czwartek, 19 maja 2016

Epilog

Wszystko na świecie przemija powoli,
radość, smutek i to, co boli.
Wszystko przemija, tak chce przeznaczenie, 
pozostaje jedno — wspomnienie...

Życie jest pełne niespodzianek. Tych miłych, jak i niestety też tych złych. Na niektóre z nich nie mamy wpływu. Niektórym możemy zapobiec. Nie jest to jednak takie proste, jak może się wydawać. Zdarza się, że kiedy chcemy oddalić od siebie nieszczęście, jeszcze bardziej komplikujemy sobie życie. Wtedy czujemy się bezradni, ale nie chcemy pokazywać swoich słabości. Upaść jest rzeczą ludzką. Ale trzeba się podnieść. Nie możemy się poddawać. Musimy walczyć. Wokół otacza nas wielu ludzi, którzy chcą nam zaszkodzić, ale na pewno znajdzie się również ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń. Ktoś, dla kogo staniesz się całym światem. Ktoś, dla kogo zechcesz walczyć.

Znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć.

Ona również znalazła takiego "kogoś". Dzięki niemu znalazła odwagę. On pomógł jej się podnieść. Razem przeszli tak wiele. Spotkało ich wiele nieprzyjemnych "niespodzianek". Mimo wszystko dali sobie radę. Bo mieli siebie. To było najważniejsze. Razem na zawsze...
Po śmierci córki i próbie samobójczej Ola wraz z Jackiem regularnie uczęszcza na terapię. Psycholog pomaga jej, jaki i jemu uporać się i pogodzić z przeszłością. Pomaga im pozbierać się po tych tragicznych wydarzeniach. Z każdym dniem jest coraz lepiej. Życie Nowaków powoli wraca do normalności. Ola na razie skupia się na domu i dzieciach. Wkrótce zamierz jednak wrócić do pracy. Dzieci szybko rosną. Trzyipółletnia Lenka niedługo pójdzie do przedszkola. Mały Mateuszek zaraz skończy siedem miesięcy. Marta, opiekunka Leny, miała teraz zająć się synkiem małżeństwa. Ola i Jacek mogli również w pełni liczyć na pomoc rodziców. Wszystko było na dobrej drodze, wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Przed nimi jeszcze wiele dni, miesięcy, lat. Na pewno natkną się jeszcze na jakieś problemy, ale skoro tyle już przeszli, czy poddadzą się, będąc już tak blisko celu?


***
I tak oto dobrneliśmy do końca... 
Chciałam Wam wszystkim bardzo podziękować, za te 70 tysięcy wyświetleń, za wiele miłych komentarzy i przede wszystkim za to, że w ogóle czytaliście moje opowiadania. 
Dziękuję...

środa, 18 maja 2016

145. "Jestem przy Tobie..."

Wiem tylko, że wszystko się zmienia...
Coś jest, a później tego nie ma...

Mijały minuty. W końcu drzwi od łazienki zostały otwarte siłą. Blondyn wszedł do środka. Ten widok go przeraził.
-Ola...
Kobieta spojrzała na niego ze łzami w oczach.
-Kochanie... odłóż to...
-Ja już nie mam siły... Nie mam siły żyć...
-Co Ty mówisz?-ukucnął obok niej.-Nie możesz się poddać, rozumiesz? Nie możesz.
W drzwiach stanął Wojciech. Był przerażony.
-Ola, proszę Cię... jesteś nam potrzebna... Nie możesz się zabić! Odłóż to!
Ola zacisnęła mocniej w dłoni żyletkę. Jacek złapał ją za nadgarstek. Wyjął jej z rąk mały przedmiot, którym chciała odebrać sobie życie. Kobieta zaczęła płakać.
-Nie możesz tego zrobić!
-Nie mam już po co żyć.
-Czy Ty się do cholery słyszysz?! Słyszysz co Ty mówisz?! Masz dzieci! Lenkę, Mateusza!
-Nie krzycz-wtrącił się zapłakany ojciec Oli.
-Naprawdę chcesz nas zostawić?Dlatego, że Zuzia nie żyje? Uwierz, że mi też jest ciężko, bo to była również moja córka!-krzyczał przez łzy.-Ale próbuję się jakoś pozbierać... Bez Ciebie nie dam sobie rady! Kocham Cię!! Rozumiesz?!?! Rozumiesz?!?
Ola twierdząco kiwnęła głową.
-Ja też Cię kocham-łzy spływały po jej policzkach.-Nie zostawiaj mnie...
Jacek przytulił mocno Olę do siebie.
-Już dobrze... Jestem przy Tobie... Zawsze będę...
Ola wtuliła się w klatkę piersiową blondyna. Mężczyzna głaskał ją ręką po plecach. Kiedy kobieta trochę się uspokoiła, delikatnie odsunął się od niej.
-Pokaż rękę-Ola bez zastanowienia pokazała Jackowi nadgarstek.-Trzeba to opatrzyć.
Wysocki podał mu apteczkę, a Nowak szybko i sprawnie opatrzył ranę. Potem pomógł Oli wstać. Tej jednak zakręciło się w głowie i prawie upadła. Jacek wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Położył na łóżku.
-Jesteś zmęczona-szepnął, całując ją w czoło.-Śpij.
Blondyn nakrył Olę kołdrą i po cichu wyszedł z pokoju. Kobieta zasnęła.
***


wtorek, 17 maja 2016

144. "Otwórz!"

Pełno nas, 
a jakoby nikogo nie było, 
jedną maluczką duszyczką, 
tak wiele ubyło.

Nastał kolejny dzień. Kolejny, smutny, szary dzień. Jacka obudziły promienie słońca, przedzierające się przez zasłonę. Spojrzał na Olę. Kobieta leżała zamyślona, wpatrzona w sufit. Blondyn spojrzał na zegarek. Było tuż przed siódmą.
-Nie śpisz już?-spytał.
Ola pokręciła głową.
-Zjesz coś?
Policjantka zaprzeczyła ruchem głowy. Blondyn wstał i udał się do kuchni. Tam zastał swoich rodziców i dzieci. Ojciec Jacka pilnował Mateusza i bawił się z Lenką, a jego mama przygotowywała śniadanie.
-Cześć-przywitał się.
-Ola śpi?
-Nie i wątpię, że w ogóle zasnęła w nocy.
Pół godziny później posiłek był już gotowy. Jacek udał się do sypialni po Olę.
-Kochanie-zaczął.-Chodź na śniadanie.
-Nie chcę.
-Proszę Cię, chodź.
Ola niechętnie podniosła się z łóżka. Blondyn złapał ją za rękę i razem zeszli na dół. Zasiedli przy stole. Ola wzięła do ręki kubek z kawą i upiła łyk, a Jacek wmusił w siebie kanapkę.
-Jedz-powiedział do żony. Kobieta spojrzała na niego.-Proszę...-Ola zaczęła jeść.
Po śniadaniu przyszedł do nich Wysocki. Mijała minuta za minutą. Czas im się dłużył. Nie wiedzieli co mają robić. W domu było dziwnie cicho. Kiedy Mateusz zaczynał płakać, mama Jacka brała go na ręce i uspokajała, a w oczach Oli pojawiały się łzy. Wtedy Jacek przytulał ją do siebie.
Zbliżała się piętnasta. W domu Nowaków znowu rozległ się płacz chłopca. Ola patrzyła przed siebie, a jej oczy powoli stawały się mokre.
*Ola*
Nie wytrzymałam już tego. Wstałam i udałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Stanęłam przed lustrem. Wyglądałam okropnie. Zastanawiałam się, dlaczego moje życie jest takie trudne. Usiadłam na podłodze, opierając się o wannę. Wzięłam do ręki żyletkę. Zaczęłam się jej przyglądać. Trwało to może jakieś siedem minut. W końcu stwierdziłam, że tak będzie lepiej. Przyłożyłam ostrze do nadgarstka. Delikatnie przejechałam nim po skórze. Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
-Ola...-usłyszałam ciepły głos Jacka.-Ola... Ola? Otwórz! Ola!?-mówił coraz głośniej.
Spojrzałam na swoją rękę. Wykonałam kolejne cięcie. Tym razem mocniej. Z rany powoli zaczęły wypływać kropelki krwi. Z każdą chwilą było ich coraz więcej.

Po śmierci własnego dziecka, 
matki nie może spotkać już nic gorszego.




***
Witajcie w 144 rozdziale. Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się podobało. 
Muszę Was poinformować, że następny rozdział będzie ostatnim. Pojawi się również epilog. 
Pozdrawiam

niedziela, 15 maja 2016

143. Cierpienie

Pogrzeb... Ostatnie pożegnanie... Trudny czas... Smutek... Ból... Rozpacz... Strach... Strach przed tym, co będzie dalej...

Patrząc na ciemność lub śmierć,
boimy się nieznanego - niczego więcej.

Dziś mała grupka ludzi zebrała się na cmentarzu, by pożegnać Zuzię. To bardzo wyjątkowa i bardzo smutna chwila. Obecna jest tylko najbliższa rodzina: rodzice, dziadkowie i Lenka. Stoją przy małej trumience, w której znajduje się ciało dziewczynki. Maleńkiej, niewinnej, bezbronnej dziewczynki. Kapłan kropi trumnę wodą. Następnie zostaje ona spuszczona w głęboki dół.

Najgorszy dźwięk na świecie, to odgłos,
gdy trumna z kimś bliskim 
Powoli dotyka ziemi.

Dziadkowie zmarłej Zuzi odchodzą wraz z Lenką. Rodzice zostają sami. Stoją wtuleni w siebie. Zapada głęboka cisza... Łzy spływają po ich policzkach, ale już nikt nie krzyczy. Żegnają dziecko chwilą ciszy.

Aniołku, przyszedłeś na ziemię 
tylko na chwilę, po to, 
by na zawsze pozostać w naszych sercach.

Pojawia się jeszcze większy ból. Ból w sercach zapłakanych rodziców. Garstka ziemi pada na trumnę. Potem następna i następna. Powoli znika w głębi ziemi. Słychać krzyk Oli. Jacek przytula ją mocno. Sam głośno płacze. Kilka dni temu przyszła na świat, a dziś muszą się z nią żegnać... Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe?
Powoli odchodzą od grobu. Ostatnie spojrzenie i opuszczają cmentarz. Wracają do domu, gdzie czekają już rodzice Jacka, ojciec Oli, Lenka i Mateusz. Siadają na kanapie. W domu panuje martwa cisza, którą przerywa płacz dziecka. Mama Jacka idzie do małego, a Ola zaczyna płakać. Blondyn przytula do siebie żonę.
Mija godzina za godziną, a oni nadal tak siedzą, jakby czekali na śmierć... Nodchodzi noc. Wszyscy zasypiają... No prawie wszyscy. Ola leży w łóżku i patrzy w sufit.  Nie może zasnąć. Nie może odpędzić od siebie myśli o śmierci dziecka. I znowu łzy spływają po jej policzkach. 

sobota, 14 maja 2016

142. "Żeby miłość mogła uzdrawiać, a łzy wskrzeszać, żyłabyś Córeczko wśród nas."

*Ola*
Obudziłam się na szpitalnym łóżku. Obok mnie siedział Jacek ze łzami w oczach. Trzymał mnie za rękę. Nie pamiętałem zupełnie, co się stało.
-Jacek... Co się stało?
-Straciłaś przytomność. To przez ten stres... twoje serce tak szybko biło, że nie pompowało równomiernie krwi do organizmu. Szybka pomoc Cię uratowała. Tak się o Ciebie bałem...
Zaczęłam się nad tym zastanawiać i już po chwili zaczęłam sobie uświadamiać, co takiego wydarzyło się przed chwilą.

Obejmuje Cię ból i smutek, jeżeli
bliską Ci osoba umiera,
i uświadamiają sobie,
że już nigdy jej nie zobaczysz.

-Jacek... powiedz, że to nie prawda. Powiedz, że ona żyje...
-Chciałbym-powiedział i mocniej zacisnął moją rękę.
-Chcę ją zobaczyć...
Jacek spojrzał na mnie. Po chwili wstał i wyszedł z sali. Zostałam sama. Po kilku minutach w sali znowu pojawił się Jacek.
-Jesteś gotowa?-spytał.
Po chwili zastanowienia kiwnęłam twierdząco głową. Blondyn wziął mnie za rękę i powoli udaliśmy się na inną salę. Właśnie tam ujrzałam moje maleństwo. Pierwszy raz wzięłam je na ręce. Wreszcie mogłam przytulić moją córeczkę. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Jacek podszedł do mnie. Przytulił mnie i delikatnie położył dłoń na główce Zuzi. Z jego oczu również poleciały łzy.
-Kocham Cię-szepnęłam do dziecka.

Widocznie mało aniołków
jest w niebie, 
skoro Bóg zabrał nam
Ciebie.

Jacek lekko mnie pocałował, a potem zamknął oczy i przyłożył twarz do mojego policzka. Czułam jego łzy na swojej skórze.
Kiedy wróciliśmy do sali, położyłam się na łóżku. Zaczęłam płakać. Jacek przytulił mnie mocno. Nie mogłam się uspokoić. Godzinę później byłam już tak zmęczona, że zasnęłam.
*Jacek*
Ola zasnęła. Siedziałem ciągle przy niej i patrzyłem na nią. Nie wiedziałem, co mam robić. Nie chcę, żeby tak cierpiała. Nienawidzę, kiedy jest smutna. Kiedyś obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by była szczęśliwa. Myślałem, że mi się to uda, ale los mi wcale nie pomaga. Ciągle spotyka nas jakieś nieszczęście.
Zauważyłem, że Ola wierci się niespokojne. Złapałem ją za rękę, a wtedy obudziła się. Była bardzo przerażona. Spojrzała na mnie i znowu zaczęła płakać. Ponownie ją przytuliłem.
-Wszystko się ułoży...-szepnąłem.
Nie wiem, jak to będzie. Sam jestem załamany. Przecież to było nasze dziecko. Mam ochotę się upić, ale nie mogę. Muszę być silny. Ola mnie potrzebuje.... A ja potrzebuję jej. Razem na pewno damy radę.
Następnego dnia wypisano Ola ze szpitala i razem z małym Mateuszkiem wróciliśmy do domu. Weszliśmy do pokoju przygotowanego dla dzieci. Widok dwóch łóżeczek i różowo-niebieskich ścian sprawił, że mieliśmy łzy w oczach. Poszedłem przygotować śniadanie. Pół godziny później siedzieliśmy przy stole. Ola prawie nic nie zjadła. Bardzo mnie to zmartwiło. Tuż przed jedenastą przyjechali rodzice z Lenką. Porozmawialiśmy chwilę. Trzeba było załatwić sprawy związane z pogrzebem. Ustaliliśmy, że zajmie się tym mój ojciec wraz z ojcem Oli. Ani ja, ani Ola nie byliśmy w stanie o tym myśleć. Wszystko doprowadzało nas do łez.
Siedziałem na kanapie. Obok mnie Ola. Głowę miała ułożoną na moim ramieniu. Mateusz spał w łóżeczku. Lenka i moja mama siedzieli przy nim. Po chwili Lenka przyszła do nas i usiadła mi na kolanach. Miała dopiero trzy latka i nie wiedziała, co się stało, ale widząc nas, w jej małych oczkach również pojawiały się łzy. Przytuliła się do mnie, a Ola złapała ją za rączkę.

piątek, 13 maja 2016

141. Operacja

*Jacek*
Po dwudziestu minutach przebijania się przez miasto, dotarłem na miejsce. Czym prędzej wbiegłem do środka. Przed salą siedziała zapłakana Ola. Usiadłem obok niej i złapałem za rękę.
-Ola, co się dzieje? Co się stało?
-Ja... Jacek... siedziałam przy niej... nagle... Nie wiem, co się stało... Coś zaczęło piszczeć... Wbiegły pielęgniarki i lekarz. Zabrali ją na jakąś inną salę. Nie wpuścili mnie tam... Nie wiem, co jej tam robią-mówiła przez łzy.-Jacek.. ja się boję.
-Kochanie... będzie... będzie dobrze-starałem się jakoś ją pocieszyć, choć sam byłem załamany. Bałem się, że.. że Zuzia..... To nie może być prawda.
Poszliśmy pod salą, na którą zabrali Zuzię, a gdzie nie wpuszczono Oli. Akurat wychodziła stamtąd jakąś pielęgniarka.
-Przepraszam panią, co tam się dzieje? Co z moją córką?
-Wystąpiło zatrzymanie pracy serca. Lekarze walczą o życie małej. Potrzebna jest natychmiastowa operacja, ale są marne szanse, że ona ją przeżyje.
-Niech operują!


Byłem w szoku. Moja córka tam umiera, a ja siedzę tu i nic nie mogę zrobić. Cholera jasna! To nie może się tak skończyć.
Spojrzałem na Olę. Stała oparta o ścianę. Była cała blada, tylko oczy czerwone, napuchnięte od płaczu. Podszedłem do niej. Delikatnie dotknąłem dłonią do jej twarzy. Spojrzała mi prosto w oczy. W jej oczach ujrzałem ból, rozpacz, strach. Objałem ją i mocno przytuliłem do siebie. Staliśmy tak kilka minut, a później usiedliśmy na krzesłach. Ola oparła głowę o moje ramię. Ja delikatnie gładziłem ją ręką po włosach. Czas mijał... Każda minuta wydawała mi się godziną. Po pewnym czasie zorientowałem się, że Ola zasnęła. Co się dziwić, była taka zmęczona. Dlaczego ona musi tak cierpieć? Czym ona sobie na to zasłużyła?
Jakiś czas później zauważyłem zbliżającego się w naszym kierunku komendanta. Spojrzałem na zegarek. Była już osiemnasta. Po chwili Wojciech stał już obok.
-Co się dzieje, Jacek? Co z małą?
-Operują ją.
W tym momencie Ola zaczęła się przebudzać. Rozejrzała się wokół, a później przytuliła się do mnie. Wysocki usiadł na krześle obok Oli. Siedzieliśmy w ciszy. Jakieś pół godziny później z sali wyszła pielęgniarka. Wszyscy szybko się poderwaliśmy. Za pielęgniarką wyszedł lekarz i kolejne dwie pielęgniarki. Stanęli, a my patrzyliśmy na nich wyczekująco. Oni jednak tylko patrzyli na nas. Postanowiłem przerwać tę dziwną ciszę.
-Co z nią?-spytałem z nutą zawahania.
-Serce dziewczynki przestało bić.. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Wydawało się już, że operacja przejdzie pomyślnie. Niestety dziewczynka nie wytrzymała do końca operacji... Zuzia nie żyje.
Po ostatnim słowie lekarza poczułem jak Ola opiera się o mnie. Szybko ją złapałem.
-Ola?
-Proszę ją ułożyć na ziemi.
Wykonałem polecenie lekarza, który zaczął ją reanimować.
-Ola?! Ola, słyszysz mnie?!
-Proszę się odsunąć!
-Olaaaa!!!

czwartek, 12 maja 2016

140. Trudny dzień w pracy

Następnego ranka Ola siedziała w sali przy swojej małej córeczce. O wpół do siódmej przyszedł Jacek.
-Cześć kochanie-powitał żonę.
-Hej-powiedziała wtulając się w niego.
-Jak się czujesz?
Ola wzruszyła ramionami.
-Dlaczego? Dlaczego to nas spotyka?
-Słońce...-zaczął niepewnie.-Ja.. Tak naprawdę nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Bardzo się boję, ale... nie możemy się poddawać.
-Nie chcę, żeby Zuzia umarła. Nie chcę!
-Ja też..... Kocham Cię.
-Musisz iść do pracy?
-Muszę-powiedział, jednocześnie potwierdzając kiwnięciem głowy.
Ola mocno wtuliła się w Jacka. Stali tak przez kilka minut. Potem pożegnali się i mężczyzna opuścił szpital. Za 15 ósma był już na komendzie.
*Jacek*
Wszedłem na komendę. Najpierw poszedłem się przebrać w mundur. Za pięć ósma udałem się do pokoju odpraw. Siedziałem w ciszy i czekałem na rozpoczęcie. Nie miałem ochoty na żadne pogawędki. Równo o ósmej przyszedł komendant. Po piętnastu minutach odprawa dobiegła końca. Udałem się do swojego gabinetu i zacząłem wypełniać papiery. Ledwo co zdążyłem usiąść, a w drzwiach stanął Mikołaj.
-Hejka-przywitał się.
Spojrzałem na niego tępym wzrokiem.
-Nie powinieneś teraz wyjeżdżać w teren?
-Pewnie powinienem, ale przyszedłem najpierw dowiedzieć się, co u Was. Jak się czujesz? Jak Ola? Co z dziećmi?
-Mikołaj, nie mam ochoty o tym gadać.
-Spoko, rozumiem, ale jakbyście czegoś potrzebowali, to...
-Wiem, dzięki.
-No dobra, to ja już lecę. Trzymaj się.
Potem Białach opuścił mój gabinet. Miałem nadzieję, że już nikt więcej nie przyjdzie i nie będzie mnie wypytywał o to, jak się czuję. Wiem, że Mikołaj to porządny facet i dobry przyjaciel, ale o swoich uczuciach wolę rozmawiać z kimś bliższym, z Olą, rodzicami, wcześniej z siostrą.
Wróciłem do raportów. Zaraz potem dostaliśmy zgłoszenie. Wysłałem tam jeden z patroli. Potem znowu zająłem się swoją pracą. Mijała godzina za godziną. Chciałem, żeby ten dzień skończył się jak najszybciej, abym mógł jechać do Oli, do dzieci.
Zbliżała się 14. Do mojego pokoju wszedł komendant.
-Cześć Jacek. Ola nie odzywała się do Ciebie?
-Nie, właśnie miałem zaraz robić sobie przerwę i do niej zadzwonić.
-Byłeś u niej rano?
-Tak, jasne.
-I jak ona się trzyma?
-Jakoś musi.
-A Ty?
Jacek wzruszył ramionami.
-Ja... też jakoś muszę. Ola i dzieci są dla mnie najważniejsi. Zrobię dla nich wszystko i nie pozwolę, żeby coś im się stało. Przecież Ola się załamie, jeśli Zuzia umrze-zacząłem się zwierzać. Nie mogłem już dłużej dusić tego w sobie, a Wysocki był moim teściem. Był dla mnie jak ojciec.-Boję się... Boję się, że stracę córkę i... że stracę też i Olę...-do oczu zaczęły napływać mi łzy.
-Jacek, nie mów tak. Wszystko będzie dobrze, musi być!
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
-To Ola-powiedziałem i odebrałem.-Halo?
-Jacek...-usłyszałem głos żony.
-Ola, co się dzieje?-pytałem słysząc, że płacze.
-Przyjedź tu..
-Dobrze, ale powiedz, co się dzieje.
-Ja... ja nie wiem. Nikt mi tu nic nie mówi. Zabrali Zuzię na jakąś inną salę.. Nie wiem, co się dzieje.
-Spokojnie, kochanie...
-Jak ja mam być spokojna?!
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Zaraz tam będę-po tych słowach rozłączyłem się.
-Co się stało?-zapytał Wojciech.
-Nie wiem. Muszę tam jechać.
-Jasne, leć, a ja zaraz ściągnę kogoś na zastępstwo.
W mgnieniu oka wybiegłem z gabinetu, aby się przebrać i czym prędzej dotrzeć do szpitala.

poniedziałek, 9 maja 2016

139. "Zuzia z tego wyjdzie."

Jacek, Wojciech i Lenka udali się na sale. Zastali tam zapłakaną Olę. Stała przy inkubatorze, wpatrzona w małą dziewczynkę. Jacek podszedł do niej i przytulił. Po chwili Wysocki i Lenka również ruszyli w ich stronę.
Następny dzień
Jest godzina dziesiąta. Ola leżała na szpitalnym łóżku. Obok siedział Jacek i trzymał ją za rękę. W pewnym momencie do sali wszedł lekarz. Oznajmił, że Mateusz już nie musi przebywać w inkubatorze. Zaraz potem Jacek poszedł po dziecko. Po kilku minutach wrócił do sali.


Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Wreszcie mógł przytulić swoje dziecko. Szkoda tylko, że tak późno, i że tylko jedno. Podszedł do łóżka Oli i usiadł obok.


Kobieta uśmiechnęła się lekko. Bardzo ją bolało, że nie może wziąć na ręce również swojej małej córeczki.
-Olu... uśmiechnij się.
-To nie takie proste.
-Wiem kochanie... Ale jestem pewien, że Zuzia z tego wyjdzie. Musi wyjść. Będzie dobrze, zobaczysz-uśmiechnął się do niej.-A teraz weź go na ręce.
Ola uśmiechnęła się lekko. Blondyn podał jej chłopca. Ola delikatnie przytulił dziecko do siebie.
-Jacek... Tak bardzo się boję... Boję się, że ją stracę.
-Nie stracisz. Choćby nawet odeszła, zawsze będzie w twoim sercu. Ale ja wierzę, że Zuzia wyzdrowieje. Musimy być dobrej myśli.... A bo bym zapomniał..
-Co jest?
-Zaraz tu będzie Lenka. Twój ojciec jedzie do pracy i miał ją tutaj podrzucić.
Chwilę później do sali weszła pielęgniarka w towarzystwie dwuipółletniej dziewczynki. Mała podbiegła do łóżka, po czym na nie usiadła. Przytuliła się do mamy i braciszka. Jacek położył rękę na głowie córki i delikatnie pogładził.
-Kocham Was. Zrobię dla Was wszystko.
Ola lekko się uśmiechnęła. Pocałowała synka w główkę.

***
Kolejne opowiadanie za nami. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Komentujcie! :)
Pozdrawiam

sobota, 7 maja 2016

138. Co z Zuzią?

Ola i Jacek postanowili pójść do swoich dzieci. Po chwili byli już na sali. Podeszli do inkubatorów, w których były ich dzieci. Stanęli wtuleni w siebie i przyglądali się dwóm maleństwom. Oba kochali tak samo. Jak więc mogliby rozstać się z jednym.
Z oczu Oli znowu poleciały łzy. Czuła się bezsilne. Jej dziecko umiera, a ona nie jest w stanie nic zrobić. Zaczęła płakać jeszcze bardziej. Nagle Jacek gwałtownie wypuścił żonę z uścisku. Ola odwróciła się w jego stronę.
-Gdzie idziesz?-spytała przez łzy.
-Do lekarz. To nie może być prawda. Musi być jakaś szansa. Nie pozwolę jej umrzeć.
Po tych słowach wyszedł z pomieszczenia. Ola nadal płakała. Położyła rękę na inkubatorze małej córeczki.
W tym samym czasie Jacek szedł do gabinetu lekarza. Chwilę później był na miejscu. Zapukał i od razu wszedł do środka.
-Panie doktorze, co my mamy robić?
-Pan... Nowak?
-Tak.
-Tak jak mówiłem, pańska córka ma wadę serca. Jej serduszko jest bardzo słabe... Potrzebna byłaby operacja.
-No to operujcie do cholery!
-Na obecną chwilę nie jest to możliwe.
-Dlaczego?
-Dziecko jest zbyt małe by operować. Nie możemy tak ryzykować.
-Przecież ona może umrzeć!! Róbcie coś!!
-Spokojnie...
-Jak ja mam być spokojny?! Moje dziecko umiera, a Wy...
-Panie Jacku-przerwał mu lekarz-robimy wszystko, co w naszej mocy. Dziecko jest pod stałą obserwacją. Odpowiednie warunki, odpowiednie urządzenia utrzymają małą przy życiu do czasu operacji. Na razie trzeba czekać.
-Czekać na co? Na śmierć?!?!
-Nie możemy operować noworodka.
W oczach Jacka stanęły łzy.
-Nie możemy, nie możemy... Nic do cholery nie możemy!!! Nie możemy nawet dotknąć własnego dziecka!!!
Wyszedł z gabinetu trzaskając drzwiami. Usiadł na krześle na korytarzu, chowając twarz w dłoniach. Nie wiedział co ma robić. Co dale? Przecież nie może stracić dziecka....

Nie zabierzesz mi tego...
Nie zabierzesz mi tego, co mam
Chociaż życie nie daje mi...
Chociaż życie nie daje mi szans.

Siedział tak dłuższy czas, aż usłyszał znajomy głos.
-Tatuś...
Podniósł głowę do góry. Ujrzał ojca Oli wraz z Lenką zmierzających w jego kierunku. Po chwili stali już obok niego.
-Jacek, co się stało?-spytał komendant.-Gdzie Ola?
-Jest na sali z dziećmi.
-A Ty, czemu nie jesteś z nimi?
-Musiałem pogadać z lekarzem.
-Ale co Ci powiedział? Dlaczego płaczesz?
-Zuzia... nasza mała córeczka...
-Co jest?
-Ona ma wadę serca. Ona może umrzeć-z jego oczu popłynęły łzy.

piątek, 6 maja 2016

137. Bliźniaki

*Jacek*
Do szpitala dotarłem dość szybko. Udałem się na porodówkę. Tym razem nie było tak prosto. Poród trwał bardzo długo. Po kilku godzinach usłyszałem płacz pierwszego dziecka. To był nasz mały chłopiec. Teraz czekamy na córeczkę. Czas mi się dłużył. Miałem wrażenie, że to trwa wieki. W pewnym momencie zrobiło się jakieś zamieszanie. Nie wiedziałem, o co chodzi i trochę się przestraszyłem. Zaraz potem ponownie usłyszałem płacz. Tym razem to była nasza druga kruszynka. Dzieci były bardzo malutkie. Lekarz zabrał je na badania, a Ola została przeniesiona na poporodówkę. Ja udałem się do sali Oli. Wszedłem i uśmiechnąłem się do niej. Ona odwzajemniła uśmiech. Usiadłem obok na jej łóżku. Złapałem ją za rękę.
-Jak się czujesz?-spytałem.
-Straszne-zaśmiała się.
-Jesteś cudowna.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Jak je nazwiemy?
-A jak chcesz?-spytała.
Zastanowiłem się chwilę.
-A Ty?-spojrzałem na nią.
-Może... Zuzia?
-Zuzia....-zacząłem rozmyślać.-Pięknie-uśmiechnąłem się.-A chłopiec?
-Nie wiem... może Bartek... albo Norbert...
-Nie... ja myślę, żeby nazwać go... Łukasz...
-Łukasz?
-Yhym.... albo.... Mateusz?
-Ooo to mi sie podoba-uśmiechnęła sie.-Mateusz i Zuzia.
-Nasze małe skarby-pocałowałem Olę w policzek.
Niemowlęta obecnie leżały w inkubatorze. Zaraz miał przyjść do nas lekarz i poinformować o ich stanie zdrowia. Siedzieliśmy z Olą i rozmawialiśmy, kiedy na salę wszedł doktor. Powoli podszedł do nas.
-Jak się pani czuje?-zaczął.
-Dobrze-Ola uśmiechnęła się.
Lekarz patrzył na nas przez chwilę, a potem zaczął powoli mówić.
-Ja... niestety mam dla Was złe wiadomości.
-Co się dzieje?-spytałem niepewnie, zerkając raz na Olę, raz na lekarza.
-Państwa córka... ma wadę serca... jej życie jest zagrożone.
-Ale... jak to zagrożone?-dopytywałem.
-Jej serduszko jest bardzo słabe. Możliwe, że nie dożyje nawet nastepnego dnia.
Byłem w szoku. To niemożliwe. Nie mogłem dopuścić do siebie tej myśli.
Spojrzałem na Olę. Miała łzy w oczach. Co się dziwić. Właśnie dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko umiera. Dlaczego? Dlaczego to niewinne dziecko?
-Kochanie...
Złapałem ją za rękę. Ona zaczęła płakać. Przytuliłem ją mocno do siebie. Łzy płynęły strumieniami. Czułem jak moja koszula staje się mokra. Sam nie mogłem już się powstrzymać. Łzy same zaczęły spływać po moich policzkach. Jeszcze mocniej zamknąłem Olę w uścisku.
Boże! To nie może być prawda!


***
Wreszcie udało mi się wstawić kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Zapraszam do obejrzenia mojego filmiku:
https://youtu.be/ym5eZZG0TW8
Zapraszam do komentowania!
Pozdrawiam

poniedziałek, 2 maja 2016

136. "Co się dzieje?"

Minęło kolejne kilka miesięcy. Dziś jest ostatni dzień sierpnia i ostatni dzień wakacji. Na dworze ciągle świeci słońce i jest bardzo ciepło. Podczas ostatnich wizyt ginekologicznych badanie potwierdziło, że Nowakowie spodziewają się chłopca i dziewczynki. Małżonkowie byli przeszczęśliwi. Ola od szóstego miesiąca ciąży przeniosła się za biurko, a od połowy ósmego przeszła na urlop.
Tego dnia, gdy Jacek był w pracy, Ola siedziała w salonie na kanapie przed laptopem. Lenka bawiła się obok na dywanie. Ola zaczęła się zastanawiać, jak to będzie, kiedy już urodzi. Jak będzie wyglądało życie z trójką maluchów? Na pewnie będzie ciężko, ale dadzą sobie radę. Mają bliskich, którzy ich wspierają. Pokoik dla nowych członków rodziny jest już gotowy. Nie ma już obaw, że dziecko nie będzie miało gdzie spać, jak przy pierwszej ciąży. Ola uśmiechnęła się na wspomnienie narodzin Lenki. Dziewczynka urodziła się wcześniej niż powinna i jeszcze nie wszystko było przygotowane.
-Mamo-z zamyślenia wyrwał ją głos córki.
-Tak skarbie?
-Bzusek głodny-pogładziła się ręką po brzuszku i się uśmiechnęła.
-Zaraz coś wymyślimy.
Ola powolutku wstała z kanapy i równie wolniutko udała się do kuchni. Przygotowała kanapki i zaniosła talerz do salonu. Postawiła na stoliku i spowrotem usiadła na kanapie.
Przed osiemnastą wrócił do domu Jacek.
-Cześć kochanie-powiedział wchodząc do salonu.
-Hej-Ola uśmiechnęła się do męża.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Hmm dobrze. Zmęczony?
-Troszeczkę-posłał jej ciepły uśmiech.-Nie nudziłyście się?-pytał kierując się do kuchni.
-Jakoś przeżyłyśmy te kilka godzin bez Ciebie, nie Lenka?-mała uśmiechnęła się.-Ale mógłbyś wracać wcześniej.
-No nic już na to nie poradzę-z kuchni dochodził jego głos.-Na szczęście jutro mam wolne, to się wami zajmę-wszedł spowrotem do salonu, jedząc kanapkę.
Wieczór spędzili, siedząc przed telewizorem i oglądając film. Koło 22 położyli się spać.
Następnego ranka Olę i Jacka obudziła Lenka, która wbiegła do sypialni rodziców i wskoczyła na łóżko. Była wtedy mniej więcej godzina ósma. Cała trójka zaszła na dół. Jacek przygotował śniadanie. Zasiedli do stołu i zaczęli jeść. Pół godziny później byli już najedzeni.
-To co będziemy dziś robić?-spytała Ola, wstając od stołu.
-Ty to będziesz odpoczywać. Już możesz zaczynać.
-Jacek, przestań. Już mi się nudzi te ciągle leżenie na kanapie.
-Wiesz, że nie możesz się teraz przemęczać-oznajmił, sprzątając ze stołu.
-Wiem, ale bez przesady-powoli ruszyła w kierunku salonu.
-Nie marudź-zaśmiał się.
-Jacek!
Mężczyzna szybko poszedł za głosem kobiety.
-Co się dzieje?
-Zaczyna się!-krzyknęła.
Blondyn sięgnął po telefon i wezwał pogotowie, następnie zadzwonił po ojca Oli, aby zajął się wnuczką. Potem zaczął uspokajać żonę. Kilkanaście minut później byli już pogotowie, a dosłownie minutę później przyjechał Wysocki. Karetka zabrała Aleksandrę do szpitala. Wojciech został z Lenką, a Jacek wsiadł spakował potrzebne rzeczy, wsiadł w auto i ruszył za pogotowiem.


***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o całej tej sytuacji? Cieszycie się, że Ola i Jacek mają mieć chłopca i dziewczynkę? Czekam na Wasze komentarze :)
Pozdrawiam

niedziela, 1 maja 2016

135. Kolacja z rodzicami

O wpół do dwunastej Ola i Jacek byli w domu. Zadzwonili do rodziców i zaprosili ich na kolację. Chcieli przekazać im tę radosną nowinę. Potem zrobili sobie szybki obiad, bo Ola znowu była bardzo głodna. Następnie postanowili jechać na zakupy. Odwiedzili kilka supermarketów. Po jakichś czterech godzinach stwierdzili, że mają już wszystko, czego potrzebują. Koło szesnastej byli już w domu. Byli bardzo zmęczeni, ale nie mieli zbyt wiele czasu na odpoczynek, bo musieli jeszcze przygotować kolację. Rodzice mieli zjawić się koło dwudzietej.
Małżonkowie rozpakowali zakupy. Potem Jacek zaczął szukać w internecie pomysłu na pyszny posiłek. Ola w tym czasie rzuciła się na kanapę, aby troszkę odpocząć. Wyczerpana od razu zasnęła. Po kilkunastu minutach Jacek zdecydował, że zrobią ruloniki z szynki w galarecie, nadziewane kremem twarogowo-czosnkowo-ogórkowym. Poszedł do salonu poradzić się Oli.
-Kochanie?
Podszedł do niej. Ukucnął obok kanapy. Kiedy dostrzegł, że śpi, pocałował ją w czoło i nakrył kocem. Sam zabrał się za przygotowywanie kolacji. Dwadzieścia po dziewiętnastej danie było już prawie gotowe. Mężczyzna zaczął nakrywać do stołu. Postanowił jeszcze obudzić Olę.
-Olu, skarbie-gładził ją ręką po głowie. Kobieta zaczęła się przebudzać.
-Co się stało?-spytała zaspanym głosem.
-Wstawaj.
-Która godzina?
-Wpół do ósmej.
Ola podniosła głowę i rozejrzała się wokół.
-Jacek! Kolacja! Zaraz będą rodzic-poderwała się.
-Spokojnie-złapał ja za nadgarstek i pociągnął tak, że spowrotem usiadła na kanapie.-Wszystko jest już gotowe. Ty idź się szykuj, a ja nakryję do stołu.
-Ale jak to gotowe?-spojrzała na niego z zaskoczeniem.
-Normalnie słonko-uśmiechnął się do niej.
-Jesteś cudowny-pocałowała go w policzek.
-Wiem-zaśmiał się.
Ola poszła do łazienki, a Jacek dokończył nakrywać do stołu. Po chwili kobieta wyszła ubrana w niebieską sukienkę przed kolano. Mężczyzna szybko poszedł się przebrać. Ola w tym czasie zaczęła przyjmować gości. Pierwszy przyszedł Wojciech wraz z Lenką, którą rano zabrał. Policjantka przywitała się z ojcem i córeczką. Zaraz potem przyszedł Jacek. Mała od razu rzuciła się mu na szyję. Blondyn przytulił ją, potem powitał swojego teścia. Niecałe pięć minut później zjawili się rodzice Nowaka. Wszyscy razem zasiedli do stołu. Zaczęli jeść kolację.
-Pyszne-stwierdziła mama Jacka.-Sama robiłaś?-zwróciła się do Oli.
-To akurat Jacek sam zrobił-uśmiechnęła się.
-Wyszło perfekcyjnie-odezwał się komendant.
-Też jestem pod wrażeniem-Ola pocałowała męża w policzek. Ten zaś szeroko się uśmiechnął.
-No właśnie, bo my chcieliśmy Wam coś powiedzieć-blondyn spojrzał mą Olę.
-No więc...-zaczęła.-Byliśmy dziś u ginekologa i...
-Coś się stało?-ojciec Jacka zaczął się niepokoić.
-Tak-uśmiechnęła się.-Spodziewamy się...-spojrzała na Jacka.
-Spodziewamy się bliźniąt-dokończył.
Rodzice byli wniebowzięci. Bardzo się cieszyli i obiecali, że będą im pomagali w opiece nad dziećmi.
-Możecie na nas liczyć-mówili.


***
Niedziela z kolejnym opowiadaniem xD. Mam nadzieję,  że Wam się podobało. Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam