Ola coraz bardziej zaczynała się niecierpliwość. Było już dziesięć po dwudziestej pierwszej. Postanowiła zadzwonić do Jacka. Jeden sygnał, drugi, trzeci... Nie odbiera. Nie wiedziała co ma o tym wszystkim myśleć. Co on robi? Gdzie jest tyle czasu? Zaczynała się martwić. Do głowy przychodziły jej różne myśli, a może coś się stało? Znowu złapała za telefon. I znowu to samo, nie odbierał. Mijały kolejne minuty, aż w końcu usłyszała skrzypnięcie otwieranych drzwi. Spojrzała na zegarek. Była 21.26. Wstała i ruszyła w stronę drzwi. Stanęła i patrzyła na niego.
-Cześć kochanie-Jacek patrzył na nią z zachwyceniem.
-Gdzie Ty byłeś?
-Ślicznie wyglądasz.
-Dzwoniłam do Ciebie. Dlaczego nie odbierałeś?
-Słonko, miałem wyciszony telefon.
-Martwiłam się. Myślałam już, że coś się stało.
-Oj skarbie, nie gniewaj się na mnie-pocałował ją w policzek.-Przebiorę się i wychodzimy, okej?
-Okej-odpowiedziała ponuro.-A może chociaż powiesz gdzie?
-Oleńko, zaraz się wszystkiego dowiesz. Wytrzymasz jeszcze trochę?-spytał zakładając koszulę.
-Nie...
-Musisz-zaśmiał się.
-Nie muszę. Nigdzie nie idę-oznajmiła, siadając na łóżku.
-Ola no... Nie rób mi tego. Proszę-spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.
-Myślisz, że teraz się zgodzę?
-Tak-powiedział pewnie.
-No to się mylisz.
-Nie. I tak się zgodzisz.
-Skąd u Ciebie ta pewność?
-Bo wiem, że bardzo mnie kochasz i zrobisz to dla mnie.
-Co za cwaniak-zaśmiała się i rzuciła w niego poduszką.
-Chodźmy już-oznajmił zakładając buty.
Po chwili wyszli z mieszkania. Jacek zabrał Olę do eleganckiej restauracji, gdzie zjedli wyśmienitą kolację. Siedzieli tam i rozmawiali przez ponad godzinę.
-Smakowało Ci?-spytał.
-Było pyszne-uśmiechnęła się.
-No widzisz, a Ty nie chciałaś iść.
-Bo mnie zdenerwowałeś.
-Tylko mi nie mów, że nadal się gniewasz.
-No... Już nie. Dziękuję za cudowny wieczór-posłała mu ciepły uśmiech.
-To trochę za wcześnie. Jeszcze nie koniec niespodzianek-oznajmił, spoglądając na zegarek.
-Co Ty jeszcze wymyśliłeś?
-Wiesz co, pójdziemy na spacer.
Wstali od stołu. Jacek wziął żonę za rękę i wyszli z budynku. Spacerowali ulicami Wrocławia.
-Idziemy w jakieś konkretne miejsce czy tak tylko?
-Mmm w konkretne.
-A... gdzie?
-A Ty byś chciała wszystko wiedzieć.
-Oj no, po prostu jestem ciekawa.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
-Wiesz co?
-No co?
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też, i to bardzo.
-Bardzo?
-Baaaaardzo-pocałował ją w policzek.
Po kilku minutach znaleźli się na Głównym Rynku, gdzie znajdował się tłum ludzi. Ola spojrzała na Jacka.
-Po co tu przyszliśmy?
-Chodź, staniemy sobie tam.
Pociągnął ją za rękę. Stanęli na uboczu i patrzyli na innych.
-Jacek?
Mężczyzna spojrzał na zegarek.
-Jeszcze dwie minutki-oznajmił.
-Aha... Pokaz fajerwerków w Rynku?
-Yhym-uśmiechnął się do niej.
Po chwili usłyszeli odliczanie krzyczącego tłumu.
-Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden...
I wtedy na niebie pojawiły się kolorowe iskry. Wokół zrobiło się jasno. Wszystko wyglądało tak pięknie.
-Szczęśliwego Nowego Roku-powiedział, po czym namiętnie pocałował ukochaną.
Ola spojrzała na męża i uśmiechnęła się lekko. Jacek objął ją ramieniem, a ona wtuliła się w niego. Stali tak i wpatrywali się w niebo. Kilka minut później było już po pokazie. Małżonkowie spacerkiem ruszyli w stronę domu. Za dwadzieścia pierwsza znaleźli się pod budynkiem. W dobrych humorach weszli do środka. W korytarzu zdjęli kurtki i buty, po czym przeszli dalej. Kiedy Ola weszła do sypialni, stanęła jak wryta. Ten widok ją całkowicie zaskoczył. Na łóżku było pełno płatków róż, obok stały zapalone świece. Stała i przyglądała się z zachwytem. Po chwili poczuła dłonie Jacka na swoich biodrach. Obróciła głowę w jego stronę.
-Jak Ty to zrobiłeś?-spytała.
-Mam swoje sposoby.
Jacek przyłożył swoje czoło do jej czoła, po czym pocałował ją namiętnie w usta. Potem zaczął schodzić z pocałunkami na szyję. Powoli zaczął kierować ich w sronę łóżka. Zaraz potem Ola opadła na materac, a wraz z nią Jacek. Całując jej ramiona, rozpiął zamek w sukience. Delikatnie włożył ręce pod czarny materiał, a po chwili zdjął go z jej ciała. Powrócił do jej ust, delikatnie dotykając ich językiem. Nieśmiało otworzyła usta, przez co wtargnął do jej buzi. Coraz bardziej pogłębiali pocałunki, powoli tracąc powietrze w płucach. Tymczasem ręce Oli powędrowały w dół jego brzucha. Zaraz potem rozpinały męskie spodnie. Blondyn z chęcią pomógł jej w pozbyciu się tej części garderoby. Kiedy Jacek zajął się swoimi spodniami, ona ściągnęła śnieżnobiałą koszulę z jego umięśnionych ramion. Znowu przyłożył swoje czoło do jej. Ich spojrzenia spotkały się, co spowodowało, że na ich twarzach zagościł uśmiech. Zbliżył usta do jej dolnej wargi. Wysunął język i delikatne jej dotknął. Zaczął nim wędrować w dół ciała kobiety. Przeszedł przez brodę i środek szyi, znajdował się coraz niżej. W pewnym momencie napotkał koronkowy materiał. Oderwał się na chwilę i pozbył górnej części bielizny. Spowrotem przyłożył usta między jej piersi. Wysunął język i powrócił do wędrówki. Minął już pępek i schodził jeszcze niżej. Po raz kolejny zatrzymała go czarna koronka. Bezproblemowo pozbył się ostatniego elementu bielizny. Rękami objął jej nogi w okolicy kolan, po czym przyciągnął je w górę po udach, przez biodra. Zatrzymał je na brzuchu. Położył dłonie na materacu. Podniósł się i położył na niej tak, że ich twarze były blisko siebie. Złożył na jej ustach gorący pocałunek. Włożył ręce pod jej plecy. Nagość dotykała nagości. Jej ciało zadrżało. Zarzuciła ręce na jego kark. Zacisnęła mocno zęby. Nagle poczuła niesamowity ból. Krzyknęła przeraźliwie, a on gwałtownie odsunął się od niej, co spowodowało jeszcze większą boleść. Momentalnie jej oczy wypełniła bezbarwna ciecz. Przerażony mężczyzna spojrzał na brunetkę.
-Kochanie, co się stało?-spytał delikatnym, troskliwym głosem.
-Boli...-szepnęła.
On patrzył na nią. Kompletnie nie wiedział, co ma robić. Łzy spływały po jej policzkach.
-Przytul mnie...-wyszemrała po chwili.
Położył się obok niej i objął ramieniem. Lewą dłonią gładził jej bladą twarz. Opuszkami palców ocierał łzy.
-Jak się czujesz?-zapytał.
Spojrzała mu w oczy. Po jej twarzy spłynęły kolejne łzy. Wtuliła się w jego klatkę piersiową.
-Chyba powinniśmy jechać do lekarz-zasugerował.
-Nie... Nic mi nie jest.
-A dziecko? Co jeśli coś mu się stało?
-Jacek, proszę Cię. Jest trzecia w nocy. Nie chcę nigdzie jechać.
Nastała chwila ciszy.
-Przepraszam... Nie wybaczyłbym sobie, gdyby Tobie lub dziecku coś się stało.
-To nie jest twoja wina.
Mocno się do niego przytuliła i zamknęła oczy. Jacek chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zauważył, że Ola zasnęła. Delikatnie pocałował ją w czoło.
Ciąg dalszy nastąpi...
Liczę na dłuższe komentarze.
Pozdrawiam :*