Usiadł przy oknie i wpatrywał się w dal.
*Jacek*
Dlaczego to nas spotyka? Dlaczego? Dlaczego akurat moja Ola? Za co los ją tak karze? Ja tak nie chcę... Nie chcę stracić Oli. Nie mogę jej stracić! Tak bardzo ją kocham. Ona musi żyć. Musi!!! Nie chcę zostać sam. Nie dam sobie bez niej rady. To ona jest całym moim życiem. Zrobię wszystko, by ją uratować...
*Narrator*
Z oczu Jacka zaczęły płynąć łzy. Co chwila było ich coraz więcej. Spływały jedna po drugiej po jego bladej twarzy, by po chwili wylądować na niebieskiej koszuli, która i tak była już mokra.
Mijały godziny. Za oknem zrobiło się jasno. Ola obudziła się. Miała czerwone od płaczu oczy. Wstała i poszła do sypialni. Tam ujrzała Jacka siedzącego na krześle, śpiącego z głową opartą o parapet. Przypomniała sobie wczorajszą wizytę u lekarza. Z jej oczu znów wypłynęła łza. Szybko jednak ją otarta. Nie mogła się przecież poddać. Musiała walczyć. Dla niego. Nie mogła go zostawić samego.
Poszła do kuchni, by zrobić śniadanie. Przygotowała kanapki, które postawiła na stole. Chciała zaparzyć kawę. W tym celu wyjęła z szafki dwa kubki. Postawiła je na blacie. Otwierając pojemnik z kawą, zrzuciła kubek na podłogę. On rozbił się na małe kawałki. Kobieta ukucnęła i zaczęła zbierać szkła. Po chwili w pomieszczeniu zjawił się Jacek. Podszedł do niej.
-Zostaw to. Ja się tym zajmę-powiedział z troską.
Ola usiadła przy stole. Nowak sprzątnął, a potem zaparzyć kawę. Po chwili siedzieli naprzeciwko siebie. W ciszy patrzyli sobie w oczy. Oboje mieli ponure miny.
-Jedz-powiedział cicho.
Ola niechętnie wzięła do ręki kanapkę i powoli zaczęła jeść. Jacek zrobił to samo.
-Na którą masz do pracy?-zapytała.
-Nie idę dziś do pracy. Ani ja, ani Ty.
-Jak to?
-Przecież masz dziś chemioterapię.
-A Ty? Dlaczego nie idziesz?
-Słonko nie zostawię Cię samej. Zawsze będę przy Tobie.
-Dziękuję-szepnęła.
Powoli zbliżała się 10. Ola i Jacek wyruszyli w drogę do przechodni chemioterapi. Kilkanaście minut później byli już na miejscu. Po kilku godzinach kroplówki, wyszli z gabinetu. Koło 15 byli w domu. Zaczęli przygotowywać kolację. Gdy już usiedli, niespodziewanie usłyszeli dzwonek do drzwi. Nowak poszedł otworzyć. Przekręcił klucz. Po chwili do mieszkania wszedł Wysocki.
-Cześć Jacek-przywitał się.
-Dzień dobry.
Udali się do kuchni, gdzie była Ola. Zaprosili komendanta na posiłek. Ten się zgodził. Tak więc zasiedli do stołu. Wojciech rozpoczął rozmowę.
-A z Wami co się dzieje? Czemu nie byliście dziś w pracy?-młodzi popatrzyli na siebie.-Ciągle źle się czujesz Olu?
-Już jest lepiej-odrzekła szybko.
Jacek spojrzał na nią z zaskoczeniem.
-Ola...-przerwał.
Kobieta spojrzała na ukochanego. Wiedziała o co mu chodzi, ale nie chciała. Nie chciała mówić ojcu o swojej chorobie. Po co miała go martwić?
Nastała chwila milczenia. Wszyscy patrzyli po sobie. Nikt się nie odzywał. Nagle.. z nosa Oli zaczęła wypływać krew. Jacek szybko pobiegł po chusteczki. Aleksandra pochyliła głowę w dół. Wysocki był zaskoczony. Nie wiedział dlaczego tak nagle.....
Po kilku minutach krwawienie ustąpiło. Wszyscy poszli do salonu. Musieli porozmawiać. Usiedli na kanapie. Nie było to łatwe. Jak powiedzieć komuś bliskiemu, że jest się ciężko chorym?? Że niedługo może jej zabraknąć??
-Tato...ja....-nie wytrzymała. Rozpłakała się. Nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa.
Jacek objął ją ramieniem. Ona mocno się w niego wtuliła. Była cała roztrzęsiona. Wysocki patrzył na nią. Zastanawiał się, co takiego się stało.
-Jacek....o co chodzi.....?-zapytał powoli.
Jacek popatrzył na niego. Na samą myśl o tym, co za chwilę będzie musiał powiedzieć, łzy napływały mu do oczu.
-Ola... ona.... ona ma.... ma... białaczkę....
Po tych słowach, z jego błękitnych oczu wypłynęły małe kropelki. Przyłożył głowę do ramienia ciągle wtulonej w niego Aleksandry. Przytulił ją jeszcze mocniej. Wysocki również miał oczy pełne łez. Nie wiedział co ma powiedzieć. Był przerażony.
*Wojciech*
To niemożliwe!!! To nie może być prawda!!! Nie wierzę w to!!! Ola... moja mała Oleńka... ona nie może umrzeć. Nie może... Nie może nas zostawić.... Dlaczego? Dlaczego akurat ona? Dlaczego to musiało spotkać moją małą córeczkę??? Jak my sobie z tym poradzimy? Ona musi wyzdrowieć! Musi!!! Ona musi być z nami!!! Najpierw straciłem żonę....a teraz....teraz miałbym stracić i jedyną córkę? Nie! Nie mogę na to pozwolić!!!
*Narrator*
Bardzo długo tak siedzieli. W końcu Wysocki postanowił się odezwać.
-Oleńko....kochanie...bedzie dobrze.. przecież to można leczyć.... damy sobie radę....
Wtedy Ola jeszcze bardziej się rozpłakała. Komendant nie wiedział co ma robić. Jacek przytulił ukochaną. Nagle Aleksandra źle się poczuła. Wstała i pobiegla do łazienki. Tam zwymiotowała. Gdy wróciła, położyła się na kanapę, opierając głowę na kolanach Jacka. Nie miała już na nic siły. Nie mogła już nawet płakać. Zamknęła oczy, a po chwili zasnęła. Nowak położył rękę na jej głowie. Delikatnie pogładził jej włosy. Spojrzał na komendanta.
-Co teraz będzie?-zapytał cichym, smutnym głosem.
-Nie wiem Jacek. Nie wiem.
Z jego oczu wypłynęły łzy.
Zbliżała się 20. Na dworze zrobiło się już ciemno. Wysocki postanowił wrócić do swojego mieszkania. Pożegnał się z Jackiem i wyszedł.
Następnego ranka Jacek wstał już o szóstej. Nie mógł spać. Ciągle myślał o Oli. Przepłakał całą noc. Około siódmej Aleksandra również się obudziła. Udała się do kuchni. Jacek siedział przy stole i z trudem przełykał jedzenie. Ola podeszła do niego i pocałowała go w policzek, po czym usiadła naprzeciwko. Ona również niechętnie wzięła się za jedzenie. Zaczęła rozmowę.
-Idziesz dziś do pracy?
-Przecież nie mogę Cię tu samej zostawić.
-Ale ja... Nie chcę siedzieć w domu. Chcę iść do pracy.
-Jak się czujesz?
-Dobrze, tylko ciągle o tym myślę.
-Ola... musimy być dobrej myśli.
-Łatwo powiedzieć...
-Olu...kochanie... Wiem, że jest Ci ciężko, ale... mi też jest ciężko. Ja nie chcę Cię stracić. Kocham Cię. Musisz walczyć. Jestem przy Tobie i zawsze będę. Razem damy sobie radę. Przejdziemy przez to. Będzie dobrze...
Z oczu Oli znów skapnęły łzy. Jacek podszedł do niej i je otarł. Potem pocałował ją w czoło. Po chwili kobieta uspokoiła się.
Za piętnaście ósma Ola i Jacek byli na komendzie. Wysocki nie był zadowolony, że Ola w takim stanie chce nadal pracować. Nie chciał też, żeby Jacek pracował po bezsennej nocy. Jednak oni nie chcieli wrócić do domu. Pracę skończyli około siedemnastej. Wrócili do domu. Zrobili kolację i zasiedli do stołu. Po spożyciu posiłku położyli się spać.
Dni szybko mijały, a każdy z nich był taki sam. Szary, smutny, ponury. Ola regularnie jeździła z Jackiem do przechodni na chemioterapię. Ciągle walczyli. Nie mogli się poddać! Nie mogli! Wierzyli, że w końcu wygrają. Wierzyli, że zdarzy się cud. Że Ola wyzdrowieje. Nigdy nie tracili nadzieji. Ile czasu już minęło odkąd dowiedzieli się o chorobie? Tydzień, miesiąc, potem drugi... trzeci i kolejny... Minęło już siedem miesięcy i dalej nic. Nie ma żadnej poprawy. Więc....ile jej jeszcze czasu zostało? Tego nie wie chyba nikt.
Był piękny wiosenny poranek. Słońce ogrzewało ziemię. Ptaki śpiewały swoje piękne pieśni. Dziś Ola miała kolejną wizytę u lekarza. Zaraz po śniadaniu razem z Jackiem ruszyli w drogę. Przed dziewiątą byli już na miejscu.
Siedzieli już w gabinecie. Naprzeciwko nich, za biurkiem miejsce zajmował doktor Wójcik.
-Pani Aleksandro..-zaczął-robiliśmy wszystko co w naszej mocy... chemia...przeszczep szpiku...ale...Pani szanse na przeżycie są znikome...
-Jak to??? Panie doktorze??? To niemożliwe...-Jacek był w szoku.
Kobieta rozpłakała się i wtuliła w Jacka. Ten objął ją swoim ramieniem.
-Spokojnie...Nie poddamy się. Będziemy dalej walczyć.
-Po co?-pytała.-Ja nie daje rady... Ja już nie mogę...
-Olu...Nie mów tak...
-Pani Aleksandro... jeden Bóg wie co jeszcze może się wydarzyć...nic nie jest jeszcze przesądzone. To może się zmienić.
-Ja nie wierzę w cuda...
Ola wstała i wyszła z gabinetu. Jacek popatrzył na lekarza ze smutkiem w oczach. Szybko ruszył za Olą. Dogonił ją, gdy była już przy samochodzie. Wsiedli do auta i nie odzywając się do siebie ani jednym słowem, wrócili do domu.
Gdy weszli do mieszkania, Ola od razu poszła do sypialn, zamykając za sobą drzwi. Blondyn powoli poszedł za nią. Delikatnie zapukał. Usłyszał tylko cichy płacz. Wszedł do środka. Ola leżała na łóżku wtulona w poduszkę. Policjant usiadł na brzegu łóżka.
-Olu.... kochanie... jestem przy Tobie. Zawsze będę. Nie zostawię Cię samej. Ola.. musimy walczyć... proszę...
Kobieta podniosła się. Spojrzała mu w oczy.
-Jacek... ja nie chcę... Nie chcę żebyś patrzył jak upadam..
-Jestem po to, żeby pomóc Ci się podnieść.
Uśmiechnął się lekko. Ona znowu wtuliła się w niego.
-Dziękuję-szepnęła mu do ucha.
On spędzał z nią wszystkie dni i każdą noc. Był przy niej non-stop. Nie zostawiał jej ani na chwilę.
Mijały dni, a z nią coraz gorzej. Z dnia na dzień stawała się słabsza. Jej organizm ciągle walczył. Mimo to ona była najszczęśliwszą osobą na świecie. Miała przy sobie bliskich, rodzinę i miała Jacka. On był dla niej wszystkim. Głównie to dla niego walczyła. Chciała by był szczęśliwy. Wiedziała już, że jej czas dobiega końca. Ale to nie było ważne. Najważniejsze było to, że są razem, bo tylko razem mogli dać radę. Mogli pokonać strach.
Wiosna przemknęła, tak samo jak lato. Nadeszła jesień. Smutna jesień. Nadeszły ostatnie dni Oli. Zbliżał się wieczór. Ona leżała na łóżku, a on siedział obok trzymając ją za rękę. Patrzyli sobie w oczy.
Ola uśmiechnęła się lekko. Po chwili słabym głosem zaczęła rozmowę.
-Jacek...Kocham Cię.
-Olu...
-Pamiętaj. Kochałam Cię.. kocham i zawsze będę Cię kochać. Ciągle będę przy Tobie. Będę nad Tobą czuwać. Nigdy nie zostaniesz sam. Nie jesteś sam. Pamiętaj o tym. Jacek... chcę żebyś był szczęśliwy.
-Oleńko...-łzy spłynęły mu po policzkach.
-Kocham Cię.
Po tych słowach zamknęła swoje piękne, błękitne oczy.
-OLA!!!-krzyknął a w pokoju pojawili się Wysocki i rodzice blondyna.
Jacek rozpłakał się. Pocałował ukochaną w jej drobną, jeszcze ciepłą rączkę, po czym przyłożył swoją głowę do jej twarzy. Słone łzy młodzieńca obmywały blade policzki Oli.
Wysocki stał nieruchomo. Z jego oczu wypływały małe, przezroczyste kropelki. Był zrozpaczony. Właśnie stracił swój największy skarb, swoją jedyną córeczkę. Razem z nią stracił wszystko. Już nic mu nie zostało. To ona wypełniała całe jego życie. A teraz... teraz już jej nie ma.
Czas na chwilę zatrzymał się w miejscu. W mieszkaniu nastała cisza. Jacek tulił się do Oli. W jego sercu rósł ból, rozpacz, strach... Stracił miłość swojego życia. W jego głowie rodziło się coraz więcej pytań. Dlaczego akurat ona? Dlaczego tak szybko? Dlaczego dziś? Mieli przed sobą jeszcze całe życie, lecz jej już nie ma na tym świecie. Na tym okropnym świecie!
Minęły trzy dni. Dziś wszyscy pogrążeni w żałobie udali się do kościoła. Msza była bardzo piękna i uroczysta. Było na niej mnóstwo osób. Rodzina, przyjaciele, przyszły wszystkie osoby pracujące na komedzie. Przyszedł każdy, kto choć trochę znał Aleksandrę.
Po mszy udali się na cmentarz. Nie jest to przyjemne miejsce. Ten jesienny dzień był bardzo ponury. Wszyscy płakali. Płakało również niebo. Doszli na miejsce. Wtedy deszcz ustał. Do głębokiego dołu włożono trumnę. Na ten okropny widok Jacek rozpłakał się jeszcze bardziej. Wziął do ręki garstkę ziemi. Szepnął ciche "Kocham Cię", po czym rzucił piasek na trumnę. Po chwili wszyscy uczynili to samo. Ostatnie pożegnanie. Wszyscy się rozeszli. Zostali tylko Jacek, Wysocki i rodzice Nowaka. Po chwili oni również postanowili wrócić do domu. Byli w mieszkaniu Aleksandry. Siedzieli w ciszy. Każdy myślał o tym samym. Wszystko przypominało im o młodej kobiecie. O cudownej osobie, która odeszła w tak młodym wieku.
Jacek wstał i udał się do kuchni. Zalał sobie kawę gorącą wodą. Po chwili zakręciło mu się w głowie. Upadł z wielkim hukiem na podłogę, uderzając przy tym głową o stół. W pomieszczeniu szybko zjawili się obecne osoby.
-Jacek, co się stało?-przeraziła się matka blondyna.
-Zakręciło mi się w głowie-powiedział.
-Dobrze się czujesz?-pytał Wojciech.
-Tak. Wszystko jest w porządku.
-Jedziemy do szpitala.
-Nie. Naprawdę nic mi nie jest. To przez zmęczenie.
-Na pewno??
-Na pewno.
-I nic Cię nie boli?-dopytywali.
-No boli mnie strasznie głowa, ale przejdzie mi.
-Jacek...
-Mamo przestań. Nic mi nie jest.
Poszedł do sypialni. Usiadł na łóżku i przytulił do siebie poduszkę, na której zawsze spała Ola. Do oczu znów napłynęły mu łzy. Po chwili w pokoju pojawił się komendant. Popatrzył na Jacka. Podszedł do niego i usiadł obok.
-Jacek....
-Tak bardzo ją kochałem...zawsze będę ją kochał. Ale.. brakuje mi jej. Nie umiem żyć bez niej.
Teraz Wysocki również uronił łzy. Blondyn ścisnął mocniej poduszkę. Im obu było bardzo ciężko. Obaj stracili ukochaną osobę.
Minęło kilkanaście dni. Nikt jeszcze nie pozbierał się po śmierci Oli. Jacek bardzo to przeżywał. Nie był w stanie nic robić. Ciągle bolała go głowa. Myślał, że to ze zmęczenia, że przejdzie. Mylił się. Z dnia na dzień było z nim coraz gorzej. W ciągu tygodnia cztery razy stracił przytomność. Nie zamierzał jednak iść z tym do lekarza. Ciągle myślał o swojej ukochanej. Tęsknił za nią.
Tego dnia przyszedł do niego Wysocki. Od razu zauważył, że Jacek jest jakby nieprzytomny. Spojrzenie miał nieobecne. Jego głos był spowolniony, a ton jednostajny. Komendant pytał go o jego samopoczucie, lecz ten mówił niewyraźnie i chaotycznie. Postanowił zabrać go do szpitala. Po kilkunastu minutach byli już na miejscu. Gdy już wchodzili, blondyn stracił przytomność. Szybko podbiegły do niego pielęgniarki. Zabrały go na jakąś salę. Wysocki powiadomił rodziców Nowaka, którzy po chwili zjawili się w szpitalu. Razem czekali przed salą. Po długim oczekiwaniu wyszedł lekarz.
-Jest ktoś z rodziny Nowaka?-zapytał.
-Tak. Jesteśmy rodzicami Jacka-powiedziała kobieta.-Co z nim?
-Czy Państwa syn miał ostatnio jakiś wypadek lub mocno uderzył się w głowę?
-Yy tak... zasłabł i upadł, uderzając głową. Ale co z nim?
-Pan Jacek miał krwotok wewnętrzny. Krew wylewała się do mózgu. Państwa syn... nie żyje.
Grunt usunął im się spod nóg. To był dla nich wielki szok. Niedawno zmarła Ola, a teraz i Jacek. Byli załamani. Kobieta o blond włosach i niebieskich oczach zaczęła płakać. Jej mąż przytulił ją. Wysocki usiadł na krześle chowając twarz w dłoniach. Znowu to samo. Znów czuli ból, rozpacz, cierpienie, rozczarowanie, przygnębienie, nienawiść, niechęć do życia....
Trzy dni później, po raz kolejny wszyscy spotkali się w kościele. Tym razem na pogrzebie Jacka. Po uroczystej mszy, udali się na cmentarz. Stanęli przed pomnikiem, na którym widniał już napis "Aleksandra Wysocka". Po chwili włożono tam kolejną trumnę. Odmówiono modlitwę i znów na trumnę spadły garstki piasku. Ludzie rozeszli się. Zostały tylko trzy osoby, komendant oraz rodzice Jacka. Stali wpatrując się w grób. W oczach mieli łzy. Stali w ciszy kilka, może kilkanaście minut. Tą długą chwilę milczenia przerwał ochrypły głos Wysockiego.
-Teraz przynajmniej są razem.
Z oczu całej trójki znów spłynęły duże, gorzkie łzy.





