poniedziałek, 15 lutego 2016

Informator

Cześć!!!
Mam dla Was pewną informację. Nie wiem czy dobrą czy złą. Sami ocenicie.
Otóż chciałam Was powiadomić, że robię sobie przerwę. Ostatnio mam dużo nauki, więc nie mam zbyt wiele czasu na pisanie. Przyda mi się trochę odpoczynku :)
Ale nie martwcie się! Wracam do Was wraz z rozpoczęciem nowego sezonu naszego ukochanego serialu! Czyli już całkiem niedługo :D
Pozdrawiam i do zobaczenia!

niedziela, 14 lutego 2016

Miniaturka 3.

Cześć!
Z okazji walentynek przygotowałam dla Was miniaturkę. Jest również druga okazja. Otóż 14 listopada 2015 roku, czyli dokładnie trzy miesiące temu, założyłam tego bloga. Dziękuję, że przez tyle czasu jesteście ze mną. Dziękuję Wam również za ponad 40 000 wyswietleń.
Zapraszam do czytania :)



Siedzieliśmy na pomoście. Przed nami rozciągał się błękit jeziora. Podziwialiśmy zachód słońca. Wielka, ognista kula zanurza się powoli pod wodę. Patrzyliśmy jak stopniowo znika zza horyzontu. W wodzie odbijały się złote promienie. Niebo przybrało żółto-czerwoną barwę.
-Piękny widok-szepnęła Ola, wtulając się w moje ramiona.
Uśmiechnąłem się lekko i delikatnie pocałowałem ją w czubek głowy.
-Wracamy już?-spytałem szeptem.
Ola kiwnęła głową na "tak". Patrzyliśmy jeszcze przez chwilę na ten piękny widok. Powoli wstałem. Stanąłem na krawędzi pomostu. Ola siedziała w bezruchu. Nagle uniosła głowę do góry i spojrzała na mnie. Przeniosłem na nią swój wzrok. Na jej słodkiej buzi widniał szeroki uśmiech. Patrzyłem na nią ze zdziwieniem, nie wiedząc o co jej chodzi. Chwilę później podniosła się i ustała obok mnie. W jej oczach zobaczyłem błysk. Ach... jaka ona śliczna.
-Jacek...-szepnęła.
Wlepiłem w nią wzrok, czekając na kolejne słowo. Ciągle się uśmiechała. Pytająco podniosłem brew ku górze. Jednak nie doczekałem się odpowiedzi. Niespodziewanie Ola zepchnęła mnie z pomostu. Trochę się przestraszyłem. Szybko nabrałem w płuca powietrze. Po chwili rozległ się plusk wody. Zanurzyłem się w wodzie, powoli wypuszczając przez usta powietrze. Wypłynąłem na powierzchnię i spojrzałem w kierunku pomostu, na którym stała rozbawiona dziewczyna. Zaśmiałem się pod nosem.
-OLA!!! KOCHAM CIĘ!!!!-wykrzyczałem najgłośniej jak tylko dałem radę.
Po okolicy rozniosiło się echo. Ola wybuchnęła śmiechem. Patrzyłem przez kilka minut na jej drobną postać. Usiadła spowrotem na pomost, spuszczając nogi nad wodę. Ponownie nabrałem powietrze w usta i zanurzyłem się w głąb jeziora. Po chwili wynurzyłem się tuż obok pomostu, pod stopami Oli. Delikatnie dotknąłem dłonią jej nogi. Zaśmiała się i szybko zabrała nogę. Wstała i powoli odeszła od brzegu. Roześmiałem się.
-Ola! Ola!-krzyczałem za nią.-Nie zostawiaj mnie tutaj!
Z uśmiechem wyszedłem czym prędzej z wody, żeby dogonić Olę. Ona jednak stała kilka metrów dalej i śmiała się. Spojrzałem na nią z oburzeniem. Szybkim krokiem ruszyłem w jej kierunku. Ola stała nieruchomo. Jej oczka patrzyły na mnie uroczo. Byłem już obok niej. Nagle ona zaczęła biec. Zatrzymałem się i otworzyłem szeroko oczy. Jak ona może mi to robić? Dlaczego ona mnie tak męczy? Co za kobieta... Pobiegłem za nią. Ola co jakiś czas odwracała głowę w moją stronę. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Biegła ciągle przed siebie. Stąpała bosymi nóżkami po zielonej trawie. Czym dalej biegliśmy w głąb łąki, tym trawa była dłuższa. Byłem już bardzo zmęczony i cały przemoknięty. Powoli miałem już tego dość. Widziałem, że Ola też jest już wyczerpana, dlatego postanowiłem się nie poddawać i dogonić ją. W pewnym momencie ona upadła. Zatrzymałem się. Patrzyłem w miejsce, gdzie przed chwilą stała Ola. Nie widziałem jej, bo trawa była bardzo wysoka. Podszedłem bliżej i ujrzałem ją leżącą na trawie. Nadal uśmiechała się szeroko. Odwzajemniłem uśmiech i położyłem się obok ukochanej. Przybliżyłem swoją twarz do jej twarzy i powiedziałem:
-Co ty sobie wyobrażasz?
Ola przewróciła tylko oczami i nadal się śmiała. Delikatnie dotknąłem wargami jej ust, po czym namiętnie pocałowałem. Całowaliśmy się bardzo długo. Było tak cudownie. Po pewnym czasie oderwaliśmy się od siebie. Patrzyliśmy sobie w oczy.
-Wracajmy już do domu. Jesteś cały mokry-oznajmiła a ja spojrzałem na nią.
-No co ty nie powiesz. Jestem mokry przez ciebie.
Ola uśmiechnęła się uroczo.
-Chodźmy, zimno mi-powiedziałem wstając.
Ola również wstała i razem poszliśmy do domku. Zbliżaliśmy się już do celu. Naszym oczom ukazał się mały, śliczny, drewniany domek, przy którym rosły piękne, kolorowe kwiaty. Weszliśmy do środka. Ola poszła do kuchni, a ja od razu skierowałem się do łazienki. Przebrałem się w suche ubranie i poszedłem do Oli. Gdy wszedłem do kuchni, na stole stała już gotowa kolacja. Uśmiechnąłem się i usiadłem naprzeciwko ukochanej. Po zjedzeniu posiłku, usiedliśmy na kanapie. Nalałem nam wino do kieliszków. Zaczęliśmy rozmawiać. Śmialiśmy się przy tym bardzo.


-To najcudowniejsze wakacje w moim życiu-powiedziała, uśmiechając się uroczo w moim kierunku.
-Mamy jeszcze cały tydzień. Będzie jeszcze cudowniej-zaśmiałem się.
-Z tobą na pewno-oznajmiła wesoło.
-Dobrze jest tak czasem odciąć się od tych wszystkich problemów.. Zaszyć się tylko we dwoje.
-Tylko ty i ja...
-Sami... z dala od innych ludzi..
-Tych, co ciągle narzekają-roześmiała się.
Odstawiłem kieliszek na stolik i zbliżyłem sie do Oli. Dotknąłem delikatnie nosem do jej nosa. Ola zaczęła mnie całować, co odwzajemniłem. Z każdą sekundą całowaliśmy się coraz bardziej namiętnie. Chciałem objąć Olę ręką, ale niechcący trąciłem stojący na stoliku kieliszek. Wino wylało się na jej kolana. Szybko oderwaliśmy się od siebie. Wziąłem kieliszek, który spadł na kanapę i postawiłem na stolik. Chusteczkami zacząłem wycierać jej nogi, po których płynęły małe, czerwone kropelki. Ola wybuchnęła śmiechem. Spojrzałem w jej śliczne oczka i się uśmiechnąłem. Pocałowałem ją w usta i delikatnie uniosłem do góry. Wolnym krokiem udałem się w kierunku sypialni. Położyłem Olę na łóżku i zacząłem całować jej szyję. Rozpiąłem zamek sukienki, po czym ściągnąłem ją z delikatnego ciała Oli....
Ciepłe, wesołe i upojne dni mijały bardzo szybko. Nadszedł ostatni dzień, który mieliśmy spędzić nad jeziorem. Obudziłem się po siódmej. Ola jeszcze spała, więc wstałem po cichu, aby zrobić śniadanie. Kilkanaście minut później wszedłem do sypialni z tacą. Oleńka nadal spała. Powoli podszedłem do łóżka i postawiłem tacę. Usiadłem obok, po czym delikatnie pocałowałem ją w usta. Po chwili Ola obudziła się.
-Dzień dobry-usmiechnąłem się.
-Dzień dobry-odwzajemniła uśmiech.
-Wyspana?
-Yhym a ty?
-Też... zrobiłem śniadanko dla mojej ślicznotki.
-Przestań.. wcale nie jestem taka śliczna.
-Jesteś.
-Nie jestem.
-Ja chyba lepiej wiem-powiedziałem i pocałowałem ją namiętnie.-Wieczorem wracamy do domu.
-Musimy? Tu jest tak cudownie.
-Nom... musimy. Trzeba jeszcze wszystko przygotować do ślubu-uśmiechnąłem się na myśl o tym pięknym dniu, który zbliża się wielkimi krokami.
-Ach... już za kilka dni będę twoją żoną.
Przysunęła swoją twarz i zaczęła mnie całować. Odwzajemniłem pocałunek. Po jakichś kilku minutach oderwaliśmy się od siebie.
-Może by tak spacer przed wyjazdem-zaproponowałem.
Ola bez namysłu zgodziła się. Zjedliśmy więc śniadanie i ubraliśmy się. Potem wyszliśmy z domku. Splotłem nasze dłonie i ruszyliśmy przed siebie. Po kilkunastu minutach marszu, znaleźliśmy się nad jeziorem. Weszliśmy na pomost. Ola usiadła spuszczając nogi nad wodę. Ja usiadłem za nią i mocno ją przytuliłem. Spędziliśmy tam cały dzień. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i bawiliśmy. Czas szybko minął. Zbliżała się 16, więc musieliśmy iść do domku spakować walizki. Gdy już wszystko było gotowe, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Przejeżdżając obok jeziora, ostatni raz spojrzeliśmy na ten piękny widok.
-Jeszcze tu wrócimy. Prawda?-spytała szeptem Ola.
-Prawda-uśmiechnąłem się.
-Ale razem.
-Oczywiście że razem-delikatnie pocałowałem narzeczoną w policzek.
W domu byliśmy przed 20. Rozpakowaliśmy bagaże, po czym zrobiliśmy sobie kolację. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy wspominać te cudowne dni. Następnego ranka rozpoczęliśmy przygotowania do ślubu. Kilka dni później wszystko było gotowe.
Czwartek, 15.30
Za dwa dni bierzemy ślub! Dziś mam wieczór kawalerski a Ola panieński. Oboje właśnie przygotowywaliśmy się do wyjścia. Ola miała jakąś imprezę w domu Emilki. Miały tam być też inne dziewczyny z komendy. Mnie natomiast chłopaki wyciągnęli do jakiegoś klubu. Koło 16.30 usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Olcia poszła otworzyć. Po chwili ujrzałem Mikołaja i Krzyśka. Założyłem więc buty i jak miałem wychodzić. Odwróciłem się jednak i spojrzałem na Olę. Podszedłem do niej i pocałowałem.
-Kocham cię najbardziej na świecie. Pamiętaj o tym.
Ona uśmiechnęła się i zaczęła mnie namiętnie całować.
-Ej gołąbeczki.. starczy już-zaśmiał się Mikołaj.
Oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałem w oczy Oli i odszedłem dwa kroki, ale potem się zatrzymałem. Znowu podszedłem do Oli i pocałowałem ją, po czym wyszedłem już z mieszkania, zostawiając Olę w osłupieniu, lecz z uśmiechem na słodkich ustach. Po piętnastu minutach jazdy samochodem, dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy do niezbyt dużego klubu. W środku byli wszyscy mężczyźni z komendy. Zabawa szybko się rozkręciła. Drink za drunkiem, kieliszek za kieliszkiem. Alkoholu nie brakowało. Piwo, wódka, whisky... Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek wypił więcej alkoholu. Zabawa trwała w najlepsze. Nawet nie zauważyłam kiedy w klubie pojawiły się jakieś obce dziewczyny. Zabawa zabawą, ale... Zbliżała się już trzecia. Chłopaki zaczęli powoli usypiać nad kieliszkiem wódki z głową opartą o stół. Ja, na wpół przytomny przez alkohol, bawiłem się z jakąś blondynką. Nie wiedziałem nawet jak ma na imię, no ale po co było mi to wiedzieć? W pewnym momencie, zupełnie niespodziewanie zaczęliśmy się całować, aż wylądowaliśmy w łóżku.
Obudziłem się z ogromnym bólem głowy. Znajdowałem się  w jakimś pokoju, w którym nigdy wcześniej nie byłem. Rozejrzałem się wkoło, a obok mnie leżała ta blondynka. O cholera...-zaklnąłem w duszy. Co ja narobiłem? Zdradziłem Olę i to dzień przed ślubem. Jak mogłem być takim dupkiem. Jak mogłem jej coś takiego zrobić? Przecież ją kocham. Kocham ją najbardziej na świecie! Jeszcze przed wyjściem z domu jej to mówiłem, a potem... potem przespałem się z jakąś obcą kobietą. Zerwałem się szybko z łóżka i zacząłem się ubierać. Wtedy blondynka obudziła się. Podniosła się do pozycji siedzącej i patrzyła na mnie bez słowa. Ręką trzymała się za głowę. Widać było, że też ma mocnego kaca. Nie wiedziała w ogóle co się wokół niej dzieje. Ja też już nic nie wiedziałem. Miałem mętlik w głowie. Oczywiste było to, że muszę powiedzieć Oli o zdradzie, ale cholernie się bałem. Bałem się, że mi nie wybaczy. Co się dziwić, sam nie wiem co bym zrobił, jak bym zareagował, gdyby mi Ola powiedziała, że mnie zdradziła. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Jaka więc będzie reakcja Oli? Przekonam się jak jej powiem, ale... Co jeśli mi nie wybaczy? Tak bardzo ją kocham, tak bardzo mi na niej zależy. Tak bardzo chciałem tego ślubu. Tak długo czekaliśmy na ten dzień. I co? Teraz przeze mnie ma nie być ślubu? Wszystko spieprzyłem.
Gdy już się ubrałem, szybkim krokiem wyszedłem z pokoju, zostawiając kobietę. Wybiegłem na ulicę. Zatrzymałem się. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Bałem się spotkania z Olą. Przecież nie mogłem jej teraz stracić! Po tylu pięknych chwilach spędzonych razem. Tyle dni razem spędziliśmy, tyle miesięcy. I teraz miałoby się to wszystko skończyć? A może nie powinienem jej o tym mówić? Może się nie wyda? Nie nie nie... Co ja sobie myślę? Co się ze mną dzieje? To do mnie nie podobne. Przecież nie będę jej okłamywał przez całe życie. Jak ja w ogóle mógłbym spojrzeć w lustro? Im prędzej jej powiem, tym lepiej. Musi znać prawdę. Nawet jeśli ze mną zerwie, to trudno. Zasłużyłem sobie. Jestem zwykłym dupkiem.
Podniosłem się i pieszo ruszyłem w stronę domu. Szedłem wolnym spacerkiem i rozmyślałem o tym, co będzie dalej. Jakieś półtorej godziny później byłem już pod domem. Powoli zbliżałem się do wejścia. W końcu wszedłem do środka. Serce mi zadrżało. Co teraz? Co mam robić? Spojrzałem na zegarek. 13.57. Wolnym krokiem wszedłem do kuchni. Pusto. Poszedłem więc do salonu. Ola siedziała na kanapie z książką w ręku. Uśmiechnęła się na mój widok. Ja również uśmiechnąłem się lekko, lecz ona od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Podszedłem do niej i ukucnąłem naprzeciwko ukochanej. Delikatnie złapałem ją za rękę. Pocałowałem jej dłoń, a ona ponownie się uśmiechnęła. Spojrzałem w jej oczy.
-Ola...-zacząłem, ale słowa utknęły mi w gardle.
Kobieta patrzyła na mnie z niecierpliwością. Pewnie zastanawiała się, o co mi chodzi, co chcę jej powiedzieć.
-Musimy..porozmawiać-oznajmiłem drżącym głosem.-Olu.. jesteś.. całym moim życiem.. Kocham cię ponad wszystko..
-Jacek? Co się dzieje?-spytała zaskoczona moim dziwnym zachowaniem.
-Oleńko ja.. wczoraj ostro zabalowałem.. ja... Nie będę się głupio tłumaczył, że to przez alkohol, bo nie powinienem w ogóle tyle pić.. Ola...... ja cię zdradziłem. 
W jej błękitnych oczach momentalnie pojawiły się łzy. 
-Co??? Nie.. to niemożliwe... Powiedz, że to nie prawda... Jacek! Proszę cię powiedz, że tego nie zrobiłeś.
Patrzyłem na nią. Serce mi pękało. W jej oczach widziałam ból, ogromny ból. Tak bardzo chciałbym powiedzieć, że to nieprawda, ale niestety... to była prawda. 
-Olu... skarbie... słoneczko... ja naprawdę cię kocham... jesteś najważniejsza... 
W jej oczach pojawiło się jeszcze więcej łez. Nie wiedziałem, co mam robić, jak mam się zachować. Ona siedziała taka zapłakana, bezradna. Nie mogła uwierzyć, że to zrobiłem. Zawsze była przekonana, że jej nie skrzywdzę, a tu takie rozczarowanie. I to przed samym ślubem...
-Olu...-splotłem nasze dłonie.
-Zostaw mnie!
Wyrwała rękę z mojego uścisku i wstała z kanapy.
-Ola... przepraszam.. kocham cię.. proszę wybacz mi... 
Poszła do przedpokoju, zaczęła zakładać buty.
-Oleńko... serduszko moje.... przepraszam... Olu.. Nie potrafię żyć bez ciebie...
Poszedłem za Olą. Po moich policzkach płynęły łzy. Ola założyła buty i wzięła do ręki swoją torebkę. Spojrzała na mnie. Potem ruszyła do wyjścia.
-Olu...-złapałem ją za rękę.
Znowu na mnie spojrzała. 
-Puść mnie!-krzyknęła wyrywając mi się.
Wybiegła z płaczem z mieszkania, a ja osunąłem się po ścianie w dół. Zacząłem płakać jak małe dziecko. Łzy płynęły po policzkach nieprzerwanym strumieniem. To koniec! Zniszczyłem sobie całe życie. Brawo Jacek! Cholera jasna! Jestem pieprzonym skurwysynem! Skrzywdziłem najważniejszą osobę w moim życiu. Zawsze traktowałem ją jak najdelikatniejsze szkło, które w każdej chwili może się stłuc. Starałem się, żeby wszystko było dobrze. Troszczyłem się o nią jak tylko potrafiłem. A ona zawsze potrafiła to docenić. Doceniała mój trud, moje starania. Darzyła mnie ogromną miłością. Oddawała mi całą siebie, całe swoje serce. Zawsze kochałem ją najbardziej na świecie. Była moim najcenniejszym skarbem. Była moim serduszkiem, moim słonecznikiem, co rozjaśnia wszystkie dni. Zrobił bym dla niej wszystko... I pomyśleć, że wystarczyło trochę alkoholu i życie się skończyło. Moje życie nie miało już sensu. To ona była sensem mojego życia. Bez niej nie umiem funkcjonować....
Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Podniosłem się z nadzieją, że to Ola, ale się rozczarowałem. Przez wizjer ujrzałem Mikołaja. Otarłem łzy i otworzyłem drzwi.
-Co jest stary? Gdzie wczoraj zniknąłeś?-dopytywał z uśmiechem na twarzy.
-Gdzie ja zniknąłem? Cholera jasna!!!!-krzyknąłem uderzając ręką o stojący na szafce wazon, który po chwili spadł i rozbił się na miliony drobnych kawałeczków. Poszedłem do salonu i usiadłem na kanapę, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała Ola. Schowałem twarz w dłonie. Mikołaj poszedł za mną.
-Ej.... Jacek... co jest? Co się stało? Gdzie Ola? 
-Ola? Oli już nie ma..... Nie ma!-wybuchnąłem płaczem.
-Ale...-zdziwił się.-Jak to... jak to nie ma? Co się stało?
-Dlaczego zawsze wszystko musi się spieprzyć? Co ja narobiłem??
-Powiesz mi wreszcie co się stało?
-Ja... zdradziłem ją... Zdradziłem Olę...
-Jak to??
-Normalnie!!!!
-Ale gdzie teraz jest Ola?
-Wyszła.
-Kiedy?
-Przed chwilą. Tuż przed tobą...
-Nie wiesz gdzie poszła?
-Nie wiem, Mikołaj... to koniec.. rozumiesz? Koniec... zniszczyłem sobie życie...
-Co ty mówisz? Ola cię kocha. Zobaczysz jeszcze wszystko się ułoży.
-Nic się nie ułoży!!! Ona odeszła!
-Może musi sobie to wszystko przemyśleć...
-Dlaczego nie wywaliła mnie z mieszkania, tylko wyszła?? Dlaczego?? Przecież to jej mieszkanie..
-Zadzwoń do niej i zapytaj-uśmiechnął się, a ja popatrzyłem na niego z zaskoczeniem.-No pomyśl, co by powiedziała Ola?
-Ola... Powiedziałaby, że to nie jest jej mieszkanie tylko nasze, że wszystko co jej, jest i moje...-uśmiechnąłem się wspominając słowa Oli. 
-Musisz walczyć Jacek... Nie możesz odpuścić. Ona cię kocha, tylko...
-Tylko co? Tylko nie chce mnie znać po tym co zrobiłem. Pewnie odwoła ślub...
-Ogarnij się! Nic nie odwoła. Będzie dobrze, rozumiesz??
-Nie! Nie rozumiem. Boję się, że jest już po wszystkim. Że obudzę się jutro i dowiem się, że ślubu nie będzie. Wszystko przez moją głupotę.
-Przestań... niepotrzebnie wpuściliśmy te dziewczyny do klubu.. 






Spojrzałem na Białacha i pokreciłem głową. Poszedłem do sypialni, gdzie rzuciłem się na łóżko. Od razu przytuliłem poduszkę Oli i zamknąłem oczy. Po chwili znów po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Słyszałem skrzypnięcie drzwi do sypialni, co oznaczało, że Mikołaj tu zajrzał. Potem Białach opuścił mieszkanie, zamykając za sobą drzwi na klucz. Chwilę później zasnąłem. 
Obudziłem się następnego dnia tuż przed dziewiątą. Wstałem leniwie i pierwsze kroki skierowałem do łazienki. Przemyłem twarz zimną wodą, po czym udałem się do kuchni. Wziąłem do ręki zdjęcie moje i Oli. Usiadłem przy stole, kładąc fotografię na blacie. Siedziałem wpatrzony w jeden punkt na zdjęciu. W miejsce, gdzie była Ola. Po chwili usłyszałem przekręcanie klucza w drzwiach. Pomyślałem, że to Mikołaj. Po chwili ktoś wszedł do kuchni. Uniosłem głowę, by zobaczyć, czy rzeczywiście jest to Białach. Ku mojemu zdziwieniu ujrzałem... Olę? Wlepiłem w nią swój wzrok. Zastanawiałem się, czy to się dzieje naprawdę. A może to tylko sen?
-Nie powinieneś być teraz u siebie w mieszkaniu?-zapytała uśmiechając się lekko.
Patrzyłem na nią w totalnym osłupieniu. Czyli jednak przyszła mnie wyrzucić z mieszkania... Tylko dlaczego robi to z uśmiechem na ustach? Podniosłem się z krzesła i stanąłem naprzeciwko niej. Do ręki wziąłem zdjęcie. Ola popatrzyła na mnie.
-Zostaw to zdjęcie-powiedziała wyjmując mi fotografię z dłoni.-Masz mnie przed sobą, po co ci jeszcze zdjęcie?
-Ja tylko...-nie wiedziałem co powiedzieć. 
Ola jednak podeszła do mnie bliżej i namiętnie pocałowała, co nieśmiało odwzajemniłem. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. 
-Ola...-zacząłem, ale ona przyłożyła palec do moich ust.
-Jacuś.. skarbie, słoneczko moje kochane. Myślisz, że po tylu wspólnych chwilach, po tak długim związku ja tak po prostu cię zostawię? Jeśli tak, to się mylisz. Moja mama zawsze mówiła, że trzeba spełniać swoje marzenia. Jacek.. kocham cię najbardziej na świecie. Moim marzeniem jest ślub z tobą. Pomożesz mi je dziś spełnić?-uśmiechnęła się.
-Oleńko...
Wziąłem ją na ręce i zakręciłem się w kółko. Przytuliłem ją do siebie.
-Bałem się, że już cię straciłem.
-Jacek.... nie rób mi tego więcej.
-Oluś słoneczko... nigdy w życiu. Nigdy!
Pocałowałem namiętnie dziewczynę, która kilka godzin później została moją żoną. Ślub był bardzo cudowny. Wszystko odbyło się tak jak sobie zaplanowaliśmy. Spełniliśmy marzenie Oli. Jest bardzo szczęśliwa jako moja żona. A ja jestem szczęśliwy, gdy ona jest szczęśliwa.










piątek, 12 lutego 2016

109. Oczy pełne bólu

Zbliżała się 21. Jacek siedział przy stole w bezruchu. Patrzył ciągle w jeden punkt. Chwilę później, po schodach zeszła Ola. Podeszła do męża i usiadła obok niego. Złapała go za rękę.
-Jacuś...
Mężczyzna odwrócił głowę w kierunku Oli. Ona dotknęła delikatnie dłonią do jego policzka.
-Jak się czujesz?-spytała szeptem.
W oczach Jacka znów stanęły łzy. Przybliżył się do żony i przytulił. Ola Położyła rękę na jego głowie, głaszcząc po włosach. Siedzieli tak przez kilka długich minut.
-Chodź już spać.
-Nie chcę...
-Jutro powinieneś wrócić do pracy.
Blondyn spojrzał na nią smutnym wzrokiem.
-Chodź... musisz odpocząć.
-Oluś... idź się połóż.. ja zaraz przyjdę.
-Ale...
-Proszę.
-Przyjdziesz na pewno?
-Na pewno. Chcę tylko pobyć trochę sam. Muszę pomyśleć.
-Ostatnimi czasy za dużo myślisz..
-Idź spać. Kocham Cię.
-Ja Ciebie też-powiedziała patrząc mu w oczy.
-Dobranoc-powiedział całując żonę w policzek.
Jednak Ola dalej siedziała i patrzyła na Jacka.
-Oleńko...
-Jacek, nie chcę Cię zostawiać tutaj samego. Boję się.. że... że sobie coś zrobisz-oznajmiła ze łzami w oczach.-Nie chcę Cię stracić.
-Ola... kochanie, słoneczko moje.. nic sobie nie zrobię, nie zostawię Cię.
-Po tym jak ostatnio się upiłe...
-Nie ruszam się stąd. Posiedzę tu chwilkę i zaraz do Ciebie przyjdę. Obiecuję...
-Obiecujesz?
-Tak.. obiecuję. Idź spać.
Ola popatrzyła na Jacka, po czym go mocno przytuliła. Wyszła z kuchni i udała się do sypialni. Położyła się do łóżka. Po kilkunastu minutach rozmyślania zasnęła.
Tymczasem Jacek siedział ciągle przy stole, naprzeciwko okna. Patrzył przed siebie. Siedział nieruchomo, pogrążony w swoich myślach. Znowu rozmyślał o swojej siostrze. Czuł w sercu pustkę. Ciągle do jego głowy dobijały się wspomnienia. Czuł się winny jej śmierci, choć wiedział, że nie mógł nic poradzić. Może gdyby wiedział... Może wtedy mógłby coś zrobić. W jego błękitnych jak ocean oczach pojawiły się łzy. I znowu zaczęły spływać po bladych policzkach. Z każdą sekundą łez było coraz więcej. Płakał, aż w końcu zasnął z głową opartą o stół.
Koło drugiej w nocy obudziła się Ola. Zdziwiła się i przestraszyła, gdy ujrzała, że Jacka nie ma obok. Szybko wstała z łóżka, narzuciła na siebie szlafrok i wyszła z sypialni. Zeszła po schodach, po czym swoje kroki skierowała do kuchni. Tam zobaczyła śpiącego Jacka. Odetchnęła z ulgą i lekko się uśmiechnęła. Podeszła do męża i zaczęła delikatnie masować go po plecach. Po chwili mężczyzna obudził się. Spojrzał na stojącą obok niego Olę.
-Skarbie... chodź się połóż-szepnęła.
Blondyn nic nie powiedział. Powoli wstał i przytulił żonę. Potem wziął ją za rękę i wolnym krokiem razem poszli do sypialni. Położyli się, a po kilku minutach zasnęli.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam

wtorek, 9 lutego 2016

108. Pogrzeb ;(




Następnego dnia, o godzinie 15 wszyscy bliscy Magdy zebrali się w kościele, by pożegnać zmarłą. Rozpoczęła się msza. Była bardzo piękna. Kapłan rozpoczął przemówienie.
-Umiłowani! Zebraliśmy się tutaj, aby pożegnać ze wspólnoty naszą córkę, siostrę, kuzynkę, przyjaciółkę. Magda w tragiczny sposób odeszła z tego świata... 
Wszyscy słuchali słów kapłana w skupieniu. Na twarzy każdej obecnej osoby widniał smutek. 


"Oto już jesień i pora umierać,
pożółkłe liście wiatr wtrąca i miecie, 
dążące gałęzie do naga obdziera,
chór, gdzie sto ptaków modliło się w lecie.
Ja jestem zmierzchem dnia, który się słania
ku zachodowi i w ciemności brodzi.
Noc, siostra śmierci oczy mi przysłania
I wkrótce z całym światem mnie pogodzi.
A jeśli kochasz choć prawdę dostrzegniesz,
kochasz tym bardziej im rychlej odbiegniesz."

Jacek siedział w pierwszej ławce. Po jego prawej stronie siedziała Ola, która trzymała na kolanach ich córkę, a po lewej rodzice. Siedział pogrążony w swoich myślach. W oczach miał łzy. Z trudem próbował powstrzymać napływające kropelki. Z każdą chwilą było ich coraz więcej i więcej. Sekunda za sekundą. Łza za złą. Po chwili łzy, które pojawiły się w oczach spływały nieprzerwanym strumieniem. Płakał coraz bardziej. Nie mógł się opanować. Powoli brakowało mu już powietrza, nie miał czym oddychać, dusił się. Przytłaczały go jego własne myśli. Znów w jego głowie pojawiały się pytania. Dlaczego to zrobiła? Co skłoniło ją do tak desperackiego czynu? Co wydarzyło się w jej życiu? Czy było aż tak źle? Czemu nie powiedziała nikomu o swoich problemach? Dlaczego nie poprosiła o pomoc? Zawsze byli tak blisko, a gdy teraz ona potrzebowała pomocy, wsparcia, go nie było. Jej śmierć nie była jego winą. Skąd mógł wiedzieć o jej problemach, skoro ona nic nie chciała mówić. A może nie mogła? Może się czegoś bała? Może ktoś jej groził?

"Śmierć przychodzi cicho. Niezapowiedziana, nieproszona. Nigdy nie ma na nią odpowiedniej chwili, jest zawsze gościem nie na czas..." 

Nastąpiło odprowadzenie trumny na wyznaczone miejsce. Stali już na cmentarzu. Do grobu włożono trumnę. Kapłan kropi trumnę wodą święconą mówiąc:
-Niech Bóg da tobie pić ze źródła wody życia.
Następnie rzucił grudkę ziemi.
-Prochem jesteś i w proch się obrócisz, ale Pan cię wskrzesi w dniu ostatecznym. Żyj w pokoju.
Zasypywanie grobu... okropny moment. Ona odchodzi już na zawsze. Ostatni raz ją widzieli. Już nigdy jej nie zobaczą. Nie na tym świecie.. Oczy Jacka znów pokryła szklana tafla łez. Stał w bezruchu nad grobem ukochanej siostry. Obok niego stała żona, która również miała łzy w oczach. Teraz przypominała sobie pogrzeb mamy. Do jej głowy powracały wspomnienia. Wtuliła się w Jacka, a on mocno objął ją ramieniem. Obok nich stali rodzice zmarłej. Również się przytulili do siebie. Trochę dalej stał Wysocki z wnuczką na rękach. Dalej byli inni znajomi, przyjaciele Magdy. Po pewnym czasie na cmentarzu powoli zaczęło się wyludniać. Aż w końcu nastała cisza. Stały już tylko cztery osoby. W szumie wiatru można było usłyszeć ciche szlochanie. 

"Nie stój nad mym grobem i nie roń łez. 
Nie ma mnie tam; nie zasnęłam też.
Nie stój nad mym grobem i nie płacz na darmo.
Nie ma mnie tam. Ja nie umarłam..."





***
Za nami kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało. 
Dziękuję za ponad 40 000 wyświetleń.
Pozdrawiam :*

niedziela, 7 lutego 2016

107. Trudne rozmowy z Jackiem

Ola wolnymi krokami poszła na górę. Udała się w kierunku sypialni. Stanęła przed drzwiami. Zawahała się, ale po chwili delikatnym ruchem otworzyła drzwi. Jacek leżał na łóżku wtulony w poduszkę. Ola powoli podeszła i usiadła obok męża. Położyła rękę na jego plecach.
-Jacek....
-Zastaw mnie.
-Możemy porozmawiać?
-Nie. Chcę być sam.
-Ale Jacek... proszę Cię. Gdzie byłeś? Martwiłam się o Ciebie.
-Czy Ty nie rozumiesz tego co mówię?! Chcę być teraz sam! Możesz mnie zostawić?!
Ola popatrzyła na blondyna. Zrezygnowana wyszła z pokoju. Poszła do salonu, gdzie bawiła się Lenka. Zbliżała się już 14. Aleksandra postanowiła przygotować obiad. Przyrządziła paprykę nadziewaną mielonym mięsem i ryżem w sosie pomidorowym. Przez cały czas myślała o Jacku. Poszła więc sprawdzić co z nim. Weszła do sypialni. Mężczyzna spał. Na głowę miał narzuconą kołdrę. Ola podeszła powoli i usiadła na brzegu łóżka. Delikatnie odkryła twarz męża. Spojrzała na niego. Po chwili Jacek sie obudził. Odwrócił się w stronę żony i spojrzał na nią. Przez pewien czas patrzyli na siebie w milczeniu. Tę ciszę przerwała Aleksandra.
-Jak się czujesz?
Mężczyzna nie odpowiadał. Patrzył ciągle na nią.
-Zrobiłam obiad. Może zjesz?
-Nie jestem głodny-powiedział.
-Jacek proszę Cię...
-Przestań!!
Ola przestraszyła się trochę. Jacek nigdy na nią nie krzyczał. Był spokojny, opanowany, zawsze miły.. Spojrzała na niego. Nie wiedziała co ma robić. Chciała mu pomóc, ale nie wiedziała jak. Rozumiała, że jest mu ciężko po śmierci siostry, ale nie podobało jej się to, że Jacek odpycha ją od siebie. Nie chce w ogóle z nią rozmawiać. Nie daje sobie pomóc. Przecież ona chce jego dobra. Chce dla niego jak najlepiej.
Siedziała przez kilka minut nieruchomo. Patrzyła ciągle na niego. Była tak zaskoczona, że nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa, nie mogła nawet się ruszyć. W jej oczach stanęły łzy.
-Jacek...-powiedziała po chwili cichym głosem.-Kocham Cię.. chcę Ci pomóc...
-Ola...-złapał ją za rękę.-Zrozum.. Nie chcę teraz rozmawiać. Boli mnie głowa.. Zostaw mnie... proszę..
Kobieta spojrzała na męża. Dotknęła delikatnie dłonią do jego twarzy, po czym wyszła powoli z sypialni.
Następny dzień, 17.35
Jacek cały wczorajszy i dzisiejszy dzień spędził w łóżku. Aleksandra bardzo się o niego martwiła. Tak bardzo chciała mu pomóc, zastanawiała się, co może zrobić. Ponownie poszła do sypialni, gdzie był jej mąż. Zbliżyła się i usiadła obok niego.
-Jutro pogrzeb Magdy-zaczęła rozmowę.
Blondyn popatrzył na nią ze smutkiem w oczach.
-Jacek.. Nie możesz całych dni spędzać w łóżku. Musisz coś zjeść. Proszę... Nie możesz się tak zachowywać. Jesteś tu potrzebny. Potrzebuję Cię, ja, Lenka..-w jej oczach pojawiły się łzy.
Jacek ciągle patrzył na żonę. Widząc jej smutne oczka, poczuł ból w sercu. Wiedział, że to przez niego jest taka smutna.
-Masz rację Oleńko... przepraszam Cię. Źle Cię potraktowała wczoraj.. Ja... ciągle nie mogę zrozumieć dlaczego ona to zrobiła. To jest dla mnie naprawdę bardzo trudne..
-Wiem Jacek.. dlatego chce Ci pomóc.
-Chodź tu do mnie-powiedział uśmiechając się lekko.
Ola położyła się obok męża i przytuliła się do niego. Jacek objął ją ramieniem i delikatnie pocałował w czoło. Po kilku minutach kobieta zapytała:
-To co? Zjesz coś? Zrobiłam kolację.
-Yhym-uśmiechnął się do żony.
Aleksandra wstała z łóżka.
-Ola..... Kocham Cię.
-Ja Ciebie też-posłała mu ciepły uśmiech.-Wstawaj.
Mężczyzna podniósł się. Nagle zakręciło mu się w głowie i prawie się przewrócił.
-Jacek... wszystko w porządku? Może wezwać pogotowie?
-Nie.. spokojnie. Wszystko dobrze. Chodźmy już.
Małżonkowie zeszli na dół. Jacek gdy tylko zobaczył córeczkę, wziął ją na ręce i mocno przytulił.
-Tęskniłem za Tobą-szepnął dziewczynce do ucha.
Potem wszyscy usiedli do stołu i zjedli kolację.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam

piątek, 5 lutego 2016

106. Niechętny powrót do domu

*Jacek*
Obudziłem się cały obolały. Ból głowy był nie do zniesienia. Podniosłem się do pozycji siedzącej. Rozejrzałem się dookoła. Byłem na jakiejś małej, starej uliczce. Siedziałem na chodniku. Nie miałem pojęcia co tu robiłem, jak się tu znalazłem. Ostatnie co pamiętałem to list od Magdy i to jak siedziałem w barze. A potem... urwał mi się film. Nie wiedziałem co mam teraz zrobić, jak wrócić do domu. Czy w ogóle jest sens wracać do domu? Nawet nie miałem siły wstać. Szumiało mi w głowie. Nie mogłem nawet myśleć. Oparłem się o ścianę. Zamknąłem oczy. Po chwili usłyszałem znajomy głos.
-Jacek?
Otworzyłem oczy i ujrzałem Emilkę i Krzyśka.
-Co Ty tu robisz?-zapytał Krzysiek.
Popatrzyłem na niego tępym wzrokiem.
-Nie wiem... Nie pamiętam...
-Ola Cię szukała.. martwi się o Ciebie.
Nic nie powiedziałem, tylko spuściłem wzrok. Stali nade mną i wymieniali się spojrzeniami. Nastała chwila ciszy, która po kilku minutach przerwała Emilka.
-Jacek, chłopaku jak Ty wyglądasz? Gdzieś Ty był? Wstawaj, odwieziemy Cię do domu.
Spojrzałem na nią. Nie chciałem wracać do domu. Chciałem być teraz sam.
*Narrator*
Emilka spojrzała na Krzyśka. On po chwili podszedł do Jacka i pomógł mu wstać. Poszli do radiowozu. Ruszyli w kierunku domu Nowaka. Kilkanaście minut później byli już na miejscu. Policjanci z załogi patrolu 06 wysiedli z auta. Jednak Jacek nie uczynił tego co oni. Siedział nieruchomo ze spuszczoną głową. Krzysiek otworzył mu drzwi. Blondyn nadal nie reagował.
-Jacek. Jacek!!
Dyżurny podniósł głowę do góry i spojrzał na Zapałę.
-Koniec trasy. Wysiadaj.
Nowak powoli wyszedł z radiowozu. Niechetnie ruszył do domu, a za nim Emilia i Krzysztof. Mężczyzna zatrzymał się przed drzwiami. Małżonkowie spojrzeli najpierw na siebie, a potem na Jacka.
-Nie masz kluczy?-spytała kobieta.
Blondyn spojrzał na nią i nic nie powiedział. Zdziwiona policjantka zapukała. Po chwili drzwi otworzyły się, a za nimi stała Ola. Aleksandra ujrzawszy męża, nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Stała przez chwilę i patrzyła na niego.
-Jacek....
Podeszła do mężczyzny i chciała go przytulić, lecz ten ją odepchnął.
-Zostaw mnie-powiedział i poszedł schodami na górę.
Olę zdziwiło zachowanie Jacka. Spojrzała na Krzyśka i Emilkę. Oni opowiedzieli jej szybo jak i gdzie znaleźli dyżurnego. Potem pożegnali się i wrócili do pracy.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o zachowaniu Jacka?
Pozdrawiam

czwartek, 4 lutego 2016

105. "Odbierz Jacek, odbierz"

Blondyn przetarł twarz dłonią. Wstał i spojrzał w oczy żony. Jego oczy znów wypełniły się łzami. Odwrócił się i ruszył do wyjścia.
-Jacek!-krzyknęła za nim.
Mężczyzna jednak nie zareagował. Poszedł dalej. Ola nie wiedziała co robić. Postanowiła iść za mężem. Wyszła z budynku. Rozejrzała się wkoło, lecz nigdzie go nie było. Wsiadła więc do auta i pojechała do domu, z nadzieją, że tam go zastanie. Po kilkunastu minutach była już na miejscu. Szybkim krokiem ruszyła do budynku. Zatrzymała się przed drzwiami. Po chwili weszła do środka. Udała się do salonu. Zobaczyła tam Lenka i Martę, które świetnie się bawiły. Opiekunka spojrzała na Olę.
-Jacka nie ma?-spytała lękliwym głosem.
Marta zaprzeczyła niepewnym ruchem głowy. Nie odrywała wzroku od Aleksandry. Ola opadła na kanapę. Przestraszyła się. Bała się, że Jacek może sobie coś zrobić. Miała nadzieję, że za chwilę wróci do domu. Drżącą ręką wzięła telefon. Powoli wybrała numer do Jacka. Jeden sygnał, potem drugi, trzeci i nic. Dzwoni jeszcze raz. W duszy mówi sobie "odbierz Jacek, odbierz". Sygnał.. Nadal nic. Nie odbiera. Zdenerwowana kobieta powtarza czynność. Za każdym razem niepokoiła się coraz bardziej. Martwiła się o niego. Tak bardzo się bała. Bała się, że go straci..
W tym samym czasie Jacek dotarł do małej knajpki, znajdującej się na jakiejś starej ulicy. Wszedł do środka. Zajął wolne miejsce przy barze i zamówił sobie piwo. Usłyszał dźwięk swojego telefonu. Spojrzał na wyświetlacz i ujrzał napis "Oleńka". Położył komórkę na blacie i wypił szybko całe piwo. Potem zamówił drugie, trzecie, kolejne i kolejne... Telefon ciągle dzwonił, a on tylko patrzył na ekran. W oczach miał łzy. Nie mógł sobie wybaczyć, że Magda nie żyje. Obwiniał się za jej śmierć. Powinien jej pomóc, a on nic nie zrobił. Nawet nie spróbował dowiedzieć się co się stało. Nie miał pojęcia, dlaczego ona popełniła samobójstwo.. Pił piwo. Jedno po drugim. Mijała godzina za godziną. Stracił rachubę czasu. Nie zamierzał wracać do domu. Nie chciał pokazywać się przyjaciołom, rodzinie na oczy.
W tym czasie Ola odchodziła od zmysłów. Wiele razy próbowała dodzwonić się do męża. Obdzwoniła wszystkich znajomych. Niestety nikt nic nie wiedział. Nikt nie wiedział, gdzie jest Jacek, co robi. Już dawno było po północy. Lenka spała. Ola chodziła nerwowo po kuchni z telefonem w ręce. Ponownie wybrała numer do Jacka. Sygnał.. drugi, trzeci... Brak odpowiedzi. Po jej bladym policzku spłynęła łza.
-Odbierz Jacek, proszę-szepnęła i ponownie zadzwoniła do męża.
Jednak on nadal nie odbierał. Nie wiedziała co ma robić. Tak bardzo się o niego martwiła. Tak bardzo się bała.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam :D

środa, 3 lutego 2016

104. Rozpacz Jacka

W oczach Jacka pojawiły się łzy. To był dla niego ogromny szok. Zastanawiał się co jeszcze wydarzyło się w życiu dziewczyny, o czym nie chciała mu powiedzieć i przez co postanowiła się zabić. Gdyby był wtedy przy niej. Gdyby wiedział co się u niej dzieje. Może zapobiegł by temu. Czuł ogromny ból w sercu. Stracił tak ważną mu osobę. Stracił jedyną siostrę. Siostrę, z którą był tak bardzo zżyty. Którą tak bardzo kochał. Po jego bladych jak ściana policzkach spływały jedna za drugą, słone łzy. Tak bardzo bolała go ta strata. Patrzył na białą kartkę, którą trzymał w dłoni. Po chwili agresywnym ruchem zgniótł popier w kulkę i rzucił na podłogę. Porywczo uderzył pięścią o ścianę, a następnie osunął się po niej. Siedział na podłodze wpatrzony w jeden punkt. Jego błękitne oczy były całe zaszklone. Marcin spojrzał na blondyna.
-Jacek? Może dowieźć Cię do domu?
Nowak spojrzał na niego zdezorientowany. Nic nie słyszał. Nie docierały do niego żadne słowa. Wokół jego głowy był słychać tylko szum.
-Jacek. Słyszysz mnie? Jacek!
Blondyn spuścił wzrok na podłogę. Nadal milczał. Zamarł w bezruchu. Ciągle patrzył się w jeden punkt. Zieliński był zdziwiony. Nie wiedział co ma zrobić. Postanowił zadzwonić do Oli. Kobieta odebrała już po pierwszym sygnale.
-Słucham-odezwał się jej delikatny głos.
-Mówi Marcin Zieliński. Chodzi o Jacka.
-Coś się stało?
-To.. dość dziwna sytuacja. Jacek siedzi pod ścianą, nie reaguje jak się do niego mówi, jakby w ogóle nic nie słyszał.
-Ale dlaczego? Tak nagle?
-Znaleźliśmy w mieszkaniu list od Magdy. Jacek przeczytał go, a potem nie wiem, chyba się załamał. Mogłabyś tu przyjechać?
-Yyy tak jasne. Zaraz będę.
Ola zostawiła córkę pod opieką Marty i wyszła z domu. Kilkanaście minut później była już na miejscu. Gdy zobaczyła stan męża, przeraziła się. Podeszła do niego i ukucnęła obok.
-Jacek... Jacek!
Mężczyzna przeniósł wzrok na kobietę. Przez chwilę patrzył na nią, a potem powiedział:
-To wszystko moja wina..
-Jacek co Ty mówisz?? To nie twoja wina. Przecież nic nie zrobiłeś.
-No właśnie. Nic nie zrobiłem, a powinienem. Powinienem jej pomóc.
-Jacek nie obwiniaj się. Skąd mogłeś wiedzieć, że tak się stanie?
-Jak rozmawiałem z nią na urodzinach Lenki, mogłem się zorientować. Mogłem wyczuć, że coś jest nie tak. Nie powinienem jej zostawić samej. Nie powinienem!
Po jego policzku spłynęła łza. Ola patrzyła na niego. Nie wiedziała co ma powiedzieć, co ma robić. Jak ma mu pomóc? Wiedziała, że teraz nie będzie mu łatwo. Nikomu nie byłoby łatwo pozbierać się po stracie bliskiej osoby. Postanowiła, że będzie go wspierać. Zawsze będzie go wspierać. W końcu jest jego żoną.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam

wtorek, 2 lutego 2016

103. Jeszcze się zobaczmy...

Jacku, kochany braciszku
Kiedy to czytasz, mnie już nie ma. Nie ma mnie na tym świecie. Odeszłam stąd na zawsze. Pewnie teraz rozpaczasz. Pewnie czujesz do mnie żal. Pewnie zastanawiasz się dlaczego. Dlaczego to zrobiłam? Chcesz wiedzieć? Miałam tego dość. Miałam dość życia. Nie dawałam już sobie rady. Nie miałam już siły żyć. To wszystko mnie przerosło. Pamiętasz jak byliśmy mali? Bawiliśmy się na podwórku. Biegaliśmy, śmialiśmy się. Było tak beztrosko. A pamiętasz jak się przewróciłam? Bardzo mnie bolało kolano. A Ty pomagałeś mi, pocieszałeś mnie. Zawsze mogłam na Ciebie liczyć. Byłeś najlepszym bratem jakiego mogłam mieć. Cieszę się, że miałam takiego brata. Niestety dzieciństwo się skończyło. Każdy z nas miał swoje życie, ale mimo to nadal byliśmy nierozłączni. Byliśmy... do czasu. Wyjechałam z dala od domu. Tęskniłam bardzo. Za Tobą, za rodzicami. Ale nie mogłam wrócić. Poznałam tam kogoś. Miał na imię Paweł. Zawrócił mi w głowie. Czułam, że to jest ten jedyny. Ten, z którym chcę spędzić resztę życia. Bardzo go kochałam. Bardzo. Ale moje życie źle się potoczyło. Na naszej drodze stanęło nieszczęście. Stanęła śmierć! Śmierć, która mi go zabrała! Zabrała mi miłość. Wyrwała mi serce, zabrała tlen. Ciężko mi było się po tym pozbierać. Ale musiałam jakoś żyć dalej... Choć lepiej by dla mnie było gdybym umarła razem z nim. Już wtedy. Nie musiałabym tyle cierpieć.... Nie wiesz przez co przeszłam. I lepiej będzie jak się nie dowiesz. Pewnie gdybym przyszła z tym do Ciebie, pomógł byś mi. W końcu byłeś moim starszym bratem. Jednak tak się nie stało. Nie przyszłam, nie powiedziałam Ci o niczym. Nie obwiniaj się o moją śmierć. To była moja decyzja. Nie umiałam tak żyć. Nie umiałam żyć w bólu, w cierpieniu. Walczyłam. Ale to nie było takie proste. Nie dawałam już rady. Nie mialam siły. Jak mogłam żyć? Żyć ze świadomością, że osoba, którą kochałam umarła przeze mnie. Popełniłam błąd. Największy błąd w moim życiu. Przez mój błąd on odszedł. Odszedł z tego świata. Dlatego ja też odchodzę. Życie jest takie kruche i ulotne. Więc dlaczego tak często odrzucamy to co nam daje w darze, gardzimy tym i wybieramy to czego nie powinniśmy? Może ono podsuwa nam rozwiązanie, wiedząc jakie jest kruche i ulotne, a my myślimy, że tyle jeszcze przed nami, że na wszystko mamy czas, że wszystko zdążymy jeszcze naprawić. Ale nie udało się. Zbyt późno się zorientowałam, co zrobiłam.
Przepraszam. Przepraszam Cię braciszku. Wiem, że teraz trudno Ci będzie się pozbierać. Ale jesteś silny. Dasz radę. Musisz żyć. Masz rodzinę. Żonę, córkę. A ja będę nad Tobą czuwać. Pamiętaj, że ciągle jestem przy Tobie. Jestem w twoim sercu. Kocham Cię. Kocham rodziców. Wszystkich Was kocham.
Jeszcze się zobaczymy....
Magda

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdawiam ;)

poniedziałek, 1 lutego 2016

102. List do Jacka

Blondyn wziął do ręki komórkę. Na wyświetlaczu ujrzał znany już mu numer. Odebrał.
-Słucham-zaczął rozmowę.
-Jacku, jesteśmy w mieszkaniu twojej siostry. Jeśli dałbym radę, to... mógłbyś tu przyjechać?
-Yyy tak jasne. Będę.
-To do zobaczenia. Trzymaj się.
-Cześć.
Policjant odłożył telefon. Spojrzał na żonę. Ona patrzyła na niego. Nagle usłyszeli płacz Lenki. Ola wstała i poszła do córeczki. Po chwili wróciła, niosąc dziecko na rękach. Jacek ciągle siedział przy stole. Twarz miał ukrytą za dłońmi. Kobieta posadziła dziewczynkę na kanapie i podeszła do męża.
-Jacek..-mężczyzna podniósł głowę do góry.
Ola pocałowała blondyna w policzek i mocno przytuliła. Policjant po chwili powiedział:
-Muszę jechać do mieszkania Magdy.
-Skarbie, dasz sam radę?
Mężczyzna pokiwał głową na "tak".
-Może pojadę z Tobą?
-Olu...-w jego oczach pojawiły się łzy.-Zostań tu z Lenką. Niedługo wrócę.
-Jacek, a rodzice wiedzą?
Blondyn spojrzał na żonę.
-Chyba... Nie wiem-wstał od stołu.-Jadę już. Kocham Cię-przytulił Olę.
-Ja też Cię kocham.
Jacek ubrał się i wyszedł z domu. Wsiadł do samochodu. Po chwili odjechał. Kilkanaście minut później był już na miejscu. Wolnym i niepewnym krokiem ruszył w kierunku mieszkania. Nie wiedział co tam zastanie. Jak zareaguje na widok jej rzeczy, zdjęć stojących na półkach. Tyle wspomnień... Jeszcze kilka dni temu rozmawiali ze sobą. A teraz? Teraz już jej tu nie ma. Nie ma jej na tym świecie? Wokół jego myśli krążyło pytanie: dlaczego? Dlaczego ona to zrobiła? Co skłoniło ją do tak desperackiego czynu?
Jacek wszedł do mieszkania. W środku zastał kilku policjantów, którzy przeszukiwali rzeczy osobiste Magdy. Po chwili do blondyna podszedł Marcin Zieliński.
-W sypialni na łóżku znaleźliśmy to-pokazał Jackowi białą kartkę, złożoną na pół.
-Co to?
-List. Do Ciebie.
Jacek wziął papier do ręki. Spojrzał na Marcina.
-Rodzice już wiedzą?
-Tak. Są w szoku. Dwójka policjantów pojechała do Trzebnicy. Nie przeczytasz tego?
Jacek zawahał się. Po chwili namysłu, postanowił przeczytać list. Powoli rozłożył kartkę i zaczął czytać.

***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co mogła napisać Magda w liście?
Pozdrawiam