środa, 8 czerwca 2016

Informator

Witajcie!!!
Chciałam Wam przekazać kilka istotnych wiadomości dotyczących bloga. Pierwsza i chyba najważniejsza: wracam do pisania! To było oczywiste, że w końcu wrócę, bo ja już nie umiem żyć bez pisania (chyba się uzależniłam xD). Kolejna informacja jest taka, że nową historię zacznę na nowym blogu. Więc od razu zapraszam: <kliknij tutaj>.
Pozdrawiam gorąco 😘.

czwartek, 19 maja 2016

Epilog

Wszystko na świecie przemija powoli,
radość, smutek i to, co boli.
Wszystko przemija, tak chce przeznaczenie, 
pozostaje jedno — wspomnienie...

Życie jest pełne niespodzianek. Tych miłych, jak i niestety też tych złych. Na niektóre z nich nie mamy wpływu. Niektórym możemy zapobiec. Nie jest to jednak takie proste, jak może się wydawać. Zdarza się, że kiedy chcemy oddalić od siebie nieszczęście, jeszcze bardziej komplikujemy sobie życie. Wtedy czujemy się bezradni, ale nie chcemy pokazywać swoich słabości. Upaść jest rzeczą ludzką. Ale trzeba się podnieść. Nie możemy się poddawać. Musimy walczyć. Wokół otacza nas wielu ludzi, którzy chcą nam zaszkodzić, ale na pewno znajdzie się również ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń. Ktoś, dla kogo staniesz się całym światem. Ktoś, dla kogo zechcesz walczyć.

Znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć.

Ona również znalazła takiego "kogoś". Dzięki niemu znalazła odwagę. On pomógł jej się podnieść. Razem przeszli tak wiele. Spotkało ich wiele nieprzyjemnych "niespodzianek". Mimo wszystko dali sobie radę. Bo mieli siebie. To było najważniejsze. Razem na zawsze...
Po śmierci córki i próbie samobójczej Ola wraz z Jackiem regularnie uczęszcza na terapię. Psycholog pomaga jej, jaki i jemu uporać się i pogodzić z przeszłością. Pomaga im pozbierać się po tych tragicznych wydarzeniach. Z każdym dniem jest coraz lepiej. Życie Nowaków powoli wraca do normalności. Ola na razie skupia się na domu i dzieciach. Wkrótce zamierz jednak wrócić do pracy. Dzieci szybko rosną. Trzyipółletnia Lenka niedługo pójdzie do przedszkola. Mały Mateuszek zaraz skończy siedem miesięcy. Marta, opiekunka Leny, miała teraz zająć się synkiem małżeństwa. Ola i Jacek mogli również w pełni liczyć na pomoc rodziców. Wszystko było na dobrej drodze, wszystko zmierzało w dobrym kierunku. Przed nimi jeszcze wiele dni, miesięcy, lat. Na pewno natkną się jeszcze na jakieś problemy, ale skoro tyle już przeszli, czy poddadzą się, będąc już tak blisko celu?


***
I tak oto dobrneliśmy do końca... 
Chciałam Wam wszystkim bardzo podziękować, za te 70 tysięcy wyświetleń, za wiele miłych komentarzy i przede wszystkim za to, że w ogóle czytaliście moje opowiadania. 
Dziękuję...

środa, 18 maja 2016

145. "Jestem przy Tobie..."

Wiem tylko, że wszystko się zmienia...
Coś jest, a później tego nie ma...

Mijały minuty. W końcu drzwi od łazienki zostały otwarte siłą. Blondyn wszedł do środka. Ten widok go przeraził.
-Ola...
Kobieta spojrzała na niego ze łzami w oczach.
-Kochanie... odłóż to...
-Ja już nie mam siły... Nie mam siły żyć...
-Co Ty mówisz?-ukucnął obok niej.-Nie możesz się poddać, rozumiesz? Nie możesz.
W drzwiach stanął Wojciech. Był przerażony.
-Ola, proszę Cię... jesteś nam potrzebna... Nie możesz się zabić! Odłóż to!
Ola zacisnęła mocniej w dłoni żyletkę. Jacek złapał ją za nadgarstek. Wyjął jej z rąk mały przedmiot, którym chciała odebrać sobie życie. Kobieta zaczęła płakać.
-Nie możesz tego zrobić!
-Nie mam już po co żyć.
-Czy Ty się do cholery słyszysz?! Słyszysz co Ty mówisz?! Masz dzieci! Lenkę, Mateusza!
-Nie krzycz-wtrącił się zapłakany ojciec Oli.
-Naprawdę chcesz nas zostawić?Dlatego, że Zuzia nie żyje? Uwierz, że mi też jest ciężko, bo to była również moja córka!-krzyczał przez łzy.-Ale próbuję się jakoś pozbierać... Bez Ciebie nie dam sobie rady! Kocham Cię!! Rozumiesz?!?! Rozumiesz?!?
Ola twierdząco kiwnęła głową.
-Ja też Cię kocham-łzy spływały po jej policzkach.-Nie zostawiaj mnie...
Jacek przytulił mocno Olę do siebie.
-Już dobrze... Jestem przy Tobie... Zawsze będę...
Ola wtuliła się w klatkę piersiową blondyna. Mężczyzna głaskał ją ręką po plecach. Kiedy kobieta trochę się uspokoiła, delikatnie odsunął się od niej.
-Pokaż rękę-Ola bez zastanowienia pokazała Jackowi nadgarstek.-Trzeba to opatrzyć.
Wysocki podał mu apteczkę, a Nowak szybko i sprawnie opatrzył ranę. Potem pomógł Oli wstać. Tej jednak zakręciło się w głowie i prawie upadła. Jacek wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Położył na łóżku.
-Jesteś zmęczona-szepnął, całując ją w czoło.-Śpij.
Blondyn nakrył Olę kołdrą i po cichu wyszedł z pokoju. Kobieta zasnęła.
***


wtorek, 17 maja 2016

144. "Otwórz!"

Pełno nas, 
a jakoby nikogo nie było, 
jedną maluczką duszyczką, 
tak wiele ubyło.

Nastał kolejny dzień. Kolejny, smutny, szary dzień. Jacka obudziły promienie słońca, przedzierające się przez zasłonę. Spojrzał na Olę. Kobieta leżała zamyślona, wpatrzona w sufit. Blondyn spojrzał na zegarek. Było tuż przed siódmą.
-Nie śpisz już?-spytał.
Ola pokręciła głową.
-Zjesz coś?
Policjantka zaprzeczyła ruchem głowy. Blondyn wstał i udał się do kuchni. Tam zastał swoich rodziców i dzieci. Ojciec Jacka pilnował Mateusza i bawił się z Lenką, a jego mama przygotowywała śniadanie.
-Cześć-przywitał się.
-Ola śpi?
-Nie i wątpię, że w ogóle zasnęła w nocy.
Pół godziny później posiłek był już gotowy. Jacek udał się do sypialni po Olę.
-Kochanie-zaczął.-Chodź na śniadanie.
-Nie chcę.
-Proszę Cię, chodź.
Ola niechętnie podniosła się z łóżka. Blondyn złapał ją za rękę i razem zeszli na dół. Zasiedli przy stole. Ola wzięła do ręki kubek z kawą i upiła łyk, a Jacek wmusił w siebie kanapkę.
-Jedz-powiedział do żony. Kobieta spojrzała na niego.-Proszę...-Ola zaczęła jeść.
Po śniadaniu przyszedł do nich Wysocki. Mijała minuta za minutą. Czas im się dłużył. Nie wiedzieli co mają robić. W domu było dziwnie cicho. Kiedy Mateusz zaczynał płakać, mama Jacka brała go na ręce i uspokajała, a w oczach Oli pojawiały się łzy. Wtedy Jacek przytulał ją do siebie.
Zbliżała się piętnasta. W domu Nowaków znowu rozległ się płacz chłopca. Ola patrzyła przed siebie, a jej oczy powoli stawały się mokre.
*Ola*
Nie wytrzymałam już tego. Wstałam i udałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Stanęłam przed lustrem. Wyglądałam okropnie. Zastanawiałam się, dlaczego moje życie jest takie trudne. Usiadłam na podłodze, opierając się o wannę. Wzięłam do ręki żyletkę. Zaczęłam się jej przyglądać. Trwało to może jakieś siedem minut. W końcu stwierdziłam, że tak będzie lepiej. Przyłożyłam ostrze do nadgarstka. Delikatnie przejechałam nim po skórze. Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
-Ola...-usłyszałam ciepły głos Jacka.-Ola... Ola? Otwórz! Ola!?-mówił coraz głośniej.
Spojrzałam na swoją rękę. Wykonałam kolejne cięcie. Tym razem mocniej. Z rany powoli zaczęły wypływać kropelki krwi. Z każdą chwilą było ich coraz więcej.

Po śmierci własnego dziecka, 
matki nie może spotkać już nic gorszego.




***
Witajcie w 144 rozdziale. Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się podobało. 
Muszę Was poinformować, że następny rozdział będzie ostatnim. Pojawi się również epilog. 
Pozdrawiam

niedziela, 15 maja 2016

143. Cierpienie

Pogrzeb... Ostatnie pożegnanie... Trudny czas... Smutek... Ból... Rozpacz... Strach... Strach przed tym, co będzie dalej...

Patrząc na ciemność lub śmierć,
boimy się nieznanego - niczego więcej.

Dziś mała grupka ludzi zebrała się na cmentarzu, by pożegnać Zuzię. To bardzo wyjątkowa i bardzo smutna chwila. Obecna jest tylko najbliższa rodzina: rodzice, dziadkowie i Lenka. Stoją przy małej trumience, w której znajduje się ciało dziewczynki. Maleńkiej, niewinnej, bezbronnej dziewczynki. Kapłan kropi trumnę wodą. Następnie zostaje ona spuszczona w głęboki dół.

Najgorszy dźwięk na świecie, to odgłos,
gdy trumna z kimś bliskim 
Powoli dotyka ziemi.

Dziadkowie zmarłej Zuzi odchodzą wraz z Lenką. Rodzice zostają sami. Stoją wtuleni w siebie. Zapada głęboka cisza... Łzy spływają po ich policzkach, ale już nikt nie krzyczy. Żegnają dziecko chwilą ciszy.

Aniołku, przyszedłeś na ziemię 
tylko na chwilę, po to, 
by na zawsze pozostać w naszych sercach.

Pojawia się jeszcze większy ból. Ból w sercach zapłakanych rodziców. Garstka ziemi pada na trumnę. Potem następna i następna. Powoli znika w głębi ziemi. Słychać krzyk Oli. Jacek przytula ją mocno. Sam głośno płacze. Kilka dni temu przyszła na świat, a dziś muszą się z nią żegnać... Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe?
Powoli odchodzą od grobu. Ostatnie spojrzenie i opuszczają cmentarz. Wracają do domu, gdzie czekają już rodzice Jacka, ojciec Oli, Lenka i Mateusz. Siadają na kanapie. W domu panuje martwa cisza, którą przerywa płacz dziecka. Mama Jacka idzie do małego, a Ola zaczyna płakać. Blondyn przytula do siebie żonę.
Mija godzina za godziną, a oni nadal tak siedzą, jakby czekali na śmierć... Nodchodzi noc. Wszyscy zasypiają... No prawie wszyscy. Ola leży w łóżku i patrzy w sufit.  Nie może zasnąć. Nie może odpędzić od siebie myśli o śmierci dziecka. I znowu łzy spływają po jej policzkach. 

sobota, 14 maja 2016

142. "Żeby miłość mogła uzdrawiać, a łzy wskrzeszać, żyłabyś Córeczko wśród nas."

*Ola*
Obudziłam się na szpitalnym łóżku. Obok mnie siedział Jacek ze łzami w oczach. Trzymał mnie za rękę. Nie pamiętałem zupełnie, co się stało.
-Jacek... Co się stało?
-Straciłaś przytomność. To przez ten stres... twoje serce tak szybko biło, że nie pompowało równomiernie krwi do organizmu. Szybka pomoc Cię uratowała. Tak się o Ciebie bałem...
Zaczęłam się nad tym zastanawiać i już po chwili zaczęłam sobie uświadamiać, co takiego wydarzyło się przed chwilą.

Obejmuje Cię ból i smutek, jeżeli
bliską Ci osoba umiera,
i uświadamiają sobie,
że już nigdy jej nie zobaczysz.

-Jacek... powiedz, że to nie prawda. Powiedz, że ona żyje...
-Chciałbym-powiedział i mocniej zacisnął moją rękę.
-Chcę ją zobaczyć...
Jacek spojrzał na mnie. Po chwili wstał i wyszedł z sali. Zostałam sama. Po kilku minutach w sali znowu pojawił się Jacek.
-Jesteś gotowa?-spytał.
Po chwili zastanowienia kiwnęłam twierdząco głową. Blondyn wziął mnie za rękę i powoli udaliśmy się na inną salę. Właśnie tam ujrzałam moje maleństwo. Pierwszy raz wzięłam je na ręce. Wreszcie mogłam przytulić moją córeczkę. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Jacek podszedł do mnie. Przytulił mnie i delikatnie położył dłoń na główce Zuzi. Z jego oczu również poleciały łzy.
-Kocham Cię-szepnęłam do dziecka.

Widocznie mało aniołków
jest w niebie, 
skoro Bóg zabrał nam
Ciebie.

Jacek lekko mnie pocałował, a potem zamknął oczy i przyłożył twarz do mojego policzka. Czułam jego łzy na swojej skórze.
Kiedy wróciliśmy do sali, położyłam się na łóżku. Zaczęłam płakać. Jacek przytulił mnie mocno. Nie mogłam się uspokoić. Godzinę później byłam już tak zmęczona, że zasnęłam.
*Jacek*
Ola zasnęła. Siedziałem ciągle przy niej i patrzyłem na nią. Nie wiedziałem, co mam robić. Nie chcę, żeby tak cierpiała. Nienawidzę, kiedy jest smutna. Kiedyś obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by była szczęśliwa. Myślałem, że mi się to uda, ale los mi wcale nie pomaga. Ciągle spotyka nas jakieś nieszczęście.
Zauważyłem, że Ola wierci się niespokojne. Złapałem ją za rękę, a wtedy obudziła się. Była bardzo przerażona. Spojrzała na mnie i znowu zaczęła płakać. Ponownie ją przytuliłem.
-Wszystko się ułoży...-szepnąłem.
Nie wiem, jak to będzie. Sam jestem załamany. Przecież to było nasze dziecko. Mam ochotę się upić, ale nie mogę. Muszę być silny. Ola mnie potrzebuje.... A ja potrzebuję jej. Razem na pewno damy radę.
Następnego dnia wypisano Ola ze szpitala i razem z małym Mateuszkiem wróciliśmy do domu. Weszliśmy do pokoju przygotowanego dla dzieci. Widok dwóch łóżeczek i różowo-niebieskich ścian sprawił, że mieliśmy łzy w oczach. Poszedłem przygotować śniadanie. Pół godziny później siedzieliśmy przy stole. Ola prawie nic nie zjadła. Bardzo mnie to zmartwiło. Tuż przed jedenastą przyjechali rodzice z Lenką. Porozmawialiśmy chwilę. Trzeba było załatwić sprawy związane z pogrzebem. Ustaliliśmy, że zajmie się tym mój ojciec wraz z ojcem Oli. Ani ja, ani Ola nie byliśmy w stanie o tym myśleć. Wszystko doprowadzało nas do łez.
Siedziałem na kanapie. Obok mnie Ola. Głowę miała ułożoną na moim ramieniu. Mateusz spał w łóżeczku. Lenka i moja mama siedzieli przy nim. Po chwili Lenka przyszła do nas i usiadła mi na kolanach. Miała dopiero trzy latka i nie wiedziała, co się stało, ale widząc nas, w jej małych oczkach również pojawiały się łzy. Przytuliła się do mnie, a Ola złapała ją za rączkę.

piątek, 13 maja 2016

141. Operacja

*Jacek*
Po dwudziestu minutach przebijania się przez miasto, dotarłem na miejsce. Czym prędzej wbiegłem do środka. Przed salą siedziała zapłakana Ola. Usiadłem obok niej i złapałem za rękę.
-Ola, co się dzieje? Co się stało?
-Ja... Jacek... siedziałam przy niej... nagle... Nie wiem, co się stało... Coś zaczęło piszczeć... Wbiegły pielęgniarki i lekarz. Zabrali ją na jakąś inną salę. Nie wpuścili mnie tam... Nie wiem, co jej tam robią-mówiła przez łzy.-Jacek.. ja się boję.
-Kochanie... będzie... będzie dobrze-starałem się jakoś ją pocieszyć, choć sam byłem załamany. Bałem się, że.. że Zuzia..... To nie może być prawda.
Poszliśmy pod salą, na którą zabrali Zuzię, a gdzie nie wpuszczono Oli. Akurat wychodziła stamtąd jakąś pielęgniarka.
-Przepraszam panią, co tam się dzieje? Co z moją córką?
-Wystąpiło zatrzymanie pracy serca. Lekarze walczą o życie małej. Potrzebna jest natychmiastowa operacja, ale są marne szanse, że ona ją przeżyje.
-Niech operują!


Byłem w szoku. Moja córka tam umiera, a ja siedzę tu i nic nie mogę zrobić. Cholera jasna! To nie może się tak skończyć.
Spojrzałem na Olę. Stała oparta o ścianę. Była cała blada, tylko oczy czerwone, napuchnięte od płaczu. Podszedłem do niej. Delikatnie dotknąłem dłonią do jej twarzy. Spojrzała mi prosto w oczy. W jej oczach ujrzałem ból, rozpacz, strach. Objałem ją i mocno przytuliłem do siebie. Staliśmy tak kilka minut, a później usiedliśmy na krzesłach. Ola oparła głowę o moje ramię. Ja delikatnie gładziłem ją ręką po włosach. Czas mijał... Każda minuta wydawała mi się godziną. Po pewnym czasie zorientowałem się, że Ola zasnęła. Co się dziwić, była taka zmęczona. Dlaczego ona musi tak cierpieć? Czym ona sobie na to zasłużyła?
Jakiś czas później zauważyłem zbliżającego się w naszym kierunku komendanta. Spojrzałem na zegarek. Była już osiemnasta. Po chwili Wojciech stał już obok.
-Co się dzieje, Jacek? Co z małą?
-Operują ją.
W tym momencie Ola zaczęła się przebudzać. Rozejrzała się wokół, a później przytuliła się do mnie. Wysocki usiadł na krześle obok Oli. Siedzieliśmy w ciszy. Jakieś pół godziny później z sali wyszła pielęgniarka. Wszyscy szybko się poderwaliśmy. Za pielęgniarką wyszedł lekarz i kolejne dwie pielęgniarki. Stanęli, a my patrzyliśmy na nich wyczekująco. Oni jednak tylko patrzyli na nas. Postanowiłem przerwać tę dziwną ciszę.
-Co z nią?-spytałem z nutą zawahania.
-Serce dziewczynki przestało bić.. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Wydawało się już, że operacja przejdzie pomyślnie. Niestety dziewczynka nie wytrzymała do końca operacji... Zuzia nie żyje.
Po ostatnim słowie lekarza poczułem jak Ola opiera się o mnie. Szybko ją złapałem.
-Ola?
-Proszę ją ułożyć na ziemi.
Wykonałem polecenie lekarza, który zaczął ją reanimować.
-Ola?! Ola, słyszysz mnie?!
-Proszę się odsunąć!
-Olaaaa!!!