Witajcie!!!
Chciałam Wam przekazać kilka istotnych wiadomości dotyczących bloga. Pierwsza i chyba najważniejsza: wracam do pisania! To było oczywiste, że w końcu wrócę, bo ja już nie umiem żyć bez pisania (chyba się uzależniłam xD). Kolejna informacja jest taka, że nową historię zacznę na nowym blogu. Więc od razu zapraszam: <kliknij tutaj>.
Pozdrawiam gorąco 😘.
środa, 8 czerwca 2016
czwartek, 19 maja 2016
Epilog
Wszystko na świecie przemija powoli,
radość, smutek i to, co boli.
Wszystko przemija, tak chce przeznaczenie,
pozostaje jedno — wspomnienie...
Życie jest pełne niespodzianek. Tych miłych, jak i niestety też tych złych. Na niektóre z nich nie mamy wpływu. Niektórym możemy zapobiec. Nie jest to jednak takie proste, jak może się wydawać. Zdarza się, że kiedy chcemy oddalić od siebie nieszczęście, jeszcze bardziej komplikujemy sobie życie. Wtedy czujemy się bezradni, ale nie chcemy pokazywać swoich słabości. Upaść jest rzeczą ludzką. Ale trzeba się podnieść. Nie możemy się poddawać. Musimy walczyć. Wokół otacza nas wielu ludzi, którzy chcą nam zaszkodzić, ale na pewno znajdzie się również ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń. Ktoś, dla kogo staniesz się całym światem. Ktoś, dla kogo zechcesz walczyć.
Znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć.
Po śmierci córki i próbie samobójczej Ola wraz z Jackiem regularnie uczęszcza na terapię. Psycholog pomaga jej, jaki i jemu uporać się i pogodzić z przeszłością. Pomaga im pozbierać się po tych tragicznych wydarzeniach. Z każdym dniem jest coraz lepiej. Życie Nowaków powoli wraca do normalności. Ola na razie skupia się na domu i dzieciach. Wkrótce zamierz jednak wrócić do pracy. Dzieci szybko rosną. Trzyipółletnia Lenka niedługo pójdzie do przedszkola. Mały Mateuszek zaraz skończy siedem miesięcy. Marta, opiekunka Leny, miała teraz zająć się synkiem małżeństwa. Ola i Jacek mogli również w pełni liczyć na pomoc rodziców. Wszystko było na dobrej drodze, wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Przed nimi jeszcze wiele dni, miesięcy, lat. Na pewno natkną się jeszcze na jakieś problemy, ale skoro tyle już przeszli, czy poddadzą się, będąc już tak blisko celu?
Chciałam Wam wszystkim bardzo podziękować, za te 70 tysięcy wyświetleń, za wiele miłych komentarzy i przede wszystkim za to, że w ogóle czytaliście moje opowiadania.
Dziękuję...
środa, 18 maja 2016
145. "Jestem przy Tobie..."
Wiem tylko, że wszystko się zmienia...
Coś jest, a później tego nie ma...
-Ola...
Kobieta spojrzała na niego ze łzami w oczach.
-Kochanie... odłóż to...
-Ja już nie mam siły... Nie mam siły żyć...
-Co Ty mówisz?-ukucnął obok niej.-Nie możesz się poddać, rozumiesz? Nie możesz.
W drzwiach stanął Wojciech. Był przerażony.
-Ola, proszę Cię... jesteś nam potrzebna... Nie możesz się zabić! Odłóż to!
Ola zacisnęła mocniej w dłoni żyletkę. Jacek złapał ją za nadgarstek. Wyjął jej z rąk mały przedmiot, którym chciała odebrać sobie życie. Kobieta zaczęła płakać.
-Nie możesz tego zrobić!
-Nie mam już po co żyć.
-Czy Ty się do cholery słyszysz?! Słyszysz co Ty mówisz?! Masz dzieci! Lenkę, Mateusza!
-Nie krzycz-wtrącił się zapłakany ojciec Oli.
-Naprawdę chcesz nas zostawić?Dlatego, że Zuzia nie żyje? Uwierz, że mi też jest ciężko, bo to była również moja córka!-krzyczał przez łzy.-Ale próbuję się jakoś pozbierać... Bez Ciebie nie dam sobie rady! Kocham Cię!! Rozumiesz?!?! Rozumiesz?!?
Ola twierdząco kiwnęła głową.
-Ja też Cię kocham-łzy spływały po jej policzkach.-Nie zostawiaj mnie...
Jacek przytulił mocno Olę do siebie.
-Już dobrze... Jestem przy Tobie... Zawsze będę...
Ola wtuliła się w klatkę piersiową blondyna. Mężczyzna głaskał ją ręką po plecach. Kiedy kobieta trochę się uspokoiła, delikatnie odsunął się od niej.
-Pokaż rękę-Ola bez zastanowienia pokazała Jackowi nadgarstek.-Trzeba to opatrzyć.
Wysocki podał mu apteczkę, a Nowak szybko i sprawnie opatrzył ranę. Potem pomógł Oli wstać. Tej jednak zakręciło się w głowie i prawie upadła. Jacek wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Położył na łóżku.
-Jesteś zmęczona-szepnął, całując ją w czoło.-Śpij.
Blondyn nakrył Olę kołdrą i po cichu wyszedł z pokoju. Kobieta zasnęła.
wtorek, 17 maja 2016
144. "Otwórz!"
Pełno nas,
a jakoby nikogo nie było,
jedną maluczką duszyczką,
tak wiele ubyło.
-Nie śpisz już?-spytał.
Ola pokręciła głową.
-Zjesz coś?
Policjantka zaprzeczyła ruchem głowy. Blondyn wstał i udał się do kuchni. Tam zastał swoich rodziców i dzieci. Ojciec Jacka pilnował Mateusza i bawił się z Lenką, a jego mama przygotowywała śniadanie.
-Cześć-przywitał się.
-Ola śpi?
-Nie i wątpię, że w ogóle zasnęła w nocy.
Pół godziny później posiłek był już gotowy. Jacek udał się do sypialni po Olę.
-Kochanie-zaczął.-Chodź na śniadanie.
-Nie chcę.
-Proszę Cię, chodź.
Ola niechętnie podniosła się z łóżka. Blondyn złapał ją za rękę i razem zeszli na dół. Zasiedli przy stole. Ola wzięła do ręki kubek z kawą i upiła łyk, a Jacek wmusił w siebie kanapkę.
-Jedz-powiedział do żony. Kobieta spojrzała na niego.-Proszę...-Ola zaczęła jeść.
Po śniadaniu przyszedł do nich Wysocki. Mijała minuta za minutą. Czas im się dłużył. Nie wiedzieli co mają robić. W domu było dziwnie cicho. Kiedy Mateusz zaczynał płakać, mama Jacka brała go na ręce i uspokajała, a w oczach Oli pojawiały się łzy. Wtedy Jacek przytulał ją do siebie.
Zbliżała się piętnasta. W domu Nowaków znowu rozległ się płacz chłopca. Ola patrzyła przed siebie, a jej oczy powoli stawały się mokre.
*Ola*
Nie wytrzymałam już tego. Wstałam i udałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Stanęłam przed lustrem. Wyglądałam okropnie. Zastanawiałam się, dlaczego moje życie jest takie trudne. Usiadłam na podłodze, opierając się o wannę. Wzięłam do ręki żyletkę. Zaczęłam się jej przyglądać. Trwało to może jakieś siedem minut. W końcu stwierdziłam, że tak będzie lepiej. Przyłożyłam ostrze do nadgarstka. Delikatnie przejechałam nim po skórze. Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
-Ola...-usłyszałam ciepły głos Jacka.-Ola... Ola? Otwórz! Ola!?-mówił coraz głośniej.
Spojrzałam na swoją rękę. Wykonałam kolejne cięcie. Tym razem mocniej. Z rany powoli zaczęły wypływać kropelki krwi. Z każdą chwilą było ich coraz więcej.
Po śmierci własnego dziecka,
matki nie może spotkać już nic gorszego.
***
Witajcie w 144 rozdziale. Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się podobało.
Muszę Was poinformować, że następny rozdział będzie ostatnim. Pojawi się również epilog.
Pozdrawiam
niedziela, 15 maja 2016
143. Cierpienie
Pogrzeb... Ostatnie pożegnanie... Trudny czas... Smutek... Ból... Rozpacz... Strach... Strach przed tym, co będzie dalej...
Dziś mała grupka ludzi zebrała się na cmentarzu, by pożegnać Zuzię. To bardzo wyjątkowa i bardzo smutna chwila. Obecna jest tylko najbliższa rodzina: rodzice, dziadkowie i Lenka. Stoją przy małej trumience, w której znajduje się ciało dziewczynki. Maleńkiej, niewinnej, bezbronnej dziewczynki. Kapłan kropi trumnę wodą. Następnie zostaje ona spuszczona w głęboki dół.
Pojawia się jeszcze większy ból. Ból w sercach zapłakanych rodziców. Garstka ziemi pada na trumnę. Potem następna i następna. Powoli znika w głębi ziemi. Słychać krzyk Oli. Jacek przytula ją mocno. Sam głośno płacze. Kilka dni temu przyszła na świat, a dziś muszą się z nią żegnać... Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe?
Powoli odchodzą od grobu. Ostatnie spojrzenie i opuszczają cmentarz. Wracają do domu, gdzie czekają już rodzice Jacka, ojciec Oli, Lenka i Mateusz. Siadają na kanapie. W domu panuje martwa cisza, którą przerywa płacz dziecka. Mama Jacka idzie do małego, a Ola zaczyna płakać. Blondyn przytula do siebie żonę.
Patrząc na ciemność lub śmierć,
boimy się nieznanego - niczego więcej.
Najgorszy dźwięk na świecie, to odgłos,
gdy trumna z kimś bliskim
Powoli dotyka ziemi.
Dziadkowie zmarłej Zuzi odchodzą wraz z Lenką. Rodzice zostają sami. Stoją wtuleni w siebie. Zapada głęboka cisza... Łzy spływają po ich policzkach, ale już nikt nie krzyczy. Żegnają dziecko chwilą ciszy.
Aniołku, przyszedłeś na ziemię
tylko na chwilę, po to,
by na zawsze pozostać w naszych sercach.
Pojawia się jeszcze większy ból. Ból w sercach zapłakanych rodziców. Garstka ziemi pada na trumnę. Potem następna i następna. Powoli znika w głębi ziemi. Słychać krzyk Oli. Jacek przytula ją mocno. Sam głośno płacze. Kilka dni temu przyszła na świat, a dziś muszą się z nią żegnać... Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe?
Powoli odchodzą od grobu. Ostatnie spojrzenie i opuszczają cmentarz. Wracają do domu, gdzie czekają już rodzice Jacka, ojciec Oli, Lenka i Mateusz. Siadają na kanapie. W domu panuje martwa cisza, którą przerywa płacz dziecka. Mama Jacka idzie do małego, a Ola zaczyna płakać. Blondyn przytula do siebie żonę.
Mija godzina za godziną, a oni nadal tak siedzą, jakby czekali na śmierć... Nodchodzi noc. Wszyscy zasypiają... No prawie wszyscy. Ola leży w łóżku i patrzy w sufit. Nie może zasnąć. Nie może odpędzić od siebie myśli o śmierci dziecka. I znowu łzy spływają po jej policzkach.
sobota, 14 maja 2016
142. "Żeby miłość mogła uzdrawiać, a łzy wskrzeszać, żyłabyś Córeczko wśród nas."
*Ola*
Obudziłam się na szpitalnym łóżku. Obok mnie siedział Jacek ze łzami w oczach. Trzymał mnie za rękę. Nie pamiętałem zupełnie, co się stało.
-Jacek... Co się stało?
-Straciłaś przytomność. To przez ten stres... twoje serce tak szybko biło, że nie pompowało równomiernie krwi do organizmu. Szybka pomoc Cię uratowała. Tak się o Ciebie bałem...
Zaczęłam się nad tym zastanawiać i już po chwili zaczęłam sobie uświadamiać, co takiego wydarzyło się przed chwilą.
-Chcę ją zobaczyć...
Jacek spojrzał na mnie. Po chwili wstał i wyszedł z sali. Zostałam sama. Po kilku minutach w sali znowu pojawił się Jacek.
-Jesteś gotowa?-spytał.
Po chwili zastanowienia kiwnęłam twierdząco głową. Blondyn wziął mnie za rękę i powoli udaliśmy się na inną salę. Właśnie tam ujrzałam moje maleństwo. Pierwszy raz wzięłam je na ręce. Wreszcie mogłam przytulić moją córeczkę. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Jacek podszedł do mnie. Przytulił mnie i delikatnie położył dłoń na główce Zuzi. Z jego oczu również poleciały łzy.
-Kocham Cię-szepnęłam do dziecka.
Jacek lekko mnie pocałował, a potem zamknął oczy i przyłożył twarz do mojego policzka. Czułam jego łzy na swojej skórze.
Kiedy wróciliśmy do sali, położyłam się na łóżku. Zaczęłam płakać. Jacek przytulił mnie mocno. Nie mogłam się uspokoić. Godzinę później byłam już tak zmęczona, że zasnęłam.
*Jacek*
Ola zasnęła. Siedziałem ciągle przy niej i patrzyłem na nią. Nie wiedziałem, co mam robić. Nie chcę, żeby tak cierpiała. Nienawidzę, kiedy jest smutna. Kiedyś obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by była szczęśliwa. Myślałem, że mi się to uda, ale los mi wcale nie pomaga. Ciągle spotyka nas jakieś nieszczęście.
Zauważyłem, że Ola wierci się niespokojne. Złapałem ją za rękę, a wtedy obudziła się. Była bardzo przerażona. Spojrzała na mnie i znowu zaczęła płakać. Ponownie ją przytuliłem.
-Wszystko się ułoży...-szepnąłem.
Nie wiem, jak to będzie. Sam jestem załamany. Przecież to było nasze dziecko. Mam ochotę się upić, ale nie mogę. Muszę być silny. Ola mnie potrzebuje.... A ja potrzebuję jej. Razem na pewno damy radę.
Następnego dnia wypisano Ola ze szpitala i razem z małym Mateuszkiem wróciliśmy do domu. Weszliśmy do pokoju przygotowanego dla dzieci. Widok dwóch łóżeczek i różowo-niebieskich ścian sprawił, że mieliśmy łzy w oczach. Poszedłem przygotować śniadanie. Pół godziny później siedzieliśmy przy stole. Ola prawie nic nie zjadła. Bardzo mnie to zmartwiło. Tuż przed jedenastą przyjechali rodzice z Lenką. Porozmawialiśmy chwilę. Trzeba było załatwić sprawy związane z pogrzebem. Ustaliliśmy, że zajmie się tym mój ojciec wraz z ojcem Oli. Ani ja, ani Ola nie byliśmy w stanie o tym myśleć. Wszystko doprowadzało nas do łez.
Siedziałem na kanapie. Obok mnie Ola. Głowę miała ułożoną na moim ramieniu. Mateusz spał w łóżeczku. Lenka i moja mama siedzieli przy nim. Po chwili Lenka przyszła do nas i usiadła mi na kolanach. Miała dopiero trzy latka i nie wiedziała, co się stało, ale widząc nas, w jej małych oczkach również pojawiały się łzy. Przytuliła się do mnie, a Ola złapała ją za rączkę.
Obudziłam się na szpitalnym łóżku. Obok mnie siedział Jacek ze łzami w oczach. Trzymał mnie za rękę. Nie pamiętałem zupełnie, co się stało.
-Jacek... Co się stało?
-Straciłaś przytomność. To przez ten stres... twoje serce tak szybko biło, że nie pompowało równomiernie krwi do organizmu. Szybka pomoc Cię uratowała. Tak się o Ciebie bałem...
Zaczęłam się nad tym zastanawiać i już po chwili zaczęłam sobie uświadamiać, co takiego wydarzyło się przed chwilą.
Obejmuje Cię ból i smutek, jeżeli
bliską Ci osoba umiera,
i uświadamiają sobie,
że już nigdy jej nie zobaczysz.
-Jacek... powiedz, że to nie prawda. Powiedz, że ona żyje...
-Chciałbym-powiedział i mocniej zacisnął moją rękę.-Chcę ją zobaczyć...
Jacek spojrzał na mnie. Po chwili wstał i wyszedł z sali. Zostałam sama. Po kilku minutach w sali znowu pojawił się Jacek.
-Jesteś gotowa?-spytał.
Po chwili zastanowienia kiwnęłam twierdząco głową. Blondyn wziął mnie za rękę i powoli udaliśmy się na inną salę. Właśnie tam ujrzałam moje maleństwo. Pierwszy raz wzięłam je na ręce. Wreszcie mogłam przytulić moją córeczkę. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Jacek podszedł do mnie. Przytulił mnie i delikatnie położył dłoń na główce Zuzi. Z jego oczu również poleciały łzy.
-Kocham Cię-szepnęłam do dziecka.
Widocznie mało aniołków
jest w niebie,
skoro Bóg zabrał nam
Ciebie.
Kiedy wróciliśmy do sali, położyłam się na łóżku. Zaczęłam płakać. Jacek przytulił mnie mocno. Nie mogłam się uspokoić. Godzinę później byłam już tak zmęczona, że zasnęłam.
*Jacek*
Ola zasnęła. Siedziałem ciągle przy niej i patrzyłem na nią. Nie wiedziałem, co mam robić. Nie chcę, żeby tak cierpiała. Nienawidzę, kiedy jest smutna. Kiedyś obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by była szczęśliwa. Myślałem, że mi się to uda, ale los mi wcale nie pomaga. Ciągle spotyka nas jakieś nieszczęście.
Zauważyłem, że Ola wierci się niespokojne. Złapałem ją za rękę, a wtedy obudziła się. Była bardzo przerażona. Spojrzała na mnie i znowu zaczęła płakać. Ponownie ją przytuliłem.
-Wszystko się ułoży...-szepnąłem.
Nie wiem, jak to będzie. Sam jestem załamany. Przecież to było nasze dziecko. Mam ochotę się upić, ale nie mogę. Muszę być silny. Ola mnie potrzebuje.... A ja potrzebuję jej. Razem na pewno damy radę.
Następnego dnia wypisano Ola ze szpitala i razem z małym Mateuszkiem wróciliśmy do domu. Weszliśmy do pokoju przygotowanego dla dzieci. Widok dwóch łóżeczek i różowo-niebieskich ścian sprawił, że mieliśmy łzy w oczach. Poszedłem przygotować śniadanie. Pół godziny później siedzieliśmy przy stole. Ola prawie nic nie zjadła. Bardzo mnie to zmartwiło. Tuż przed jedenastą przyjechali rodzice z Lenką. Porozmawialiśmy chwilę. Trzeba było załatwić sprawy związane z pogrzebem. Ustaliliśmy, że zajmie się tym mój ojciec wraz z ojcem Oli. Ani ja, ani Ola nie byliśmy w stanie o tym myśleć. Wszystko doprowadzało nas do łez.
Siedziałem na kanapie. Obok mnie Ola. Głowę miała ułożoną na moim ramieniu. Mateusz spał w łóżeczku. Lenka i moja mama siedzieli przy nim. Po chwili Lenka przyszła do nas i usiadła mi na kolanach. Miała dopiero trzy latka i nie wiedziała, co się stało, ale widząc nas, w jej małych oczkach również pojawiały się łzy. Przytuliła się do mnie, a Ola złapała ją za rączkę.
piątek, 13 maja 2016
141. Operacja
*Jacek*
Po dwudziestu minutach przebijania się przez miasto, dotarłem na miejsce. Czym prędzej wbiegłem do środka. Przed salą siedziała zapłakana Ola. Usiadłem obok niej i złapałem za rękę.
-Ola, co się dzieje? Co się stało?
-Ja... Jacek... siedziałam przy niej... nagle... Nie wiem, co się stało... Coś zaczęło piszczeć... Wbiegły pielęgniarki i lekarz. Zabrali ją na jakąś inną salę. Nie wpuścili mnie tam... Nie wiem, co jej tam robią-mówiła przez łzy.-Jacek.. ja się boję.
-Kochanie... będzie... będzie dobrze-starałem się jakoś ją pocieszyć, choć sam byłem załamany. Bałem się, że.. że Zuzia..... To nie może być prawda.
Poszliśmy pod salą, na którą zabrali Zuzię, a gdzie nie wpuszczono Oli. Akurat wychodziła stamtąd jakąś pielęgniarka.
-Przepraszam panią, co tam się dzieje? Co z moją córką?
-Wystąpiło zatrzymanie pracy serca. Lekarze walczą o życie małej. Potrzebna jest natychmiastowa operacja, ale są marne szanse, że ona ją przeżyje.
-Niech operują!
Byłem w szoku. Moja córka tam umiera, a ja siedzę tu i nic nie mogę zrobić. Cholera jasna! To nie może się tak skończyć.
Spojrzałem na Olę. Stała oparta o ścianę. Była cała blada, tylko oczy czerwone, napuchnięte od płaczu. Podszedłem do niej. Delikatnie dotknąłem dłonią do jej twarzy. Spojrzała mi prosto w oczy. W jej oczach ujrzałem ból, rozpacz, strach. Objałem ją i mocno przytuliłem do siebie. Staliśmy tak kilka minut, a później usiedliśmy na krzesłach. Ola oparła głowę o moje ramię. Ja delikatnie gładziłem ją ręką po włosach. Czas mijał... Każda minuta wydawała mi się godziną. Po pewnym czasie zorientowałem się, że Ola zasnęła. Co się dziwić, była taka zmęczona. Dlaczego ona musi tak cierpieć? Czym ona sobie na to zasłużyła?
Jakiś czas później zauważyłem zbliżającego się w naszym kierunku komendanta. Spojrzałem na zegarek. Była już osiemnasta. Po chwili Wojciech stał już obok.
-Co się dzieje, Jacek? Co z małą?
-Operują ją.
W tym momencie Ola zaczęła się przebudzać. Rozejrzała się wokół, a później przytuliła się do mnie. Wysocki usiadł na krześle obok Oli. Siedzieliśmy w ciszy. Jakieś pół godziny później z sali wyszła pielęgniarka. Wszyscy szybko się poderwaliśmy. Za pielęgniarką wyszedł lekarz i kolejne dwie pielęgniarki. Stanęli, a my patrzyliśmy na nich wyczekująco. Oni jednak tylko patrzyli na nas. Postanowiłem przerwać tę dziwną ciszę.
-Co z nią?-spytałem z nutą zawahania.
-Serce dziewczynki przestało bić.. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Wydawało się już, że operacja przejdzie pomyślnie. Niestety dziewczynka nie wytrzymała do końca operacji... Zuzia nie żyje.
Po ostatnim słowie lekarza poczułem jak Ola opiera się o mnie. Szybko ją złapałem.
-Ola?
-Proszę ją ułożyć na ziemi.
Wykonałem polecenie lekarza, który zaczął ją reanimować.
-Ola?! Ola, słyszysz mnie?!
-Proszę się odsunąć!
-Olaaaa!!!
Po dwudziestu minutach przebijania się przez miasto, dotarłem na miejsce. Czym prędzej wbiegłem do środka. Przed salą siedziała zapłakana Ola. Usiadłem obok niej i złapałem za rękę.
-Ola, co się dzieje? Co się stało?
-Ja... Jacek... siedziałam przy niej... nagle... Nie wiem, co się stało... Coś zaczęło piszczeć... Wbiegły pielęgniarki i lekarz. Zabrali ją na jakąś inną salę. Nie wpuścili mnie tam... Nie wiem, co jej tam robią-mówiła przez łzy.-Jacek.. ja się boję.
-Kochanie... będzie... będzie dobrze-starałem się jakoś ją pocieszyć, choć sam byłem załamany. Bałem się, że.. że Zuzia..... To nie może być prawda.
Poszliśmy pod salą, na którą zabrali Zuzię, a gdzie nie wpuszczono Oli. Akurat wychodziła stamtąd jakąś pielęgniarka.
-Przepraszam panią, co tam się dzieje? Co z moją córką?
-Wystąpiło zatrzymanie pracy serca. Lekarze walczą o życie małej. Potrzebna jest natychmiastowa operacja, ale są marne szanse, że ona ją przeżyje.
-Niech operują!
Byłem w szoku. Moja córka tam umiera, a ja siedzę tu i nic nie mogę zrobić. Cholera jasna! To nie może się tak skończyć.
Spojrzałem na Olę. Stała oparta o ścianę. Była cała blada, tylko oczy czerwone, napuchnięte od płaczu. Podszedłem do niej. Delikatnie dotknąłem dłonią do jej twarzy. Spojrzała mi prosto w oczy. W jej oczach ujrzałem ból, rozpacz, strach. Objałem ją i mocno przytuliłem do siebie. Staliśmy tak kilka minut, a później usiedliśmy na krzesłach. Ola oparła głowę o moje ramię. Ja delikatnie gładziłem ją ręką po włosach. Czas mijał... Każda minuta wydawała mi się godziną. Po pewnym czasie zorientowałem się, że Ola zasnęła. Co się dziwić, była taka zmęczona. Dlaczego ona musi tak cierpieć? Czym ona sobie na to zasłużyła?
Jakiś czas później zauważyłem zbliżającego się w naszym kierunku komendanta. Spojrzałem na zegarek. Była już osiemnasta. Po chwili Wojciech stał już obok.
-Co się dzieje, Jacek? Co z małą?
-Operują ją.
W tym momencie Ola zaczęła się przebudzać. Rozejrzała się wokół, a później przytuliła się do mnie. Wysocki usiadł na krześle obok Oli. Siedzieliśmy w ciszy. Jakieś pół godziny później z sali wyszła pielęgniarka. Wszyscy szybko się poderwaliśmy. Za pielęgniarką wyszedł lekarz i kolejne dwie pielęgniarki. Stanęli, a my patrzyliśmy na nich wyczekująco. Oni jednak tylko patrzyli na nas. Postanowiłem przerwać tę dziwną ciszę.
-Co z nią?-spytałem z nutą zawahania.
-Serce dziewczynki przestało bić.. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Wydawało się już, że operacja przejdzie pomyślnie. Niestety dziewczynka nie wytrzymała do końca operacji... Zuzia nie żyje.
Po ostatnim słowie lekarza poczułem jak Ola opiera się o mnie. Szybko ją złapałem.
-Ola?
-Proszę ją ułożyć na ziemi.
Wykonałem polecenie lekarza, który zaczął ją reanimować.
-Ola?! Ola, słyszysz mnie?!
-Proszę się odsunąć!
-Olaaaa!!!
czwartek, 12 maja 2016
140. Trudny dzień w pracy
Następnego ranka Ola siedziała w sali przy swojej małej córeczce. O wpół do siódmej przyszedł Jacek.
-Cześć kochanie-powitał żonę.
-Hej-powiedziała wtulając się w niego.
-Jak się czujesz?
Ola wzruszyła ramionami.
-Dlaczego? Dlaczego to nas spotyka?
-Słońce...-zaczął niepewnie.-Ja.. Tak naprawdę nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Bardzo się boję, ale... nie możemy się poddawać.
-Nie chcę, żeby Zuzia umarła. Nie chcę!
-Ja też..... Kocham Cię.
-Musisz iść do pracy?
-Muszę-powiedział, jednocześnie potwierdzając kiwnięciem głowy.
Ola mocno wtuliła się w Jacka. Stali tak przez kilka minut. Potem pożegnali się i mężczyzna opuścił szpital. Za 15 ósma był już na komendzie.
*Jacek*
Wszedłem na komendę. Najpierw poszedłem się przebrać w mundur. Za pięć ósma udałem się do pokoju odpraw. Siedziałem w ciszy i czekałem na rozpoczęcie. Nie miałem ochoty na żadne pogawędki. Równo o ósmej przyszedł komendant. Po piętnastu minutach odprawa dobiegła końca. Udałem się do swojego gabinetu i zacząłem wypełniać papiery. Ledwo co zdążyłem usiąść, a w drzwiach stanął Mikołaj.
-Hejka-przywitał się.
Spojrzałem na niego tępym wzrokiem.
-Nie powinieneś teraz wyjeżdżać w teren?
-Pewnie powinienem, ale przyszedłem najpierw dowiedzieć się, co u Was. Jak się czujesz? Jak Ola? Co z dziećmi?
-Mikołaj, nie mam ochoty o tym gadać.
-Spoko, rozumiem, ale jakbyście czegoś potrzebowali, to...
-Wiem, dzięki.
-No dobra, to ja już lecę. Trzymaj się.
Potem Białach opuścił mój gabinet. Miałem nadzieję, że już nikt więcej nie przyjdzie i nie będzie mnie wypytywał o to, jak się czuję. Wiem, że Mikołaj to porządny facet i dobry przyjaciel, ale o swoich uczuciach wolę rozmawiać z kimś bliższym, z Olą, rodzicami, wcześniej z siostrą.
Wróciłem do raportów. Zaraz potem dostaliśmy zgłoszenie. Wysłałem tam jeden z patroli. Potem znowu zająłem się swoją pracą. Mijała godzina za godziną. Chciałem, żeby ten dzień skończył się jak najszybciej, abym mógł jechać do Oli, do dzieci.
Zbliżała się 14. Do mojego pokoju wszedł komendant.
-Cześć Jacek. Ola nie odzywała się do Ciebie?
-Nie, właśnie miałem zaraz robić sobie przerwę i do niej zadzwonić.
-Byłeś u niej rano?
-Tak, jasne.
-I jak ona się trzyma?
-Jakoś musi.
-A Ty?
Jacek wzruszył ramionami.
-Ja... też jakoś muszę. Ola i dzieci są dla mnie najważniejsi. Zrobię dla nich wszystko i nie pozwolę, żeby coś im się stało. Przecież Ola się załamie, jeśli Zuzia umrze-zacząłem się zwierzać. Nie mogłem już dłużej dusić tego w sobie, a Wysocki był moim teściem. Był dla mnie jak ojciec.-Boję się... Boję się, że stracę córkę i... że stracę też i Olę...-do oczu zaczęły napływać mi łzy.
-Jacek, nie mów tak. Wszystko będzie dobrze, musi być!
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
-To Ola-powiedziałem i odebrałem.-Halo?
-Jacek...-usłyszałem głos żony.
-Ola, co się dzieje?-pytałem słysząc, że płacze.
-Przyjedź tu..
-Dobrze, ale powiedz, co się dzieje.
-Ja... ja nie wiem. Nikt mi tu nic nie mówi. Zabrali Zuzię na jakąś inną salę.. Nie wiem, co się dzieje.
-Spokojnie, kochanie...
-Jak ja mam być spokojna?!
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Zaraz tam będę-po tych słowach rozłączyłem się.
-Co się stało?-zapytał Wojciech.
-Nie wiem. Muszę tam jechać.
-Jasne, leć, a ja zaraz ściągnę kogoś na zastępstwo.
W mgnieniu oka wybiegłem z gabinetu, aby się przebrać i czym prędzej dotrzeć do szpitala.
-Cześć kochanie-powitał żonę.
-Hej-powiedziała wtulając się w niego.
-Jak się czujesz?
Ola wzruszyła ramionami.
-Dlaczego? Dlaczego to nas spotyka?
-Słońce...-zaczął niepewnie.-Ja.. Tak naprawdę nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Bardzo się boję, ale... nie możemy się poddawać.
-Nie chcę, żeby Zuzia umarła. Nie chcę!
-Ja też..... Kocham Cię.
-Musisz iść do pracy?
-Muszę-powiedział, jednocześnie potwierdzając kiwnięciem głowy.
Ola mocno wtuliła się w Jacka. Stali tak przez kilka minut. Potem pożegnali się i mężczyzna opuścił szpital. Za 15 ósma był już na komendzie.
*Jacek*
Wszedłem na komendę. Najpierw poszedłem się przebrać w mundur. Za pięć ósma udałem się do pokoju odpraw. Siedziałem w ciszy i czekałem na rozpoczęcie. Nie miałem ochoty na żadne pogawędki. Równo o ósmej przyszedł komendant. Po piętnastu minutach odprawa dobiegła końca. Udałem się do swojego gabinetu i zacząłem wypełniać papiery. Ledwo co zdążyłem usiąść, a w drzwiach stanął Mikołaj.
-Hejka-przywitał się.
Spojrzałem na niego tępym wzrokiem.
-Nie powinieneś teraz wyjeżdżać w teren?
-Pewnie powinienem, ale przyszedłem najpierw dowiedzieć się, co u Was. Jak się czujesz? Jak Ola? Co z dziećmi?
-Mikołaj, nie mam ochoty o tym gadać.
-Spoko, rozumiem, ale jakbyście czegoś potrzebowali, to...
-Wiem, dzięki.
-No dobra, to ja już lecę. Trzymaj się.
Potem Białach opuścił mój gabinet. Miałem nadzieję, że już nikt więcej nie przyjdzie i nie będzie mnie wypytywał o to, jak się czuję. Wiem, że Mikołaj to porządny facet i dobry przyjaciel, ale o swoich uczuciach wolę rozmawiać z kimś bliższym, z Olą, rodzicami, wcześniej z siostrą.
Wróciłem do raportów. Zaraz potem dostaliśmy zgłoszenie. Wysłałem tam jeden z patroli. Potem znowu zająłem się swoją pracą. Mijała godzina za godziną. Chciałem, żeby ten dzień skończył się jak najszybciej, abym mógł jechać do Oli, do dzieci.
Zbliżała się 14. Do mojego pokoju wszedł komendant.
-Cześć Jacek. Ola nie odzywała się do Ciebie?
-Nie, właśnie miałem zaraz robić sobie przerwę i do niej zadzwonić.
-Byłeś u niej rano?
-Tak, jasne.
-I jak ona się trzyma?
-Jakoś musi.
-A Ty?
Jacek wzruszył ramionami.
-Ja... też jakoś muszę. Ola i dzieci są dla mnie najważniejsi. Zrobię dla nich wszystko i nie pozwolę, żeby coś im się stało. Przecież Ola się załamie, jeśli Zuzia umrze-zacząłem się zwierzać. Nie mogłem już dłużej dusić tego w sobie, a Wysocki był moim teściem. Był dla mnie jak ojciec.-Boję się... Boję się, że stracę córkę i... że stracę też i Olę...-do oczu zaczęły napływać mi łzy.
-Jacek, nie mów tak. Wszystko będzie dobrze, musi być!
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
-To Ola-powiedziałem i odebrałem.-Halo?
-Jacek...-usłyszałem głos żony.
-Ola, co się dzieje?-pytałem słysząc, że płacze.
-Przyjedź tu..
-Dobrze, ale powiedz, co się dzieje.
-Ja... ja nie wiem. Nikt mi tu nic nie mówi. Zabrali Zuzię na jakąś inną salę.. Nie wiem, co się dzieje.
-Spokojnie, kochanie...
-Jak ja mam być spokojna?!
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Zaraz tam będę-po tych słowach rozłączyłem się.
-Co się stało?-zapytał Wojciech.
-Nie wiem. Muszę tam jechać.
-Jasne, leć, a ja zaraz ściągnę kogoś na zastępstwo.
W mgnieniu oka wybiegłem z gabinetu, aby się przebrać i czym prędzej dotrzeć do szpitala.
poniedziałek, 9 maja 2016
139. "Zuzia z tego wyjdzie."
Jacek, Wojciech i Lenka udali się na sale. Zastali tam zapłakaną Olę. Stała przy inkubatorze, wpatrzona w małą dziewczynkę. Jacek podszedł do niej i przytulił. Po chwili Wysocki i Lenka również ruszyli w ich stronę.
Następny dzień
Jest godzina dziesiąta. Ola leżała na szpitalnym łóżku. Obok siedział Jacek i trzymał ją za rękę. W pewnym momencie do sali wszedł lekarz. Oznajmił, że Mateusz już nie musi przebywać w inkubatorze. Zaraz potem Jacek poszedł po dziecko. Po kilku minutach wrócił do sali.
Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Wreszcie mógł przytulić swoje dziecko. Szkoda tylko, że tak późno, i że tylko jedno. Podszedł do łóżka Oli i usiadł obok.
Kobieta uśmiechnęła się lekko. Bardzo ją bolało, że nie może wziąć na ręce również swojej małej córeczki.
-Olu... uśmiechnij się.
-To nie takie proste.
-Wiem kochanie... Ale jestem pewien, że Zuzia z tego wyjdzie. Musi wyjść. Będzie dobrze, zobaczysz-uśmiechnął się do niej.-A teraz weź go na ręce.
Ola uśmiechnęła się lekko. Blondyn podał jej chłopca. Ola delikatnie przytulił dziecko do siebie.
-Jacek... Tak bardzo się boję... Boję się, że ją stracę.
-Nie stracisz. Choćby nawet odeszła, zawsze będzie w twoim sercu. Ale ja wierzę, że Zuzia wyzdrowieje. Musimy być dobrej myśli.... A bo bym zapomniał..
-Co jest?
-Zaraz tu będzie Lenka. Twój ojciec jedzie do pracy i miał ją tutaj podrzucić.
Chwilę później do sali weszła pielęgniarka w towarzystwie dwuipółletniej dziewczynki. Mała podbiegła do łóżka, po czym na nie usiadła. Przytuliła się do mamy i braciszka. Jacek położył rękę na głowie córki i delikatnie pogładził.
-Kocham Was. Zrobię dla Was wszystko.
Ola lekko się uśmiechnęła. Pocałowała synka w główkę.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Komentujcie! :)
Pozdrawiam
Następny dzień
Jest godzina dziesiąta. Ola leżała na szpitalnym łóżku. Obok siedział Jacek i trzymał ją za rękę. W pewnym momencie do sali wszedł lekarz. Oznajmił, że Mateusz już nie musi przebywać w inkubatorze. Zaraz potem Jacek poszedł po dziecko. Po kilku minutach wrócił do sali.
Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Wreszcie mógł przytulić swoje dziecko. Szkoda tylko, że tak późno, i że tylko jedno. Podszedł do łóżka Oli i usiadł obok.
Kobieta uśmiechnęła się lekko. Bardzo ją bolało, że nie może wziąć na ręce również swojej małej córeczki.
-Olu... uśmiechnij się.
-To nie takie proste.
-Wiem kochanie... Ale jestem pewien, że Zuzia z tego wyjdzie. Musi wyjść. Będzie dobrze, zobaczysz-uśmiechnął się do niej.-A teraz weź go na ręce.
Ola uśmiechnęła się lekko. Blondyn podał jej chłopca. Ola delikatnie przytulił dziecko do siebie.
-Jacek... Tak bardzo się boję... Boję się, że ją stracę.
-Nie stracisz. Choćby nawet odeszła, zawsze będzie w twoim sercu. Ale ja wierzę, że Zuzia wyzdrowieje. Musimy być dobrej myśli.... A bo bym zapomniał..
-Co jest?
-Zaraz tu będzie Lenka. Twój ojciec jedzie do pracy i miał ją tutaj podrzucić.
Chwilę później do sali weszła pielęgniarka w towarzystwie dwuipółletniej dziewczynki. Mała podbiegła do łóżka, po czym na nie usiadła. Przytuliła się do mamy i braciszka. Jacek położył rękę na głowie córki i delikatnie pogładził.
-Kocham Was. Zrobię dla Was wszystko.
Ola lekko się uśmiechnęła. Pocałowała synka w główkę.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Komentujcie! :)
Pozdrawiam
sobota, 7 maja 2016
138. Co z Zuzią?
Ola i Jacek postanowili pójść do swoich dzieci. Po chwili byli już na sali. Podeszli do inkubatorów, w których były ich dzieci. Stanęli wtuleni w siebie i przyglądali się dwóm maleństwom. Oba kochali tak samo. Jak więc mogliby rozstać się z jednym.
Z oczu Oli znowu poleciały łzy. Czuła się bezsilne. Jej dziecko umiera, a ona nie jest w stanie nic zrobić. Zaczęła płakać jeszcze bardziej. Nagle Jacek gwałtownie wypuścił żonę z uścisku. Ola odwróciła się w jego stronę.
-Gdzie idziesz?-spytała przez łzy.
-Do lekarz. To nie może być prawda. Musi być jakaś szansa. Nie pozwolę jej umrzeć.
Po tych słowach wyszedł z pomieszczenia. Ola nadal płakała. Położyła rękę na inkubatorze małej córeczki.
W tym samym czasie Jacek szedł do gabinetu lekarza. Chwilę później był na miejscu. Zapukał i od razu wszedł do środka.
-Panie doktorze, co my mamy robić?
-Pan... Nowak?
-Tak.
-Tak jak mówiłem, pańska córka ma wadę serca. Jej serduszko jest bardzo słabe... Potrzebna byłaby operacja.
-No to operujcie do cholery!
-Na obecną chwilę nie jest to możliwe.
-Dlaczego?
-Dziecko jest zbyt małe by operować. Nie możemy tak ryzykować.
-Przecież ona może umrzeć!! Róbcie coś!!
-Spokojnie...
-Jak ja mam być spokojny?! Moje dziecko umiera, a Wy...
-Panie Jacku-przerwał mu lekarz-robimy wszystko, co w naszej mocy. Dziecko jest pod stałą obserwacją. Odpowiednie warunki, odpowiednie urządzenia utrzymają małą przy życiu do czasu operacji. Na razie trzeba czekać.
-Czekać na co? Na śmierć?!?!
-Nie możemy operować noworodka.
W oczach Jacka stanęły łzy.
-Nie możemy, nie możemy... Nic do cholery nie możemy!!! Nie możemy nawet dotknąć własnego dziecka!!!
Wyszedł z gabinetu trzaskając drzwiami. Usiadł na krześle na korytarzu, chowając twarz w dłoniach. Nie wiedział co ma robić. Co dale? Przecież nie może stracić dziecka....
Z oczu Oli znowu poleciały łzy. Czuła się bezsilne. Jej dziecko umiera, a ona nie jest w stanie nic zrobić. Zaczęła płakać jeszcze bardziej. Nagle Jacek gwałtownie wypuścił żonę z uścisku. Ola odwróciła się w jego stronę.
-Gdzie idziesz?-spytała przez łzy.
-Do lekarz. To nie może być prawda. Musi być jakaś szansa. Nie pozwolę jej umrzeć.
Po tych słowach wyszedł z pomieszczenia. Ola nadal płakała. Położyła rękę na inkubatorze małej córeczki.
W tym samym czasie Jacek szedł do gabinetu lekarza. Chwilę później był na miejscu. Zapukał i od razu wszedł do środka.
-Panie doktorze, co my mamy robić?
-Pan... Nowak?
-Tak.
-Tak jak mówiłem, pańska córka ma wadę serca. Jej serduszko jest bardzo słabe... Potrzebna byłaby operacja.
-No to operujcie do cholery!
-Na obecną chwilę nie jest to możliwe.
-Dlaczego?
-Dziecko jest zbyt małe by operować. Nie możemy tak ryzykować.
-Przecież ona może umrzeć!! Róbcie coś!!
-Spokojnie...
-Jak ja mam być spokojny?! Moje dziecko umiera, a Wy...
-Panie Jacku-przerwał mu lekarz-robimy wszystko, co w naszej mocy. Dziecko jest pod stałą obserwacją. Odpowiednie warunki, odpowiednie urządzenia utrzymają małą przy życiu do czasu operacji. Na razie trzeba czekać.
-Czekać na co? Na śmierć?!?!
-Nie możemy operować noworodka.
W oczach Jacka stanęły łzy.
-Nie możemy, nie możemy... Nic do cholery nie możemy!!! Nie możemy nawet dotknąć własnego dziecka!!!
Wyszedł z gabinetu trzaskając drzwiami. Usiadł na krześle na korytarzu, chowając twarz w dłoniach. Nie wiedział co ma robić. Co dale? Przecież nie może stracić dziecka....
Nie zabierzesz mi tego...
Nie zabierzesz mi tego, co mam
Chociaż życie nie daje mi...
Chociaż życie nie daje mi szans.
Siedział tak dłuższy czas, aż usłyszał znajomy głos.
-Tatuś...
Podniósł głowę do góry. Ujrzał ojca Oli wraz z Lenką zmierzających w jego kierunku. Po chwili stali już obok niego.
-Jacek, co się stało?-spytał komendant.-Gdzie Ola?
-Jest na sali z dziećmi.
-A Ty, czemu nie jesteś z nimi?
-Musiałem pogadać z lekarzem.
-Ale co Ci powiedział? Dlaczego płaczesz?
-Zuzia... nasza mała córeczka...
-Co jest?
-Ona ma wadę serca. Ona może umrzeć-z jego oczu popłynęły łzy.
-Tatuś...
Podniósł głowę do góry. Ujrzał ojca Oli wraz z Lenką zmierzających w jego kierunku. Po chwili stali już obok niego.
-Jacek, co się stało?-spytał komendant.-Gdzie Ola?
-Jest na sali z dziećmi.
-A Ty, czemu nie jesteś z nimi?
-Musiałem pogadać z lekarzem.
-Ale co Ci powiedział? Dlaczego płaczesz?
-Zuzia... nasza mała córeczka...
-Co jest?
-Ona ma wadę serca. Ona może umrzeć-z jego oczu popłynęły łzy.
piątek, 6 maja 2016
137. Bliźniaki
*Jacek*
Do szpitala dotarłem dość szybko. Udałem się na porodówkę. Tym razem nie było tak prosto. Poród trwał bardzo długo. Po kilku godzinach usłyszałem płacz pierwszego dziecka. To był nasz mały chłopiec. Teraz czekamy na córeczkę. Czas mi się dłużył. Miałem wrażenie, że to trwa wieki. W pewnym momencie zrobiło się jakieś zamieszanie. Nie wiedziałem, o co chodzi i trochę się przestraszyłem. Zaraz potem ponownie usłyszałem płacz. Tym razem to była nasza druga kruszynka. Dzieci były bardzo malutkie. Lekarz zabrał je na badania, a Ola została przeniesiona na poporodówkę. Ja udałem się do sali Oli. Wszedłem i uśmiechnąłem się do niej. Ona odwzajemniła uśmiech. Usiadłem obok na jej łóżku. Złapałem ją za rękę.
-Jak się czujesz?-spytałem.
-Straszne-zaśmiała się.
-Jesteś cudowna.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Jak je nazwiemy?
-A jak chcesz?-spytała.
Zastanowiłem się chwilę.
-A Ty?-spojrzałem na nią.
-Może... Zuzia?
-Zuzia....-zacząłem rozmyślać.-Pięknie-uśmiechnąłem się.-A chłopiec?
-Nie wiem... może Bartek... albo Norbert...
-Nie... ja myślę, żeby nazwać go... Łukasz...
-Łukasz?
-Yhym.... albo.... Mateusz?
-Ooo to mi sie podoba-uśmiechnęła sie.-Mateusz i Zuzia.
-Nasze małe skarby-pocałowałem Olę w policzek.
Niemowlęta obecnie leżały w inkubatorze. Zaraz miał przyjść do nas lekarz i poinformować o ich stanie zdrowia. Siedzieliśmy z Olą i rozmawialiśmy, kiedy na salę wszedł doktor. Powoli podszedł do nas.
-Jak się pani czuje?-zaczął.
-Dobrze-Ola uśmiechnęła się.
Lekarz patrzył na nas przez chwilę, a potem zaczął powoli mówić.
-Ja... niestety mam dla Was złe wiadomości.
-Co się dzieje?-spytałem niepewnie, zerkając raz na Olę, raz na lekarza.
-Państwa córka... ma wadę serca... jej życie jest zagrożone.
-Ale... jak to zagrożone?-dopytywałem.
-Jej serduszko jest bardzo słabe. Możliwe, że nie dożyje nawet nastepnego dnia.
Byłem w szoku. To niemożliwe. Nie mogłem dopuścić do siebie tej myśli.
Spojrzałem na Olę. Miała łzy w oczach. Co się dziwić. Właśnie dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko umiera. Dlaczego? Dlaczego to niewinne dziecko?
-Kochanie...
Złapałem ją za rękę. Ona zaczęła płakać. Przytuliłem ją mocno do siebie. Łzy płynęły strumieniami. Czułem jak moja koszula staje się mokra. Sam nie mogłem już się powstrzymać. Łzy same zaczęły spływać po moich policzkach. Jeszcze mocniej zamknąłem Olę w uścisku.
Boże! To nie może być prawda!
***
Wreszcie udało mi się wstawić kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Zapraszam do obejrzenia mojego filmiku:
https://youtu.be/ym5eZZG0TW8
Zapraszam do komentowania!
Pozdrawiam
Do szpitala dotarłem dość szybko. Udałem się na porodówkę. Tym razem nie było tak prosto. Poród trwał bardzo długo. Po kilku godzinach usłyszałem płacz pierwszego dziecka. To był nasz mały chłopiec. Teraz czekamy na córeczkę. Czas mi się dłużył. Miałem wrażenie, że to trwa wieki. W pewnym momencie zrobiło się jakieś zamieszanie. Nie wiedziałem, o co chodzi i trochę się przestraszyłem. Zaraz potem ponownie usłyszałem płacz. Tym razem to była nasza druga kruszynka. Dzieci były bardzo malutkie. Lekarz zabrał je na badania, a Ola została przeniesiona na poporodówkę. Ja udałem się do sali Oli. Wszedłem i uśmiechnąłem się do niej. Ona odwzajemniła uśmiech. Usiadłem obok na jej łóżku. Złapałem ją za rękę.
-Jak się czujesz?-spytałem.
-Straszne-zaśmiała się.
-Jesteś cudowna.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Jak je nazwiemy?
-A jak chcesz?-spytała.
Zastanowiłem się chwilę.
-A Ty?-spojrzałem na nią.
-Może... Zuzia?
-Zuzia....-zacząłem rozmyślać.-Pięknie-uśmiechnąłem się.-A chłopiec?
-Nie wiem... może Bartek... albo Norbert...
-Nie... ja myślę, żeby nazwać go... Łukasz...
-Łukasz?
-Yhym.... albo.... Mateusz?
-Ooo to mi sie podoba-uśmiechnęła sie.-Mateusz i Zuzia.
-Nasze małe skarby-pocałowałem Olę w policzek.
Niemowlęta obecnie leżały w inkubatorze. Zaraz miał przyjść do nas lekarz i poinformować o ich stanie zdrowia. Siedzieliśmy z Olą i rozmawialiśmy, kiedy na salę wszedł doktor. Powoli podszedł do nas.
-Jak się pani czuje?-zaczął.
-Dobrze-Ola uśmiechnęła się.
Lekarz patrzył na nas przez chwilę, a potem zaczął powoli mówić.
-Ja... niestety mam dla Was złe wiadomości.
-Co się dzieje?-spytałem niepewnie, zerkając raz na Olę, raz na lekarza.
-Państwa córka... ma wadę serca... jej życie jest zagrożone.
-Ale... jak to zagrożone?-dopytywałem.
-Jej serduszko jest bardzo słabe. Możliwe, że nie dożyje nawet nastepnego dnia.
Byłem w szoku. To niemożliwe. Nie mogłem dopuścić do siebie tej myśli.
Spojrzałem na Olę. Miała łzy w oczach. Co się dziwić. Właśnie dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko umiera. Dlaczego? Dlaczego to niewinne dziecko?
-Kochanie...
Złapałem ją za rękę. Ona zaczęła płakać. Przytuliłem ją mocno do siebie. Łzy płynęły strumieniami. Czułem jak moja koszula staje się mokra. Sam nie mogłem już się powstrzymać. Łzy same zaczęły spływać po moich policzkach. Jeszcze mocniej zamknąłem Olę w uścisku.
Boże! To nie może być prawda!
***
Wreszcie udało mi się wstawić kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Zapraszam do obejrzenia mojego filmiku:
https://youtu.be/ym5eZZG0TW8
Zapraszam do komentowania!
Pozdrawiam
poniedziałek, 2 maja 2016
136. "Co się dzieje?"
Minęło kolejne kilka miesięcy. Dziś jest ostatni dzień sierpnia i ostatni dzień wakacji. Na dworze ciągle świeci słońce i jest bardzo ciepło. Podczas ostatnich wizyt ginekologicznych badanie potwierdziło, że Nowakowie spodziewają się chłopca i dziewczynki. Małżonkowie byli przeszczęśliwi. Ola od szóstego miesiąca ciąży przeniosła się za biurko, a od połowy ósmego przeszła na urlop.
Tego dnia, gdy Jacek był w pracy, Ola siedziała w salonie na kanapie przed laptopem. Lenka bawiła się obok na dywanie. Ola zaczęła się zastanawiać, jak to będzie, kiedy już urodzi. Jak będzie wyglądało życie z trójką maluchów? Na pewnie będzie ciężko, ale dadzą sobie radę. Mają bliskich, którzy ich wspierają. Pokoik dla nowych członków rodziny jest już gotowy. Nie ma już obaw, że dziecko nie będzie miało gdzie spać, jak przy pierwszej ciąży. Ola uśmiechnęła się na wspomnienie narodzin Lenki. Dziewczynka urodziła się wcześniej niż powinna i jeszcze nie wszystko było przygotowane.
-Mamo-z zamyślenia wyrwał ją głos córki.
-Tak skarbie?
-Bzusek głodny-pogładziła się ręką po brzuszku i się uśmiechnęła.
-Zaraz coś wymyślimy.
Ola powolutku wstała z kanapy i równie wolniutko udała się do kuchni. Przygotowała kanapki i zaniosła talerz do salonu. Postawiła na stoliku i spowrotem usiadła na kanapie.
Przed osiemnastą wrócił do domu Jacek.
-Cześć kochanie-powiedział wchodząc do salonu.
-Hej-Ola uśmiechnęła się do męża.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Hmm dobrze. Zmęczony?
-Troszeczkę-posłał jej ciepły uśmiech.-Nie nudziłyście się?-pytał kierując się do kuchni.
-Jakoś przeżyłyśmy te kilka godzin bez Ciebie, nie Lenka?-mała uśmiechnęła się.-Ale mógłbyś wracać wcześniej.
-No nic już na to nie poradzę-z kuchni dochodził jego głos.-Na szczęście jutro mam wolne, to się wami zajmę-wszedł spowrotem do salonu, jedząc kanapkę.
Wieczór spędzili, siedząc przed telewizorem i oglądając film. Koło 22 położyli się spać.
Następnego ranka Olę i Jacka obudziła Lenka, która wbiegła do sypialni rodziców i wskoczyła na łóżko. Była wtedy mniej więcej godzina ósma. Cała trójka zaszła na dół. Jacek przygotował śniadanie. Zasiedli do stołu i zaczęli jeść. Pół godziny później byli już najedzeni.
-To co będziemy dziś robić?-spytała Ola, wstając od stołu.
-Ty to będziesz odpoczywać. Już możesz zaczynać.
-Jacek, przestań. Już mi się nudzi te ciągle leżenie na kanapie.
-Wiesz, że nie możesz się teraz przemęczać-oznajmił, sprzątając ze stołu.
-Wiem, ale bez przesady-powoli ruszyła w kierunku salonu.
-Nie marudź-zaśmiał się.
-Jacek!
Mężczyzna szybko poszedł za głosem kobiety.
-Co się dzieje?
-Zaczyna się!-krzyknęła.
Blondyn sięgnął po telefon i wezwał pogotowie, następnie zadzwonił po ojca Oli, aby zajął się wnuczką. Potem zaczął uspokajać żonę. Kilkanaście minut później byli już pogotowie, a dosłownie minutę później przyjechał Wysocki. Karetka zabrała Aleksandrę do szpitala. Wojciech został z Lenką, a Jacek wsiadł spakował potrzebne rzeczy, wsiadł w auto i ruszył za pogotowiem.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o całej tej sytuacji? Cieszycie się, że Ola i Jacek mają mieć chłopca i dziewczynkę? Czekam na Wasze komentarze :)
Pozdrawiam
Tego dnia, gdy Jacek był w pracy, Ola siedziała w salonie na kanapie przed laptopem. Lenka bawiła się obok na dywanie. Ola zaczęła się zastanawiać, jak to będzie, kiedy już urodzi. Jak będzie wyglądało życie z trójką maluchów? Na pewnie będzie ciężko, ale dadzą sobie radę. Mają bliskich, którzy ich wspierają. Pokoik dla nowych członków rodziny jest już gotowy. Nie ma już obaw, że dziecko nie będzie miało gdzie spać, jak przy pierwszej ciąży. Ola uśmiechnęła się na wspomnienie narodzin Lenki. Dziewczynka urodziła się wcześniej niż powinna i jeszcze nie wszystko było przygotowane.
-Mamo-z zamyślenia wyrwał ją głos córki.
-Tak skarbie?
-Bzusek głodny-pogładziła się ręką po brzuszku i się uśmiechnęła.
-Zaraz coś wymyślimy.
Ola powolutku wstała z kanapy i równie wolniutko udała się do kuchni. Przygotowała kanapki i zaniosła talerz do salonu. Postawiła na stoliku i spowrotem usiadła na kanapie.
Przed osiemnastą wrócił do domu Jacek.
-Cześć kochanie-powiedział wchodząc do salonu.
-Hej-Ola uśmiechnęła się do męża.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Hmm dobrze. Zmęczony?
-Troszeczkę-posłał jej ciepły uśmiech.-Nie nudziłyście się?-pytał kierując się do kuchni.
-Jakoś przeżyłyśmy te kilka godzin bez Ciebie, nie Lenka?-mała uśmiechnęła się.-Ale mógłbyś wracać wcześniej.
-No nic już na to nie poradzę-z kuchni dochodził jego głos.-Na szczęście jutro mam wolne, to się wami zajmę-wszedł spowrotem do salonu, jedząc kanapkę.
Wieczór spędzili, siedząc przed telewizorem i oglądając film. Koło 22 położyli się spać.
Następnego ranka Olę i Jacka obudziła Lenka, która wbiegła do sypialni rodziców i wskoczyła na łóżko. Była wtedy mniej więcej godzina ósma. Cała trójka zaszła na dół. Jacek przygotował śniadanie. Zasiedli do stołu i zaczęli jeść. Pół godziny później byli już najedzeni.
-To co będziemy dziś robić?-spytała Ola, wstając od stołu.
-Ty to będziesz odpoczywać. Już możesz zaczynać.
-Jacek, przestań. Już mi się nudzi te ciągle leżenie na kanapie.
-Wiesz, że nie możesz się teraz przemęczać-oznajmił, sprzątając ze stołu.
-Wiem, ale bez przesady-powoli ruszyła w kierunku salonu.
-Nie marudź-zaśmiał się.
-Jacek!
Mężczyzna szybko poszedł za głosem kobiety.
-Co się dzieje?
-Zaczyna się!-krzyknęła.
Blondyn sięgnął po telefon i wezwał pogotowie, następnie zadzwonił po ojca Oli, aby zajął się wnuczką. Potem zaczął uspokajać żonę. Kilkanaście minut później byli już pogotowie, a dosłownie minutę później przyjechał Wysocki. Karetka zabrała Aleksandrę do szpitala. Wojciech został z Lenką, a Jacek wsiadł spakował potrzebne rzeczy, wsiadł w auto i ruszył za pogotowiem.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o całej tej sytuacji? Cieszycie się, że Ola i Jacek mają mieć chłopca i dziewczynkę? Czekam na Wasze komentarze :)
Pozdrawiam
niedziela, 1 maja 2016
135. Kolacja z rodzicami
O wpół do dwunastej Ola i Jacek byli w domu. Zadzwonili do rodziców i zaprosili ich na kolację. Chcieli przekazać im tę radosną nowinę. Potem zrobili sobie szybki obiad, bo Ola znowu była bardzo głodna. Następnie postanowili jechać na zakupy. Odwiedzili kilka supermarketów. Po jakichś czterech godzinach stwierdzili, że mają już wszystko, czego potrzebują. Koło szesnastej byli już w domu. Byli bardzo zmęczeni, ale nie mieli zbyt wiele czasu na odpoczynek, bo musieli jeszcze przygotować kolację. Rodzice mieli zjawić się koło dwudzietej.
Małżonkowie rozpakowali zakupy. Potem Jacek zaczął szukać w internecie pomysłu na pyszny posiłek. Ola w tym czasie rzuciła się na kanapę, aby troszkę odpocząć. Wyczerpana od razu zasnęła. Po kilkunastu minutach Jacek zdecydował, że zrobią ruloniki z szynki w galarecie, nadziewane kremem twarogowo-czosnkowo-ogórkowym. Poszedł do salonu poradzić się Oli.
-Kochanie?
Podszedł do niej. Ukucnął obok kanapy. Kiedy dostrzegł, że śpi, pocałował ją w czoło i nakrył kocem. Sam zabrał się za przygotowywanie kolacji. Dwadzieścia po dziewiętnastej danie było już prawie gotowe. Mężczyzna zaczął nakrywać do stołu. Postanowił jeszcze obudzić Olę.
-Olu, skarbie-gładził ją ręką po głowie. Kobieta zaczęła się przebudzać.
-Co się stało?-spytała zaspanym głosem.
-Wstawaj.
-Która godzina?
-Wpół do ósmej.
Ola podniosła głowę i rozejrzała się wokół.
-Jacek! Kolacja! Zaraz będą rodzic-poderwała się.
-Spokojnie-złapał ja za nadgarstek i pociągnął tak, że spowrotem usiadła na kanapie.-Wszystko jest już gotowe. Ty idź się szykuj, a ja nakryję do stołu.
-Ale jak to gotowe?-spojrzała na niego z zaskoczeniem.
-Normalnie słonko-uśmiechnął się do niej.
-Jesteś cudowny-pocałowała go w policzek.
-Wiem-zaśmiał się.
Ola poszła do łazienki, a Jacek dokończył nakrywać do stołu. Po chwili kobieta wyszła ubrana w niebieską sukienkę przed kolano. Mężczyzna szybko poszedł się przebrać. Ola w tym czasie zaczęła przyjmować gości. Pierwszy przyszedł Wojciech wraz z Lenką, którą rano zabrał. Policjantka przywitała się z ojcem i córeczką. Zaraz potem przyszedł Jacek. Mała od razu rzuciła się mu na szyję. Blondyn przytulił ją, potem powitał swojego teścia. Niecałe pięć minut później zjawili się rodzice Nowaka. Wszyscy razem zasiedli do stołu. Zaczęli jeść kolację.
-Pyszne-stwierdziła mama Jacka.-Sama robiłaś?-zwróciła się do Oli.
-To akurat Jacek sam zrobił-uśmiechnęła się.
-Wyszło perfekcyjnie-odezwał się komendant.
-Też jestem pod wrażeniem-Ola pocałowała męża w policzek. Ten zaś szeroko się uśmiechnął.
-No właśnie, bo my chcieliśmy Wam coś powiedzieć-blondyn spojrzał mą Olę.
-No więc...-zaczęła.-Byliśmy dziś u ginekologa i...
-Coś się stało?-ojciec Jacka zaczął się niepokoić.
-Tak-uśmiechnęła się.-Spodziewamy się...-spojrzała na Jacka.
-Spodziewamy się bliźniąt-dokończył.
Rodzice byli wniebowzięci. Bardzo się cieszyli i obiecali, że będą im pomagali w opiece nad dziećmi.
-Możecie na nas liczyć-mówili.
***
Niedziela z kolejnym opowiadaniem xD. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam
Małżonkowie rozpakowali zakupy. Potem Jacek zaczął szukać w internecie pomysłu na pyszny posiłek. Ola w tym czasie rzuciła się na kanapę, aby troszkę odpocząć. Wyczerpana od razu zasnęła. Po kilkunastu minutach Jacek zdecydował, że zrobią ruloniki z szynki w galarecie, nadziewane kremem twarogowo-czosnkowo-ogórkowym. Poszedł do salonu poradzić się Oli.
-Kochanie?
Podszedł do niej. Ukucnął obok kanapy. Kiedy dostrzegł, że śpi, pocałował ją w czoło i nakrył kocem. Sam zabrał się za przygotowywanie kolacji. Dwadzieścia po dziewiętnastej danie było już prawie gotowe. Mężczyzna zaczął nakrywać do stołu. Postanowił jeszcze obudzić Olę.
-Olu, skarbie-gładził ją ręką po głowie. Kobieta zaczęła się przebudzać.
-Co się stało?-spytała zaspanym głosem.
-Wstawaj.
-Która godzina?
-Wpół do ósmej.
Ola podniosła głowę i rozejrzała się wokół.
-Jacek! Kolacja! Zaraz będą rodzic-poderwała się.
-Spokojnie-złapał ja za nadgarstek i pociągnął tak, że spowrotem usiadła na kanapie.-Wszystko jest już gotowe. Ty idź się szykuj, a ja nakryję do stołu.
-Ale jak to gotowe?-spojrzała na niego z zaskoczeniem.
-Normalnie słonko-uśmiechnął się do niej.
-Jesteś cudowny-pocałowała go w policzek.
-Wiem-zaśmiał się.
Ola poszła do łazienki, a Jacek dokończył nakrywać do stołu. Po chwili kobieta wyszła ubrana w niebieską sukienkę przed kolano. Mężczyzna szybko poszedł się przebrać. Ola w tym czasie zaczęła przyjmować gości. Pierwszy przyszedł Wojciech wraz z Lenką, którą rano zabrał. Policjantka przywitała się z ojcem i córeczką. Zaraz potem przyszedł Jacek. Mała od razu rzuciła się mu na szyję. Blondyn przytulił ją, potem powitał swojego teścia. Niecałe pięć minut później zjawili się rodzice Nowaka. Wszyscy razem zasiedli do stołu. Zaczęli jeść kolację.
-Pyszne-stwierdziła mama Jacka.-Sama robiłaś?-zwróciła się do Oli.
-To akurat Jacek sam zrobił-uśmiechnęła się.
-Wyszło perfekcyjnie-odezwał się komendant.
-Też jestem pod wrażeniem-Ola pocałowała męża w policzek. Ten zaś szeroko się uśmiechnął.
-No właśnie, bo my chcieliśmy Wam coś powiedzieć-blondyn spojrzał mą Olę.
-No więc...-zaczęła.-Byliśmy dziś u ginekologa i...
-Coś się stało?-ojciec Jacka zaczął się niepokoić.
-Tak-uśmiechnęła się.-Spodziewamy się...-spojrzała na Jacka.
-Spodziewamy się bliźniąt-dokończył.
Rodzice byli wniebowzięci. Bardzo się cieszyli i obiecali, że będą im pomagali w opiece nad dziećmi.
-Możecie na nas liczyć-mówili.
***
Niedziela z kolejnym opowiadaniem xD. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam
sobota, 30 kwietnia 2016
134. "Jacuś zawsze ma rację."
Dwa miesiące później
Dziś jest czwartek. Właśnie zaczął się marzec, więc na dworze robi się już coraz cieplej. Śnieg powoli topnieje. Właśnie dziś przypada kolejna wizyta u ginekologa. Tego dnia Ola wstała po siódmej. Jacek jeszcze spał, dlatego kobieta postanowiła zrobić śniadanie. Pół godziny później w kuchni zjawił się Jacek wraz z Lenką. Mężczyzna przywitał się z żoną, po czym wszyscy razem zasiedli przy stole. Zjedli posiłek. Potem Ola poszła wziąć prysznic, a Jacek w tym czasie sprzątnął po śniadaniu. Kiedy Ola wyszła, Jacek udał się do łazienki. Koło godziny dziewiątej zjawił się ojciec Oli, który zabrał swoją wnuczkę do siebie. Zaraz potem małżonkowie zaczęli szykować się do wyjścia. Wizytę mieli ustaloną na godzinę dziesiątą. W drogę wyruszyli dwadzieścia minut przed czasem. Na mieście były małe korki, więc na miejsce dotarli dosłownie minutę po dziesiątej. Okazało się, że pani ginekolog badała teraz inną pacjentkę, dlatego Nowakowie musieli chwilę poczekać. Nie trwało to długo, bo już po pięciu minutach usłyszeli głos pielęgniarki.
-Aleksandra Nowak!
-To ja-Ola poderwała się z krzesła.
-Zapraszam panią.
Policjantka złapała męża za rękę i razem weszli do gabinetu.
-Dzień dobry-przywitali się z lekarką.
Zasiedli przy biurku, po czym pani doktor zaczęła zadawać pytania.
-Jak się pani czuje?-zaczęła.
-Dobrze-odpowiedziała Ola.-Wszystko jest w porządku.
-Nie było żadnych bólów? Nic się nie działo? Żadnych krwotoków?
-Nie, nic takiego nie miało miejsca.
-Świetnie. Proszę się położyć na kozetkę.
Ola wykonała polecenie. Ginekolog usiadła na krześle po jednej stronie Oli, a Jacek po drugiej. Kobieta zaczęła wykonywać badanie. Po chwili spojrzała na monitor urządzenia.
-Mam dla państwa dobre wieści-uśmiechnęła się.
-Jakie?-spytali niemalże jednocześnie.
-Będziecie mieli bliźniaki.
Na twarzach rodziców pojawił się uśmiech.
-Jak to?-roześmiał się Jacek.
-Proszę spojrzeć na ekran.
Ola i Jacek spojrzeli na monitor. Kobieta pokazała im dwa serduszka. Ola uśmiechnęła się lekko, a Jacek złapał ją za rękę, po czym przysunął do ust i pocałował. Po badaniu ponownie usiedli przy biurku. Ustalili termin kolejnej wizyty. Potem małżonkowie opuścili gabinet. Byli w świetnych nastrojach. Bardzo cieszyli się, że będą mieli dwóch nowych członków rodziny.
-Ola-zaczął, gdy już jechali autem do domu.
-Tak?
-Bardzo, bardzo Cię kocham i bardzo się cieszę, że będziemy mieli bliźniaki.
-Ja też bardzo się cieszę, ale...
-Ale co?-spojrzał na nią.
-No... Wkrótce będziemy mieli już trójkę dzieci... Jak my siebie damy radę?
-Skarbie, na pewno damy sobie radę. Nie przejmuj się tym. Wiem, że z dwójką niemowląt nie będzie łatwo, ale MY na pewno damy sobie radę.
-Tak myślisz?
-Oczywiście.
-No skoro ty tak mówisz, to na pewno damy siebie radę-uśmiechnęła się.
-No właśnie-znowu spojrzał w jej stronę.-Jacuś zawsze ma rację-oboje wybuchnęli śmiechem.
Dziś jest czwartek. Właśnie zaczął się marzec, więc na dworze robi się już coraz cieplej. Śnieg powoli topnieje. Właśnie dziś przypada kolejna wizyta u ginekologa. Tego dnia Ola wstała po siódmej. Jacek jeszcze spał, dlatego kobieta postanowiła zrobić śniadanie. Pół godziny później w kuchni zjawił się Jacek wraz z Lenką. Mężczyzna przywitał się z żoną, po czym wszyscy razem zasiedli przy stole. Zjedli posiłek. Potem Ola poszła wziąć prysznic, a Jacek w tym czasie sprzątnął po śniadaniu. Kiedy Ola wyszła, Jacek udał się do łazienki. Koło godziny dziewiątej zjawił się ojciec Oli, który zabrał swoją wnuczkę do siebie. Zaraz potem małżonkowie zaczęli szykować się do wyjścia. Wizytę mieli ustaloną na godzinę dziesiątą. W drogę wyruszyli dwadzieścia minut przed czasem. Na mieście były małe korki, więc na miejsce dotarli dosłownie minutę po dziesiątej. Okazało się, że pani ginekolog badała teraz inną pacjentkę, dlatego Nowakowie musieli chwilę poczekać. Nie trwało to długo, bo już po pięciu minutach usłyszeli głos pielęgniarki.
-Aleksandra Nowak!
-To ja-Ola poderwała się z krzesła.
-Zapraszam panią.
Policjantka złapała męża za rękę i razem weszli do gabinetu.
-Dzień dobry-przywitali się z lekarką.
Zasiedli przy biurku, po czym pani doktor zaczęła zadawać pytania.
-Jak się pani czuje?-zaczęła.
-Dobrze-odpowiedziała Ola.-Wszystko jest w porządku.
-Nie było żadnych bólów? Nic się nie działo? Żadnych krwotoków?
-Nie, nic takiego nie miało miejsca.
-Świetnie. Proszę się położyć na kozetkę.
Ola wykonała polecenie. Ginekolog usiadła na krześle po jednej stronie Oli, a Jacek po drugiej. Kobieta zaczęła wykonywać badanie. Po chwili spojrzała na monitor urządzenia.
-Mam dla państwa dobre wieści-uśmiechnęła się.
-Jakie?-spytali niemalże jednocześnie.
-Będziecie mieli bliźniaki.
Na twarzach rodziców pojawił się uśmiech.
-Jak to?-roześmiał się Jacek.
-Proszę spojrzeć na ekran.
Ola i Jacek spojrzeli na monitor. Kobieta pokazała im dwa serduszka. Ola uśmiechnęła się lekko, a Jacek złapał ją za rękę, po czym przysunął do ust i pocałował. Po badaniu ponownie usiedli przy biurku. Ustalili termin kolejnej wizyty. Potem małżonkowie opuścili gabinet. Byli w świetnych nastrojach. Bardzo cieszyli się, że będą mieli dwóch nowych członków rodziny.
-Ola-zaczął, gdy już jechali autem do domu.
-Tak?
-Bardzo, bardzo Cię kocham i bardzo się cieszę, że będziemy mieli bliźniaki.
-Ja też bardzo się cieszę, ale...
-Ale co?-spojrzał na nią.
-No... Wkrótce będziemy mieli już trójkę dzieci... Jak my siebie damy radę?
-Skarbie, na pewno damy sobie radę. Nie przejmuj się tym. Wiem, że z dwójką niemowląt nie będzie łatwo, ale MY na pewno damy sobie radę.
-Tak myślisz?
-Oczywiście.
-No skoro ty tak mówisz, to na pewno damy siebie radę-uśmiechnęła się.
-No właśnie-znowu spojrzał w jej stronę.-Jacuś zawsze ma rację-oboje wybuchnęli śmiechem.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Cieszycie się, że Ola i Jacek będą mieli bliźniaki?
Pozdrawiam
środa, 27 kwietnia 2016
133. Śniadanie - Obiad - Kolacja
Następnego dnia około godziny 8.30 Ola i Jacek jedli śniadanie. W pewnej chwili zadzwonił telefon. Kobieta odebrała.
-Cześć tato-przywitała się.
-Cześć córcia. Chciałem zaprosić Was dzisiaj na kolację, jeśli nie macie żadnych planów.
-Oo to już wróciłeś?
-No tak, wróciłem. To jak?
-Jasne. Będziemy. A o której?
-Tak o... dziewiętnastej.
-Okej. To do zobaczenia.
-Do zobaczenia-rozłączyła się.
-Co tam?-zapytał zaciekawiony Jacek.
-Ojciec zaprasza nas na kolację.
-Dzisiaj?
-Nom... dzisiaj. A co, masz coś przeciwko?
-Nie, no co Ty-uśmiechnął się.
-Bo jakby co, to mogę odwołać...
-Nie no, co mamy cały dzień w domu siedzieć.
-No właśnie-uśmiechnęła się.
Po śniadaniu postanowili pojechać na zakupy. Odwiedzili jeden z wrocławskich supermarketów. Po godzinie spowrotem byli w domu. Rozpakowali zakupy i zasiedli w salonie przed telewizorem. Obejrzeli dwugodzinny film, po czym Ola stwierdziła, że jest baaaardzo głodna. Jacek oczywiście zaczął się śmiać, że już się zaczyna. Ola tylko rzuciła w niego poduszką i kazała mu zrobić obiad. Mężczyzna bez żadnego słowa udał się do kuchni. Policjantka wzięła do ręki pilot i zaczęła przeglądać kanały. Jednak nigdzie nic ciekawego nie było. Strasznie jej się nudziło, więc postanowiła, że jednak pomoże Jackowi. Wstała i poszła do męża.
-Co robisz?-zapytała.
-Zapiekankę makaronową z kurczakiem i warzywami-uśmiechnął się.-Może być? Czy może masz ochotę na coś innego? Może jakiś tort?
-Weź Ty się przestań nabijać, co?
-Oj no dobrze, już dobrze. Więcej nie będę, obiecuję-puścił jej oczko.
-Mogę Ci pomóc?
-Nudzisz się beze mnie, co?
-Po prostu wiem, że sam nie dasz sobie rady z tym obiadem.
-O mnie to Ty się nie martw. Lepiej się przyznaj, że się nudzisz.
-No dobra, przyznaję. Bez Ciebie jest strasznie nudno.
-Kocham Cię.
Jacek pocałował Aleksandrę w policzek. Razem wzięli się za przyrządzanie potrawy. Gdy już skończyli, zaczęli nakrywać do stołu. Wtedy usłyszeli dzwonek do drzwi. Jacek poszedł otworzyć. Za drzwiami stali jego rodzice i córka. Dziewczynka od razu rzuciła się ojcu ma szyję. Blondyn mocno ją przytulił i zaprosił wszystkich do środka. Zasiedli przy stole i razem zjedli obiad. Tuż przed piętnastą Ola i Jacek pożegnali się z rodzicami, którzy ruszyli w drogę powrotną do Trzebnicy. Resztę dnia małżonkowie spędzili na zabawie z córką i oglądaniu bajek. Wieczorem przygotowali się na kolację do ojca Oli. O wpół do siódmej byli już gotowi. Wyszli z domu, wsiedli do auta i ruszyli w drogę. Na miejsce dotarli po dwudziestu minutach. Zaraz potem stali przed drzwiami mieszkania Wojciecha. Po chwili ujrzeli uśmiechniętą twarz komendanta. Mężczyzna zaprosił Nowaków do środka. Na stole stała już kolacja. Zasiedli i zaczęli rozmawiać.
-No to opowiadaj tato, jak było w górach?-zapytała Aleksandra.
-Widoki, jak to w górach, przepiękne. A fajerwerki nad zasypanymi śniegiem szczytami - po prostu coś niesamowitego. Jednym słowem było cudownie. A co u Was, Sylwester udany?
-Udany, udany-Jacek zaśmiał się i pocałował Olę w policzek.
-Jacek zabrał mnie do eleganckiej restauracji na kolację. Potem spacer i pokaż fajerwerek, a potem...
-Najlepszy Sylwester w moim życiu-przerwał jej Jacek.
Ola troszkę się speszyła. Wysocki patrzył raz na nią, raz na Jacka. Ona tylko lekko się uśmiechnęła.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się? Bo moim zdaniem takie trochę bez sensu :/
Pozdrawiam
-Cześć tato-przywitała się.
-Cześć córcia. Chciałem zaprosić Was dzisiaj na kolację, jeśli nie macie żadnych planów.
-Oo to już wróciłeś?
-No tak, wróciłem. To jak?
-Jasne. Będziemy. A o której?
-Tak o... dziewiętnastej.
-Okej. To do zobaczenia.
-Do zobaczenia-rozłączyła się.
-Co tam?-zapytał zaciekawiony Jacek.
-Ojciec zaprasza nas na kolację.
-Dzisiaj?
-Nom... dzisiaj. A co, masz coś przeciwko?
-Nie, no co Ty-uśmiechnął się.
-Bo jakby co, to mogę odwołać...
-Nie no, co mamy cały dzień w domu siedzieć.
-No właśnie-uśmiechnęła się.
Po śniadaniu postanowili pojechać na zakupy. Odwiedzili jeden z wrocławskich supermarketów. Po godzinie spowrotem byli w domu. Rozpakowali zakupy i zasiedli w salonie przed telewizorem. Obejrzeli dwugodzinny film, po czym Ola stwierdziła, że jest baaaardzo głodna. Jacek oczywiście zaczął się śmiać, że już się zaczyna. Ola tylko rzuciła w niego poduszką i kazała mu zrobić obiad. Mężczyzna bez żadnego słowa udał się do kuchni. Policjantka wzięła do ręki pilot i zaczęła przeglądać kanały. Jednak nigdzie nic ciekawego nie było. Strasznie jej się nudziło, więc postanowiła, że jednak pomoże Jackowi. Wstała i poszła do męża.
-Co robisz?-zapytała.
-Zapiekankę makaronową z kurczakiem i warzywami-uśmiechnął się.-Może być? Czy może masz ochotę na coś innego? Może jakiś tort?
-Weź Ty się przestań nabijać, co?
-Oj no dobrze, już dobrze. Więcej nie będę, obiecuję-puścił jej oczko.
-Mogę Ci pomóc?
-Nudzisz się beze mnie, co?
-Po prostu wiem, że sam nie dasz sobie rady z tym obiadem.
-O mnie to Ty się nie martw. Lepiej się przyznaj, że się nudzisz.
-No dobra, przyznaję. Bez Ciebie jest strasznie nudno.
-Kocham Cię.
Jacek pocałował Aleksandrę w policzek. Razem wzięli się za przyrządzanie potrawy. Gdy już skończyli, zaczęli nakrywać do stołu. Wtedy usłyszeli dzwonek do drzwi. Jacek poszedł otworzyć. Za drzwiami stali jego rodzice i córka. Dziewczynka od razu rzuciła się ojcu ma szyję. Blondyn mocno ją przytulił i zaprosił wszystkich do środka. Zasiedli przy stole i razem zjedli obiad. Tuż przed piętnastą Ola i Jacek pożegnali się z rodzicami, którzy ruszyli w drogę powrotną do Trzebnicy. Resztę dnia małżonkowie spędzili na zabawie z córką i oglądaniu bajek. Wieczorem przygotowali się na kolację do ojca Oli. O wpół do siódmej byli już gotowi. Wyszli z domu, wsiedli do auta i ruszyli w drogę. Na miejsce dotarli po dwudziestu minutach. Zaraz potem stali przed drzwiami mieszkania Wojciecha. Po chwili ujrzeli uśmiechniętą twarz komendanta. Mężczyzna zaprosił Nowaków do środka. Na stole stała już kolacja. Zasiedli i zaczęli rozmawiać.
-No to opowiadaj tato, jak było w górach?-zapytała Aleksandra.
-Widoki, jak to w górach, przepiękne. A fajerwerki nad zasypanymi śniegiem szczytami - po prostu coś niesamowitego. Jednym słowem było cudownie. A co u Was, Sylwester udany?
-Udany, udany-Jacek zaśmiał się i pocałował Olę w policzek.
-Jacek zabrał mnie do eleganckiej restauracji na kolację. Potem spacer i pokaż fajerwerek, a potem...
-Najlepszy Sylwester w moim życiu-przerwał jej Jacek.
Ola troszkę się speszyła. Wysocki patrzył raz na nią, raz na Jacka. Ona tylko lekko się uśmiechnęła.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się? Bo moim zdaniem takie trochę bez sensu :/
Pozdrawiam
wtorek, 26 kwietnia 2016
132. "A teraz wynoś się stąd."
Jacek westchnął ciężko. Odczekał chwilkę, po czym ruszył za żoną. Wszedł po cichu do sypialni. Ola leżała na łóżku i czytała książkę. Jacek powoli podszedł w jej stronę. Usiadł obok niej i delikatnie dotknął jej ramienia.
-Zostaw mnie-powiedziała.
-Oluś, proszę Cię... Powiedz mi tylko, co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła.
-Ja Ci już powiedziałam, zejdź mi z oczu.
-A jak zejdę, to mi wybaczysz?
-Nie.
-W takim razie nie zejdę-uśmiechnął się.
-Dobra, spadaj stąd-popchnęła go lekko.
-Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.
-Boże, jaki Ty jesteś upierdliwy. Nie możesz po prostu mnie zostawić?
-Nie słoneczko. Wiesz, że Cię kocham?
-Wiem...
-No więc?
-Więc co?
Jacek zbliżył się do niej i delikatnie pocałował ją w usta, po czym odsunął się na niewielką odległość. Spojrzeli sobie w oczy.
-Bardzo Cię przepraszam. Nie gniewaj się już na mnie.
Ola odwróciła głowę. Zwróciła wzrok w stronę okna.
-Olu, skarbie, kochanie...
-Wiesz co?-spojrzała na niego.
-Co?-spytał niepewnie, widząc jej groźną minę.
-Masz szczęście, że Cię kocham-zaśmiała się.
-Wiem-ukazał rządek białych zębów.-Jestem największym szczęściarzem na świecie.
-A teraz wynoś się stąd-uśmiech zniknął z jej twarzy.
-Ale...-zdziwił się.-Przecież...-nie mógł się wysłowić.
-Jacek, daj mi spokój.
-Słonko...
-Przestań, chcę poczytać książkę, a Ty mi ciągle przeszkadzasz-roześmiała się.
-Nie mogłaś tak od razu powiedzieć?
-Nie, chciałam się z Tobą trochę podroczyć.
-Ty mnie kiedyś do grobu wpędzisz-zaśmiał się.
Ponownie zbliżył do niej swoją twarz. Jacek delikatnie pocałował żonę w usta. Po chwili odsunęli się od siebie.
-To co, dasz mi teraz poczytać?-uśmiechnęła się.
-Jasne kochanie, dla Ciebie wszystko-jeszcze raz ją pocałował, po czym wstał i ruszył w kierunku drzwi. Po chwili odwrócił się i spojrzał na Olę.
-Idź, idź...-śmiała się.
-Kocham Cię-powiedział.
-Ja Ciebie też, ale idź już.
Jacek zaśmiał się, puścił jej oczko i wyszedł z pomieszczenia.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam
-Zostaw mnie-powiedziała.
-Oluś, proszę Cię... Powiedz mi tylko, co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła.
-Ja Ci już powiedziałam, zejdź mi z oczu.
-A jak zejdę, to mi wybaczysz?
-Nie.
-W takim razie nie zejdę-uśmiechnął się.
-Dobra, spadaj stąd-popchnęła go lekko.
-Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz.
-Boże, jaki Ty jesteś upierdliwy. Nie możesz po prostu mnie zostawić?
-Nie słoneczko. Wiesz, że Cię kocham?
-Wiem...
-No więc?
-Więc co?
Jacek zbliżył się do niej i delikatnie pocałował ją w usta, po czym odsunął się na niewielką odległość. Spojrzeli sobie w oczy.
-Bardzo Cię przepraszam. Nie gniewaj się już na mnie.
Ola odwróciła głowę. Zwróciła wzrok w stronę okna.
-Olu, skarbie, kochanie...
-Wiesz co?-spojrzała na niego.
-Co?-spytał niepewnie, widząc jej groźną minę.
-Masz szczęście, że Cię kocham-zaśmiała się.
-Wiem-ukazał rządek białych zębów.-Jestem największym szczęściarzem na świecie.
-A teraz wynoś się stąd-uśmiech zniknął z jej twarzy.
-Ale...-zdziwił się.-Przecież...-nie mógł się wysłowić.
-Jacek, daj mi spokój.
-Słonko...
-Przestań, chcę poczytać książkę, a Ty mi ciągle przeszkadzasz-roześmiała się.
-Nie mogłaś tak od razu powiedzieć?
-Nie, chciałam się z Tobą trochę podroczyć.
-Ty mnie kiedyś do grobu wpędzisz-zaśmiał się.
Ponownie zbliżył do niej swoją twarz. Jacek delikatnie pocałował żonę w usta. Po chwili odsunęli się od siebie.
-To co, dasz mi teraz poczytać?-uśmiechnęła się.
-Jasne kochanie, dla Ciebie wszystko-jeszcze raz ją pocałował, po czym wstał i ruszył w kierunku drzwi. Po chwili odwrócił się i spojrzał na Olę.
-Idź, idź...-śmiała się.
-Kocham Cię-powiedział.
-Ja Ciebie też, ale idź już.
Jacek zaśmiał się, puścił jej oczko i wyszedł z pomieszczenia.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam
niedziela, 24 kwietnia 2016
131. "Zejdź mi z oczu"
Ola leżała na kozetce, pani ginekolog siedziała na krześle po jej prawej stronie i wykonywała badanie. Jacek natomiast siedział po lewej stronie żony.
-Więc mówi pani, że poczuła ból...
-Tak-potwierdziła Ola.
-Kiedy pani poczuła ten ból? Co pani robiła? Może dzwigała pani coś ciężkiego albo uderzyła się pani w brzuch?-lekarka spojrzała na Olę.
Kobieta nie wiedziała, co ma powiedzieć. Spojrzała na Jacka, który trzymał ją za rękę. Mężczyzna tylko się uśmiechnął i spuscił głowę. Ginekolog spojrzała na niego, potem znowu na Olę. Policjantka lekko się zarumieniła. Pani doktor domyśliła się, o co chodzi, więc przeszła do kolejnego pytania.
-Ból nastał przed stosunkiem, w trakcie, czy po?
Jacek spojrzał na Olę.
-W trakcie-powiedziała niepewnie.
Lekarka spojrzała na monitor.
-Mogę stwierdzić, że z dzieckiem jest wszystko w porzadku. Ciąża przebiega prawidłowo.
Jacek uśmiechnął się i mocniej ścisnął rękę Oli. Ginekolog podała Oli papier aby się wytarła, a sama usiadła za biurkiem. Zaczęła coś zapisywać. Potem wyznaczyła kolejną wizytę i pożegnała się z małżeństwem.
-Widzisz, nic się nie stało-powiedziała Ola, gdy siedzieli już w aucie.-Niepotrzebnie tu przychodziliśmy. Można było uniknąć tych GŁUPICH pytań.
-Oj no, po prostu bałem się o nasze dziecko.
-Zamiast się odezwać, to Ty się tylko śmiałeś głupio-powiedziała wkurzona.
-A co miałem powiedzieć?
-Pstro! A co niby ja miałam powiedzieć?
-Ola, nie denerwuj się już. Najważniejsze, że dziecku nic się nie stało.
Ola z obrażoną miną odwróciła głowę i patrzyła przez okno. Jacek odpalił samochód i ruszył w stronę domu.
-Ola... Nie gniewaj się na mnie. Skarbie, spójrz na mnie-ona jednak nie reagowała.-Oleńko, przepraszam. Proszę Cię, spójrz na mnie.
-Zamknij się!-powiedziała Ola, nadal patrząc za szybę.
Przez resztę drogi jechali w ciszy. Po niecałych dwudziestu minutach Jacek parkował auto na podjeździe. Ola od razu wysiadła, trzaskając przy tym drzwiami i poszła do domu. Jacek spojrzał za nią. Po chwili niechętnie wysiadł z samochodu i podążył w tym samym kierunku. Zastał Olę siedzącą w salonie na kanapie z książką w ręku. Zdjął kurtkę i buty, po czym wszedł do salonu i usiadł obok żony. Na chwilę schował twarz w dłonie. Potem spojrzał na Aleksandrę. Kobieta jednak wcale nie zwracała na niego uwagi.
-Słonko, ja wiem, że źle się zachowałem. Wiem, że Cię zawiodłem, ale... no... co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła?
-Najlepiej to zejdź mi z oczu-wstała i poszła schodami na górę do sypialni.
-Więc mówi pani, że poczuła ból...
-Tak-potwierdziła Ola.
-Kiedy pani poczuła ten ból? Co pani robiła? Może dzwigała pani coś ciężkiego albo uderzyła się pani w brzuch?-lekarka spojrzała na Olę.
Kobieta nie wiedziała, co ma powiedzieć. Spojrzała na Jacka, który trzymał ją za rękę. Mężczyzna tylko się uśmiechnął i spuscił głowę. Ginekolog spojrzała na niego, potem znowu na Olę. Policjantka lekko się zarumieniła. Pani doktor domyśliła się, o co chodzi, więc przeszła do kolejnego pytania.
-Ból nastał przed stosunkiem, w trakcie, czy po?
Jacek spojrzał na Olę.
-W trakcie-powiedziała niepewnie.
Lekarka spojrzała na monitor.
-Mogę stwierdzić, że z dzieckiem jest wszystko w porzadku. Ciąża przebiega prawidłowo.
Jacek uśmiechnął się i mocniej ścisnął rękę Oli. Ginekolog podała Oli papier aby się wytarła, a sama usiadła za biurkiem. Zaczęła coś zapisywać. Potem wyznaczyła kolejną wizytę i pożegnała się z małżeństwem.
-Widzisz, nic się nie stało-powiedziała Ola, gdy siedzieli już w aucie.-Niepotrzebnie tu przychodziliśmy. Można było uniknąć tych GŁUPICH pytań.
-Oj no, po prostu bałem się o nasze dziecko.
-Zamiast się odezwać, to Ty się tylko śmiałeś głupio-powiedziała wkurzona.
-A co miałem powiedzieć?
-Pstro! A co niby ja miałam powiedzieć?
-Ola, nie denerwuj się już. Najważniejsze, że dziecku nic się nie stało.
Ola z obrażoną miną odwróciła głowę i patrzyła przez okno. Jacek odpalił samochód i ruszył w stronę domu.
-Ola... Nie gniewaj się na mnie. Skarbie, spójrz na mnie-ona jednak nie reagowała.-Oleńko, przepraszam. Proszę Cię, spójrz na mnie.
-Zamknij się!-powiedziała Ola, nadal patrząc za szybę.
Przez resztę drogi jechali w ciszy. Po niecałych dwudziestu minutach Jacek parkował auto na podjeździe. Ola od razu wysiadła, trzaskając przy tym drzwiami i poszła do domu. Jacek spojrzał za nią. Po chwili niechętnie wysiadł z samochodu i podążył w tym samym kierunku. Zastał Olę siedzącą w salonie na kanapie z książką w ręku. Zdjął kurtkę i buty, po czym wszedł do salonu i usiadł obok żony. Na chwilę schował twarz w dłonie. Potem spojrzał na Aleksandrę. Kobieta jednak wcale nie zwracała na niego uwagi.
-Słonko, ja wiem, że źle się zachowałem. Wiem, że Cię zawiodłem, ale... no... co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła?
-Najlepiej to zejdź mi z oczu-wstała i poszła schodami na górę do sypialni.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam
piątek, 22 kwietnia 2016
130. "Przecież to nie jest twoja wina"
Rano, kiedy Ola się obudziła, Jacka nie było już obok. Spojrzała na zegarek. Zbliżała sie dziewiąta. Podniosła się z łóżka do pozycji siedzącej. Sięgnęła po leżącą na podłodze koszulę Jacka. Ubrała ją na siebie, po czym wstała. Zeszła na dół. W kuchni Jacek jadł śniadanie.
-Cześć-przywitała się.
-Jak się czujesz?-zapytał, patrząc na nią.
Ola nic nie powiedziała, tylko podeszła do męża i usiadła mu na kolana.
-Ola....-zaczął.-Przepraszam...
-Jacek, za co Ty mnie znowu przepraszasz? Przecież to nie jest Twoja wina.
-Właśnie, że jes...
Nie zdąrzył dokończyć, bo Ola zasłoniła mu usta ręką.
-To był cudowny wieczór, najpiękniejszy Sylwester w moim życiu.
Jacek złapał ją za nadgarstek i zabrał jej rękę ze swoich ust.
-Jasne... Przeze mnie płakałaś.
-Słońce, kocham Cię i najlepiej będzie jak już przestaniemy o tym gadać.
-Powinien Cię zbadać lekarz.
-Po co? Przecież nic mi nie jest.
-Boję się, że coś się stało dziecku. Pójdź tam, proszę.
-Ale... lekarze zadają takie krępujące pytania.
-Proszę...
-Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Pójdziesz ze mną?
-Oczywiście skarbie-uśmiechnął się.-Wiesz co?
-Co takiego?
-Ślicznie wyglądasz w tej koszuli.
-Aha, to idę się przebrać.
Ola wstała, ale Jacek pociągnął ją za rękę tak, że znowu siedziała na jego kolanach.
-Nigdzie Cię nie puszczę.
-Nawet do łazienki?
-Nawet do łazienki.
Ola uśmiechnęła się lekko.
-Kocham Cię, wiesz?
-Wiem, mówiłaś to dosłownie kilka minut temu-roześmiał się.
-I będę to jeszcze powtarzać, zawsze-pocałowała męża w policzek.-Kocham Cię, kocham...
-A ja kocham Ciebie. Zawsze będę Cię kochał. A teraz jedz. Zrobić Ci kawę?-spytał wstając od stołu.
Ola śledziła go wzrokiem. Patrzyła na niego ze zdziwieniem. Jacek odwrócił się w jej stronę.
-A no tak, Tobie nie wolno pić kawy-Jacek pakazał jej język i wrzucił do kubka torebkę herbaty.
-Co za debil-powiedziała z udawanym obrażeniem.-Nie wiem jak ja z Tobą wytrzymałam tyle czasu.
-Ja też tego nie wiem-postawił przed nią kubek i pocałował w policzek.
Po śniadaniu pojechali do lekarza. Pani ginekolog zaczęła wykonywać badanie USG.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam
-Cześć-przywitała się.
-Jak się czujesz?-zapytał, patrząc na nią.
Ola nic nie powiedziała, tylko podeszła do męża i usiadła mu na kolana.
-Ola....-zaczął.-Przepraszam...
-Jacek, za co Ty mnie znowu przepraszasz? Przecież to nie jest Twoja wina.
-Właśnie, że jes...
Nie zdąrzył dokończyć, bo Ola zasłoniła mu usta ręką.
-To był cudowny wieczór, najpiękniejszy Sylwester w moim życiu.
Jacek złapał ją za nadgarstek i zabrał jej rękę ze swoich ust.
-Jasne... Przeze mnie płakałaś.
-Słońce, kocham Cię i najlepiej będzie jak już przestaniemy o tym gadać.
-Powinien Cię zbadać lekarz.
-Po co? Przecież nic mi nie jest.
-Boję się, że coś się stało dziecku. Pójdź tam, proszę.
-Ale... lekarze zadają takie krępujące pytania.
-Proszę...
-Dobrze, ale pod jednym warunkiem.
-Jakim?
-Pójdziesz ze mną?
-Oczywiście skarbie-uśmiechnął się.-Wiesz co?
-Co takiego?
-Ślicznie wyglądasz w tej koszuli.
-Aha, to idę się przebrać.
Ola wstała, ale Jacek pociągnął ją za rękę tak, że znowu siedziała na jego kolanach.
-Nigdzie Cię nie puszczę.
-Nawet do łazienki?
-Nawet do łazienki.
Ola uśmiechnęła się lekko.
-Kocham Cię, wiesz?
-Wiem, mówiłaś to dosłownie kilka minut temu-roześmiał się.
-I będę to jeszcze powtarzać, zawsze-pocałowała męża w policzek.-Kocham Cię, kocham...
-A ja kocham Ciebie. Zawsze będę Cię kochał. A teraz jedz. Zrobić Ci kawę?-spytał wstając od stołu.
Ola śledziła go wzrokiem. Patrzyła na niego ze zdziwieniem. Jacek odwrócił się w jej stronę.
-A no tak, Tobie nie wolno pić kawy-Jacek pakazał jej język i wrzucił do kubka torebkę herbaty.
-Co za debil-powiedziała z udawanym obrażeniem.-Nie wiem jak ja z Tobą wytrzymałam tyle czasu.
-Ja też tego nie wiem-postawił przed nią kubek i pocałował w policzek.
Po śniadaniu pojechali do lekarza. Pani ginekolog zaczęła wykonywać badanie USG.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam
wtorek, 19 kwietnia 2016
129. Szczęśliwego Nowego Roku!
Ola coraz bardziej zaczynała się niecierpliwość. Było już dziesięć po dwudziestej pierwszej. Postanowiła zadzwonić do Jacka. Jeden sygnał, drugi, trzeci... Nie odbiera. Nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Co on robi? Gdzie jest tyle czasu? Zaczynała się martwić. Do głowy przychodziły jej różne myśli, a może coś się stało? Znowu złapała za telefon. I znowu to samo, nie odbierał. Mijały kolejne minuty, aż w końcu usłyszała skrzypnięcie otwieranych drzwi. Spojrzała na zegarek. Była 21.26. Wstała i ruszyła w stronę drzwi. Stanęła i patrzyła na niego.
-Cześć kochanie-Jacek patrzył na nią z zachwyceniem.
-Gdzie Ty byłeś?
-Ślicznie wyglądasz.
-Dzwoniłam do Ciebie. Dlaczego nie odbierałeś?
-Słonko, miałem wyciszony telefon.
-Martwiłam się. Myślałam już, że coś się stało.
-Oj skarbie, nie gniewaj się na mnie-pocałował ją w policzek.-Przebiorę się i wychodzimy, okej?
-Okej-odpowiedziała ponuro.-A może chociaż powiesz gdzie?
-Oleńko, zaraz się wszystkiego dowiesz. Wytrzymasz jeszcze trochę?-spytał zakładając koszulę.
-Nie...
-Musisz-zaśmiał się.
-Nie muszę. Nigdzie nie idę-oznajmiła, siadając na łóżku.
-Ola no... Nie rób mi tego. Proszę-spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.
-Myślisz, że teraz się zgodzę?
-Tak-powiedział pewnie.
-No to się mylisz.
-Nie. I tak się zgodzisz.
-Skąd u Ciebie ta pewność?
-Bo wiem, że bardzo mnie kochasz i zrobisz to dla mnie.
-Co za cwaniak-zaśmiała się i rzuciła w niego poduszką.
-Chodźmy już-oznajmił zakładając buty.
Po chwili wyszli z mieszkania. Jacek zabrał Olę do eleganckiej restauracji, gdzie zjedli wyśmienitą kolację. Siedzieli tam i rozmawiali przez ponad godzinę.
-Smakowało Ci?-spytał.
-Było pyszne-uśmiechnęła się.
-No widzisz, a Ty nie chciałaś iść.
-Bo mnie zdenerwowałeś.
-Tylko mi nie mów, że nadal się gniewasz.
-No... Już nie. Dziękuję za cudowny wieczór-posłała mu ciepły uśmiech.
-To trochę za wcześnie. Jeszcze nie koniec niespodzianek-oznajmił, spoglądając na zegarek.
-Co Ty jeszcze wymyśliłeś?
-Wiesz co, pójdziemy na spacer.
Wstali od stołu. Jacek wziął żonę za rękę i wyszli z budynku. Spacerowali ulicami Wrocławia.
-Idziemy w jakieś konkretne miejsce czy tak tylko?
-Mmm w konkretne.
-A... gdzie?
-A Ty byś chciała wszystko wiedzieć.
-Oj no, po prostu jestem ciekawa.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
-Wiesz co?
-No co?
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też, i to bardzo.
-Bardzo?
-Baaaaardzo-pocałował ją w policzek.
Po kilku minutach znaleźli się na Głównym Rynku, gdzie znajdował się tłum ludzi. Ola spojrzała na Jacka.
-Po co tu przyszliśmy?
-Chodź, staniemy sobie tam.
Pociągnął ją za rękę. Stanęli na uboczu i patrzyli na innych.
-Jacek?
Mężczyzna spojrzał na zegarek.
-Jeszcze dwie minutki-oznajmił.
-Aha... Pokaz fajerwerków w Rynku?
-Yhym-uśmiechnął się do niej.
Po chwili usłyszeli odliczanie krzyczącego tłumu.
-Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden...
I wtedy na niebie pojawiły się kolorowe iskry. Wokół zrobiło się jasno. Wszystko wyglądało tak pięknie.
-Szczęśliwego Nowego Roku-powiedział, po czym namiętnie pocałował ukochaną.
Ola spojrzała na męża i uśmiechnęła się lekko. Jacek objął ją ramieniem, a ona wtuliła się w niego. Stali tak i wpatrywali się w niebo. Kilka minut później było już po pokazie. Małżonkowie spacerkiem ruszyli w stronę domu. Za dwadzieścia pierwsza znaleźli się pod budynkiem. W dobrych humorach weszli do środka. W korytarzu zdjęli kurtki i buty, po czym przeszli dalej. Kiedy Ola weszła do sypialni, stanęła jak wryta. Ten widok ją całkowicie zaskoczył. Na łóżku było pełno płatków róż, obok stały zapalone świece. Stała i przyglądała się z zachwytem. Po chwili poczuła dłonie Jacka na swoich biodrach. Obróciła głowę w jego stronę.
-Jak Ty to zrobiłeś?-spytała.
-Mam swoje sposoby.
Jacek przyłożył swoje czoło do jej czoła, po czym pocałował ją namiętnie w usta. Potem zaczął schodzić z pocałunkami na szyję. Powoli zaczął kierować ich w sronę łóżka. Zaraz potem Ola opadła na materac, a wraz z nią Jacek. Całując jej ramiona, rozpiął zamek w sukience. Delikatnie włożył ręce pod czarny materiał, a po chwili zdjął go z jej ciała. Powrócił do jej ust, delikatnie dotykając ich językiem. Nieśmiało otworzyła usta, przez co wtargnął do jej buzi. Coraz bardziej pogłębiali pocałunki, powoli tracąc powietrze w płucach. Tymczasem ręce Oli powędrowały w dół jego brzucha. Zaraz potem rozpinały męskie spodnie. Blondyn z chęcią pomógł jej w pozbyciu się tej części garderoby. Kiedy Jacek zajął się swoimi spodniami, ona ściągnęła śnieżnobiałą koszulę z jego umięśnionych ramion. Znowu przyłożył swoje czoło do jej. Ich spojrzenia spotkały się, co spowodowało, że na ich twarzach zagościł uśmiech. Zbliżył usta do jej dolnej wargi. Wysunął język i delikatne jej dotknął. Zaczął nim wędrować w dół ciała kobiety. Przeszedł przez brodę i środek szyi, znajdował się coraz niżej. W pewnym momencie napotkał koronkowy materiał. Oderwał się na chwilę i pozbył górnej części bielizny. Spowrotem przyłożył usta między jej piersi. Wysunął język i powrócił do wędrówki. Minął już pępek i schodził jeszcze niżej. Po raz kolejny zatrzymała go czarna koronka. Bezproblemowo pozbył się ostatniego elementu bielizny. Rękami objął jej nogi w okolicy kolan, po czym przyciągnął je w górę po udach, przez biodra. Zatrzymał je na brzuchu. Położył dłonie na materacu. Podniósł się i położył na niej tak, że ich twarze były blisko siebie. Złożył na jej ustach gorący pocałunek. Włożył ręce pod jej plecy. Nagość dotykała nagości. Jej ciało zadrżało. Zarzuciła ręce na jego kark. Zacisnęła mocno zęby. Nagle poczuła niesamowity ból. Krzyknęła przeraźliwie, a on gwałtownie odsunął się od niej, co spowodowało jeszcze większą boleść. Momentalnie jej oczy wypełniła bezbarwna ciecz. Przerażony mężczyzna spojrzał na brunetkę.
-Kochanie, co się stało?-spytał delikatnym, troskliwym głosem.
-Boli...-szepnęła.
On patrzył na nią. Kompletnie nie wiedział, co ma robić. Łzy spływały po jej policzkach.
-Przytul mnie...-wyszemrała po chwili.
Położył się obok niej i objął ramieniem. Lewą dłonią gładził jej bladą twarz. Opuszkami palców ocierał łzy.
-Jak się czujesz?-zapytał.
Spojrzała mu w oczy. Po jej twarzy spłynęły kolejne łzy. Wtuliła się w jego klatkę piersiową.
-Chyba powinniśmy jechać do lekarz-zasugerował.
-Nie... Nic mi nie jest.
-A dziecko? Co jeśli coś mu się stało?
-Jacek, proszę Cię. Jest trzecia w nocy. Nie chcę nigdzie jechać.
Nastała chwila ciszy.
-Przepraszam... Nie wybaczyłbym sobie, gdyby Tobie lub dziecku coś się stało.
-To nie jest twoja wina.
Mocno się do niego przytuliła i zamknęła oczy. Jacek chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zauważył, że Ola zasnęła. Delikatnie pocałował ją w czoło.
-Cześć kochanie-Jacek patrzył na nią z zachwyceniem.
-Gdzie Ty byłeś?
-Ślicznie wyglądasz.
-Dzwoniłam do Ciebie. Dlaczego nie odbierałeś?
-Słonko, miałem wyciszony telefon.
-Martwiłam się. Myślałam już, że coś się stało.
-Oj skarbie, nie gniewaj się na mnie-pocałował ją w policzek.-Przebiorę się i wychodzimy, okej?
-Okej-odpowiedziała ponuro.-A może chociaż powiesz gdzie?
-Oleńko, zaraz się wszystkiego dowiesz. Wytrzymasz jeszcze trochę?-spytał zakładając koszulę.
-Nie...
-Musisz-zaśmiał się.
-Nie muszę. Nigdzie nie idę-oznajmiła, siadając na łóżku.
-Ola no... Nie rób mi tego. Proszę-spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.
-Myślisz, że teraz się zgodzę?
-Tak-powiedział pewnie.
-No to się mylisz.
-Nie. I tak się zgodzisz.
-Skąd u Ciebie ta pewność?
-Bo wiem, że bardzo mnie kochasz i zrobisz to dla mnie.
-Co za cwaniak-zaśmiała się i rzuciła w niego poduszką.
-Chodźmy już-oznajmił zakładając buty.
Po chwili wyszli z mieszkania. Jacek zabrał Olę do eleganckiej restauracji, gdzie zjedli wyśmienitą kolację. Siedzieli tam i rozmawiali przez ponad godzinę.
-Smakowało Ci?-spytał.
-Było pyszne-uśmiechnęła się.
-No widzisz, a Ty nie chciałaś iść.
-Bo mnie zdenerwowałeś.
-Tylko mi nie mów, że nadal się gniewasz.
-No... Już nie. Dziękuję za cudowny wieczór-posłała mu ciepły uśmiech.
-To trochę za wcześnie. Jeszcze nie koniec niespodzianek-oznajmił, spoglądając na zegarek.
-Co Ty jeszcze wymyśliłeś?
-Wiesz co, pójdziemy na spacer.
Wstali od stołu. Jacek wziął żonę za rękę i wyszli z budynku. Spacerowali ulicami Wrocławia.
-Idziemy w jakieś konkretne miejsce czy tak tylko?
-Mmm w konkretne.
-A... gdzie?
-A Ty byś chciała wszystko wiedzieć.
-Oj no, po prostu jestem ciekawa.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
-Wiesz co?
-No co?
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też, i to bardzo.
-Bardzo?
-Baaaaardzo-pocałował ją w policzek.
Po kilku minutach znaleźli się na Głównym Rynku, gdzie znajdował się tłum ludzi. Ola spojrzała na Jacka.
-Po co tu przyszliśmy?
-Chodź, staniemy sobie tam.
Pociągnął ją za rękę. Stanęli na uboczu i patrzyli na innych.
-Jacek?
Mężczyzna spojrzał na zegarek.
-Jeszcze dwie minutki-oznajmił.
-Aha... Pokaz fajerwerków w Rynku?
-Yhym-uśmiechnął się do niej.
Po chwili usłyszeli odliczanie krzyczącego tłumu.
-Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden...
I wtedy na niebie pojawiły się kolorowe iskry. Wokół zrobiło się jasno. Wszystko wyglądało tak pięknie.
-Szczęśliwego Nowego Roku-powiedział, po czym namiętnie pocałował ukochaną.
Ola spojrzała na męża i uśmiechnęła się lekko. Jacek objął ją ramieniem, a ona wtuliła się w niego. Stali tak i wpatrywali się w niebo. Kilka minut później było już po pokazie. Małżonkowie spacerkiem ruszyli w stronę domu. Za dwadzieścia pierwsza znaleźli się pod budynkiem. W dobrych humorach weszli do środka. W korytarzu zdjęli kurtki i buty, po czym przeszli dalej. Kiedy Ola weszła do sypialni, stanęła jak wryta. Ten widok ją całkowicie zaskoczył. Na łóżku było pełno płatków róż, obok stały zapalone świece. Stała i przyglądała się z zachwytem. Po chwili poczuła dłonie Jacka na swoich biodrach. Obróciła głowę w jego stronę.
-Jak Ty to zrobiłeś?-spytała.
-Mam swoje sposoby.
Jacek przyłożył swoje czoło do jej czoła, po czym pocałował ją namiętnie w usta. Potem zaczął schodzić z pocałunkami na szyję. Powoli zaczął kierować ich w sronę łóżka. Zaraz potem Ola opadła na materac, a wraz z nią Jacek. Całując jej ramiona, rozpiął zamek w sukience. Delikatnie włożył ręce pod czarny materiał, a po chwili zdjął go z jej ciała. Powrócił do jej ust, delikatnie dotykając ich językiem. Nieśmiało otworzyła usta, przez co wtargnął do jej buzi. Coraz bardziej pogłębiali pocałunki, powoli tracąc powietrze w płucach. Tymczasem ręce Oli powędrowały w dół jego brzucha. Zaraz potem rozpinały męskie spodnie. Blondyn z chęcią pomógł jej w pozbyciu się tej części garderoby. Kiedy Jacek zajął się swoimi spodniami, ona ściągnęła śnieżnobiałą koszulę z jego umięśnionych ramion. Znowu przyłożył swoje czoło do jej. Ich spojrzenia spotkały się, co spowodowało, że na ich twarzach zagościł uśmiech. Zbliżył usta do jej dolnej wargi. Wysunął język i delikatne jej dotknął. Zaczął nim wędrować w dół ciała kobiety. Przeszedł przez brodę i środek szyi, znajdował się coraz niżej. W pewnym momencie napotkał koronkowy materiał. Oderwał się na chwilę i pozbył górnej części bielizny. Spowrotem przyłożył usta między jej piersi. Wysunął język i powrócił do wędrówki. Minął już pępek i schodził jeszcze niżej. Po raz kolejny zatrzymała go czarna koronka. Bezproblemowo pozbył się ostatniego elementu bielizny. Rękami objął jej nogi w okolicy kolan, po czym przyciągnął je w górę po udach, przez biodra. Zatrzymał je na brzuchu. Położył dłonie na materacu. Podniósł się i położył na niej tak, że ich twarze były blisko siebie. Złożył na jej ustach gorący pocałunek. Włożył ręce pod jej plecy. Nagość dotykała nagości. Jej ciało zadrżało. Zarzuciła ręce na jego kark. Zacisnęła mocno zęby. Nagle poczuła niesamowity ból. Krzyknęła przeraźliwie, a on gwałtownie odsunął się od niej, co spowodowało jeszcze większą boleść. Momentalnie jej oczy wypełniła bezbarwna ciecz. Przerażony mężczyzna spojrzał na brunetkę.
-Kochanie, co się stało?-spytał delikatnym, troskliwym głosem.
-Boli...-szepnęła.
On patrzył na nią. Kompletnie nie wiedział, co ma robić. Łzy spływały po jej policzkach.
-Przytul mnie...-wyszemrała po chwili.
Położył się obok niej i objął ramieniem. Lewą dłonią gładził jej bladą twarz. Opuszkami palców ocierał łzy.
-Jak się czujesz?-zapytał.
Spojrzała mu w oczy. Po jej twarzy spłynęły kolejne łzy. Wtuliła się w jego klatkę piersiową.
-Chyba powinniśmy jechać do lekarz-zasugerował.
-Nie... Nic mi nie jest.
-A dziecko? Co jeśli coś mu się stało?
-Jacek, proszę Cię. Jest trzecia w nocy. Nie chcę nigdzie jechać.
Nastała chwila ciszy.
-Przepraszam... Nie wybaczyłbym sobie, gdyby Tobie lub dziecku coś się stało.
-To nie jest twoja wina.
Mocno się do niego przytuliła i zamknęła oczy. Jacek chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zauważył, że Ola zasnęła. Delikatnie pocałował ją w czoło.
Ciąg dalszy nastąpi...
Liczę na dłuższe komentarze.
Pozdrawiam :*
poniedziałek, 18 kwietnia 2016
128. Sylwester
Minęło kilka dni. Dziś jest 31 grudnia. Ola, Jacek i Lenka wstali dziś koło ósmej. Zjedli śniadanie, a potem pojechali na zakupy. Przez trzy godziny chodzili po sklepach, a potem udali się do McDonalda na obiad. Zamówili posiłki i usiedli do stolika.
-Skarbie, co powiesz na miły sylwestrowy wieczór?-zaczął Jacek.
-Przewidujesz jakieś atrakcje?-uśmiechnęła się lekko.
-No... jakieś przewiduję.
-Jakie?
-No to już niespodzianka.
-A... co z Lenką?
-Jeśli twój ojciec nie miałby żadnych planów, to moglibyśmy ją u niego zostawić. A jak nie, to musielibyśmy odwieźć ją do Trzebnicy.
-No to niestety będziemy musieli zrobić dłuższą wycieczkę.
-Czyli co?
-Czyli ojciec nie zajmie się Lenką, bo wyjechał.
-Gdzie? Kiedy?-zdziwił się.
-Wczoraj z rana. Wyjechał w góry, żeby podziwiać fajerwerki ze szczytów gór.
-Haha no to nieźle.
-Wariuje na starość-wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Kiedy zjedli obiad, wrócili do domu. Rozpakowali zakupy, po czym spakowali kilka rzeczy córki do torby. Ruszyli w drogę do Trzebnicy. Półtorej godziny później byli na miejscu. Wysiedli z auta i udali się do budynku. Stanęli przed drzwiami, a Jacek delikatnie zapukał. Po chwili ujrzeli szczupłą sylwetkę mamy blondyna.
-Cześć mamo!-przywitał się.
-Cześć dzieciaki. Wejdźcie-powiedziała.-Jest i moja perełka-uśmiechnęła się i wzięła wnuczkę na ręce.
Wszyscy udali się do salonu. Usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać. Pół godziny później Ola i Jacek ruszyli w drogę powrotną. W domu byli tuż po siedemnastej.
-To może powiesz już, co planujesz?-spytała Ola.
-Dowiesz się w swoim czasie.
-Ale Jacek...
-Słonko, uwierz mi, nie będziesz żałować.
-Co do tego nie mam żadnych wątpliwości-uśmiechnęła się.
-To super-pocałował ją w policzek. Teraz się strój, a ja niedługo wrócę-oznajmił zakładając kurtkę.
-Ale gdzie Ty lecisz?
-Muszę coś załatwić.
-Teraz?
-Tak kochanie. Będę koło 21. Do zobaczenia-pożegnał się i wyszedł.
Ola została sama w totalnym osłupieniu. Nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Co Jacek miał takiego ważnego do załatwienia o tej porze? Postanowiła jednak mu zaufać i nie myśleć już o tym. Zbliżała się dopiero osiemnasta, więc miała dużo czasu, żeby się przygotować. Poszła do łazienki i nalała do wanny wody. Przygotowała sobie relaksującą kąpiel. Tak spędziła prawie godzinę. Po dziewiętnastej stanęła przed szafą i zaczęła zastanawiać się, co ma założyć. Po długich rozmyśleniach, zdecydowała się na czarną sukienkę przed kolano oraz czarne szpilki.
Powoli zaczęła się ubierać. Gdy już to zrobiła, wzięła się za makijaż. Na koniec zapięła sobie na szyi wisiorek, który dostała od Jacka i była już gotowa. Spojrzała na zegarek. Była już za piętnaście dwudziesta pierwsza, a Jacka ciągle nie było. Ola usiadła w salonie na kanapie i z niecierpliwością czekała na męża.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o wyjeździe Wysockiego? Co planuje Jacek? Czy Ola długo będzie na niego czekać? Może ją wystawił?
Pozdrawiam
-Skarbie, co powiesz na miły sylwestrowy wieczór?-zaczął Jacek.
-Przewidujesz jakieś atrakcje?-uśmiechnęła się lekko.
-No... jakieś przewiduję.
-Jakie?
-No to już niespodzianka.
-A... co z Lenką?
-Jeśli twój ojciec nie miałby żadnych planów, to moglibyśmy ją u niego zostawić. A jak nie, to musielibyśmy odwieźć ją do Trzebnicy.
-No to niestety będziemy musieli zrobić dłuższą wycieczkę.
-Czyli co?
-Czyli ojciec nie zajmie się Lenką, bo wyjechał.
-Gdzie? Kiedy?-zdziwił się.
-Wczoraj z rana. Wyjechał w góry, żeby podziwiać fajerwerki ze szczytów gór.
-Haha no to nieźle.
-Wariuje na starość-wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Kiedy zjedli obiad, wrócili do domu. Rozpakowali zakupy, po czym spakowali kilka rzeczy córki do torby. Ruszyli w drogę do Trzebnicy. Półtorej godziny później byli na miejscu. Wysiedli z auta i udali się do budynku. Stanęli przed drzwiami, a Jacek delikatnie zapukał. Po chwili ujrzeli szczupłą sylwetkę mamy blondyna.
-Cześć mamo!-przywitał się.
-Cześć dzieciaki. Wejdźcie-powiedziała.-Jest i moja perełka-uśmiechnęła się i wzięła wnuczkę na ręce.
Wszyscy udali się do salonu. Usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać. Pół godziny później Ola i Jacek ruszyli w drogę powrotną. W domu byli tuż po siedemnastej.
-To może powiesz już, co planujesz?-spytała Ola.
-Dowiesz się w swoim czasie.
-Ale Jacek...
-Słonko, uwierz mi, nie będziesz żałować.
-Co do tego nie mam żadnych wątpliwości-uśmiechnęła się.
-To super-pocałował ją w policzek. Teraz się strój, a ja niedługo wrócę-oznajmił zakładając kurtkę.
-Ale gdzie Ty lecisz?
-Muszę coś załatwić.
-Teraz?
-Tak kochanie. Będę koło 21. Do zobaczenia-pożegnał się i wyszedł.
Ola została sama w totalnym osłupieniu. Nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Co Jacek miał takiego ważnego do załatwienia o tej porze? Postanowiła jednak mu zaufać i nie myśleć już o tym. Zbliżała się dopiero osiemnasta, więc miała dużo czasu, żeby się przygotować. Poszła do łazienki i nalała do wanny wody. Przygotowała sobie relaksującą kąpiel. Tak spędziła prawie godzinę. Po dziewiętnastej stanęła przed szafą i zaczęła zastanawiać się, co ma założyć. Po długich rozmyśleniach, zdecydowała się na czarną sukienkę przed kolano oraz czarne szpilki.
Powoli zaczęła się ubierać. Gdy już to zrobiła, wzięła się za makijaż. Na koniec zapięła sobie na szyi wisiorek, który dostała od Jacka i była już gotowa. Spojrzała na zegarek. Była już za piętnaście dwudziesta pierwsza, a Jacka ciągle nie było. Ola usiadła w salonie na kanapie i z niecierpliwością czekała na męża.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o wyjeździe Wysockiego? Co planuje Jacek? Czy Ola długo będzie na niego czekać? Może ją wystawił?
Pozdrawiam
sobota, 16 kwietnia 2016
127. Potwierdzenie ciąży
28 grudna, 8.20
Ola i Jacek właśnie siedzą przy stole i jedzą śniadanie. O 9.30 mają wizytę u ginekologa, potwierdzającą ciążę Oli. Lenka jest u rodziców Jacka.
-Jak się czujesz, skarbie?-spytał Jacek podzas śniadania.
-Aa dobrze-kobieta uśmiechnęła się do męża.
-Myślisz, że tym razem będzie dziewczynka czy chłopiec?
-Jacuś, a jeśli się teraz okaże, że wcale nie jestem w ciąży, to co?
-To... Nie wiem-uśmiechnął się.-Zakładam, że jednak jesteś.
-Już się nakręciłeś?
-Oj tak-wybuchnął śmiechem, a Ola razem z nim.-To co wolisz, chłopca czy dziewczynkę?
-Słońce, nieważne, czy będzie chłopiec, czy dziewczynka. To będzie nasze dziecko i zawsze będę je kochać... Tak samo jak Ciebie.
-Jesteś najcudowniejszą kobietą na świecie.
-Nie przesadzasz?
-Nie, ani trochę-posłał jej ciepły uśmiech.
Kiedy było już dziesięć po dziewiątej, małżonkowie wyszli z domu. Autem pojechali do lekarza. Na miejscu byli pięć minut przed czasem. Po chwili usłyszeli głos pielęgniarki.
-Aleksandra Nowak!
Ola wraz z Jackiem weszli do gabinetu. Na początku pani ginekolog zadała Oli kilka pytań, a potem wykonała badanie USG.
-No więc-zaczęła-jest pani w czwartym tygodnu ciąży.
Małżonkowie uśmiechnęli się do siebie. Jacek delikatnie pocałował Olę w policzek. Umówili się na kolejną wizytę, po czym opuścili gabinet. Wrócili do domu. Usiedli na kanapie.
-Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie-oznajmił Jacek całując żonę.-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też, bardzo-Ola wtuliła się w Jacka.-Co porobimy?
-Za pół godziny rodzice powinni nam dostarczyć Lenkę-zaśmiał się.
-Aha... Wiesz co?
-Co?
-Głodna jestem.
-Serio? Już się zaczyna...
-No co... teraz jem za dwóch-uśmiechnęła się.
-Ech, a co byś zjadła?
-Mam ochotę na zupę ogórkową.
-Dla Ciebie wszystko.
-Pamiętaj, że to nie tylko dla mnie-ukazała rządek białych zębów.
Dwadzieścia minut później rodzice przywieźli Lenkę. Zaraz potem obiad był już gotowy. Całą trójką zasiedli do stołu. Koło 14 wyszli na spacer. Wieczór spędzili przez telewizorem.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam
Ola i Jacek właśnie siedzą przy stole i jedzą śniadanie. O 9.30 mają wizytę u ginekologa, potwierdzającą ciążę Oli. Lenka jest u rodziców Jacka.
-Jak się czujesz, skarbie?-spytał Jacek podzas śniadania.
-Aa dobrze-kobieta uśmiechnęła się do męża.
-Myślisz, że tym razem będzie dziewczynka czy chłopiec?
-Jacuś, a jeśli się teraz okaże, że wcale nie jestem w ciąży, to co?
-To... Nie wiem-uśmiechnął się.-Zakładam, że jednak jesteś.
-Już się nakręciłeś?
-Oj tak-wybuchnął śmiechem, a Ola razem z nim.-To co wolisz, chłopca czy dziewczynkę?
-Słońce, nieważne, czy będzie chłopiec, czy dziewczynka. To będzie nasze dziecko i zawsze będę je kochać... Tak samo jak Ciebie.
-Jesteś najcudowniejszą kobietą na świecie.
-Nie przesadzasz?
-Nie, ani trochę-posłał jej ciepły uśmiech.
Kiedy było już dziesięć po dziewiątej, małżonkowie wyszli z domu. Autem pojechali do lekarza. Na miejscu byli pięć minut przed czasem. Po chwili usłyszeli głos pielęgniarki.
-Aleksandra Nowak!
Ola wraz z Jackiem weszli do gabinetu. Na początku pani ginekolog zadała Oli kilka pytań, a potem wykonała badanie USG.
-No więc-zaczęła-jest pani w czwartym tygodnu ciąży.
Małżonkowie uśmiechnęli się do siebie. Jacek delikatnie pocałował Olę w policzek. Umówili się na kolejną wizytę, po czym opuścili gabinet. Wrócili do domu. Usiedli na kanapie.
-Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie-oznajmił Jacek całując żonę.-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też, bardzo-Ola wtuliła się w Jacka.-Co porobimy?
-Za pół godziny rodzice powinni nam dostarczyć Lenkę-zaśmiał się.
-Aha... Wiesz co?
-Co?
-Głodna jestem.
-Serio? Już się zaczyna...
-No co... teraz jem za dwóch-uśmiechnęła się.
-Ech, a co byś zjadła?
-Mam ochotę na zupę ogórkową.
-Dla Ciebie wszystko.
-Pamiętaj, że to nie tylko dla mnie-ukazała rządek białych zębów.
Dwadzieścia minut później rodzice przywieźli Lenkę. Zaraz potem obiad był już gotowy. Całą trójką zasiedli do stołu. Koło 14 wyszli na spacer. Wieczór spędzili przez telewizorem.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam
czwartek, 14 kwietnia 2016
126. ☆24 grudnia☆
Tego dnia Ola obudziła się pierwsza. Spojrzała na śpiącego Jacka. Uśmiechnęła się lekko, po czym powoli, by go nie zbudzić, wstała z łóżka. Udała się do kuchni. Przygotowała śniadanie. Koło ósmej wstał Jacek i Lenka. Całą rodziną zjedli posiłek. Potem postanowili ubrać choinkę. Przynieśli ozdoby i zaczęli zawieszać je na zielonych gałązkach. W pewnym momencie Oli zakręciło się w głowie. Usiadła na kanapie. Jacek podszedł do niej.
-Ola? Co się dzieje?
-Nic... już jest w porządku-uśmiechnęła się lekko i spowrotem wzięła się do pracy. Jacek popatrzył za nią przez chwilę.
Kiedy choinka była ubrana, zaczęli przygotowywać wigilijne potrawy. Mieli do zrobienia dwanaście potraw: ryba po grecku, krokiety z kapustą i grzybami, barszcz czerwony z uszkami, łazanki z kapustą, kapusta z grzybami, kluski z makiem, sałatka śledziowa, pierogi z kapustą i grzybami, karp w galarecie, paszteciki, piernik wigilijny oraz kompot z suszonych owoców. Roboty było dużo. Zabrali się za lepienie pierogów. Lence bardzo do się spodobało, mimo że jej "twórczość" nie przypominała kształtem pierogów. Wszyscy świetnie się przy tym bawili, do momentu gdy... Oli zrobiło się niedobrze. Szybko pobiegła w stronę łazienki. Jacka bardzo to zaniepokoiło. Poszedł za nią. Po kilku minutach Ola wyszła z łazienki. Była bardzo blada. Blondyn wziął ją za rękę i udali się do salonu. Usiedli na kanapie.
-Oleńko, co się dzieje?-spytał.
-Nic, wszystko jest w porządku.
-Olu, źle się czujesz? Coś Cię boli?
-Nie, naprawdę nic mi nie jest. To z przemęczenia-uśmiechnęła się lekko.
-Na pewno?
-Tak, na pewno. Nie martw się.
-Ale może powinien Cię zbadać lekarz?
-Jacuś, jest okej. Już mi lepiej.
Ola delikatnie pocałowała męża w usta. Potem wstała z kanapy i spowrotem zajęli się przygotowaniami. Ola jeszcze przez chwilę źle się czuła, ale potem jej stan się poprawił i wróciła do formy.
Minęły trzy godziny. Było już popołudnie. Wigilijna kolacja zbliżała się wielkimi krokami. Aleksandra zauważyła, że jej mąż zaczął się dziwniej zachowywać. Stał się jakiś zamyślony, nieobecny. Zaczęło ją to martwić. Postanowiła z nim porozmawiać.
-Jacek?
-Tak kochanie?
-Mogę Cię o coś zapytać?
-Jasne-uśmiechnął się przyjaźnie.
-O czym tak myślisz? Od jakiejś godziny się nie odzywasz.
Jacek stanął naprzeciwko Oli i spojrzał jej w oczy.
-Myślę o... Myślę o Magdzie. Bardzo mi jej brakuje. Chciałbym, żeby była tu z nami.
W jego oczach pojawiła się bezbarwna ciecz. Ola bez zastanowienia przytuliła go. Stali tak przez kilka minut.
Była godzina szesnasta. Wszystko było już prawie gotowe. Należało tylko nakryć do stołu. Jednak nie mieli co się spieszyć, ponieważ rodzice mieli przyjechać dopiero o 19. Poszli do salonu. Lenka bardzo chciała się pobawić, dlatego Ola zaczęła śpiewać piosenkę:
Pokaż Lenka, gdzie masz oko,
Gdzie masz ucho, a gdzie nos.
Pokaż rękę, pokaż nogę,
Gdzie na głowie rośnie włos.
Daj mi rękę, tupnij nogą.
Kiwnij głową - tak i nie,
Klaśnij w ręce, hop do góry,
Razem pobawimy się.
Po chwili śpiewali już wszyscy razem i pokazywali odpowiednie do słów gesty i części ciała. W ten sposób szybko minął im czas. Tuż przed dziewiętnastą Ola wyszła do łazienki, a Jacek zaczął nakrywać do stołu. Kiedy kobieta wróciła, razem dokończyli nakrywanie. Równo o siódmej zjawił się ojciec Oli i rodzice Jacka. Rozpoczęli wigilię. Na początek podzielili się opłatkiem i odmówili modlitwę. Potem zasiedli do stołu i zjedli kolację. Gdy już skończyli, udali się do salonu, gdzie stała choinka. Zaczęli śpiewać kolędę "Cicha noc". Potem zaczęli składać sobie życzenia i wreczac prezenty. Lenka dostała od rodziców ubranka, a od dziadków przeróżne zabawki. Potem Jacek wziął małe pudełeczko i podszedł do Oli.
-Olu, życzę ci wesołych świąt spędzonych w gronie godziny. Niech między nami nigdy nie zabraknie miłości, żebyśmy zawsze byli razem, bo nie umiem żyć bez Ciebie. Jesteś całym moim życiem. Jesteś najważniejsza. A to ode mnie dla Ciebie.
Jacek uśmiechnął się i podał Oli pudełeczko. Ola spojrzała na niego i również się uśmiechnęła. Powoli otworzyła pakunek. Kiedy zobaczyła prezent, była zachwycona.
-Skarbie, dziękuję.
-Podoba Ci się?-spytał.
-Jest cudowny...-rzuciła mu się na szyję, całując delikatnie w usta.-Musiało dużo kosztować.
-Oleńko, dla Ciebie wszystko. Kocham Cię.
-Ja też Cię kocham... I również mam coś dla Ciebie.
Aleksandra wzięła do ręki małe, niebieskie pudełko. Podała je Jackowi.
-Co to?-zapytał, patrząc jej w oczy.
-Otwórz-uśmiechnęła się.
Mężczyzna zaczął otwierać prezent, jednocześnie zerkając na żonę. Po chwili pudełko było otwarte. Jacek spojrzał na znajdującą się w środku rzecz. Momentalnie wypuścił z rąk trzymane pudełko. Spojrzał z zaskoczeniem na Olę. W końcu wydusił z siebie:
-Jesteś w ciąży?
Ola nic nie powiedziała, tylko się uśmiechnęła i twierdząco pokiwała głową. Jacek po chwili szoku wziął ukochaną na ręce i zakręcił się w kółko.
-Słoneczko moje, kocham Cię.
Blondyn namiętnie pocałował kobietę w usta. Wszyscy zaczęli bić im brawo, a po chwili gratulować kolejnego dziecka.
Przed 24 rodzice młodych pojechali do kościoła na pasterkę, a Ola i Jacek zostali z Lenką w domu i położyli się spać.
***
No i w końcu mamy kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Wiele razy prosiliście o kolejne dziecko, więc jest :D No bo jak bym mogła Wam odmówić? Cieszcie się?
Pozdrawiam
sobota, 9 kwietnia 2016
125. Świąteczne przygotowania
Po śniadaniu Jacek, Ola i Lenka ubrali się i wyszli z domu. Samochodem pojechali do centrum miasta. Musieli zrobić zakupy na święta. Po dwudziestu minutach byli na miejscu. Chwilę później buszowali już wśród sklepowych półek, wrzucając do koszyka potrzebne rzeczy. Zwiedzali sklep za sklepem. Tak minął im cały dzień. Do domu wrócili koło 16. Rozpakowali zakupy i przygotowali sobie obiadokolację. Po takim dniu byli bardzo zmęczeni. Gdy zjedli posiłek, zasiedli na kanapie przed telewizorem. Włączyli sobie film i wtuleni w siebie, zaczęli oglądać. Ola oparła głowę o ramię Jacka, a on przyłożył głowę do jej głowy. Lenka leżała obok z główką na kolanach Oli. Siedzieli w ciszy, patrząc się w ekran. Kilkanaście minut później wszyscy zasnęli.
Następny dzień, 23 grudnia
Obudzili się na kanapie, co ich bardzo zdziwiło. Popatrzyli na siebie, po czym wstali. Pokolei poszli się wykąpać. Potem zjedli śniadanie. Następnie musieli zabrać się za świąteczne przygotowania. W końcu jutro jest wigilia. Na początek postanowili upiec jakieś ciasta. Głównie to Ola je robiła, a oni tylko pomagali. Chociaż jedno z nich zostało całkowicie wykonane przez Jacka. Umiał on gotować, ale za ciasta nigdy się nie brał. To było jego pierwsze dzieło. Trzeba przyznać, że wyszło całkiem nieźle. Lenka znowu miała ogromną ochote na zabawę mąka. Niestety Ola jej na to nie pozwoliła. Komu by się chciało potem sprzątać?
Kiedy wszystkie ciasta były gotowe, nadeszła godzina piętnasta. Postanowili wyjść na spacer. Założyli zimowe kurtki i buty, po czym wyszli z domu. Udali się do parku. Szli ścieżką, gdy nagle Ola poślizgnęła się na lodzie. Upadła na gruby puszek śniegu. Jacek spojrzał na nią z przerażeniem.
-Ola, nic ci nie jest?-spytał.
Kobieta popatrzyła na niego, robiąc smutną minkę. Podniosła się do pozycji siedzącej. Wzięła do ręki trochę śniegu, po czym rzuciła nią w męża. Blondyn spojrzał na nią obrażonym wzrokiem. Wziął córkę za rękę i powoli odszedł, zostawiając Olę siedzącą na śniegu.
-Jacek!-po chwili usłyszał za sobą wołanie.-Jacek! Nie mogę wstać-odwrócił się w jej kierunku.-Pomóż mi! Chyba skręciłam kostkę!
Mężczyzna bez zastanowienia podszedł do ukochanej i wziął ją na ręce. Zaniósł do pobliskiej ławki, po czym ją na niej posadził. Sam przykucnął obok.
-Prawa czy lewa?-zapytał.
Ola spojrzała na niego. Po chwili zastanowienia odpowiedziała:
-Prawa.
Jacek dotknął delikatnie ręką do nogi kobiety.
-Boli?
Ola patrzyła na niego bez słowa. Uśmiechnęła się lekko, a po chwili zbliżyła się i namiętnie pocałowała go w usta. Blondyn popatrzył na nią ze zdziwieniem. Ola zaczęła się śmiać.
-Jacuś, nic mi nie jest. Chodźmy już do domu, zrobiło się zimno.
-Wiesz co Olka, za taki numer to ja się do Ciebie nie odzywam-oznajmił wstając.
-Ej no... Jacek... Kochanie, przepraszam-zrobiła smutną minkę.
Nowak uśmiechnął się do żony.
-Chodźmy-powiedział.
Wziął Lenkę na ręce i razem udali się do domu. Zrobili sobie kolację, a gdy już ją zjedli, poszli spać.
***
Rozpoczynamy weekend nowym opowiadaniem. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam
Następny dzień, 23 grudnia
Obudzili się na kanapie, co ich bardzo zdziwiło. Popatrzyli na siebie, po czym wstali. Pokolei poszli się wykąpać. Potem zjedli śniadanie. Następnie musieli zabrać się za świąteczne przygotowania. W końcu jutro jest wigilia. Na początek postanowili upiec jakieś ciasta. Głównie to Ola je robiła, a oni tylko pomagali. Chociaż jedno z nich zostało całkowicie wykonane przez Jacka. Umiał on gotować, ale za ciasta nigdy się nie brał. To było jego pierwsze dzieło. Trzeba przyznać, że wyszło całkiem nieźle. Lenka znowu miała ogromną ochote na zabawę mąka. Niestety Ola jej na to nie pozwoliła. Komu by się chciało potem sprzątać?
Kiedy wszystkie ciasta były gotowe, nadeszła godzina piętnasta. Postanowili wyjść na spacer. Założyli zimowe kurtki i buty, po czym wyszli z domu. Udali się do parku. Szli ścieżką, gdy nagle Ola poślizgnęła się na lodzie. Upadła na gruby puszek śniegu. Jacek spojrzał na nią z przerażeniem.
-Ola, nic ci nie jest?-spytał.
Kobieta popatrzyła na niego, robiąc smutną minkę. Podniosła się do pozycji siedzącej. Wzięła do ręki trochę śniegu, po czym rzuciła nią w męża. Blondyn spojrzał na nią obrażonym wzrokiem. Wziął córkę za rękę i powoli odszedł, zostawiając Olę siedzącą na śniegu.
-Jacek!-po chwili usłyszał za sobą wołanie.-Jacek! Nie mogę wstać-odwrócił się w jej kierunku.-Pomóż mi! Chyba skręciłam kostkę!
Mężczyzna bez zastanowienia podszedł do ukochanej i wziął ją na ręce. Zaniósł do pobliskiej ławki, po czym ją na niej posadził. Sam przykucnął obok.
-Prawa czy lewa?-zapytał.
Ola spojrzała na niego. Po chwili zastanowienia odpowiedziała:
-Prawa.
Jacek dotknął delikatnie ręką do nogi kobiety.
-Boli?
Ola patrzyła na niego bez słowa. Uśmiechnęła się lekko, a po chwili zbliżyła się i namiętnie pocałowała go w usta. Blondyn popatrzył na nią ze zdziwieniem. Ola zaczęła się śmiać.
-Jacuś, nic mi nie jest. Chodźmy już do domu, zrobiło się zimno.
-Wiesz co Olka, za taki numer to ja się do Ciebie nie odzywam-oznajmił wstając.
-Ej no... Jacek... Kochanie, przepraszam-zrobiła smutną minkę.
Nowak uśmiechnął się do żony.
-Chodźmy-powiedział.
Wziął Lenkę na ręce i razem udali się do domu. Zrobili sobie kolację, a gdy już ją zjedli, poszli spać.
***
Rozpoczynamy weekend nowym opowiadaniem. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam
środa, 6 kwietnia 2016
124. Wszędzie biało
Dziś jest 22 grudnia. Na dworze powoli się rozjaśniało. Zbliżała się godzina siódma. Ola i Jacek jeszcze spali, kiedy do sypialni wbiegła Lanka. Wdrapała się na łóżko rodziców i położyła między małżonkami. Po chwili blondyn otworzył oczy. Spojrzał na uśmiechniętą córeczkę, po czym sam się uśmiechnął. Wziął małą na ręce i udali się do kuchni. Zaczęli przygotowywać śniadanie. Postanowili zrobić naleśniki. Jacek zaczął rozrabiać ciasto. Lenka siedziała obok na stole i przyglądała się pracy tatusia. Powoli zaczynała się nudzić, więc wzięła do rączek torebkę z mąką. Na początku wysypała troszkę na stół, aby mogła się pobawić. Jednak kilka minut później cała kuchnia była biała. Mąka była wszędzie. Zasypana podłoga, szafki, krzesła. Wszystko było w białym proszku. W sumie to można było porównać ten widok do tego, co jest za oknem. Na dworze również jest biało. Ulice zasypane śniegiem, skute lodem. Szyby pokryte szronem i niska temperatura, przerażające zimno.
Kiedy Jacek skończył robić naleśniki, zabrali się za sprzątanie. Nie było łatwo uporać się z taką bielą. Mieli nadzieję, że uda im się sprzątać zanim Ola wstanie. Starali się jak tylko mogli, ale to nic nie dało. Olę obudził hałas dochodzący z kuchni. Zeszła na dół. To co tam zobaczyła, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Stanęła w drzwiach i aż ją zamurowało.
-Jacek?-wydusiła z siebie po chwili.-Co tu się stało?
-Emm zrobiliśmy śniadanie...
-Śniadanie... A ten bałagan?
Lenka popatrzyła na ojca i zaczęła się śmiać.
-No to... taki... emm taki mały wypadek był...
-Ehh was to strach gdziekolwiek samych zostawić. Jak mnie nie ma, to od razu własnej kuchni nie mogę poznać.
-Oj kochanie...
-Co kochanie? Was nie można z oka spuścić.
-My to wszystko zaraz posprzątamy.
-No mam taką nadzieję. Ja idę pod prysznic-oznajmiła wychodząc z pomieszczenia.
Jacek wziął się za sprzątanie. Kiedy Ola wyszła z łazienki, wszystko było już gotowe.
*Ola*
Wyszłam z łazienki i udałam się do kuchni. Tym razem widok mnie mile zaskoczył. Wszystko było wysprzatane. Na stole stało śniadanie. W powietrzu unosił się piękny zapach. Jacek i Lenka stali przy stole i patrzyli na mnie. Uśmiechnęłam się lekko do nich.
-Gniewasz się jeszcze?-spytał Jacek ze smutną minką.
-Jak mogłabym się gniewać na takie słodziaki?-podeszłam do nich i pocałowałam Jacka w usta.
-Zapraszam na śniadanko-powiedział.
Usiedliśmy przy stole. Jacek zajął miejsce z mojej lewej strony, a Lenka siedziała na przeciwko mnie, z lewej strony Jacka.
-Ja się zastanawiam, kto zrobił ten cały bałagan. Co?
-Tata..-powiedziała ze śmiechem Lena.
-Osz ty mała zdrajczynio-Jacek połaskotał dziewczynkę.
-Oj nie ładnie Jacuś. Widzisz, i tak się wydało-zaśmiałam się.
-Ej no.. ona kłamie. Komu wierzysz, mi czy jej?-spytał, zbliżając do mnie swoją twarz. Zaczął mnie namiętnie całować. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Jacek spojrzał mi w oczy, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać.
Potem wróciliśmy do jedzenia śniadania.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
Kiedy Jacek skończył robić naleśniki, zabrali się za sprzątanie. Nie było łatwo uporać się z taką bielą. Mieli nadzieję, że uda im się sprzątać zanim Ola wstanie. Starali się jak tylko mogli, ale to nic nie dało. Olę obudził hałas dochodzący z kuchni. Zeszła na dół. To co tam zobaczyła, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Stanęła w drzwiach i aż ją zamurowało.
-Jacek?-wydusiła z siebie po chwili.-Co tu się stało?
-Emm zrobiliśmy śniadanie...
-Śniadanie... A ten bałagan?
Lenka popatrzyła na ojca i zaczęła się śmiać.
-No to... taki... emm taki mały wypadek był...
-Ehh was to strach gdziekolwiek samych zostawić. Jak mnie nie ma, to od razu własnej kuchni nie mogę poznać.
-Oj kochanie...
-Co kochanie? Was nie można z oka spuścić.
-My to wszystko zaraz posprzątamy.
-No mam taką nadzieję. Ja idę pod prysznic-oznajmiła wychodząc z pomieszczenia.
Jacek wziął się za sprzątanie. Kiedy Ola wyszła z łazienki, wszystko było już gotowe.
*Ola*
Wyszłam z łazienki i udałam się do kuchni. Tym razem widok mnie mile zaskoczył. Wszystko było wysprzatane. Na stole stało śniadanie. W powietrzu unosił się piękny zapach. Jacek i Lenka stali przy stole i patrzyli na mnie. Uśmiechnęłam się lekko do nich.
-Gniewasz się jeszcze?-spytał Jacek ze smutną minką.
-Jak mogłabym się gniewać na takie słodziaki?-podeszłam do nich i pocałowałam Jacka w usta.
-Zapraszam na śniadanko-powiedział.
Usiedliśmy przy stole. Jacek zajął miejsce z mojej lewej strony, a Lenka siedziała na przeciwko mnie, z lewej strony Jacka.
-Ja się zastanawiam, kto zrobił ten cały bałagan. Co?
-Tata..-powiedziała ze śmiechem Lena.
-Osz ty mała zdrajczynio-Jacek połaskotał dziewczynkę.
-Oj nie ładnie Jacuś. Widzisz, i tak się wydało-zaśmiałam się.
-Ej no.. ona kłamie. Komu wierzysz, mi czy jej?-spytał, zbliżając do mnie swoją twarz. Zaczął mnie namiętnie całować. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Jacek spojrzał mi w oczy, po czym oboje zaczęliśmy się śmiać.
Potem wróciliśmy do jedzenia śniadania.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
wtorek, 5 kwietnia 2016
123. "Z bliską osobą żadna droga nie straszna."
Po śniadaniu całą trójką pojechali na cmentarz. Kupili kwiaty i znicze, po czym wolnym krokiem ruszyli w kierunku grobu Magdy. Ola położyła kwiaty na pomniku, a Jacek zapalił znicze. Po chwili ustali i po cichu odmówili modlitwę. Blondyn stał wpatrzony w napis na grobie.
Momentalnie jego oczy pokryła szklana tafla łez. Powoli jedna za drugą zaczęły spływać po jego policzkach. Próbował je zatrzymać, ale nie mógł. Nie dawał rady. Tak bardzo mu jej brakuje, tak bardzo za nią tęskni. Boli go jej śmierć... Nadal nie może się z tym pogodzić...
Jacek złapał córeczkę za rączkę. Drugą ręką objął Olę. Kobieta wtuliła się w męża. Delikatnie pocałował ją w czoło. Chwilę później również w oczach Oli pojawiła się bezbarwna ciecz. Stali tak przez kilkanaście minut. Potem wolniutko odeszli od grobu. Jacek jeszcze raz odwrócił się, by ujrzeć pomnik, po czym opuścili bramy cmentarza. Z bólem w sercu otarł ostatnią łzę.
Kilkanaście minut później spowrotem byli w domu. Ola przygotowała się do pracy. Służbę zaczynała o 12. Jacek dziś miał wolne, więc został z Lenką w domu. Za piętnaście dwunasta policjantka wyruszyła do pracy. Dzień minął im bardzo spokojnie.
"Nie umiera ten, kto trwa w sercach i pamięci naszej."
Momentalnie jego oczy pokryła szklana tafla łez. Powoli jedna za drugą zaczęły spływać po jego policzkach. Próbował je zatrzymać, ale nie mógł. Nie dawał rady. Tak bardzo mu jej brakuje, tak bardzo za nią tęskni. Boli go jej śmierć... Nadal nie może się z tym pogodzić...
Jacek złapał córeczkę za rączkę. Drugą ręką objął Olę. Kobieta wtuliła się w męża. Delikatnie pocałował ją w czoło. Chwilę później również w oczach Oli pojawiła się bezbarwna ciecz. Stali tak przez kilkanaście minut. Potem wolniutko odeszli od grobu. Jacek jeszcze raz odwrócił się, by ujrzeć pomnik, po czym opuścili bramy cmentarza. Z bólem w sercu otarł ostatnią łzę.
"Śmierć jest straszna, ale nie dla tych, którzy odchodzą, tylko dla tych, którzy zostają."
"Kiedy już opuszczam bramy cmentarza...
Zmarłe dusze żegnam powoli...
Nie proszę Boga o życie, ale mam nadzieję...
Że za rok przyjść mi tu pozwoli..."
CZTERY MIESIĄCE PÓŹNIEJ
Życie Oli i Jacka wróciło do normalności. Mężczyzna w końcu pogodził się ze śmiercią siostry. Zrozumiał, że już nie cofnie czasu, choć bardzo by chciał. Bardzo za nią tęskni, ale nic nie może zrobić. Mimo że najchętniej by się zabił, to wie, że nie może tego zrobić. Ma dla kogo żyć. Ma rodzinę, którą bardzo kocha. Może i on wtedy przestałby cierpieć, ale cierpieliby jego najbliżsi, a tego nie chce. Wie, że może na nich liczyć, i że zawsze mu pomogą. Jest grudzień i wielkimi krokami zbliżają się święta. To trudny czas, gdy przy wigilijnym stole brakuje kogoś z bliskich.
Życie Oli i Jacka wróciło do normalności. Mężczyzna w końcu pogodził się ze śmiercią siostry. Zrozumiał, że już nie cofnie czasu, choć bardzo by chciał. Bardzo za nią tęskni, ale nic nie może zrobić. Mimo że najchętniej by się zabił, to wie, że nie może tego zrobić. Ma dla kogo żyć. Ma rodzinę, którą bardzo kocha. Może i on wtedy przestałby cierpieć, ale cierpieliby jego najbliżsi, a tego nie chce. Wie, że może na nich liczyć, i że zawsze mu pomogą. Jest grudzień i wielkimi krokami zbliżają się święta. To trudny czas, gdy przy wigilijnym stole brakuje kogoś z bliskich.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Jak Jacek zniesie pierwsze święta po śmierci siostry?
Pozdrawiam
piątek, 1 kwietnia 2016
122. "Niewiedza, co dzieje się z bliską osobą, boli bardziej niż rozstanie."
-Jacek?-powtórzyła.
Blondyn popatrzył na ukochaną. Złapał ją za rękę.
-Usiądź-powiedział.
Ola wykonała jego polecenie.
-Co się dzieje?
-Chłopaki znaleźli zeszyt.
-Jaki zeszyt?
-Magda... pisała w nim.. wszytko... wszytko od śmierci Pawła...-mówił przez łzy.
-I... co tam było?-spytała niepewnie.
-Wszystko...-spojrzał jej w oczy i zaczął opowiadać.-Po śmierci Pawła... przyszli do niej. Powiedzieli, że musi spłacić za niego długi... Zaczęła dla nich pracować... Tak jak Paweł sprzedawała kradzione błyskotki... Robiła wszystko, co chcieli... pomagała im. Aż... pewnego dnia... przypadkiem.. przypadkiem odkryła, że to... że właśnie oni zabili jej chłopaka.. Poszła do nich, powiedziała, że już nic nie będzie dla nich robić, i że... że idzie z tym na policję. Wtedy......-nastała dłuższa chwila milczenia. Jacek patrzył ciągle w podłogę, a Ola patrzyła na niego.-....Rzucili się na nią. Pobili ją i....-spojrzał kątem oka na bawiącą się córkę.-Jeden z nich... zgwałcił ją.......... Potem ją zastraszali i jeszcze kilkukrotnie pobili... Przez wiele dni myślała o... samobójstwie. Kiedy od nich uciekła.. nie mogła normalnie żyć... nękali ją sms-ami. Aż w końcu... miała już tego dość... przyjechała tu... po to, żeby zobaczyć nas ostatni raz... A potem.....-w tym momecie jego emocje sięgnęły już zenitu. Nie wytrzymał. Rozpłakał się. Zaczął płakać jak małe dziecko.
Ola przytuliła mocno Jacka. To co usłyszała wyprowadziło ją z równowagi. Nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Słyszała wiele różnych historii, ale nigdy nie sądziła, że coś takiego może spotkać kogoś z jej bliskich...
Mała Lanka przez chwilę przyglądała się całej sytuacji. Po chwili podeszła do rodziców. Wdrapała się na kolana Jacka.
-Tata...-powiedziała cichutko.
Blondyn objął córeczkę ramieniem.
-Kocham Cię skarbie... kocham Was-pocałował Olę w policzek.
Ola zaczęła delikatnie ocierać łzy Jacka. Siedzieli tak przez kilkanaście minut. Wokół panowała cisza. W końcu przerwała ją Lena.
-Mama.. głodna...
Ola uśmiechnęła się lekko do córki.
-Zjesz coś?-zwróciła się do męża.
Blondyn przecząco pokręcił głową.
-Jacek... jesteś zmęczony... idź się połóż.
Mężczyzna spojrzał na Aleksandrę. Po chwili wolnym krokiem ruszył po schodach na górę.
Następnego ranka
Jacek obudził się koło ósmej. Udał się do kuchni, gdzie były już Ola i Lenka. Kobiety jadły śniadanie.
-Hej-przywitał się i usiadł przy stole.
-Jak się czujesz?-spytała.
Blondyn wzruszył ramionami.
-Potrzebowała pomocy...
-Jacek, nie możesz się obwiniać.
-Wiesz co... ten Paweł... to nie był jakiś gangster czy coś... Był lekarzem. Dopiero potem.. spotkał tych...
-Nie myśl już o tym..
-Tęsknię za nią.
Ola spojrzała na męża ze współczuciem. Nie lubiła, gdy jest smutny. Bardzo chciała mu pomóc. Chciała go pocieszyć, sprawić, by znów był szczęśliwy i się uśmiechał. Jednak to nie było takie proste. W końcu stracił siostrę. Ciężko jest się pogodzić ze śmiercią najbliższych osób.
-Jacek, może... pojedziemy na cmentarz...
Jacek uśmiechnął się lekko.
-Dziękuję-szepnął.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
Blondyn popatrzył na ukochaną. Złapał ją za rękę.
-Usiądź-powiedział.
Ola wykonała jego polecenie.
-Co się dzieje?
-Chłopaki znaleźli zeszyt.
-Jaki zeszyt?
-Magda... pisała w nim.. wszytko... wszytko od śmierci Pawła...-mówił przez łzy.
-I... co tam było?-spytała niepewnie.
-Wszystko...-spojrzał jej w oczy i zaczął opowiadać.-Po śmierci Pawła... przyszli do niej. Powiedzieli, że musi spłacić za niego długi... Zaczęła dla nich pracować... Tak jak Paweł sprzedawała kradzione błyskotki... Robiła wszystko, co chcieli... pomagała im. Aż... pewnego dnia... przypadkiem.. przypadkiem odkryła, że to... że właśnie oni zabili jej chłopaka.. Poszła do nich, powiedziała, że już nic nie będzie dla nich robić, i że... że idzie z tym na policję. Wtedy......-nastała dłuższa chwila milczenia. Jacek patrzył ciągle w podłogę, a Ola patrzyła na niego.-....Rzucili się na nią. Pobili ją i....-spojrzał kątem oka na bawiącą się córkę.-Jeden z nich... zgwałcił ją.......... Potem ją zastraszali i jeszcze kilkukrotnie pobili... Przez wiele dni myślała o... samobójstwie. Kiedy od nich uciekła.. nie mogła normalnie żyć... nękali ją sms-ami. Aż w końcu... miała już tego dość... przyjechała tu... po to, żeby zobaczyć nas ostatni raz... A potem.....-w tym momecie jego emocje sięgnęły już zenitu. Nie wytrzymał. Rozpłakał się. Zaczął płakać jak małe dziecko.
Ola przytuliła mocno Jacka. To co usłyszała wyprowadziło ją z równowagi. Nie mogła uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszała. Słyszała wiele różnych historii, ale nigdy nie sądziła, że coś takiego może spotkać kogoś z jej bliskich...
Mała Lanka przez chwilę przyglądała się całej sytuacji. Po chwili podeszła do rodziców. Wdrapała się na kolana Jacka.
-Tata...-powiedziała cichutko.
Blondyn objął córeczkę ramieniem.
-Kocham Cię skarbie... kocham Was-pocałował Olę w policzek.
Ola zaczęła delikatnie ocierać łzy Jacka. Siedzieli tak przez kilkanaście minut. Wokół panowała cisza. W końcu przerwała ją Lena.
-Mama.. głodna...
Ola uśmiechnęła się lekko do córki.
-Zjesz coś?-zwróciła się do męża.
Blondyn przecząco pokręcił głową.
-Jacek... jesteś zmęczony... idź się połóż.
Mężczyzna spojrzał na Aleksandrę. Po chwili wolnym krokiem ruszył po schodach na górę.
Następnego ranka
Jacek obudził się koło ósmej. Udał się do kuchni, gdzie były już Ola i Lenka. Kobiety jadły śniadanie.
-Hej-przywitał się i usiadł przy stole.
-Jak się czujesz?-spytała.
Blondyn wzruszył ramionami.
-Potrzebowała pomocy...
-Jacek, nie możesz się obwiniać.
-Wiesz co... ten Paweł... to nie był jakiś gangster czy coś... Był lekarzem. Dopiero potem.. spotkał tych...
-Nie myśl już o tym..
-Tęsknię za nią.
Ola spojrzała na męża ze współczuciem. Nie lubiła, gdy jest smutny. Bardzo chciała mu pomóc. Chciała go pocieszyć, sprawić, by znów był szczęśliwy i się uśmiechał. Jednak to nie było takie proste. W końcu stracił siostrę. Ciężko jest się pogodzić ze śmiercią najbliższych osób.
-Jacek, może... pojedziemy na cmentarz...
Jacek uśmiechnął się lekko.
-Dziękuję-szepnął.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
środa, 30 marca 2016
121. Historia w zeszycie
Ola, Jacek i Lena siedzieli przy stole jedząc obiad. Każdy miał dobry humor. Cieszyli się, że są razem. Nic poza tym się nie liczyło... Niespodziewanie usłyszeli dzwonek do drzwi. Jacek lekko uśmiechnął się do żony i wstał od stołu. Poszedł otworzyć. To był Marcin.
-Cześć-powiedział wesoło Jacek.
-Cześć.
-Co jest?
-Masz teraz czas?
Jacek spojrzał w kierunku kuchni.
-Yyy tak..-odpowiedział po chwili zastanowienia.
-Bo.. mamy coś co powinno Cię zainteresować.
-Co takiego?
-Jedź ze mną na komendę, to się dowiesz.
-Dobra, zaraz będę.
Jacek poszedł do kuchni. Wziął z szafki telefon i klucze. Ola popatrzyła na niego.
-Jacek?
-Skarbie, muszę jechać na komendę.
-Po co?
-Nie wiem. Marcin mówi, że mają coś nowego. Niedługo wrócę-oznajmił całując żonę.-Papa córcia-dodał posyłając dziewczynce uśmiech.
Po chwili razem z Marcinem wyszli z mieszkania. Wsiedli do auta i ruszyli w stronę komendy. Kilkanaście minut później byli na miejscu. Oboje poszli do pokoju Zielińskiego. Tam mężczyzna wyjął z szafki przezroczystą torebkę, w której znajdował się jakiś zeszyt. Marcin podał Jackowi rękawiczki. Kiedy Jacek je założył, wziął zeszyt do ręki.
-Co to?-zapytał.
-Po śmierci tego Pawła, Magda zaczęła pisać pamiętnik. Widać była samotna, nie miała się do kogo odezwać. Na początku opisuje ból po jego śmierci, ale... potem pisze o tym, co wydarzyło się w jej życiu, kiedy jego już nie było. Dobra... czytaj.
Blondyn otworzył zeszyt. Zaczął czytać. Marcin siedział naprzeciwko niego i go obserwował. Jacka coraz bardziej pochłaniały czytane słowa. Kiedy czytał, łzy napływały mu do oczu. Był wstrząśnięty tą historią. Gdy skończył czytać, położył zeszyt na biurku. Był cały blady. Po jego policzkach spływały łzy.
-Jacek?
-To niemożliwe... Dlaczego? Dlaczego ją to spotkało? Za co?-mówił drżącym głosem.
-Jacek... wiem, że jest Ci ciężko, ale... uspokuj się... Odwiozę Cię do domu.
Po chwili jechali już do domu Nowaków. Przez całą drogę w aucie panowała cisza. Gdy byli na miejscu, Jacek wysiadł z samochodu, a Marcin odjechał. Blondyn wolnym krokiem poszedł do domu. Ola i Lenka bawiły się w salonie. Chwilę później pojawił się tam Jacek. Usiadł na kanapie i schował twarz w dłonie. Kobieta spojrzała na męża.
-Jacek... co się stało?-spytała.
Mężczyzna podniósł głowę do góry. W oczach miał łzy.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Jak myślicie, jaką historię kryje zeszyt?
Pozdrawiam
-Cześć-powiedział wesoło Jacek.
-Cześć.
-Co jest?
-Masz teraz czas?
Jacek spojrzał w kierunku kuchni.
-Yyy tak..-odpowiedział po chwili zastanowienia.
-Bo.. mamy coś co powinno Cię zainteresować.
-Co takiego?
-Jedź ze mną na komendę, to się dowiesz.
-Dobra, zaraz będę.
Jacek poszedł do kuchni. Wziął z szafki telefon i klucze. Ola popatrzyła na niego.
-Jacek?
-Skarbie, muszę jechać na komendę.
-Po co?
-Nie wiem. Marcin mówi, że mają coś nowego. Niedługo wrócę-oznajmił całując żonę.-Papa córcia-dodał posyłając dziewczynce uśmiech.
Po chwili razem z Marcinem wyszli z mieszkania. Wsiedli do auta i ruszyli w stronę komendy. Kilkanaście minut później byli na miejscu. Oboje poszli do pokoju Zielińskiego. Tam mężczyzna wyjął z szafki przezroczystą torebkę, w której znajdował się jakiś zeszyt. Marcin podał Jackowi rękawiczki. Kiedy Jacek je założył, wziął zeszyt do ręki.
-Co to?-zapytał.
-Po śmierci tego Pawła, Magda zaczęła pisać pamiętnik. Widać była samotna, nie miała się do kogo odezwać. Na początku opisuje ból po jego śmierci, ale... potem pisze o tym, co wydarzyło się w jej życiu, kiedy jego już nie było. Dobra... czytaj.
Blondyn otworzył zeszyt. Zaczął czytać. Marcin siedział naprzeciwko niego i go obserwował. Jacka coraz bardziej pochłaniały czytane słowa. Kiedy czytał, łzy napływały mu do oczu. Był wstrząśnięty tą historią. Gdy skończył czytać, położył zeszyt na biurku. Był cały blady. Po jego policzkach spływały łzy.
-Jacek?
-To niemożliwe... Dlaczego? Dlaczego ją to spotkało? Za co?-mówił drżącym głosem.
-Jacek... wiem, że jest Ci ciężko, ale... uspokuj się... Odwiozę Cię do domu.
Po chwili jechali już do domu Nowaków. Przez całą drogę w aucie panowała cisza. Gdy byli na miejscu, Jacek wysiadł z samochodu, a Marcin odjechał. Blondyn wolnym krokiem poszedł do domu. Ola i Lenka bawiły się w salonie. Chwilę później pojawił się tam Jacek. Usiadł na kanapie i schował twarz w dłonie. Kobieta spojrzała na męża.
-Jacek... co się stało?-spytała.
Mężczyzna podniósł głowę do góry. W oczach miał łzy.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Jak myślicie, jaką historię kryje zeszyt?
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















