środa, 30 marca 2016

121. Historia w zeszycie

Ola, Jacek i Lena siedzieli przy stole jedząc obiad. Każdy miał dobry humor. Cieszyli się, że są razem. Nic poza tym się nie liczyło... Niespodziewanie usłyszeli dzwonek do drzwi. Jacek lekko uśmiechnął się do żony i wstał od stołu. Poszedł otworzyć. To był Marcin.
-Cześć-powiedział wesoło Jacek.
-Cześć.
-Co jest?
-Masz teraz czas?
Jacek spojrzał w kierunku kuchni.
-Yyy tak..-odpowiedział po chwili zastanowienia.
-Bo.. mamy coś co powinno Cię zainteresować.
-Co takiego?
-Jedź ze mną na komendę, to się dowiesz.
-Dobra, zaraz będę.
Jacek poszedł do kuchni. Wziął z szafki telefon i klucze. Ola popatrzyła na niego.
-Jacek?
-Skarbie, muszę jechać na komendę.
-Po co?
-Nie wiem. Marcin mówi, że mają coś nowego. Niedługo wrócę-oznajmił całując żonę.-Papa córcia-dodał posyłając dziewczynce uśmiech.
Po chwili razem z Marcinem wyszli z mieszkania. Wsiedli do auta i ruszyli w stronę komendy. Kilkanaście minut później byli na miejscu. Oboje poszli do pokoju Zielińskiego. Tam mężczyzna wyjął z szafki przezroczystą torebkę, w której znajdował się jakiś zeszyt. Marcin podał Jackowi rękawiczki. Kiedy Jacek je założył, wziął zeszyt do ręki.
-Co to?-zapytał.
-Po śmierci tego Pawła, Magda zaczęła pisać pamiętnik. Widać była samotna, nie miała się do kogo odezwać. Na początku opisuje ból po jego śmierci, ale... potem pisze o tym, co wydarzyło się w jej życiu, kiedy jego już nie było. Dobra... czytaj.
Blondyn otworzył zeszyt. Zaczął czytać. Marcin siedział naprzeciwko niego i go obserwował. Jacka coraz bardziej pochłaniały czytane słowa. Kiedy czytał, łzy napływały mu do oczu. Był wstrząśnięty tą historią. Gdy skończył czytać, położył zeszyt na biurku. Był cały blady. Po jego policzkach spływały łzy.
-Jacek?
-To niemożliwe... Dlaczego? Dlaczego ją to spotkało? Za co?-mówił drżącym głosem.
-Jacek... wiem, że jest Ci ciężko, ale... uspokuj się... Odwiozę Cię do domu.
Po chwili jechali już do domu Nowaków. Przez całą drogę w aucie panowała cisza. Gdy byli na miejscu, Jacek wysiadł z samochodu, a Marcin odjechał. Blondyn wolnym krokiem poszedł do domu. Ola i Lenka bawiły się w salonie. Chwilę później pojawił się tam Jacek. Usiadł na kanapie i schował twarz w dłonie. Kobieta spojrzała na męża.
-Jacek... co się stało?-spytała.
Mężczyzna podniósł głowę do góry. W oczach miał łzy.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Jak myślicie, jaką historię kryje zeszyt?
Pozdrawiam

poniedziałek, 28 marca 2016

120. Szczęśliwe zakończenie?

-Dziewczynka jest w dobrym stanie. Miała tu dobre warunki... nie jest wyziębiona... wszystko jest w porządku-oznajmił lekarz pogotowia.
Jacek obmył swoją zakrwawioną twarz. Potem wsiadł do radiowozu razem z córeczką. Mikołaj i Mieszko zawieźli ich na komendę, gdzie czekała Ola. Policjantka siedziała w pokoju dyżurnego. Bardzo się bała o swoich bliskich. Siedziała i rozmyślała co się teraz z nimi dzieje. Po chwili do gabinetu wszedł Jacek z Lenką na rękach. Ola poderwała się. Blondyn podał córkę żonie. Aleksandra mocno przytuliła dziecko. Tak bardzo za nią tęskniła. Przytulając małą, spojrzała na męża.
-Co Ci się stało?-spytała widząc jego rozciętą wargę. Delikatnie dotknęła ręką do jego rany.
-Nic kochanie nic...
Nowak przytulił Olę i Lenę. Stali tak przez kilka minut. W drzwiach pojawił się Mikołaj. Patrzył na nich przez chwilę.
-Jest wpół do czwartej-oznajmił.
Ola i Jacek spojrzeli w jego stronę. Postanowili wrócić do domu. Jakieś pół godziny później byli na miejscu. Lenka zasnęła już w aucie. Jacek zaniósł ją do pokoiku. Po chwili wrócił do salonu. Ola siedziała na kanapie. Blondyn podszedł do niej i usiadł obok, przytulając kobietę do siebie. Siedzieli tak przez pewien czas, po czym zasnęli.
Olę obudził płacz dziecka. Otworzyła oczy. Oboje z Jackiem leżeli w ubraniu na salonowej kanapie. Kobieta wstała tak, aby nie zbudzić męża. Odruchowo spojrzała jeszcze na zegarek. Była 11.57, a za oknem pięknie świeciło słońce. Ola ruszyła w kierunku pokoju córki. Chwilę później, razem z Lenką była znów na dole. Postanowiła zrobić coś do jedzenia. Mała bawiła się po cichu w salonie. Ustawiała misie na śpiącym na kanapie Jacku. Mężczyzna miał twardy sen, bo nawet nie drgnął. Można było tylko zauważyć delikatne ruchy klatki piersiowej, co oznaczało, że oddycha. Niecałą godzinę później posiłek był już gotowy. Aleksandra weszła do salonu. Kiedy zobaczyła Jacka obłożonego pluszakami a obok niego małą Lenkę, na jej twarzy pojawił się uśmiech.
-Chodź córcia.. zjemy obiadek-powiedziała.
Lenka małymi kroczkami ruszyła w stronę Oli. Wtedy Jacek zaczął się przebudzać. Podniósł delikatnie głowę do góry. Najpierw poczuł ciężar na swoim ciele, dopiero później zauważył, że jest przykryty zabawkami. Przez chwilę patrzył się na to ze zdziwieniem, po czym opuścił głowę z bezsilności. Ola widząc jego minę zaczęła się śmiać.
-Co się śmiejesz?-blondyn popatrzył z czułością na żonę.
-Chodź na obiad-powiedziała, nie przestając się śmiać.
Jacek delikatnie się obrócił, przed co wszystkie misie spadły na podłogę. Lena stała nieruchomo, obserwując swojego tatę. Kiedy mężczyzna już wstał, podszedł do córki i wziął ją na ręce. Razem udali się do kuchni, gdzie czekała już na nich Ola... I obiad.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam

sobota, 26 marca 2016

119. Nadajnik GPS

-Lenka skarbie..
Ruszył w kierunku córki, ale Łysy szybko go zatrzymał.
-Spokojne.. gdzie się tak spieszysz?
Suchy posadził dziewczynkę na kanapie i dał jej misia. Jacek patrzył na nią. Powoli do oczu zaczęły napływać mu łzy, które starał się zahamować. Tak bardzo chciał przytulić swoje dziecko. Tak bardzo za nią tęsknił... Bał się, że ją straci, ale kiedy ujrzał ją całą i zdrową, poczuł ogromną ulgę.
Po dłuższym milczeniu Jacek zaczął rozmowę.
-Czego chcecie?
-Sprawiedliwości-uśmiechnął się Rekin.
-Sprawiedliwości? Porywasz mi dziecko i to ma być sprawiedliwe?
-Co Ty taki nerwowy? Wyluzuj gościu.
-Hy wyluzuj?! Kim Ty do cholery jesteś?!
-Oj nie ładnie przy dziecku takich słów używać.
Po chwili przeszyło go pełne grozy spojrzenie Jacka.
-Jestem... powiedzmy.. dobrym przyjacielem twojej siostry.
-Yhym przyjacielem? Już to widzę.. skąd ją znasz?
-Ehh co Mam ci teraz całe życie opowiadać?
W tym samym czasie, KMP Wrocław
Dochodziła godzina druga. Jacek ciągle nie dał policjantom żadnego znaku życia. Punkt na ekranie komputera od jakichś dwóch godzin był w tym samym miejscu. Zaniepokojeni funkcjonariusze postanowili to sprawdzić. Mikołaj, Marcin i Wysocki, w towarzystwie antyterrorystów ruszyli w tamto miejsce.
Dom pod Wrocławiem
Rekin stanął naprzeciwko Jacka. Mężczyźni mierzyli się wzrokiem. W tym czasie Łysy wziął walizkę i zaczął liczyć pieniądze. Przekładał każdy plik banknotów. Nagle w kąciku walizki spostrzegł malutki nadajnik GPS.
-Patrz co za cwaniak..-powiedział podając Rekinowi urządzanie.
Kiedy brunet zobaczył nadajnik, wpadł w szał. Uderzył Jacka z pięści w twarz, rozcinając mu przy tym wargę. Z ust blondyna wypłynął mały strumień krwi. Wtedy usłyszeli przeraźliwy krzyk i płacz Lenki. Dosłownie kilkanaście sekund później z wielkim hukiem do domu wpadli antyterroryści, a za nimi Mikołaj, Marcin i Wysocki. Policjanci obezwładnili porywaczy, a Jacek szybko pobiegł do swojej córki. Wziął ją na ręce i mocno przytulił. Po chwili przyjechało pogotowie. Lekarze zaczęli badać dziewczynkę.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Myślicie, że porywacze zrobili coś Lence? Jaki będzie jej stan zdrowia?
***
Z okazji świąt Wielkiejnocy chciałabym wam złożyć życzenia:
Pisanych jajeczek, 
Wierzbowych bazieczek, 
Kiełbasy święconej, 
Dużo chrzanu do niej, 
Baby polukrzonej, 
Kukiełki pleconej, 
Zmartwychwstania w duszy 
I Wiosny... po uszy! 

Wesołego królika co po stole bryka,
spokoju świętego i czasu wolnego,
życia zabawnego w jaja bogatego i
w ogóle wszystkiego kurcze najlepszego! 

czwartek, 24 marca 2016

118. Rekin, Suchy i Łysy

-Odzywał się więcej?-spytał od razu, wchodząc do domu.
Ola i Jacek przecząco pokręcili głowami. Cała trójka udała się do salonu. Usiedli. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. Tę cisza przerwał dźwięk telefonu Jacka. Wszyscy aż podskoczyli na ten sygnał. Blondyn szybko złapał za komórkę.
-Za dwie godziny masz być na stacji paliw przy ulicy Żmigrockiej. Nie zapomnij kasy. Reszty dowiesz się w swoim czasie.
Policjanci popatrzyli po sobie.
-Dobra... działamy. Mamy mało czasu-odezwał się Marcin.
Jakieś 50 minut później wszystko było już gotowe. Policjanci zaplanowali całą akcję. Przygotowano pieniądze do przekazania, w których umieszczono nadajnik GPS. Jacek wziął ze sobą broń. Był już gotowy do wyjazdu. Miał właśnie wsiadać do auta.
-Jacek...-usłyszał cichy głos żony.
Podszedł do Oli. Spojrzał jej w oczy, po czym mocno przytulił.
-Kocham Cię...-szepnął jej do ucha.
-Uważaj na siebie-powiedziała ze łzami w oczach.
-Słoneczko... Wszystko będzie dobrze. Obiecuję... Znajdziemy ją.
Małżonkowie pocałowali się. Blondyn otarł łzy kobiety, a następnie, wolnym krokiem, odszedł w stronę samochodu. Po chwili odjechał.
Tuż przed 21 Jacek dotarł na wskazane miejsce. Zaparkował auto. Rozejrzał się wokół. Jednak nie zauważył nic podejrzanego. Nie pozostało mu nic innego jak czekać.
Równo o 21 otrzymał kolejną wiadomość. Tym razem miał odebrać połączenie od osoby, która zadzwoni za kilka minut i podążać za jej wskazówkami. Już po chwili na wyświetlaczu pojawił się obcy numer. Jacek odebrał i włączył tryb głośnomówiący. Odpalił auto i ruszył ku nieznanego mu celu. Przez kilka godzin kręcił się po mieście...
Tymczasem na komendzie
Zaraz po tym, gdy Jacek opuścił dom, Ola i Marcin udali się na komendę. Tam mogli obserwować jak przemieszcza się Jacek, a raczej walizka z pieniędzmi. Nie wiedzieli czy Nowak jest jeszcze w posiadaniu walizki, czy ma ją już porywacz.
Ola, Marcin, Wysocki, Mikołaj i kilku innych policjantów siedzieli w pokoju dyżurnego, patrząc w ekran komputera. Zbliżała się już 24, a oni nie otrzymali jeszcze żadnych informacji od Jacka. Zaczynali się niepokoić coraz bardziej. W końcu dostrzegli, że czerwony punkt na monitorze zatrzymał się.
Dom pod Wrocławiem
Po długim czasie porywacz skierował Jacka na obrzeża miasta. Jacek zaparkował auto we wskazanym miejscu. Wysiada z samochodu. Rozejrzał się wokół. Stał przed wielkim i bardzo pięknym domem, który znajdował się po drugiej stronie miasta od domu Nowaków. Wziął walizkę i niepewnym krokiem wszedł do środka. Już po chwili ujrzał przed sobą dwóch mężczyzn z bronią w ręku. Jacek od razu się zatrzymał. Stał nieruchomo i patrzył na nich, a oni się uśmiechali.
-Gdzie jest dziecko?-wydusił z siebie.
-Oddaj broń-powiedział wysoki brunet.
Nowak patrzył tylko na niego.
-No co? Chyba nie powiesz, że nie masz?
Jacek bez słowa wyjął broń i podał mężczyźnie.
-Może się czegoś napijesz?-zaproponował drugi, łysy mężczyzna.
-Gdzie jest Lena?-powtórzył.
-Nie to nie...-powiedział Łysy.
-Dabra... dawaj kasę.
-Najpierw dziecko!
-Ehh Jacuś Jacuś...
Blondyn popatrzył na niego ze zdziwieniem. Skąd on znał jego imię?
-Skąd wiesz jak się nazywam?
-Wiem o Tobie wszystko-zaśmiał się.-Suchy!-krzyknął.
Po chwili zza drzwi wyłonił się młody mężczyzna, na oko 27-letni.
-Co jest Rekin?-zapytał.
-Dawaj dzieciaka.
Suchy udał się do pokoju obok, a już po chwili wrócił z małą Lenką.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co będzie dalej?
Pozdrawiam


Nowy filmik: 

wtorek, 22 marca 2016

117. "Zaczynamy zabawę..."

Mijała minuta za minutą. Każda była nie do zniesienia. W głowach młodych rodziców pojawiało się wiele różnych myśli. Nikt tak naprawdę nie miał pojęcia co stało się z Lenką. Wszyscy mieli nadzieję, że za chwilę dziewczynka znajdzie się gdzieś w parku.
Od zaginięcia minęła już ponad godzina. Ola i Jacek siedzieli w pokoju dyżurnego i z niecierpliwością czekali na jakieś wieści. Oboje chcieli coś zrobić. Chcieli jak najszybciej znaleźć swoje dziecko. Niestety żadne z nich nie było w stanie. Byli roztrzęsieni. Nagle usłyszeli dźwięk telefonu aspiranta. Mężczyzna spojrzał na żonę, po czym wziął komórkę do ręki. Powoli zaczął czytać treść sms-a. Po chwili zrobił się strasznie blady. Ola popatrzyła na ukochanego.
-Jacek? Co jest?
Blondyn spojrzał w smutne oczy kobiety. Przez chwilę się nie odzywał. Potem zaczął czytać na głos wiadomość.
-Jeśli Ci na niej zależy, szykuj 60 tysięcy złotych. Do zobaczenia.
Kiedy Ola to usłyszała, znowu zaczęła płakać. Nie mogła się opanować. Jacek przytulił ją do siebie.
-Ciii spokojnje... kochanie... będzie dobrze.. znajdziemy ją... całą i zdrową... obiecuję..
Próbował uspokoić żonę, choć sam był w szoku. Bardzo bał się o losy swojej rodziny. Przecież nie mogą jej stracić! Nie mogą stracić ukochanej córki! Teraz już wszystko było jasne... Lenka została porwana! Po chwili wiedzieli już o tym odpowiednie osoby. Ola i Jacek w towarzystwie dwóch policjantów, Mikołaja i Marcina, wrócili do domu.
Siedzieli w salonie na kanapie. Wokół nich panowała kompletna cisza. Aleksandra siedziała nieruchomo, wtulona w swojego męża i patrzyła ciągle w jeden punkt. Zamyślony Jacek bawił się włosami Oli. Obok był Mikołaj, który nerwowo uderzał palcem w obudowę swojej komórki. Marcin znajdował się na fotelu, naprzeciwko całej trójki. Siedział w milczeniu i obserwował zmartwionych rodziców zaginionej dziewczynki...
Trzy dni później
Przez cały ten czas ani Ola, ani Jacek nie dostali żadnych informacji od porywacza. Bardzo się tym wszystkim martwili. Nie wiedzieli gdzie jest i co się dzieje z ich córką. Byli przerażeni. Ta cała sytuacja wyprowadziła ich z równowagi. Nie byli w stanie na niczym się skupić. Ciągle czekali na jakieś nowe wieści. Nie byli w stanie nic zrobić.
Zbliżała się 19. Zmartwieni małżonkowie siedzieli na kanapie ze łzami w oczach, wtuleni w siebie. Wtedy do Jacka przyszedł SMS. Wyjął telefon i przeczytał na głos.
-Zaczynamy zabawę...
Ola spojrzała na męża z przerażeniem. Wiadomość była wysłana z tego samego numeru co ta wcześniejsza, więc mieli pewność, że to od porywacza. Aleksandra postanowiła powiadomić o tym kogoś z komendy. Napisała więc sms-a do Marcina. Dwadzieścia minut później policjant był już w domu Nowaków.

***
Za nami rozdział numer 117... Jak ja nie lubię tej liczby... :(  chyba każdy wie dlaczego (Ola zerwała z Jackiem w 117 odcinku).
Podobało Wam się opowiadanie? Co myślicie o całej tej historii?
Pozdrawiam

sobota, 19 marca 2016

116. Gdzie jest Lenka?

-Dobrze, że już jesteście!!-krzyczała kobieta.
Policjanci jednak wyminęli ją i poszli do Marty. Opiekunka na widok Oli jeszcze bardziej się rozpłakała.
-Marta?! Co się stało?-pytała przerażona posterunkowa.
-Karetka już jedzie-oznajmiła nieznajoma kobieta.
-Gdzie jest Lenka?-dopytywała dalej.
-Ja... Ja nie... Nie wiem... Nie wiem gdzie ona jest...
Na te słowa w oczach policjantki pojawiły się łzy.
-Ale jak to?! Co się stało?!
-Nie wiem... szłyśmy razem i nagle poczułam mocne uderzenie w tył głowy. Kiedy się obudziłam, stała nade mną ta pani, a Lenka... jej już nie było...-mówiła przez łzy.
-00 dla 05-Mikołaj wywołał Jacka.
-No i co tam u Was Mikołaj? Jest to porwanie czy nie?
-No właśnie nie wiadomo do końca... Ale... raczej tak...
-Ehh no dobra.. rozumiem, że zaginęło dziecko.
-Tak...
-No to podaj mi opis... wygląd, wiek i tak dalej, a potem przyjedzcie na komendę.
-Jacek...
-No mów.
-Tylko się nie denerwuj..
-Ale co jest?
-No bo... ta dziewczynka... Jacek.. to Lenka...
-Jaka Len... nie... Nie! Co Ty mówisz? Nie! Powiedz, że to nie prawda!
-Jacek... spokojnie..
-Jak ja mam być spokojny?!!?
-Jacku... przyślij tu jakiś patrol..
Po chwili przyjechało pogotowie i zabrało opiekunkę do szpitala. Ola i Mikołaj rozejrzeli się po okolicy w poszukiwaniu dziecka, jednak nigdzie jej nie znaleźli. Kilka minut później na miejsce przyjechał inny patrol, który zabezpieczył wszelkie ślady i również zaczęli szukać dziewczynki. Natomiast Mikołaj i Ola wrócili na komendę. Policjantka od razu gdy wysiadła z auta, szybkim krokiem poszła do pokoju dyżurnego. Po otworzeniu drzwi zobaczyła Jacka siedzącego na krześle. W oczach miał łzy. Ujrzawszy Olę wstał z miejsca. Kobieta podeszła do męża i mocno się w niego wtuliła. Blondyn objął ją ramieniem i pogładził ręką po plecach. Oboje byli w szoku. W jednej krótkiej chwili w ich sercach pojawił się ogromny ból. Pojawił się strach. Bali się, że mogą ją stracić. Że mogą stracić swoją jedyną córkę, jedyny skarb...
Po pewnym czasie do gabinetu przyszedł Mikołaj. Spojrzał na małżonków ze smutkiem w oczach. Zaczął rozmyślać dlaczego ich to spotyka. Dlaczego nagle spadło na nich tyle nieszczęść? Kiedy w końcu urodziła się Lenka, wszystko zaczęło się układać. A tu nagle... najpierw śmierć Magdy, depresja Jacka, potem ten cały stres związany z badaniem sprawy samobójstwa blondynki... A teraz... teraz jeszcze zaginięcie Lenki. I kolejne pytanie: czy to porwanie? A może przestraszona dziewczynka po prostu gdzieś uciekła?
Komendant, gdy dowiedział się o zniknięciu wnuczki, postawił na nogi całą wrocławską policję. Rozpoczęły się poszukiwania dziecka.

***
Rozpoczynamy weekend kolejnym opowiadaniem :) Mam nadzieję, że Wam się podobało. A Wy jak myślicie, czy to na pewno porwanie???
Pozdrawiam

czwartek, 17 marca 2016

Na moim blogu wybiło już ponad 50 000 wyświetleń. To wszystko Wasza zasługa! Bardzo bardzo Wam wszystkim dziękuję. Jesteście cudowni!!!
Pozdrawiam gorąco :*


środa, 16 marca 2016

115. Dziwny SMS i zgłoszenie

Kilka dni później
Był późny wieczór. Lenka już dawno spała. Ola i Jacek siedzieli na kanapie i oglądali film. W pewnym momencie usłyszeli dźwięk telefonu blondyna. Nowak wziął komórkę do ręki, po czym zaczął czytać otrzymanego sms-a. Gdy zobaczył jego treść zrobił się blady.
-Jacek? Co się stało?
Mężczyzna popatrzył z przerażeniem w stronę żony.
-"Tak jak myślałem. Panienka nie dała rady. Teraz twoja kolej"-przeczytał na głos.
-Ale.. O co chodzi? Nie rozumiem...-Ola patrzyła na męża ze zdziwieniem.
-A ja już rozumiem... pamiętasz tego sms-a, którego dostałem tuż przed tym jak dowiedziałem się, że Magda nie żyje?
-Nie... jakiego sms-a?-spytała.
Nowak zaczął przeglądać swoją komórkę. Po chwili znalazł starą wiadomość.
-"Coś czuję, że będziesz musiał spłacić długi za swoją panienkę"-przeczytał.-Myślę, że tu chodziło o Magdę.
-Czyli co? Magda musiała spłacać długi za tego Pawła, ale nie dała rady i dlatego się zabiła? Przecież to bez sensu.
-Sam już nie wiem... Może...
-Przestań już o tym myśleć. Jest późno. Chodźmy spać.
Następnego ranka cała rodzina Nowaków siedziała przy stole jedząc śniadanie. Jacek ciągle rozmyślał nad ostatnimi wydarzeniami. Tuż po siódmej przyszła Marta. Małżonkowie wyszli więc do pracy. Za piętnaście ósma byli już na komendzie. Poszli się przebrać w mundury, a później udali się na odprawę. Po odprawie Jacek zajął się swoją pracą. Ola wyjechała na patrol z Mikołajem.
-Co u Ciebie?-spytał Białach, kiedy siedzieli w radiowozie.
-A co ma być?
-No nie wiem. Jesteś taka jakaś zamyślona.
-Ehh tak sobie myślę o tym wszystkim...
-Ale coś nie tak?
-Nie... wszystko jest w porządku...
-O5 dla 00-przerwał im głos Jacka.
-Zgłaszam 05-powiedziała Ola.
-Jedźcie na plac zabaw na ulicy Kolorowej 8.
-A co tam się stało?
-Nie wiem zabardzo o co chodziło. Z tego co zrozumiałem to zaginięcie dziecka..
-Okej. Jedziemy tam.. Bez odbioru.
Policjanci udali się we wskazane miejsce. Już po chwili dostrzegli siedząca na ławce kobietę z rozbitą głową. Kiedy jednak podeszli bliżej... grunt usunął im się spod nóg. Na ławce siedziała zapłakana Marta... Obok niej stała jakaś kobieta, która na widok funkcjonariuszy ruszyła w ich stronę.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam

poniedziałek, 14 marca 2016

114. Tajemnica dokumentów

Następnego ranka, gdy policjanci zjedli już śniadanie, postanowili przejrzeć dokumenty znalezione w mieszkaniu Pawła Wiśniewskiego. Im dłużej pochylali się nad papierami, tym bardziej ich to ciekawiło. Z minuty na minutę dowiadywali się wielu nowych i bardzo interesujących rzeczy, lecz każdą z nich kryła jakąś tajemnicę. I w taki właśnie sposób spędzili cały dzień. Koło 15 zjedli obiad, a potem wyruszyli w drogę powrotną do Wrocławia. Na miejscu byli o 22. Marcin odwiózł Jacka do domu. Blondyn wszedł do środka. Wokół było cicho i ciemno. Poszedł do sypialni. Tam zastał śpiąca już Olę. Uśmiechnął się na ten widok i udał się do pokoju córeczki, która również spała. Kolejne kroki mężczyzna skierował do łazienki. Kiedy Jacek się wykąpał, wrócił do sypialni. Powoli położył się obok żony i delikatnie się do niej przytulił. Po chwili zasnął.
Następnego ranka
Była 6.45. Ola siedziała z Lenką w kuchni i jadła śniadanie. Po chwili dołączył do nich Jacek.
-Dzień dobry kochanie-przywitała go Ola.
-Dzień dobry-uśmiechnął się i pocałował żonę w policzek. Usiadł przy stole.
-Wyspany?
-Nooo powiedzmy-zaśmiał się.
-Późno wróciłeś?
-Jakoś koło 22.
-I co? Jakieś nowe wieści?-spytała zaciekawiona.
-No... jakieś są...
-Ej no.. mów!
Jacek uśmiechnął się do żony.
-Hmm a co ja z tego będę miał?
-Oj skarbie... kochanie... Jacuś... No proszę...-zrobiła słodkie oczka.
Aspirant wybuchnął śmiechem.
-Eh no dobra... a więc...
-Więc co?
-W jego mieszkaniu znaleźliśmy dość dużą ilość dokumentów. Z nich wynika, że ten Paweł handlował biżuterią.
-No i co z tego?
-No właśnie to, że... sprzedawał ją po bardzo wysokich cenach, a towar był podrabiany. Wiesz, zamiast brylantów kolorowe szkiełka i tak dalej. A oprócz tego handlował też biżuterią pochodzącą z kradzieży. Kasy raczej z tego dużo, ale z naszych ustaleń wynika, że jednak miał jakieś długi.
-No... To trochę dziwne. Nie sądzisz?
-Może i dziwne. Ale... coś tu jest nie tak. Coś mi tu nie pasuje.
-Co takiego?
-No bo... jego ktoś zabił.. tylko z jakiego powodu?
-Może przez te długi..
-Sugerujesz, że mógł zapożyczyć się u jakichś nieciekawych kolesi?
-No... tak. Zwłaszcza, że sam handlował "złym" towarem.
-Yhm... może i to by się zgadzało tylko...
-Tylko co?
-Nie rozumiem dlaczego Magda się zabiła.
-Kochała go... może po prostu było jej ciężko po jego śmierci.
-Nie... w liście pisze, że mogła zabić się od razu po jego śmierci, ale nie zrobiła tego. Coś musiało się jeszcze wydarzyć... Bo.. po co czekała by trzy miesiące...

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o życiu Pawła? Czego jeszcze dowiedzą się Ola i Jacek? Czy poznają prawdę o śmierci Magdy?
Pozdrawiam

sobota, 12 marca 2016

113. Przeszukanie

-Tak... Mamy jego adres i możemy zrobić przeszukanie. Możesz jechać z nami-zwrócił się do Jacka.
Blondyn spojrzał na Olę, a ona na niego. Przez chwilę jeszcze rozmawiali z Marcinem, a później udali się na odprawę. Do domu wrócili koło 19.
-Kiedy to przeszukanie?-spytała Ola przy kolacji.
-Jutro-blondyn spojrzał na żonę.-Wyruszamy o ósmej.
Po kolacji małżonkowie siedzieli na kanapie i oglądali telewizję. Lenka już spała. Ola przytuliła się mocno do męża. Jacek pocałował ją delikatnie w czubek głowy i szepnął:
-Kocham Cię.
Ola uśmiechnęła się lekko.
Następnego dnia o 7.45 Nowak był już gotowy do wyjazdu. Pożegnał się z żoną i córeczką, a po chwili przyjechał po niego Marcin. Podróż do Lublina trwała dość długo. Po około siedmiu godzinach byli na miejscu. Pierwsze co zrobili, to poszli zjeść jakiś posiłek. Przed siedemnastą przekroczyli próg mieszkania tajemniczego Pawła. Po chwili nie mieli już wątpliwości-znaleźli właściwą osobę. Na półkach było wiele zdjęć Magdy. Policjanci przystąpili więc do przeszukania. Przeglądali wszystkie szafki, każdy pokój, każdy zakamarek mieszkania. W końcu wpadli na jakieś pudełko. Było ono głęboko ukryte w szafie na najniższej półce za ubraniami. Bez zastanowienia otworzyli pudełko. W środku było pełno różnych papierów, dokumentów. Zanim Marcin zdąrzył wyjąć choć jedną kartkę, do pokoju wszedł Jacek. W dłoniach, na których miał gumowe rękawiczki trzymał pistolet.
-Zobacz co znalazłem.
Marcin szybko spojrzał w kierunku blondyna.
-Skąd to?
-Z kuchni...
-Przeszukaliśmy przecież kuchnię, jak więc mogliśmy to przeoczyć?-zdziwił się.
-Było dobrze ukryte. Ja znalazłem to przypadkiem.
Zieliński patrzył na Nowaka zdezorientowany, z wielkim zaskoczeniem w oczach.
-Ale... jak... gdzie to było??
-No bo... ehh przechodziłem obok stołu no i... potknąłem się o te głupie krzesło.
-No i?-zdziwiony brunet patrzył ciągle na Jacka.
-Niechcący trąciłem ręką ten obraz co tam wisiał. On spadł i... Za obrazem była taka jakby szafka w ścianie... zresztą sam idź i zobacz.
Marcin przez chwilę nie odrywał wzroku od dyżurnego. Patrzył na niego w skupieniu i intensywnie o czymś myślał. Potem potrząsnął głową.
-Yyy a ja mam tu jakieś dokumenty. Trzeba będzie to przejrzeć-spojrzał na zegarek.-Ale to już jutro.
Dochodziła 22. Mężczyźni wrócili do hotelu, w którym się zatrzymali.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Czy bohaterowie dowiedzą się czegoś ze znalezionych dokumentów?
| Zapraszam do obejrzenia mojego filmiku:
https://youtu.be/mz34ue1V-qU |
Pozdrawiam



czwartek, 10 marca 2016

112. Nowe informacje

Jacek skończył służbę o 19. Ola była już w domu. Blondyn przebrał się i opuścił komendę. Wsiadł do samochodu. Dwadzieścia minut później dotarł do domu. Wszedł do środka, gdzie czekała na niego Ola i Lenka. Na stole stała już kolacja. Wszyscy zasiedli do posiłku. Zaczęli jeść. Przy kolacji Jacek opowiedział Oli o tym, czego się dziś dowiedział. Kiedy zjedli, zasiedli przed telewizorem i włączyli sobie jakąś komedię. Koło 22 położyli się spać.
Dwa tygodnie później
Przez cały czas policjanci badają sprawę samobójstwa Magdy. Mimo tego, do tej pory nic nowego nie ustalili. Życie Nowaków powoli zaczęło wracać do normy. Jednak ten poranek wprowadzi ich spowrotem do świata bólu.
Ola, Jacek i Lenka jedli właśnie śniadanie. Nagle usłyszeli dźwięk telefonu Jacka. Mężczyzna spojrzał na żonę, po czym wstał i odebrał.
-Słucham-rozpoczął rozmowę.
-Cześć Jacek, o której będziesz w robocie?-usłyszał głos Marcina.
-No... o ósmej, a co?
-Yyy nic, chciałem pogadać.
-O czym?
-Dowiesz się później.
-Chodzi o Magdę?-spytał.
-No... tak.
-Jest coś nowego?
-Jacku... pogadamy na komendzie.
-Ale..
-To nie jest rozmowa na telefon. Spotkamy się to wszystko ci wyjaśnię.
-Ehh okej. To do zobaczenia.
-Hej.
Blondyn odłożył telefon i spowrotem zasiadł przy stole. Ola popatrzyła na niego.
-Co jest?-zapytała.
-Nie wiem. Marcin ma coś nowego i chce pogadać.
Kiedy rodzina kończyła jeść śniadanie, przyszła Marta. Ola i Jacek wyruszyli do pracy. Za piętnaście ósma byli na miejscu. Poszli się przebrać w mundury. Przed odprawą zaczepił ich Zieliński.
-O co chodzi?-zapytał od razu Jacek.
Cała trójka weszła do gabinetu Marcina.
-No więc... chcieliśmy znaleźć rodzinę tego Pawła.
-No i?
-Okazało się, że on nie ma rodziny. Rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy miał 15 lat. Potem trafił do domu dziecka. Wyszedł po trzech latach, tydzień po skończeniu 18 roku życia. Znalazł sobie małe mieszkanie.
-No to raczej łatwego życia nie miał-podsumowała Ola.
-No raczej nie...
-Masz coś jeszcze?-dopytywał Jacek.

***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Czy Marcin ma coś jeszcze do przekazania Jackowi i Oli?
Pozdrawiam

wtorek, 8 marca 2016

111. Morderca na wolności...

Ola i Jacek pożegnali się z rodzicami i pojechali na komendę. Na miejscu byli koło 15. Poszli do pokoju Marcina.
-Cześć-przywitali się.
-Cześć. Co Was do mnie sprowadza?
-Byliśmy w mieszkaniu Magdy.. i zobacz co znalazła Ola..-powiedział podając Zielińskiemu zdjęcie.
-To jest ten Paweł?-zapytał.
-Nie wiem, ale to jest możliwe.
-No dobra.. sprawdzę to.. dzięki.
-Cześć-powiedzieli wychodząc z pokoju.
Małżonkowie postanowili wrócić już do domu. Przed tym pojechali na zakupy. Wrócili po siedemnastej. W domu zastali rodziców Jacka oraz Lenkę. Ola wraz ze swoją teściową zrobiły posiłek. Potem wszyscy razem go zjedli. O 19 Ola i Jacek udali się do pracy zostawiając córkę pod opieką dziadków. Noc była spokojna. W pracy nic ciekawego się nie wydarzyło. Służbę skończyli o piątej rano.
Kilka dni później
Ola i Jacek byli w pracy. Dyżurny siedział w swoim gabinecie.
-Dobra 03 wracajcie na patrol-powiedział do radia.
W tym momencie do pokoju wszedł Marcin.
-Cześć Jacek.
-O cześć.. jest coś nowego?
-No powiem, że nie było łatwo ale udało się. Ten facet ze zdjęcia to niejaki.. Paweł Wiśniewski, lat 29... pochodzi z Lublina.
-Ale.. Magda pisze, że on nie żyje..
-Tak.. od jakichś czterech miesięcy..
-Ale co się stało...
-Do końca to nie wiadomo.
-To znaczy?
-Ehhh no... on... yyy
-No powiesz wreszcie?
-On.. został zamordowany.
-Ale... jak to? Wiesz coś więcej?
-Nie.. tylko tyle, że mordercy nie odnaleziono.
-Czyli co? Ten morderca chodzi sobie teraz normalnie gdzieś po mieście, czy leży na jakiejś plaży!?!!
-No... co zrobisz? Nie złapali go i tyle...
Po tej rozmowie mężczyźni pożegnali się, a potem Zieliński opuścił pokój dyżurnego.
*Jacek*
Po wiadomościach, które usłyszałem od Marcina byłem w szoku. Ktoś zabił chłopaka mojej siostry! Nie wyobrażam sobie jak ona się wtedy czuła... Nie miała przy sobie nikogo bliskiego... Była wtedy całkiem sama. Nie miała z kim porozmawiać ani do kogo się przytulić... Nie było komu ją wesprzeć... Nie było komu jej pomóc. Gdy ją straciłem byłem załamany, ale miałem bliskich... Gdyby nie Ola, to pewnie bym się stoczył. Ale ona... moja mała siostrzyczka... była sama, gdy najbardziej potrzebowała czyjejś bliskości... Jak bardzo musiała cierpieć przez te cztery miesiące... I pomyśleć, że morderca jeszcze jest na wolności...

***
Z racji, że nie jestem dziś w szkole :D to dodaję opowiadanie o tak wczesnej porze. Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał.
Pozdrawiam




sobota, 5 marca 2016

110. Znalezisko

Następnego ranka Ola obudziła się po szóstej. Wstała i chciała iść zrobić śniadanie. Jednak usłyszała płacz dziecka. Poszła do pokoju córki i zabrała ją ze sobą na dół. Przygotowała posiłek i zaczęła karmić Lankę. Za dwadzieścia siódma w kuchni pojawił się Jacek. Usiadł przy stole i powoli zaczął jeść śniadanie. Koło 7.30 przyszła Marta, a Ola i Jacek udali się do pracy. Po odprawie każdy zajął się swoimi obowiązkami. Dzień był dość spokojny. Nie było zbyt poważnych spraw.
Zbliżała się piętnasta. Do pokoju dyżurnego wszedł Marcin.
-Cześć-przywitał się.
-Cześć-odpowiedział blondyn.
-Mam do Ciebie sprawę...-zaczął.
-Jaką?
-Czy Ty znasz tego Pawła, o którym Magda wspomina w liście?
-Nie... Nie mam pojęcia kto to mógł być.
-No nic... to lecę. Hej.
-Marcin...
-Tak?
-Bo... rodzice chcieliby posprzątać już mieszkanie Magdy...
-Nie ma problemu. Myślę, że już wszystko zabezpieczyliśmy, co może się przydać.
Zieliński wyszedł z pokoju. Jacek popatrzył za nim, po czym spowrotem zabrał się do pracy. O 18 służba dobiegła końca. Gdy Ola i Mikołaj zjechali już z patrolu, blondyn wraz ze swoją żoną wrócili do domu. Wieczór spędzili bawiąc się z córką i oglądając telewizję.
Następnego ranka Jacka obudził płacz Leny. Spojrzał na Olę, która jeszcze spała. Po cichu wstał i poszedł do pokoju córeczki. Zabrał ją do salonu, gdzie usiedli na dywanie i układali puzzle. Aleksandra wstała przed ósmą. Dziś oboje mieli nocną zmianę. Ola dołączyła się do zabawy. Pół godziny później przygotowali śniadanie. Zbliżała się dziewiąta, gdy Nowakowie usłyszeli dzwonek do drzwi. To byli rodzice Jacka.
-Dzień dobry-przywitała się Ola.
-Dzień dobry-małżonkowie weszli do środka.
-Cześć-powiedział Jacek, kiedy ujrzał rodziców.
Cała piątka udała się do salonu. Zaczęli rozmawiać. Potem postanowili pojechać do mieszkania Magdy. Lenkę zostawili z opiekunką. Po jedenastej byli już na miejscu. Wzięli się za porządki. Nie było to jednak takie proste. Wszystko przypominało im o zmarłej niedawno dziewczynie. Co chwila którejś z osób pojawiała się łza w oku. Mimo to nie odpuszczali.
Ola i mama Jacka sprzątały właśnie w sypialni. Aleksandra zmieniała pościel na łóżko. W pewnym momencie ujrzała pod materacem jakąś kartkę. Wzięła ją do ręki. Było to zdjęcie, które przedstawiało Magdę oraz jakiegoś mężczyznę. Był to wysoki brunet. Ola spytała o niego mamę Jacka. Jednak kobieta również nie wiedziała kim on jest. Postanowiła pokazać fotografię Jackowi. Poszły do kuchni.
-Jacek... zobacz co znalazłam-powiedziała podając mu zdjęcie.
Blondyn przyglądał się uważnie.
-Znasz go?-spytała po chwili.
-Nie... Ale to może być ten Paweł...

***
Po przerwie mamy kolejne opowiadanie :D Podobało się Wam? Czy osoba z fotografii to rzeczywiście Paweł?
Pozdrawiam

czwartek, 3 marca 2016

Odcinek 134

I kolejna dawka emocji....
Wszyscy tak bardzo martwili się o Olę. A Jacek tak się ucieszył, gdy dostał wieści ze szpitala o wybudzieniu Oli... :D
Ale potem... dramat. Kto tam stał??!! Kto zabił Wysockiego??!?!




środa, 2 marca 2016

Odcinek 133

Ooo ile emocji!!!
Oglądając dzisiejszy odcinek myślałam, że zwariuję. To jest po prostu... Nie do opisania. Normalnie brak słów. Jestem w szoku.
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Jacuś znalazł Olę ♥
Cudownie....