Jacka obudził dźwięk telefonu. Spojrzał na zegarek. 2.37. Zaspany sięgnął po telefon i odebrał go.
-Halo?
-Dzień dobry mówi...
-Dzień? Jest środek nocy.
-Tak wiem, przepraszam. Z tej strony Marcin Zieliński z..
-Z kryminalnych?
-Tak. Jacek Nowak?
-No..tak to ja. O co chodzi?
-Yyy.. chodzi o... o twoją siostrę.
-No ale co z nią?
-Jacku... twoja siostra... ona nie żyje.
-Co ty mówisz? Jak to nie żyje? Przecież rozmawiałem z nią przed wczoraj.
-Ona popełniła samobójstwo.
W tym momencie z dłoni Jacka wypadł telefon. Nie mógł uwierzyć w to co się stało.
-Halo?? Jacek? Jesteś tam? Słyszysz mnie?-pytał Marcin, lecz nie otrzymał żadnej odpowiedzi.
*Jacek*
Siedziałem na łóżku, wpatrzony w przestrzeń przed sobą. Nie mogłem przyjąć tego do wiadomości. Jak to możliwe? Dlaczego ona to zrobiła? Przecież miała jeszcze przed sobą całe życie. Co skłoniło ją do takiego czynu? To nie może być prawda! To nie prawda! Nie zrobiła by tego! Nie zostawiła by nas, swojej rodziny!
Z zamyślenia wyrwał mnie głos Oli.
-Jacek.. dlaczego nie śpisz?
Spojrzałem na nią zdezorientowanym wzrokiem. Nie mogłem wydusić z siebie żadnego słowa. Patrzyłem ciągle na nią.
-Wszystko w porządku?-spytała.
Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Nie byłem w stanie nic powiedzieć. Odebrało mi głos. Powli zaczęło do mnie docierać, że to wszystko, to jest prawda. Że ona na prawdę nie żyje. Z trudem powstrzymywałem napływające łzy.
-Jacek... Jacuś co się dzieje?
W oczach Oli zobaczyłem strach, przerażenie. Na pewno była zaskoczona moim zachowaniem. Nie powstrzymałem łez. Powoli, jedna po drugiej, zaczęły spływać po moich policzkach. Ola przysunęła się i mocno mnie przytuliła. Siedzieliśmy tak bardzo długo, aż w końcu zasnąłem.
Obudziłem się rano. Oli nie było obok. Spojrzałem na zegarek. Była 7.25. Na podłodze, obok łóżka leżał mój telefon. Po chwili przypomniałem sobie wiadomość sprzed kilku godzin. Wstałem i poszedłem do kuchni. Tam zostałem Olę. Na stole stało już śniadanie. Podeszłem do żony i pocałowałem ją w policzek, po czym usiadłem do stołu. Niechętnie zacząłem jeść posiłek.
-Jacku? Coś się stało?
Spojrzałem w jej śliczne oczka. Zastanawiałem się, co mam powiedzieć. Ona niecierpliwiła się. Czekała na jakąś odpowiedź. Ale to nie było takie proste. Znowu nie mogłem nic z siebie wydusić.
-Olu... Magda.. ona nie żyje.
Ola spojrzała na mnie z przerażeniem. Po chwili z jej oczu wypłynęła łza. Siedzieliśmy w ciszy, patrząc na siebie. Czas mijał, a my ciągle nie mogliśmy się otrząsnąć. Żadne z nas nie potrafiło się odezwać. Tą długą ciszę przerwał dźwięk mojego telefonu.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Spodziewaliście się tego?
Pozdrawiam
niedziela, 31 stycznia 2016
sobota, 30 stycznia 2016
100. Samobójstwo
Zdesperowana dziewczyna wyszła z domu. Miała w oczach łzy, których nie mogła opanować. Szła ulicą w blasku księżyca. Co kilkanaście metrów mijała jakichś ludzi, ale nie zwracała na nikogo uwagi. Szła przed siebie, potrącając innych przechodni. Była zrozpaczona. W jej głowie rodziło się wiele myśli. Zastanawiała się, dlaczego to ją spotkało? Dlaczego musi tak cierpieć? Dlaczego los tak ją potraktował. Zawsze starała się robić wszystko jak najlepiej. Żyć pełnią życia i cieszyć się nim. Kochała ludzi, kochała życie. Niestety okazało się, że ludzie nie kochali jej. Życie jej nie kochało. Potraktowali ją gorzej niż psa. Nie dali jej szansy. Nie pozwolili jej nic wytłumaczyć. Dlaczego? Przecież tak się starała. Włożyła w to całą swoją duszę. Nie chciała żeby tak wyszło. Nie chciała tego. Nie chciała im zaszkodzić. Robiła dla nich wszystko. Wszystko co tylko chcieli. A oni? Oni nawet nie chcieli jej słuchać. Dlaczego?! Z jej pięknych, błękitnych oczu wypływało coraz więcej słonych łez. Płakała i płakała. Nie miała już siły żyć. Zbyt długo była silna. Zbyt długo dawała sobie radę. Ale już nie mogła. Nie mogła tego wytrzymać. Nie miała siły. Bo ile można znieść coś takiego? Coś tak okropnego? Coś tak bolesnego? I tak już długo to znosiła. Zbyt długo. Nic dziwnego, że miała dość. Nie była w stanie żyć. Bo jak można żyć, mając zniszczoną duszę, roztrzaskane serce? Nie da się tak żyć! Nie da! W mgnieniu chwili znalazła się na moście. Rozejrzała się wokół. Było pusto. Nie było ani jednej żywej duszy. Jej dusza też była już martwa. Musiała się jeszcze tylko pozbyć ciała. Swojego delikatnego ciała.. Podeszła do barierki. Spojrzała w dół. Daleko pod sobą ujrzała wodę, która bezmyślnie płynęła w jednym kierunku. Powoli przeszła przez barierkę. Wzrok utkwiła w widoku przed sobą. Nie bała się. Chciała zrobic to raz, a porządnie. Wiedziała, że nie ma już po co żyć. Nie ma miejsca dla niej na tym świecie. Nikt jej tu nie chce. Chociaż bardziej to ona nie chciała już tu być. Nie po tym wszystkim. Nie po tym co się stało. Nie po tym co jej zrobili. Stała i wsłuchywała się w szum wody. Posępny wiatr usiłował zaplatać jej lśniące, krótkie włosy. Wstrzymała na chwilę oddech, zacisnęła powieki, zamarła w bezruchu. W jej sercu znów odbiło się złowrogo brzmiące echo. Poczuła mocne ukłucie, ogromny ból. Nadszedł czas. Ostrożnie zabrała dłonie z barierki. Szepnęła ciche "żegnaj" i skoczyła. Zdążyła jeszcze usłyszeć za sobą delikatny i przyjazny głos, krzycząc "stój!", lecz nie był już w stanie jej zatrzymać. Po chwili zanurzyła się w chłodnej wodzie. Mężczyzna koło czterdziestki podbiegł do barierki. Spojrzał w dół. Po kilku krótkich sekundach wyjął z kieszeni telefon i szybko wezwał pomoc. Niecałe siedem minut później przyjechała straż, karetki pogotowia, policja. W całej okolicy było słychać odgłosy syren. Czas mijał. Liczyła się każda sekunda. Na moście, gdzie przed chwilą stała dziewczyna, technicy zabezpieczali wszelkie ślady i odciski pozostawione na barierce. Trwały jej poszukiwaniu każdy miał nadzieje, że znajdą ją żywą. Ale z każdą minutą szanse malały.
-Mamy ją-krzyknął jeden z mężczyzn z grupy poszukiwawczej.-Cholera! Nie oddycha! Reanimacja!
Mijało 5....10 minut i nic. Potem defibrylator i też nic. Kolejne 10 minut, aż... stwierdzono zgon. Lekarze poszli po nosze i worek by zapakować ciało. Po chwili zwłoki przełożono do dużej torby, gdzie odcięli ją od tego świata. Wraz z zamknięciem metalowej zasuwki, zamnknęli jeden konkretny rozdział-jej życie.
***
Ach... za nami już sto opowiadań. Jak wrażenia?
Pozdrawiam
-Mamy ją-krzyknął jeden z mężczyzn z grupy poszukiwawczej.-Cholera! Nie oddycha! Reanimacja!
Mijało 5....10 minut i nic. Potem defibrylator i też nic. Kolejne 10 minut, aż... stwierdzono zgon. Lekarze poszli po nosze i worek by zapakować ciało. Po chwili zwłoki przełożono do dużej torby, gdzie odcięli ją od tego świata. Wraz z zamknięciem metalowej zasuwki, zamnknęli jeden konkretny rozdział-jej życie.
***
Ach... za nami już sto opowiadań. Jak wrażenia?
Pozdrawiam
piątek, 29 stycznia 2016
99. Miły dzień i dziwna wiadomość
Podeszła do nich. Położyła rękę na ramieni męża. Rodzeństwo oderwało się od siebie. Oboje spojrzeli na Olę.
-Co tu u Was tak smutno?-spytała policjantka.
Jacek i Magda spojrzeli na siebie. Blondyn uśmiechnął się do siostry. Ona również się uśmiechnęła. Mężczyzna delikatnie pocałował żonę w policzek. Cała trójka wróciła do domu. Po jakichś trzydziestu minutach przyjęcie się skończyło, a goście rozjechali się. Ola poszła położyć córeczkę spać, a Jacek wziął się za sprzątanie. Potem poszli się wykąpać.
Następnego ranka Olę obudził śmiech Jacka. Wstała i poszła bo salonu. Mężczyzna bawił się z córeczką. Aleksandra uśmiechnęła się na ten widok.
-Dzień dobry słoneczko-powitał ją Jacek.
-Dzień dobry.
-Wyspana?
-Yhym wyspana.
Ola ruszyła w kierunku kuchni, aby zrobić śniadanie. Pół godziny później posiłek był już zjedzony. Małżonkowie wstali i zaczęli sprzątać.
-To co dziś będziemy robić?-spytała Ola.
-Może... pójdziemy na spacer?-zaproponował blondyn.
-Świetny pomysł-kobieta uśmiechnęła się.
Po chwili było już posprzątano. Ola i Jacek ubrali córkę. Zaraz potem wszyscy byli już gotowi do wyjścia. Wzięli wózek, do którego wsadzili Lenkę i ruszyli w kierunku parku. Przez pół godziny chodzili po parku, rozmawiali, śmiali się. Potem postanowili pójść na plac zabaw. Gdy już byli na miejscu, Lenka i Jacek poszli do piaskownicy. Ola natomiast usiadła na ławce i obserwowała zabawę swoich najbliższych. Dużo czasu spędzili na placu zabaw. Zbliżała się już trzynasta, więc małżonkowie stwierdzili, że pora wracać do domu. Wracali powoli spacerkiem. Dzień im świetnie minął. Lenka była zadowolona z takiej przygody. Bardzo jej się podobała zabawa w piaskownicy. Tuż przed czternastą byli w domu. Razem zrobili obiad i go zjedli. Resztę dnia spędzili na zabawie i graniu w różne gry planszowe. Wieczorem, koło 17 Ola, Jacek i ich córeczka zasiedli przed telewizorem i włączyli bajkę. Niespodziewanie usłyszeli dźwięk telefonu Jacka. Mężczyzna wyjął z kieszeni komórkę. Spojrzał na wyświetlacz. Dostał wiadomość, a numer był mu nieznany. Postanowił sprawdzić co to. Po chwili ujrzał zdjęcie jego wraz z żoną i córką na spacerze. Pod zdjęciem był napis: "Coś czuję, że będziesz musiał spłacić długi za swoją panienkę". Zdezorientowany i zaskoczony przeczytaną treścią Jacek, spojrzał w kierunku żony. Zastanawiał się, o co może chodzić i kto napisał tą wiadomość. Po chwili podał telefon Oli. Kobieta spojrzała na wyświetlacz. Potem przeniosła wzrok na blondyna. W jej oczach widać było strach i przerażenie.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
-Co tu u Was tak smutno?-spytała policjantka.
Jacek i Magda spojrzeli na siebie. Blondyn uśmiechnął się do siostry. Ona również się uśmiechnęła. Mężczyzna delikatnie pocałował żonę w policzek. Cała trójka wróciła do domu. Po jakichś trzydziestu minutach przyjęcie się skończyło, a goście rozjechali się. Ola poszła położyć córeczkę spać, a Jacek wziął się za sprzątanie. Potem poszli się wykąpać.
Następnego ranka Olę obudził śmiech Jacka. Wstała i poszła bo salonu. Mężczyzna bawił się z córeczką. Aleksandra uśmiechnęła się na ten widok.
-Dzień dobry słoneczko-powitał ją Jacek.
-Dzień dobry.
-Wyspana?
-Yhym wyspana.
Ola ruszyła w kierunku kuchni, aby zrobić śniadanie. Pół godziny później posiłek był już zjedzony. Małżonkowie wstali i zaczęli sprzątać.
-To co dziś będziemy robić?-spytała Ola.
-Może... pójdziemy na spacer?-zaproponował blondyn.
-Świetny pomysł-kobieta uśmiechnęła się.
Po chwili było już posprzątano. Ola i Jacek ubrali córkę. Zaraz potem wszyscy byli już gotowi do wyjścia. Wzięli wózek, do którego wsadzili Lenkę i ruszyli w kierunku parku. Przez pół godziny chodzili po parku, rozmawiali, śmiali się. Potem postanowili pójść na plac zabaw. Gdy już byli na miejscu, Lenka i Jacek poszli do piaskownicy. Ola natomiast usiadła na ławce i obserwowała zabawę swoich najbliższych. Dużo czasu spędzili na placu zabaw. Zbliżała się już trzynasta, więc małżonkowie stwierdzili, że pora wracać do domu. Wracali powoli spacerkiem. Dzień im świetnie minął. Lenka była zadowolona z takiej przygody. Bardzo jej się podobała zabawa w piaskownicy. Tuż przed czternastą byli w domu. Razem zrobili obiad i go zjedli. Resztę dnia spędzili na zabawie i graniu w różne gry planszowe. Wieczorem, koło 17 Ola, Jacek i ich córeczka zasiedli przed telewizorem i włączyli bajkę. Niespodziewanie usłyszeli dźwięk telefonu Jacka. Mężczyzna wyjął z kieszeni komórkę. Spojrzał na wyświetlacz. Dostał wiadomość, a numer był mu nieznany. Postanowił sprawdzić co to. Po chwili ujrzał zdjęcie jego wraz z żoną i córką na spacerze. Pod zdjęciem był napis: "Coś czuję, że będziesz musiał spłacić długi za swoją panienkę". Zdezorientowany i zaskoczony przeczytaną treścią Jacek, spojrzał w kierunku żony. Zastanawiał się, o co może chodzić i kto napisał tą wiadomość. Po chwili podał telefon Oli. Kobieta spojrzała na wyświetlacz. Potem przeniosła wzrok na blondyna. W jej oczach widać było strach i przerażenie.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
czwartek, 28 stycznia 2016
98. Pierwsze urodziny
Od kłótni Jacka z Wysockim minęło pięć miesięcy. Dziś jest pierwszy czerwca. Emilka i Krzysiek mają dziś rocznicę ślubu, a Lenka pierwsze urodziny. Krzysztof wraz ze swoją żoną, z tej okazji wyjechali na weekend do Paryża. W domu Nowaków właśnie odbywa się przyjęcie urodzinowe. Przyjechali rodzice Jacka, siostra Jacka, ojciec Oli i kilku innych znajomych. Wszyscy usiedli przy stole. Na początku goście zaśpiewali "Sto lat", a potem Lenka zdmuchnęła świeczkę. Dziewczynka wraz z Tośkiem, Frankiem i Ewą-córką kuzynki Jacka, poszli do salonu się bawić. Dorośli natomiast siedzieli przy stole i rozmawiali.
Zbliżała się 19. Na dworze powoli zaczęło się ściemniać. Jacek przechodząc obok drzwi, zauważył na balkonie swoją siostrę. Na chwilę się zatrzymał. Spojrzał na nią. Potem podszedł do niej i przytulił do tyłu.
-Co tu robisz sama?
-Tak sobie stoję i myślę-Magda uśmiechnęła się lekko.
-A... nad czym tak myślisz?
-Nad czym? Hmm nad wszystkim.
-Co się dzieje?-spytał.
-Nic, a co ma się dziać?
-Jesteś jakaś smutna.
-Wydaje Ci się braciszku.
-Dawno się nie widzieliśmy-oznajmił.-Ponad dwa lata.
-Nom...
-Musimy to nadrobić.
Kobieta uśmiechnęła się delikatnie, lecz w jej oczach było widać smutek. Jacek obrócił ją w swoją stronę. Spojrzał w jej piękne oczy. Magda położyła dłonie na jego ramionach. Stali tak w ciszy, którą po chwili przerwał ciepły głos Jacka.
-Madziu, co się stało?
Kobieta milczała. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Stała i wpatrywała się w podłogę, by uniknąć jego wzroku. Z trudem probowła powstrzymać napływające łzy. Minęło wiele sekund zanim wydusiła z siebie jakiekolwiek słowo.
-Jacek...-zająknęła się-..tęskniłam za Tobą. Tak dawno Cię nie widziałam. Brakowało mi Twojego uśmiechu, Twoich mądrych rad... Brakowało mi Ciebie braciszku.
Blondyn przytulił mocno Magdę.
-Kocham Cię siostrzyczko.
Sterczeli w jednym miejscu, tuląc się do siebie. Stracili rachubę czasu. Nie wiedzieli jak długo już tak stoją. W pewnej chwili wolnymi krokami na balkon wyszła Ola.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Dziękuję za ponad 35 000 wyświetleń.
Pozdrawiam
Zbliżała się 19. Na dworze powoli zaczęło się ściemniać. Jacek przechodząc obok drzwi, zauważył na balkonie swoją siostrę. Na chwilę się zatrzymał. Spojrzał na nią. Potem podszedł do niej i przytulił do tyłu.
-Co tu robisz sama?
-Tak sobie stoję i myślę-Magda uśmiechnęła się lekko.
-A... nad czym tak myślisz?
-Nad czym? Hmm nad wszystkim.
-Co się dzieje?-spytał.
-Nic, a co ma się dziać?
-Jesteś jakaś smutna.
-Wydaje Ci się braciszku.
-Dawno się nie widzieliśmy-oznajmił.-Ponad dwa lata.
-Nom...
-Musimy to nadrobić.
Kobieta uśmiechnęła się delikatnie, lecz w jej oczach było widać smutek. Jacek obrócił ją w swoją stronę. Spojrzał w jej piękne oczy. Magda położyła dłonie na jego ramionach. Stali tak w ciszy, którą po chwili przerwał ciepły głos Jacka.
-Madziu, co się stało?
Kobieta milczała. Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Stała i wpatrywała się w podłogę, by uniknąć jego wzroku. Z trudem probowła powstrzymać napływające łzy. Minęło wiele sekund zanim wydusiła z siebie jakiekolwiek słowo.
-Jacek...-zająknęła się-..tęskniłam za Tobą. Tak dawno Cię nie widziałam. Brakowało mi Twojego uśmiechu, Twoich mądrych rad... Brakowało mi Ciebie braciszku.
Blondyn przytulił mocno Magdę.
-Kocham Cię siostrzyczko.
Sterczeli w jednym miejscu, tuląc się do siebie. Stracili rachubę czasu. Nie wiedzieli jak długo już tak stoją. W pewnej chwili wolnymi krokami na balkon wyszła Ola.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Dziękuję za ponad 35 000 wyświetleń.
Pozdrawiam
środa, 27 stycznia 2016
97. Pierwsze słowo Lenki
-Miło mi to słyszeć! A teraz lepiej bedzie jak.. jak PAN sobie pójdzie!
-Masz rację. Tak będzie o wiele lepie! Ale nie myśl sobie, że tak łatwo Ci to odpuszczę! Moja córka zasługuje na kogoś lepszego niż Ty!
-Tato przestań!!
-Z tym się akurat zgodzę, tylko, że Ola wybrała właśnie mnie!!
-Uspokujcie się!!
Pierwszy raz w domu Nowaków było tak głośno. Emocje sięgały zenitu. Jacek i Wysocki ciągle się przekrzykiwali i obrażali. Nie potrafili się opanować. Ola również nie była w stanie ich uspokoić. Nagle usłyszeli cichy głosik Lenki.
-tata-pierwszy raz z jej ust wydobyło się słowo. Piękne słowo.
Jacek spojrzał w kierunku córeczki. Cała złość mu przeszła. Uśmiechnął się szeroko i podszedł do dziewczynki. Wziął ją na ręce.
-Moja mała córeczka-powiedział.
Przytulił mocno Lenę i pocałował w główkę. Ola podeszła do nich i przytuliła się do męża. Wojciech stał w osłupieniu. Nie wiedział co ma robić. Taki widok go zaskoczył. Może Jacek na prawdę nic nie zrobił swojej żonie? Wyglądają na taką szczęśliwą rodzinę. Poza tym do tej pory nie zauważył nic niepokojącego. Może jednak się pomylił co do Jacka?
-Jacek.....
Małżonkowie spojrzeli w kierunku Wysockiego. Mężczyzna stał w bezruchu. Nie mógł wymusić z siebie żadnego słowa.
-Tato-zaczęła Ola.-Ja naprawdę się uderzyłam.
Komendant popatrzył na parę.
-Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Gdy pomyślę, że coś się dzieje Oli, to... po prostu nie panuję nad sobą.
-Ja... ja naprawdę bardzo kocham Olę. Nigdy bym jej nic nie zrobił. Nigdy bym jej nie skrzywdził. Ola jest całym moim życiem. Jest wszystkim co mam. Bez niej mnie nie ma. Nie potrafiłbym bez niej żyć.
-Jacku, bardzo Cię przepraszam za wszystko, co powiedziałem.
-Ja też przepraszam. Poniosło mnie...
Mężczyźni uśmiechnęli się lekko do siebie. Ola przytuliła mocno Jacka.
-Kocham Cię Olu-szepnął blondyn.
-Ja Ciebie też.
Wysocki patrzył na nich z czułością.
-Może zrobię coś do jedzenia-zaproponowała kobieta.
Aleksandra udała się do kuchni. Jacek i Wysocki usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać, a Lenka bawiła się na dywanie. Po kilku minutach Ola wróciła do salonu, niosąc ze sobą talerz kanapek. Postawiła je na stole i usiadła obok męża. Wszyscy zaczęli jeść posiłek. Koło 22 Wojciech pożegnał się i opuścił dom Nowaków.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Cieszycie się, że Wysocki przeprosił Jacka?
Pozdrawiam :)
-Masz rację. Tak będzie o wiele lepie! Ale nie myśl sobie, że tak łatwo Ci to odpuszczę! Moja córka zasługuje na kogoś lepszego niż Ty!
-Tato przestań!!
-Z tym się akurat zgodzę, tylko, że Ola wybrała właśnie mnie!!
-Uspokujcie się!!
Pierwszy raz w domu Nowaków było tak głośno. Emocje sięgały zenitu. Jacek i Wysocki ciągle się przekrzykiwali i obrażali. Nie potrafili się opanować. Ola również nie była w stanie ich uspokoić. Nagle usłyszeli cichy głosik Lenki.
-tata-pierwszy raz z jej ust wydobyło się słowo. Piękne słowo.
Jacek spojrzał w kierunku córeczki. Cała złość mu przeszła. Uśmiechnął się szeroko i podszedł do dziewczynki. Wziął ją na ręce.
-Moja mała córeczka-powiedział.
Przytulił mocno Lenę i pocałował w główkę. Ola podeszła do nich i przytuliła się do męża. Wojciech stał w osłupieniu. Nie wiedział co ma robić. Taki widok go zaskoczył. Może Jacek na prawdę nic nie zrobił swojej żonie? Wyglądają na taką szczęśliwą rodzinę. Poza tym do tej pory nie zauważył nic niepokojącego. Może jednak się pomylił co do Jacka?
-Jacek.....
Małżonkowie spojrzeli w kierunku Wysockiego. Mężczyzna stał w bezruchu. Nie mógł wymusić z siebie żadnego słowa.
-Tato-zaczęła Ola.-Ja naprawdę się uderzyłam.
Komendant popatrzył na parę.
-Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Gdy pomyślę, że coś się dzieje Oli, to... po prostu nie panuję nad sobą.
-Ja... ja naprawdę bardzo kocham Olę. Nigdy bym jej nic nie zrobił. Nigdy bym jej nie skrzywdził. Ola jest całym moim życiem. Jest wszystkim co mam. Bez niej mnie nie ma. Nie potrafiłbym bez niej żyć.
-Jacku, bardzo Cię przepraszam za wszystko, co powiedziałem.
-Ja też przepraszam. Poniosło mnie...
Mężczyźni uśmiechnęli się lekko do siebie. Ola przytuliła mocno Jacka.
-Kocham Cię Olu-szepnął blondyn.
-Ja Ciebie też.
Wysocki patrzył na nich z czułością.
-Może zrobię coś do jedzenia-zaproponowała kobieta.
Aleksandra udała się do kuchni. Jacek i Wysocki usiedli na kanapie i zaczęli rozmawiać, a Lenka bawiła się na dywanie. Po kilku minutach Ola wróciła do salonu, niosąc ze sobą talerz kanapek. Postawiła je na stole i usiadła obok męża. Wszyscy zaczęli jeść posiłek. Koło 22 Wojciech pożegnał się i opuścił dom Nowaków.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Cieszycie się, że Wysocki przeprosił Jacka?
Pozdrawiam :)
wtorek, 26 stycznia 2016
96. Awantura
*Jacek*
Nadeszła wreszcie 19. Odetchnąłem z ulgą. Koniec pracy na dzisiaj. Marzyłem tylko żeby ten dzień już się skończył.
Przebrałem się i wyszedłem z komendy. Wsiadłem do samochodu. Ruszyłem w drogę. Po trzydziestu minutach byłem na miejscu. Stanąłem przed drzwiami naszego domu. Wyjąłem klucze. Powoli przekręciłem klucz i otworzyłem drzwi. Wszedłem do środka. Usłyszałem głos Oli i.... i Wysockiego. No nie. Jeszcze jego tutaj brakowało! Udałem się do salonu, skąd dochodziły głosy.
-Cześć-powiedziałem.
-Cześć-Ola uśmiechnęła się do mnie.
Chciałem również się do niej uśmiechnąć, ale mi to nie wychodziło. Spojrzałem kątem oka na komendanta.
-Wszystko w porządku?-spytała mnie Ola.
Spojrzałem jeszcze raz na jej ojca, a potem na nią. Zastanowiłem się chwilę.
-Nic nie jest w porządku-powiedziałem zdenerwowanym głosem.
Wziąłem na ręce Lenkę, która siedziała na dywanie. Ola patrzyła ciągle na mnie.
-Co się stało?-spytała przestraszona.
Pokręciłem głową. Znowu spojrzałem na inspektora.
-Jak to co się stało? To że twój ojciec twierdzi, że Cię biję!!!
-Ale... tato!! Przecież Ci mówiłam, że Jacek mi nic nie zrobił!!
-Nic nie zrobił?-Wysocki podniósł głos.-A te rozcięcie?
Byłem w szoku. Zastanawiałem się, dlaczego on mnie o to oskarża? Przecież nie wie jak było na prawdę! Podałem Lenkę Oli, która siedziała na kanapie.
-Mówiłam Ci tyle razy, uderzyłam się!
-Sama?!!? Sama się uderzyłaś?!
-Tak sama!
-Ostrzegałem Cię!! Mówiłem Ci, że to nie jest chłopak dla Ciebie! A Ty nie słuchałaś! I co teraz masz z tego??
-Myślałem, że ten rozdział mamy już za sobą!-zdeberwowałem się.
-Też tak myślałem, ale widocznie się pomyliłem. Nie powinienem dopuścić do tego ślubu!
-Tato! Czy Ty słyszysz co mówisz?!!
-Jasne!! Tylko to nie ja wymyślam sobie coś, czego nie ma!-krzyknąłem.-Nigdy bym nie uderzył Oli! I chyba już nie mamy o czym rozmawiać!!
-Aha! Wyrzucasz mnie!?!
-Tak! Dokładnie!
-Wiesz co Ci powiem Jacek, jesteś zwykłym śmieciem.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Jak wrażenia? :)
Pozdrawiam
Nadeszła wreszcie 19. Odetchnąłem z ulgą. Koniec pracy na dzisiaj. Marzyłem tylko żeby ten dzień już się skończył.
Przebrałem się i wyszedłem z komendy. Wsiadłem do samochodu. Ruszyłem w drogę. Po trzydziestu minutach byłem na miejscu. Stanąłem przed drzwiami naszego domu. Wyjąłem klucze. Powoli przekręciłem klucz i otworzyłem drzwi. Wszedłem do środka. Usłyszałem głos Oli i.... i Wysockiego. No nie. Jeszcze jego tutaj brakowało! Udałem się do salonu, skąd dochodziły głosy.
-Cześć-powiedziałem.
-Cześć-Ola uśmiechnęła się do mnie.
Chciałem również się do niej uśmiechnąć, ale mi to nie wychodziło. Spojrzałem kątem oka na komendanta.
-Wszystko w porządku?-spytała mnie Ola.
Spojrzałem jeszcze raz na jej ojca, a potem na nią. Zastanowiłem się chwilę.
-Nic nie jest w porządku-powiedziałem zdenerwowanym głosem.
Wziąłem na ręce Lenkę, która siedziała na dywanie. Ola patrzyła ciągle na mnie.
-Co się stało?-spytała przestraszona.
Pokręciłem głową. Znowu spojrzałem na inspektora.
-Jak to co się stało? To że twój ojciec twierdzi, że Cię biję!!!
-Ale... tato!! Przecież Ci mówiłam, że Jacek mi nic nie zrobił!!
-Nic nie zrobił?-Wysocki podniósł głos.-A te rozcięcie?
Byłem w szoku. Zastanawiałem się, dlaczego on mnie o to oskarża? Przecież nie wie jak było na prawdę! Podałem Lenkę Oli, która siedziała na kanapie.
-Mówiłam Ci tyle razy, uderzyłam się!
-Sama?!!? Sama się uderzyłaś?!
-Tak sama!
-Ostrzegałem Cię!! Mówiłem Ci, że to nie jest chłopak dla Ciebie! A Ty nie słuchałaś! I co teraz masz z tego??
-Myślałem, że ten rozdział mamy już za sobą!-zdeberwowałem się.
-Też tak myślałem, ale widocznie się pomyliłem. Nie powinienem dopuścić do tego ślubu!
-Tato! Czy Ty słyszysz co mówisz?!!
-Jasne!! Tylko to nie ja wymyślam sobie coś, czego nie ma!-krzyknąłem.-Nigdy bym nie uderzył Oli! I chyba już nie mamy o czym rozmawiać!!
-Aha! Wyrzucasz mnie!?!
-Tak! Dokładnie!
-Wiesz co Ci powiem Jacek, jesteś zwykłym śmieciem.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Jak wrażenia? :)
Pozdrawiam
poniedziałek, 25 stycznia 2016
95. Zamieszanie
*Ola*
-Olka... powiedz mi prawdę. Co ci się stało? Skąd ta rana?
-Przecież już Ci mówiłam. Uderzyłam się w szaf...-nie dokończyłam, bo mi przerwał.
-Miałaś powiedzieć prawdę.
-Przecież Ci mówię prawdę. O co Ci chodzi?
-I co? Mam Ci niby uwierzyć, że walnęłaś się w szafkę.
-Tak.
-Nie musisz nic ukrywać.
-Ale ja nic nie ukrywam!
-To on Ci zrobił?
-Kto? Zaraz zaraz Ty chyba nie mówisz o... nie..
-Olu mi możesz powiedzieć. Uderzył Cię?
-Tato!!! Jacek nigdy by czegoś takiego nie zrobił!
-Więc kto?
-Mam dość tej rozmowy.
Wyszłam z gabinetu, trzaskając drzwiami. Poszłam do radiowozu, gdzie czekał na mnie Mikołaj. Wiedziałam, że chce zapytać, co chciał ojciec, dlatego od razu spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem. Nie odezwał się, tylko odpalił samochód. Ruszyliśmy na patrol. Po kilku minutach Białach nie wytrzymał i zapytał:
-Co chciał ojciec?
-Nic-odpowiedziałam krótko.
-Coś się stało?
-A co miało się stać?
-No nie wiem. Jesteś jakaś smutna. I jeszcze ta rozcięta brew.
-No właśnie o tą ranę poszło.
-To znaczy?
Milczałam. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
-Ola? Co jest?
-Bo....ojciec...zresztą nieważne...
-Ważne ważne. Co chciał?
-Yyy nic po prostu się pytał, co mi się stało.
-A więc, co Ci się stało?
Opowiedziałam Mikołajowi całą, prawdziwą historię o wczorajszym wypadku. On jak to usłyszał zaczął się śmiać.
-Walnęłaś w szafkę. Nie no, to coś Ty robiła?
Nadal się śmiał. Ja zaczęłam śmiać się razem z nim. Trwało to dość długo, ale w końcu przerwał nam głos Jacka.
-05 dla 00.
-05 zgłaszam-powiedziałam.-Co masz dla nas?
-Jedzcie na Konwaliową 18/3. Mamy kradzież z włamaniem.
-Przyjęłam. Bez odbioru.
Pojechaliśmy na miejsce zdarzenia.
*Narrator*
Ola i Mikołaj skonczyli służbę już o 17. Aleksandra wróciła do domu. Tam czekała na nią Marta. Gdy policjantka weszła do domu, opiekunka przekazała jej córkę i wyszła.
*Jacek*
Ola skończyła dziś wcześniej. Ja miałem dyżur do 19. Było dopiero po 17. Nagle w moim gabinecie pojawił się Wysocki. Stanął nieruchomo i patrzył we mnie tępym wzrokiem.
-Coś się stało?-spytałem niepewnie.
-Stało się stało!
-Ale o co chodzi?-dopytywałem.
-O Olę.
-A co z nią?
-No to chyba ja się powinienem zapytać.
-Nie rozumiem...
-Hy uderzyłeś ją! Wiedziałem, że to się tak skończy. Wiedziałem! Tyle razy jej mówiłem, że...
-Zaraz... Jak to ją uderzyłam?-wtedy do pokoju wszedł Mikołaj.-Przecież ja bym nigdy jej nic nie zrobił.
-To niby co się jej stało?
-Uderzyła się w szafkę...
-Weź mi tu nie wciskaj kitów o jakiejś szafie.
Mikołaj patrzył na nas ze zdziwieniem. Komendant powiedział coś jeszcze a potem wyszedł. Spojrzałem na Białacha.
-A więc o to chodziło.
-Ale o co?
-Wtedy jak wezwał Olkę do siebie.
-Nie wiem może..
-Jacku..powiedz mi szczerze... zrobiłeś to?
-No co Ty Mikołaj też zaczynasz?? Przecież bym jej nie skrzywdził!!!
-Nie... bo Olka taka jakaś zdenerwowana była...
-Przestań!!!
Mikołaj popatrzył na mnie. Po chwili wyszedł.
***
Za nami kolejne opowiadanie :D Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam
-Olka... powiedz mi prawdę. Co ci się stało? Skąd ta rana?
-Przecież już Ci mówiłam. Uderzyłam się w szaf...-nie dokończyłam, bo mi przerwał.
-Miałaś powiedzieć prawdę.
-Przecież Ci mówię prawdę. O co Ci chodzi?
-I co? Mam Ci niby uwierzyć, że walnęłaś się w szafkę.
-Tak.
-Nie musisz nic ukrywać.
-Ale ja nic nie ukrywam!
-To on Ci zrobił?
-Kto? Zaraz zaraz Ty chyba nie mówisz o... nie..
-Olu mi możesz powiedzieć. Uderzył Cię?
-Tato!!! Jacek nigdy by czegoś takiego nie zrobił!
-Więc kto?
-Mam dość tej rozmowy.
Wyszłam z gabinetu, trzaskając drzwiami. Poszłam do radiowozu, gdzie czekał na mnie Mikołaj. Wiedziałam, że chce zapytać, co chciał ojciec, dlatego od razu spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem. Nie odezwał się, tylko odpalił samochód. Ruszyliśmy na patrol. Po kilku minutach Białach nie wytrzymał i zapytał:
-Co chciał ojciec?
-Nic-odpowiedziałam krótko.
-Coś się stało?
-A co miało się stać?
-No nie wiem. Jesteś jakaś smutna. I jeszcze ta rozcięta brew.
-No właśnie o tą ranę poszło.
-To znaczy?
Milczałam. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
-Ola? Co jest?
-Bo....ojciec...zresztą nieważne...
-Ważne ważne. Co chciał?
-Yyy nic po prostu się pytał, co mi się stało.
-A więc, co Ci się stało?
Opowiedziałam Mikołajowi całą, prawdziwą historię o wczorajszym wypadku. On jak to usłyszał zaczął się śmiać.
-Walnęłaś w szafkę. Nie no, to coś Ty robiła?
Nadal się śmiał. Ja zaczęłam śmiać się razem z nim. Trwało to dość długo, ale w końcu przerwał nam głos Jacka.
-05 dla 00.
-05 zgłaszam-powiedziałam.-Co masz dla nas?
-Jedzcie na Konwaliową 18/3. Mamy kradzież z włamaniem.
-Przyjęłam. Bez odbioru.
Pojechaliśmy na miejsce zdarzenia.
*Narrator*
Ola i Mikołaj skonczyli służbę już o 17. Aleksandra wróciła do domu. Tam czekała na nią Marta. Gdy policjantka weszła do domu, opiekunka przekazała jej córkę i wyszła.
*Jacek*
Ola skończyła dziś wcześniej. Ja miałem dyżur do 19. Było dopiero po 17. Nagle w moim gabinecie pojawił się Wysocki. Stanął nieruchomo i patrzył we mnie tępym wzrokiem.
-Coś się stało?-spytałem niepewnie.
-Stało się stało!
-Ale o co chodzi?-dopytywałem.
-O Olę.
-A co z nią?
-No to chyba ja się powinienem zapytać.
-Nie rozumiem...
-Hy uderzyłeś ją! Wiedziałem, że to się tak skończy. Wiedziałem! Tyle razy jej mówiłem, że...
-Zaraz... Jak to ją uderzyłam?-wtedy do pokoju wszedł Mikołaj.-Przecież ja bym nigdy jej nic nie zrobił.
-To niby co się jej stało?
-Uderzyła się w szafkę...
-Weź mi tu nie wciskaj kitów o jakiejś szafie.
Mikołaj patrzył na nas ze zdziwieniem. Komendant powiedział coś jeszcze a potem wyszedł. Spojrzałem na Białacha.
-A więc o to chodziło.
-Ale o co?
-Wtedy jak wezwał Olkę do siebie.
-Nie wiem może..
-Jacku..powiedz mi szczerze... zrobiłeś to?
-No co Ty Mikołaj też zaczynasz?? Przecież bym jej nie skrzywdził!!!
-Nie... bo Olka taka jakaś zdenerwowana była...
-Przestań!!!
Mikołaj popatrzył na mnie. Po chwili wyszedł.
***
Za nami kolejne opowiadanie :D Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam
niedziela, 24 stycznia 2016
94. O co chodzi ojcu?
Kilka dni później
Z rana, jak zwykle Ola i Jacek wstali przed szóstą, zjedli śniadanie, wykąpali się, ubrali. Gdy przyszła Marta, wsiedli do samochodu i pojechali do pracy. Na dworze od rana padał piękny, biały śnieg. Po 25 minutach małżonkowie byli już na miejscu. Przebrali się w mundury i poszli na odprawę. Służba minęła im spokojnie. Dziś skończyli wcześniej. Przed siedemnastą wrócili do domu. Gdy Marta już wyszła, Ola zabrała się za przygotowanie posiłku, a Jacek bawił się z córką w salonie.
*Ola*
Postanowiłam zrobić jakieś kanapki. Wyjęłam z lodówki ogórek, pomidory, ser, szynkę. Wzięłam do ręki nóż i zaczęłam kroić składniki. Po chwili podeszłam do szafki z naczyniami. Otworzyłam ją i wyjęłam duży talerz. Zaczęłam układać na nim gotowe kanapki. Gdy już to zrobiłam, chciałam umyć ręce. Podeszłam do zlewozmywaka. Nie zauważyłam otwartej szafki z naczyniami, której zapomniałam zamknąć. Dość mocno uderzyła w nią głową. Huk też był dość głośny. Już po kilku sekundach, w kuchni zjawił się Jacek.
-Co się stało?-spytał przerażony głosem.
-Uderzyłam się o szafkę-powiedziałam robiąc smutną minkę.
-Olcia...-powiedział troskliwym głosem.-Przyniosę apteczkę-dodał.
Jacek wyszedł. Dotknęłam dłonią w miejsce bólu. Na palcach ujrzałam krew. O cholera... rozcięłam sobie brew...
Po krótkiej chwili Jacek wrócił do kuchni. Opatrzył mi ranę i nakleił plaster. Popatrzyłam mu w oczy. Uśmiechnął się do mnie.
-Do wesela się zagoi-powiedział.
-Do czyjego wesela?-zaśmiałam się.-My już jesteśmy po ślubie.
Jacek przysunął sie do mnie i zaczął mnie namiętnie całować. Nie trwało to jednak długo, bo Lenka zaczęła płakać. Poszliśmy do salonu, gdzie zjedliśmy kanapki. Koło 21 położyliśmy się spać.
Następnego ranka obudziłam się wpół do szóstej. Jacek jeszcze spał. Lenka również spała. Wstałam i poszłam wziąć prysznic. Potem ubralam się, a następnie zrobiłam śniadanie. Po szóstej w kuchni pojawił się Jacek. Zjedliśmy razem posiłek. Gdy Lena się obudziła, ubrałam ją i nakarmiłam. Marta przyszła o 7.20. My pojechaliśmy do pracy. Kiedy już się przebrałam, poszłam na odprawę. Na korytarzu spotkałam ojca, który również szedł na odprawę.
-Cześć-powiedziałam.
-Cześć-odpowiedział i spojrzał na mnie.-Co Ci się stało?-zapytał widząc plaster na łuku brwiowym.
-Aaa uderzyłam się o szafkę-zaśmiałam się.
-O szafkę mówisz...
-Tak. Zapomniałam zamknąć, a potem nie zauważyłam drzwiczek i się uderzyłam.
-Ola..-spojrzał na mnie.-Powiedz prawdę.
-Ale tato...ja mówię prawdę. Chodźmy już na odprawę.
Poszliśmy do pokoju odpraw. Wszyscy już byli w środku. Zauważyłam jak ojciec dziwnie spojrzał na Jacka. On chyba też to zauważył, bo od razu przeniósł wzrok na mnie. Usiedliśmy. Na odprawie komendant przydzielił rewiry. O 8.15 odprawa dobiegła końca. Wszyscy wstali i ruszyli do swoich obowiązków.
-Olu, pozwól do mnie-powiedział ojciec i wyszedł.
Wszyscy się na mnie spojrzeli. Popatrzyłam najpierw na Mikołaja, potem na Jacka i wyszłam. Po chwili byłam przed gabinetem komendanta. Zapukałam.
-Wejść-usłyszałam jego głos.
-Jestem. Coś się stało?
-Może Ty mi powiesz co się stało?
-A co miało się stać?-spytałam ze zdziwieniem.
-Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi.
-Ja naprawdę nie wiem o co Ci chodzi. Powiesz mi w końcu, co miałaś powiedzieć czy nie?
Stałam i wpatrywałam się w ojca. On patrzył na mnie. Po dłuższej chwili postanowił się odezwać.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co chce Wysocki do córki?
Pozdrawiam
Z rana, jak zwykle Ola i Jacek wstali przed szóstą, zjedli śniadanie, wykąpali się, ubrali. Gdy przyszła Marta, wsiedli do samochodu i pojechali do pracy. Na dworze od rana padał piękny, biały śnieg. Po 25 minutach małżonkowie byli już na miejscu. Przebrali się w mundury i poszli na odprawę. Służba minęła im spokojnie. Dziś skończyli wcześniej. Przed siedemnastą wrócili do domu. Gdy Marta już wyszła, Ola zabrała się za przygotowanie posiłku, a Jacek bawił się z córką w salonie.
*Ola*
Postanowiłam zrobić jakieś kanapki. Wyjęłam z lodówki ogórek, pomidory, ser, szynkę. Wzięłam do ręki nóż i zaczęłam kroić składniki. Po chwili podeszłam do szafki z naczyniami. Otworzyłam ją i wyjęłam duży talerz. Zaczęłam układać na nim gotowe kanapki. Gdy już to zrobiłam, chciałam umyć ręce. Podeszłam do zlewozmywaka. Nie zauważyłam otwartej szafki z naczyniami, której zapomniałam zamknąć. Dość mocno uderzyła w nią głową. Huk też był dość głośny. Już po kilku sekundach, w kuchni zjawił się Jacek.
-Co się stało?-spytał przerażony głosem.
-Uderzyłam się o szafkę-powiedziałam robiąc smutną minkę.
-Olcia...-powiedział troskliwym głosem.-Przyniosę apteczkę-dodał.
Jacek wyszedł. Dotknęłam dłonią w miejsce bólu. Na palcach ujrzałam krew. O cholera... rozcięłam sobie brew...
Po krótkiej chwili Jacek wrócił do kuchni. Opatrzył mi ranę i nakleił plaster. Popatrzyłam mu w oczy. Uśmiechnął się do mnie.
-Do wesela się zagoi-powiedział.
-Do czyjego wesela?-zaśmiałam się.-My już jesteśmy po ślubie.
Jacek przysunął sie do mnie i zaczął mnie namiętnie całować. Nie trwało to jednak długo, bo Lenka zaczęła płakać. Poszliśmy do salonu, gdzie zjedliśmy kanapki. Koło 21 położyliśmy się spać.
Następnego ranka obudziłam się wpół do szóstej. Jacek jeszcze spał. Lenka również spała. Wstałam i poszłam wziąć prysznic. Potem ubralam się, a następnie zrobiłam śniadanie. Po szóstej w kuchni pojawił się Jacek. Zjedliśmy razem posiłek. Gdy Lena się obudziła, ubrałam ją i nakarmiłam. Marta przyszła o 7.20. My pojechaliśmy do pracy. Kiedy już się przebrałam, poszłam na odprawę. Na korytarzu spotkałam ojca, który również szedł na odprawę.
-Cześć-powiedziałam.
-Cześć-odpowiedział i spojrzał na mnie.-Co Ci się stało?-zapytał widząc plaster na łuku brwiowym.
-Aaa uderzyłam się o szafkę-zaśmiałam się.
-O szafkę mówisz...
-Tak. Zapomniałam zamknąć, a potem nie zauważyłam drzwiczek i się uderzyłam.
-Ola..-spojrzał na mnie.-Powiedz prawdę.
-Ale tato...ja mówię prawdę. Chodźmy już na odprawę.
Poszliśmy do pokoju odpraw. Wszyscy już byli w środku. Zauważyłam jak ojciec dziwnie spojrzał na Jacka. On chyba też to zauważył, bo od razu przeniósł wzrok na mnie. Usiedliśmy. Na odprawie komendant przydzielił rewiry. O 8.15 odprawa dobiegła końca. Wszyscy wstali i ruszyli do swoich obowiązków.
-Olu, pozwól do mnie-powiedział ojciec i wyszedł.
Wszyscy się na mnie spojrzeli. Popatrzyłam najpierw na Mikołaja, potem na Jacka i wyszłam. Po chwili byłam przed gabinetem komendanta. Zapukałam.
-Wejść-usłyszałam jego głos.
-Jestem. Coś się stało?
-Może Ty mi powiesz co się stało?
-A co miało się stać?-spytałam ze zdziwieniem.
-Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi.
-Ja naprawdę nie wiem o co Ci chodzi. Powiesz mi w końcu, co miałaś powiedzieć czy nie?
Stałam i wpatrywałam się w ojca. On patrzył na mnie. Po dłuższej chwili postanowił się odezwać.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co chce Wysocki do córki?
Pozdrawiam
sobota, 23 stycznia 2016
93. Znowu w pracy
Listopad dobiegał końca. Przez kilka tygodni Marta świetnie się spisywała jako opiekunka. Dobrze zajmowała się małą dziewczynką. Lenka lubiła jej towarzystwo. Od grudnia dziewczynka miała zostawać w domu tylko z opiekunką. Ola trochę obawiała się rozstania z córeczką na cały dzień. Bała się, że może coś się stać podczas jej nieobecności.
Nadszedł pierwszy grudnia, a z nim pierwszy dzień pracy Oli po długiej nieobecności. Policjantka wstała już przed szóstą, bo nie mogła spać. Wzięła prysznic, ubrała się i zaczęła przyrządzać śniadanie. O wpół do siódmej w kuchni pojawił się Jacek
-Dzień dobry słoneczko, nie śpisz już?
-Jakoś nie mogłam spać.
Mężczyzna podszedł do żony i złapał ją za ręce, po czym namiętnie pocałował w usta. Potem razem dokończyli robić posiłek. O siódmej skonczyli już jeść. Gdy sprzątali ze stołu, usłyszeli płacz Lenki.
-Ocho obudziła się-zaśmiał się blondyn.
Ola poszła do córeczki. Po chwili wróciła, niosąc małą na rękach. Nakarmiła ją i ubrała. Dwadzieścia po siódmej przyszła Marta.
-Cześć-przywitała się wchodząc do salonu.
-Cześć-odpowiedzieli równocześnie Ola i Jacek.
Małżonkowie założyli kurtki i już mieli wychodzić.
-Dasz sobie radę?-Ola zwróciła się do opiekunki.
-Jasne. Nie martw się, będzie dobrze-blondynka uśmiechnęła się.
Aleksandra popatrzyła niepewnie raz na Martę, raz na męża.
-Ehh... dobra-powiedziała.
Młodzi rodzice pożegnali się jeszcze z córeczką, a potem opuścili dom. Na komendzie byli tuż przed ósmą. W pośpiechu przebrali się w mundury i poszli na odprawę. W pokoju odpraw byli już wszyscy oprócz komendanta. Nowakowie weszli do środka.
-Cześć-przywitali się.
-Cześć-odpowiedzieli im wesoło inni policjanci.
Nie zdążyli usiąść, a w pokoju pojawił się Wysocki.
-Dzień dobry-powiedzieli chórem.
-Dzień dobry-powiedział-siadajcie-zwrócił się do Jacka i Oli.
Małżonkowie zajęli miejsca. Po odprawie Ola udała się na patrol z Mikołajem.
-Co u was słychać?-zapytał, gdy już siedzieli w radiowozie.
-Nic nowego... Lenka zdrowa, szybko rośnie-uśmiechnęła się.-Ale Ty lepiej mów co u Ciebie.
-Nie ma o czym mówić. Wszystko po staremu-posłał jej przyjazny uśmiech.
Służba Oli i Mikołajowi minęła spokojnie. Po 17 wrócili na komendę, wypełnili raporty i przebrali się. Potem Aleksandra poszła do pokoju Jacka. Mężczyzna był już gotowy do wyjścia. Kiedy zobaczył żonę, podszedł do niej i pocałował ją w policzek. Razem wyszli z komendy. Po osiemnastej byli w domu. W salonie zastali Martę bawiącą się z Leną. W kuchni natomiast był gotowy obiad. Ola i Jacek poszli zjeść. Gdy już skończyli, Marta pożegnała się z małżeństwem i opuściła dom.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
Nadszedł pierwszy grudnia, a z nim pierwszy dzień pracy Oli po długiej nieobecności. Policjantka wstała już przed szóstą, bo nie mogła spać. Wzięła prysznic, ubrała się i zaczęła przyrządzać śniadanie. O wpół do siódmej w kuchni pojawił się Jacek
-Dzień dobry słoneczko, nie śpisz już?
-Jakoś nie mogłam spać.
Mężczyzna podszedł do żony i złapał ją za ręce, po czym namiętnie pocałował w usta. Potem razem dokończyli robić posiłek. O siódmej skonczyli już jeść. Gdy sprzątali ze stołu, usłyszeli płacz Lenki.
-Ocho obudziła się-zaśmiał się blondyn.
Ola poszła do córeczki. Po chwili wróciła, niosąc małą na rękach. Nakarmiła ją i ubrała. Dwadzieścia po siódmej przyszła Marta.
-Cześć-przywitała się wchodząc do salonu.
-Cześć-odpowiedzieli równocześnie Ola i Jacek.
Małżonkowie założyli kurtki i już mieli wychodzić.
-Dasz sobie radę?-Ola zwróciła się do opiekunki.
-Jasne. Nie martw się, będzie dobrze-blondynka uśmiechnęła się.
Aleksandra popatrzyła niepewnie raz na Martę, raz na męża.
-Ehh... dobra-powiedziała.
Młodzi rodzice pożegnali się jeszcze z córeczką, a potem opuścili dom. Na komendzie byli tuż przed ósmą. W pośpiechu przebrali się w mundury i poszli na odprawę. W pokoju odpraw byli już wszyscy oprócz komendanta. Nowakowie weszli do środka.
-Cześć-przywitali się.
-Cześć-odpowiedzieli im wesoło inni policjanci.
Nie zdążyli usiąść, a w pokoju pojawił się Wysocki.
-Dzień dobry-powiedzieli chórem.
-Dzień dobry-powiedział-siadajcie-zwrócił się do Jacka i Oli.
Małżonkowie zajęli miejsca. Po odprawie Ola udała się na patrol z Mikołajem.
-Co u was słychać?-zapytał, gdy już siedzieli w radiowozie.
-Nic nowego... Lenka zdrowa, szybko rośnie-uśmiechnęła się.-Ale Ty lepiej mów co u Ciebie.
-Nie ma o czym mówić. Wszystko po staremu-posłał jej przyjazny uśmiech.
Służba Oli i Mikołajowi minęła spokojnie. Po 17 wrócili na komendę, wypełnili raporty i przebrali się. Potem Aleksandra poszła do pokoju Jacka. Mężczyzna był już gotowy do wyjścia. Kiedy zobaczył żonę, podszedł do niej i pocałował ją w policzek. Razem wyszli z komendy. Po osiemnastej byli w domu. W salonie zastali Martę bawiącą się z Leną. W kuchni natomiast był gotowy obiad. Ola i Jacek poszli zjeść. Gdy już skończyli, Marta pożegnała się z małżeństwem i opuściła dom.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
piątek, 22 stycznia 2016
92. Cudowna noc
*Jacek*
Do domu wróciłem przed osiemnastą. W salonie Marta bawiła się z Lenką.
-Cześć-powiedziałem na powitanie.
-Cześć-odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Gdzie Ola?-spytałem.
-Poszła do łazienki.
-A jak tam Lenka? Grzeczna była?
-Bardzo grzeczna. To jest najgrzeczniejsze dziecko jakim się zajmowałam-zaśmiała się.
Odwzajemniłem uśmiech. Po chwili w salonie zjawiła się Ola. Podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek.
-Jak Ci minął dzień?-zapytała.
-Dobrze...
Przerwałem, bo zagłuszyło mnie gaworzenie Leny.
-Eeeeeeeee
-A Ty co tak krzyczysz?-zaśmiałem się i wziąłem córeczkę na ręce. Wszyscy razem poszliśmy do kuchni zjeść kolację. Potem Marta opuściła nasz dom. Zbliżała się 21. Ola poszła położyć Lenkę spać, a ja udałem się do łazienki, by wziąć prysznic. Po około 15 minutach wyszedłem z łazienki. W sypialni na łóżku siedziała Ola i czytała jakąś książkę, a Lenka spała już w łóżeczku. Usiadłem obok żony, dotykając głową do jej głowy.
-Co tam czytasz?-zapytałem.
Ola spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Potem pokazała mi okładkę książki. Odwzajemniłem uśmiech i dotknąłem ustami szyję Oli. Ona nie odrywała wzroku od lektury. Zacząłem coraz bardziej namiętnie i czule całować ją po szyji. Siedziała nadal nieruchomo, ale widziałem, że już nie może się skupić na czytaniu. Dopiero po kilku minutach zamknęła książkę, po czym odłożyła ją na szafkę. Złapałem ją za rękę i pociągnąłem w swoją stronę. Ona upadła na łóżko, a ja położyłem się na niej i zacząłem rozpinać jej koszulę. Potem wznowiłem pocałunki, przenosząc się również na brzuch i inne części jej cudownego ciała (...).
*Narrator*
Następnego ranka Aleksandra obudziła się w świetnym humorze. Jacka nie było obok, więc wstała i poszła do salonu. Na dywanie siedziała Lenka. Kobieta uśmiechnęła się do córeczki, po czym udała się do kuchni. Na stole stało śniadanie, a Jacek właśnie stawiał na stole kawę.
-Dzień dobry słoneczko-posłał jej ciepły uśmiech.
-Dzień dobry.
Zbliżyła się do niego i pocałowała namiętnie w usta.
-Wyspana?
-Yhym. To była cudowna noc.
Jacek uśmiechnął się, ukazując rządek białych zębów. Objął dłońmi twarz Oli i znowu zaczęli się całować. W pewnym momencie usłyszeli krzyk córeczki. Oderwali się od siebie. Blondyn poszedł po Lenę, a Ola usiadła do stołu. Punktualnie o 7.30 przyszła opiekunka. Jacek pożegnał się z kobietami i wyszedł do pracy.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam??
Pozdrawiam
Do domu wróciłem przed osiemnastą. W salonie Marta bawiła się z Lenką.
-Cześć-powiedziałem na powitanie.
-Cześć-odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
-Gdzie Ola?-spytałem.
-Poszła do łazienki.
-A jak tam Lenka? Grzeczna była?
-Bardzo grzeczna. To jest najgrzeczniejsze dziecko jakim się zajmowałam-zaśmiała się.
Odwzajemniłem uśmiech. Po chwili w salonie zjawiła się Ola. Podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek.
-Jak Ci minął dzień?-zapytała.
-Dobrze...
Przerwałem, bo zagłuszyło mnie gaworzenie Leny.
-Eeeeeeeee
-A Ty co tak krzyczysz?-zaśmiałem się i wziąłem córeczkę na ręce. Wszyscy razem poszliśmy do kuchni zjeść kolację. Potem Marta opuściła nasz dom. Zbliżała się 21. Ola poszła położyć Lenkę spać, a ja udałem się do łazienki, by wziąć prysznic. Po około 15 minutach wyszedłem z łazienki. W sypialni na łóżku siedziała Ola i czytała jakąś książkę, a Lenka spała już w łóżeczku. Usiadłem obok żony, dotykając głową do jej głowy.
-Co tam czytasz?-zapytałem.
Ola spojrzała na mnie i uśmiechnęła się. Potem pokazała mi okładkę książki. Odwzajemniłem uśmiech i dotknąłem ustami szyję Oli. Ona nie odrywała wzroku od lektury. Zacząłem coraz bardziej namiętnie i czule całować ją po szyji. Siedziała nadal nieruchomo, ale widziałem, że już nie może się skupić na czytaniu. Dopiero po kilku minutach zamknęła książkę, po czym odłożyła ją na szafkę. Złapałem ją za rękę i pociągnąłem w swoją stronę. Ona upadła na łóżko, a ja położyłem się na niej i zacząłem rozpinać jej koszulę. Potem wznowiłem pocałunki, przenosząc się również na brzuch i inne części jej cudownego ciała (...).
*Narrator*
Następnego ranka Aleksandra obudziła się w świetnym humorze. Jacka nie było obok, więc wstała i poszła do salonu. Na dywanie siedziała Lenka. Kobieta uśmiechnęła się do córeczki, po czym udała się do kuchni. Na stole stało śniadanie, a Jacek właśnie stawiał na stole kawę.
-Dzień dobry słoneczko-posłał jej ciepły uśmiech.
-Dzień dobry.
Zbliżyła się do niego i pocałowała namiętnie w usta.
-Wyspana?
-Yhym. To była cudowna noc.
Jacek uśmiechnął się, ukazując rządek białych zębów. Objął dłońmi twarz Oli i znowu zaczęli się całować. W pewnym momencie usłyszeli krzyk córeczki. Oderwali się od siebie. Blondyn poszedł po Lenę, a Ola usiadła do stołu. Punktualnie o 7.30 przyszła opiekunka. Jacek pożegnał się z kobietami i wyszedł do pracy.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam??
Pozdrawiam
czwartek, 21 stycznia 2016
91. Marta - opiekunka
*Jacek*
Otworzyłem drzwi i ujrzałem niewysoką kobietę. Miała jasne, blond włosy ścięte do ramion. Zaprosiłem ją do środka.
-Marta Malinowska-przedstawiła się.
-Jacek Nowak-podałem jej rękę-a to moja żona Ola-dodałem, gdy byliśmy już w salonie.
-Dzień dobry-powiedziała Ola.
-Dzień dobry.
Blondynka spojrzała na dziewczynkę, bawiącą się na dywanie.
-To jest ten maluszek?-uśmiechnęła się.
-Tak, Lenka-oznajmiłem.
Usiedliśmy na kanapie.
-W jakim jest wieku?-zapytała.
-Siedem miesięcy.
-Ma pani jakieś doświadczenie w opiece nad dziećmi?
-Yyy tak. Byłam przedszkolanką, ale zrezygnowałam.
-Czy obecnie zajmuje się pani jakimś dzieckiem?
-Nie-zaprzeczyła.
-No to myślę, że sprawdzi się pani-Ola uśmiechnęła się przyjaźnie.
-W jakich godzinach miałabym zajmować się Lenką?
-Musiałaby pani być u nas o siódmej trzydzieści, tak do.... mniej więcej osiemnastej, czasem trochę krócej, a czasem może się zdążyć, że dłużej-tłumaczyła Ola.
Potem ustaliliśmy wynagrodzenie.
-Od kiedy będę mogła zacząć?
-Do końca tego miesiąca będzie pani pomagać mi przy Lence, żebym mogła sprawdzić jak pani sobie radzi. Jeśli będzie okej, to od następnego miesiąca pani zajmie się naszą córką. Możemy zacząć na przykład od poniedziałku.
-Okej. Mi pasuje-kobieta uśmiechnęła się.
-To może przejdźmy na "ty"-zaproponowała Ola.
-Marta-wyciągnęła rękę do mojej żony.
-Ola.
Po osiemnastej Marta opuściła nasz dom. Zrobiliśmy z Olą kolację, po czym ją zjedliśmy.
*Narrator*
Tydzień później, poniedziałek
Była 6.40. Aleksandra właśnie się obudziła. Jacka nie było obok. Wstała z łóżka. W łóżeczku ciągle spała Lena. Kobieta spojrzała na córkę, a potem wyszła z sypialni. Poszła do kuchni. Zastała tam męża przygotowującego śniadanie. Podeszła do niego i pocałowała na przywitanie. Razem dokończyli robić posiłek. Potem zasiedli do stołu. Po pewnym czasie usłyszeli placz dziecka. Jacek wstał i udał się do sypialni. Wziął córkę na ręce, po czym wrócił do kuchni.
Zbliżała się 7.20. Jacek właśnie zakładał kurtkę, gdy ktoś zapukał do drzwi. Otworzył. To była Marta.
-Dzień dobry-przywitała się.
-Dzień dobry-uśmiechnął się.-Wejdź.
Blondynka zdjęła kurtkę i buty. Oboje weszli do salonu. Tam była Ola i Lena.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry-odpowiedziała Aleksandra.
-Ja już lecę do pracy.
Jacek podszedł do żony i pocałował ją w policzek.
-Cześć-pożegnał się.
-Cześć.
Niebieskooki mężczyzna opuścił budynek. Ola i Marta zaczęły rozmawiać. Brunetka pokazała opiekunce co gdzie się znajduję. Potem wykąpały Lenkę. Przez cały dzień świetnie się bawiły.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam??? Co sądzicie o Marcie?
Pozdrawiam
Otworzyłem drzwi i ujrzałem niewysoką kobietę. Miała jasne, blond włosy ścięte do ramion. Zaprosiłem ją do środka.
-Marta Malinowska-przedstawiła się.
-Jacek Nowak-podałem jej rękę-a to moja żona Ola-dodałem, gdy byliśmy już w salonie.
-Dzień dobry-powiedziała Ola.
-Dzień dobry.
Blondynka spojrzała na dziewczynkę, bawiącą się na dywanie.
-To jest ten maluszek?-uśmiechnęła się.
-Tak, Lenka-oznajmiłem.
Usiedliśmy na kanapie.
-W jakim jest wieku?-zapytała.
-Siedem miesięcy.
-Ma pani jakieś doświadczenie w opiece nad dziećmi?
-Yyy tak. Byłam przedszkolanką, ale zrezygnowałam.
-Czy obecnie zajmuje się pani jakimś dzieckiem?
-Nie-zaprzeczyła.
-No to myślę, że sprawdzi się pani-Ola uśmiechnęła się przyjaźnie.
-W jakich godzinach miałabym zajmować się Lenką?
-Musiałaby pani być u nas o siódmej trzydzieści, tak do.... mniej więcej osiemnastej, czasem trochę krócej, a czasem może się zdążyć, że dłużej-tłumaczyła Ola.
Potem ustaliliśmy wynagrodzenie.
-Od kiedy będę mogła zacząć?
-Do końca tego miesiąca będzie pani pomagać mi przy Lence, żebym mogła sprawdzić jak pani sobie radzi. Jeśli będzie okej, to od następnego miesiąca pani zajmie się naszą córką. Możemy zacząć na przykład od poniedziałku.
-Okej. Mi pasuje-kobieta uśmiechnęła się.
-To może przejdźmy na "ty"-zaproponowała Ola.
-Marta-wyciągnęła rękę do mojej żony.
-Ola.
Po osiemnastej Marta opuściła nasz dom. Zrobiliśmy z Olą kolację, po czym ją zjedliśmy.
*Narrator*
Tydzień później, poniedziałek
Była 6.40. Aleksandra właśnie się obudziła. Jacka nie było obok. Wstała z łóżka. W łóżeczku ciągle spała Lena. Kobieta spojrzała na córkę, a potem wyszła z sypialni. Poszła do kuchni. Zastała tam męża przygotowującego śniadanie. Podeszła do niego i pocałowała na przywitanie. Razem dokończyli robić posiłek. Potem zasiedli do stołu. Po pewnym czasie usłyszeli placz dziecka. Jacek wstał i udał się do sypialni. Wziął córkę na ręce, po czym wrócił do kuchni.
Zbliżała się 7.20. Jacek właśnie zakładał kurtkę, gdy ktoś zapukał do drzwi. Otworzył. To była Marta.
-Dzień dobry-przywitała się.
-Dzień dobry-uśmiechnął się.-Wejdź.
Blondynka zdjęła kurtkę i buty. Oboje weszli do salonu. Tam była Ola i Lena.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry-odpowiedziała Aleksandra.
-Ja już lecę do pracy.
Jacek podszedł do żony i pocałował ją w policzek.
-Cześć-pożegnał się.
-Cześć.
Niebieskooki mężczyzna opuścił budynek. Ola i Marta zaczęły rozmawiać. Brunetka pokazała opiekunce co gdzie się znajduję. Potem wykąpały Lenkę. Przez cały dzień świetnie się bawiły.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam??? Co sądzicie o Marcie?
Pozdrawiam
wtorek, 19 stycznia 2016
90. Opiekunka dla Lenki
*Ola*
Obudziłam się przed siódmą. Jacka nie było obok. Wstałam i zajrzałam do łóżeczka Lenki, ale jej też nie było. Poszłam do salonu. Na dywanie siedział Jacek i bawił się z naszą córką. Uśmiechnęłam się na ten uroczy widok. Mała jest taka podobna do swojego taty. Te same wesołe oczka i ten sam rozczulający uśmiech.
Podeszłam do nich i usiadłam obok. Pocałowałam Jacka w policzek.
-Dzień dobry słoneczko. Już wstałaś?
-A Wy co tak wcześnie dzisiaj zaczęliście zabawę?
-A tak jakoś. Zrobiliśmy Ci śniadanie.
-Dziękuję.
Poszłam do kuchni i zjadłam posiłek. Gdy było już wpół do ósmej, Jacek wyszedł do pracy. Ja natomiast wzięłam laptopa i poszłam do salonu. Lenka ciągle bawiła się na dywanie. Włączyłam stronę internetową i zaczęłam szukać opiekunki dla córki. Po około 30 minutach przeglądania ogłoszeń, postanowiłam zadzwonić do jednej z nich. Wybrałam numer. Już po pierwszym sygnale usłyszałam głos w słuchawce.
-Halo?-odezwał się kobiecy głos.
-Dzień dobry. Mówi Aleksandra Nowak. Ja dzwonię w sprawie ogłoszenia...
-Szuka pani opiekunki do dziecka?
-Dokładnie. Może mogłybyśmy się spotkać i porozmawiać, chyba że nie jest pani zainteresowana ofertą.
-Dobrze, możemy się spotkać.
-A kiedy pani by miała czas?
-Jak dla mnie może być nawet jutro.
-Więc niech będzie jutro, może o... 17?
-Okej. Mi pasuje.
Podałam kobiecie nasz adres, po czym rozłączyłam się. Przed dziewiętnastą do domu wrócił Jacek. Powiedziałam mu o mojej rozmowie z opiekunką. Postanowił, że zwolni się jutro wcześniej z pracy i będzie przy spotkaniu z kobietą.
Zjedliśmy kolację, a później położyliśmy się spać. W nocy dwa razy wstawałam, by nakarmić Lenkę. Następnego ranka obudził mnie głos Jacka.
-Olcia wstawaj.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na męża. W łóżeczku leżała nasza córka.
-Która jest godzina?-zapytałam.
-Wpół do ósmej. Muszę iść do pracy. W kuchni masz śniadanko.
Uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.
-Będę przed piątą. Kocham Cię.
Po tych słowach zniknął za drzwiami. Uśmiechnęłam się do siebie. Po krótkiej chwili wstałam i ubrałam się. Wzięłam córkę na ręce i poszłyśmy do salonu.
Jacek, tak jak powiedział, wrócił już piętnaście po czwartej. Zjedliśmy razem obiad i czekaliśmy na gościa. Lenka bawiła się na dywanie. Ja z Jackiem siedzieliśmy na kanapie, wtuleni w siebie patrzyliśmy na dziewczynkę. Zbliżała się siedemnasta. W pewnej chwili usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Jacek poszedł otworzyć.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Jak przebiegnie rozmowa z opiekunką?
Pozdrawiam :*
Obudziłam się przed siódmą. Jacka nie było obok. Wstałam i zajrzałam do łóżeczka Lenki, ale jej też nie było. Poszłam do salonu. Na dywanie siedział Jacek i bawił się z naszą córką. Uśmiechnęłam się na ten uroczy widok. Mała jest taka podobna do swojego taty. Te same wesołe oczka i ten sam rozczulający uśmiech.
Podeszłam do nich i usiadłam obok. Pocałowałam Jacka w policzek.
-Dzień dobry słoneczko. Już wstałaś?
-A Wy co tak wcześnie dzisiaj zaczęliście zabawę?
-A tak jakoś. Zrobiliśmy Ci śniadanie.
-Dziękuję.
Poszłam do kuchni i zjadłam posiłek. Gdy było już wpół do ósmej, Jacek wyszedł do pracy. Ja natomiast wzięłam laptopa i poszłam do salonu. Lenka ciągle bawiła się na dywanie. Włączyłam stronę internetową i zaczęłam szukać opiekunki dla córki. Po około 30 minutach przeglądania ogłoszeń, postanowiłam zadzwonić do jednej z nich. Wybrałam numer. Już po pierwszym sygnale usłyszałam głos w słuchawce.
-Halo?-odezwał się kobiecy głos.
-Dzień dobry. Mówi Aleksandra Nowak. Ja dzwonię w sprawie ogłoszenia...
-Szuka pani opiekunki do dziecka?
-Dokładnie. Może mogłybyśmy się spotkać i porozmawiać, chyba że nie jest pani zainteresowana ofertą.
-Dobrze, możemy się spotkać.
-A kiedy pani by miała czas?
-Jak dla mnie może być nawet jutro.
-Więc niech będzie jutro, może o... 17?
-Okej. Mi pasuje.
Podałam kobiecie nasz adres, po czym rozłączyłam się. Przed dziewiętnastą do domu wrócił Jacek. Powiedziałam mu o mojej rozmowie z opiekunką. Postanowił, że zwolni się jutro wcześniej z pracy i będzie przy spotkaniu z kobietą.
Zjedliśmy kolację, a później położyliśmy się spać. W nocy dwa razy wstawałam, by nakarmić Lenkę. Następnego ranka obudził mnie głos Jacka.
-Olcia wstawaj.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na męża. W łóżeczku leżała nasza córka.
-Która jest godzina?-zapytałam.
-Wpół do ósmej. Muszę iść do pracy. W kuchni masz śniadanko.
Uśmiechnął się i pocałował mnie w usta.
-Będę przed piątą. Kocham Cię.
Po tych słowach zniknął za drzwiami. Uśmiechnęłam się do siebie. Po krótkiej chwili wstałam i ubrałam się. Wzięłam córkę na ręce i poszłyśmy do salonu.
Jacek, tak jak powiedział, wrócił już piętnaście po czwartej. Zjedliśmy razem obiad i czekaliśmy na gościa. Lenka bawiła się na dywanie. Ja z Jackiem siedzieliśmy na kanapie, wtuleni w siebie patrzyliśmy na dziewczynkę. Zbliżała się siedemnasta. W pewnej chwili usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Jacek poszedł otworzyć.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Jak przebiegnie rozmowa z opiekunką?
Pozdrawiam :*
poniedziałek, 18 stycznia 2016
89. Rozmowa Oli i Jacka
Minęło sześć miesięcy. Właśnie zaczął się listopad. Lenka szybko rośnie. Z dnia na dzień robi się coraz bardziej podobna do swojego ojca. Ma jasne włosy i niebieskie oczy. Powoli zaczyna już raczkować. Ola i Jacek byli bardzo dumni ze swojej córeczki.
Jest sobota, 17.35. Aleksandra siedziała w salonie na kanapie i obserwowała Lenę, która siedziała na dywanie i bawiła się błękitnym misiem. Do domu właśnie wrócił Jacek.
-Cześć słoneczko-pocałował żonę w policzek i usiadł obok.
-Hej-uśmiechnęła się lekko.
-Co robicie?
-Bawimy się-oznajmiła.
W tej chwili Lena na czworaka doszła do swoich rodziców. Jacek wziął ją na ręce i posadził na kolanach.
-Zjesz coś?-spytała Ola wstając z kanapy.
-No..może-uśmiechnął się.
-Mmm to na co masz ochotę?
-Najbardziej..... na Ciebie.
Blondyn złapał ją za rękę.
-Jacuś....
-No co? Stęskniłem się za Tobą.
-Ale ja pytałam poważnie.
-Ja też mówię poważnie-posłał jej swój gorący uśmieszek.
-Cwaniak-zaśmiała się.
Kobieta znowu usiadła na kanapie i namiętnie pocałowała męża, co on odwzajemnił. Całowali się dłuższą chwilę, aż do momentu, gdy usłyszeli gaworzenie swojej córeczki.
-Eeeeeee!!!
Oderwali się od siebie i spojrzeli na dziewczynkę. Uśmiechnęli się.
-Zrobię Ci kanapki.
Ola wyszła do kuchni, a Jacek zaczął bawić się z Lenką. Po kilku minutach kobieta wróciła do salonu z talerzem kanapek. Podała je mężowi.
-Będziemy musieli poszukać jakiejś opiekunki dla Lenki-oznajmiła.
Jacek spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem.
-No....w przyszłym miesiącu wracam do pracy.
-Ale jak to???
-Normalnie. Przecież nie będę ciągle siedzieć w domu.
-Jesteś pewna, że chcesz już wrócić do pracy?
-Tak Jacuś, jestem pewna.
-Ale wiesz, że będziesz musiała na cały dzień rozstać się z małą?
-No wiem...
-I nadal jesteś pewna?
-Jacek... ciężko mi będzie zostawić ją na cały dzień, ale muszę wrócić do pracy.
-Hmm no dobrze, ale gdzie my znajdziemy odpowiednią opiekunkę?
-I właśnie dlatego musimy już zacząć szukać. Wybierzemy jakąś, a później przez jakiś czas zanim wrócę do pracy będę obserwować jak zajmuje się Lenką.
-To może jutro poszukasz w internecie, może ktoś się znajdzie. Umówisz się z nią, a ja wezmę na ten dzień wolne w pracy i razem z nią porozmawiamy.
-Świetny plan-Ola uśmiechnęła się.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Myślicie, że Ola i Jacek znajdą dobrą opiekunkę?
Dziękuję za ponad 30 000 wyświetleń. Jesteście cudowni :)
Pozdrawiam :*
Jest sobota, 17.35. Aleksandra siedziała w salonie na kanapie i obserwowała Lenę, która siedziała na dywanie i bawiła się błękitnym misiem. Do domu właśnie wrócił Jacek.
-Cześć słoneczko-pocałował żonę w policzek i usiadł obok.
-Hej-uśmiechnęła się lekko.
-Co robicie?
-Bawimy się-oznajmiła.
W tej chwili Lena na czworaka doszła do swoich rodziców. Jacek wziął ją na ręce i posadził na kolanach.
-Zjesz coś?-spytała Ola wstając z kanapy.
-No..może-uśmiechnął się.
-Mmm to na co masz ochotę?
-Najbardziej..... na Ciebie.
Blondyn złapał ją za rękę.
-Jacuś....
-No co? Stęskniłem się za Tobą.
-Ale ja pytałam poważnie.
-Ja też mówię poważnie-posłał jej swój gorący uśmieszek.
-Cwaniak-zaśmiała się.
Kobieta znowu usiadła na kanapie i namiętnie pocałowała męża, co on odwzajemnił. Całowali się dłuższą chwilę, aż do momentu, gdy usłyszeli gaworzenie swojej córeczki.
-Eeeeeee!!!
Oderwali się od siebie i spojrzeli na dziewczynkę. Uśmiechnęli się.
-Zrobię Ci kanapki.
Ola wyszła do kuchni, a Jacek zaczął bawić się z Lenką. Po kilku minutach kobieta wróciła do salonu z talerzem kanapek. Podała je mężowi.
-Będziemy musieli poszukać jakiejś opiekunki dla Lenki-oznajmiła.
Jacek spojrzał na nią zdziwionym wzrokiem.
-No....w przyszłym miesiącu wracam do pracy.
-Ale jak to???
-Normalnie. Przecież nie będę ciągle siedzieć w domu.
-Jesteś pewna, że chcesz już wrócić do pracy?
-Tak Jacuś, jestem pewna.
-Ale wiesz, że będziesz musiała na cały dzień rozstać się z małą?
-No wiem...
-I nadal jesteś pewna?
-Jacek... ciężko mi będzie zostawić ją na cały dzień, ale muszę wrócić do pracy.
-Hmm no dobrze, ale gdzie my znajdziemy odpowiednią opiekunkę?
-I właśnie dlatego musimy już zacząć szukać. Wybierzemy jakąś, a później przez jakiś czas zanim wrócę do pracy będę obserwować jak zajmuje się Lenką.
-To może jutro poszukasz w internecie, może ktoś się znajdzie. Umówisz się z nią, a ja wezmę na ten dzień wolne w pracy i razem z nią porozmawiamy.
-Świetny plan-Ola uśmiechnęła się.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Myślicie, że Ola i Jacek znajdą dobrą opiekunkę?
Dziękuję za ponad 30 000 wyświetleń. Jesteście cudowni :)
Pozdrawiam :*
niedziela, 17 stycznia 2016
88. "Dziecko to uwidoczniona miłość"
Służba Jackowi minęła spokojnie. Do domu wrócił po siedemnastej.
*Jacek*
Wszedłem do domu. Od razu usłyszałem śmiech dochodzący z sypialni. Poszedłem tam. Na środku naszego łóżka leżała Lenka. Obok niej siedziała Ola i moi rodzice.
-Cześć-przywitałem się.-Co tu tak wesoło?
-Cześć-odpowiedzieli niemalże jednocześnie.
Podszedłem do nich i usiadłem obok mojej żony. Pocałowałem ją delikatnie w policzek. Chwilę przysłuchiwałem się rozmowie Oli i moich rodziców. Później poszedłem do kuchni zjeść obiad. Rodzice zostali u nas na trzy dni. Potem wrócili do Trzebnicy.
*Narrator*
Dni mijały bardzo szybko. Od narodzin Lenki minął już ponad miesiąc. Jest niedziela. Niby zwykła niedziela jak każda inna, a jednak. To właśnie dziś ma odbyć się chrzest małej Lenki.
Wszyscy goście zgromadzili się w kościele. Msza święta rozpoczęła się o godzinie 11. Na początku kapłan podszedł do młodych rodziców.
-Jakie imię wybraliście dla swojego dziecka?-zapytał.
-Lena-odpowiedzieli.
-O co prosicie Kościół Boży dla swojego dziecka?
-O chrzest.
Po chwili zadał kolejne pytania:
-Czy jesteście gotowi wychować swoje dziecko w wierze katolickiej?
-Jesteśmy.
Następnie zwrócił się do Emilki i Krzyśka:
-Czy jesteście gotowi pomagać rodzicom tego dziecka w wypełnianiu ich obowiązków?
-Tak, jesteśmy-odpowiedzieli.
Po pewnym czasie nastąpiło wyrzeczenie się zła i wyznanie wiary. Po tym kapłan podszedł do dziecka, które Ola trzymała na rękach i zapytał:
-Czy chcecie, aby Lena otrzymała chrzest w wierze Kościoła, jaką przed chwilą wspólnie wyznaliśmy?
-Chcemy-odpowiedzieli rodzice.
Po tej odpowiedzi kapłan polał wodą główkę dziewczynki i wypowiedział słowa.
-Leno ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Duch Świętego.
Kapłan namaścił czoło dziecka krzyżem świętym, a rodzice nałożyli białą szatę. Po chwili wszyscy usłyszeli słowa:
-Przyjmijcie światło Chrystusa.
Krzysiek zapalił świecę chrzcielną od Paschału.
Zaraz potem uroczystość dobiegła końca. Wszyscy opuscili kościół i udali sie do domu Nowaków.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało :)
Pozdrawiam
*Jacek*
Wszedłem do domu. Od razu usłyszałem śmiech dochodzący z sypialni. Poszedłem tam. Na środku naszego łóżka leżała Lenka. Obok niej siedziała Ola i moi rodzice.
-Cześć-przywitałem się.-Co tu tak wesoło?
-Cześć-odpowiedzieli niemalże jednocześnie.
Podszedłem do nich i usiadłem obok mojej żony. Pocałowałem ją delikatnie w policzek. Chwilę przysłuchiwałem się rozmowie Oli i moich rodziców. Później poszedłem do kuchni zjeść obiad. Rodzice zostali u nas na trzy dni. Potem wrócili do Trzebnicy.
*Narrator*
Dni mijały bardzo szybko. Od narodzin Lenki minął już ponad miesiąc. Jest niedziela. Niby zwykła niedziela jak każda inna, a jednak. To właśnie dziś ma odbyć się chrzest małej Lenki.
Wszyscy goście zgromadzili się w kościele. Msza święta rozpoczęła się o godzinie 11. Na początku kapłan podszedł do młodych rodziców.
-Jakie imię wybraliście dla swojego dziecka?-zapytał.
-Lena-odpowiedzieli.
-O co prosicie Kościół Boży dla swojego dziecka?
-O chrzest.
Po chwili zadał kolejne pytania:
-Czy jesteście gotowi wychować swoje dziecko w wierze katolickiej?
-Jesteśmy.
Następnie zwrócił się do Emilki i Krzyśka:
-Czy jesteście gotowi pomagać rodzicom tego dziecka w wypełnianiu ich obowiązków?
-Tak, jesteśmy-odpowiedzieli.
Po pewnym czasie nastąpiło wyrzeczenie się zła i wyznanie wiary. Po tym kapłan podszedł do dziecka, które Ola trzymała na rękach i zapytał:
-Czy chcecie, aby Lena otrzymała chrzest w wierze Kościoła, jaką przed chwilą wspólnie wyznaliśmy?
-Chcemy-odpowiedzieli rodzice.
Po tej odpowiedzi kapłan polał wodą główkę dziewczynki i wypowiedział słowa.
-Leno ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Duch Świętego.
Kapłan namaścił czoło dziecka krzyżem świętym, a rodzice nałożyli białą szatę. Po chwili wszyscy usłyszeli słowa:
-Przyjmijcie światło Chrystusa.
Krzysiek zapalił świecę chrzcielną od Paschału.
Zaraz potem uroczystość dobiegła końca. Wszyscy opuscili kościół i udali sie do domu Nowaków.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało :)
Pozdrawiam
sobota, 16 stycznia 2016
87. Odwiedziny komendanta
Jacek wrócił do domu o 17. Wszedł do salonu. Na kanapie siedziała Ola. Na rękach trzymała Lenkę i czytała jej bajkę.
-Cześć kochanie-przywitał się.
-Cześć.
Blondyn podszedł do żony i pocałował ją w policzek.
-Lenka była grzeczna?-uśmiechnął się.
-Oczywiście. W kuchni jest obiad.
-Nie musiałaś. Miałaś odpoczywać.
-Lenka mi pomagała-zaśmiała się.
-A Ty już jadłaś?
-Tak.
Jacek spojrzał na Aleksandrę z podziwem. Potem poszedł do kuchni i zjadł obiad.
Jakąś godzinę później usłyszeli dzwonek do drzwi. Nowak poszedł otworzyć. Za drzwiami ujrzał Wysockiego.
-Cześć Jacek-przywitał się.
-Dzień dobry.
Weszli do środka. Udali się do sypialni. Wojciech podszedł do łóżeczka, w którym spała jego wnuczka. Usiadł obok i patrzył na nią. Jacek stał przy drzwiach. Ola podeszła do niego i przytuliła się. Blondyn objął ją ramieniem. Kobieta uśmiechnęła się lekko. Po chwili małżonkowie poszli do salonu. Usiedli na kanapie i włączyli sobie film. Siedzieli tak przez pół godziny.
-Olcia...
-Tak?
-Twój ojciec coś długo tam siedzi.
-Chyba nic jej nie zrobi.
-Może pójdę sprawdzić?
-Jacuś, nie martw się tak. Przecież ojciec zna się na dziecieach lepiej niż my.
-No tak. Masz rację.
-A my możemy trochę odpocząć.
-Nom...
Jacek przysunął swoją twarz do Oli. Po chwili delikatnie dotknął jej usta swoimi wargami. Kobieta odwzajemniła pocałunek. Z każdą sekundą całowali się coraz bardziej namiętnie. Niespodziewanie do salonu wszedł Wysocki. Ola i Jacek oderwali się od siebie. Spojrzeli na komendanta. Na jego twarzy malował się uśmiech.
-Tato wszystko w porządku?-zapytała Aleksandra.
-Tak. Macie cudowną córeczkę.
Jacek i Ola spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać.
-No ale ja już pójdę. Cześć.
-Cześć.
-Do widzenia.
Inspektor opuścił dom Nowaków. Aleksandra poszła wziąć prysznic, a jej mąż udał się do córki. Mała ciągle spała. Policjant usiadł obok jej łóżeczka i patrzył na nią. Kilkanaście minut później przyszła Ola. Zajęła się dzieckiem, a Jacek poszedł pod prysznic.
Następnego ranka Jacek obudził się koło 6.30. Przygotował się do pracy i zasiadł do śniadania. Po siódmej w kuchni pojawiła się Ola.
-Dzień dobry-uśmiechnęła się.
-Wyspana?
-Tak.
Kobieta usiadła do stołu i zaczęła jeść.
-Dzisiaj przyjeżdżają moi rodzice, więc będziesz miała pomoc-zaczął Nowak.
-O której wrócisz?-zapytała ze smutkiem na twarzy.
-Jak nic się nie przedłuży to o 18 powinienem już być-odpowiedział.-Ej, Ola... co jest?
-Nic. Będę za Tobą tęsknić.
-Ooo skarbie...
Jacek podszedł do żony i ją przytulił.
-Muszę już iść.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Wrócę najszybciej jak się da-posłał jej ciepły uśmiech.
Pocałował ją w policzek i zniknął za drzwiami.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam???
Pozdrawiam
-Cześć kochanie-przywitał się.
-Cześć.
Blondyn podszedł do żony i pocałował ją w policzek.
-Lenka była grzeczna?-uśmiechnął się.
-Oczywiście. W kuchni jest obiad.
-Nie musiałaś. Miałaś odpoczywać.
-Lenka mi pomagała-zaśmiała się.
-A Ty już jadłaś?
-Tak.
Jacek spojrzał na Aleksandrę z podziwem. Potem poszedł do kuchni i zjadł obiad.
Jakąś godzinę później usłyszeli dzwonek do drzwi. Nowak poszedł otworzyć. Za drzwiami ujrzał Wysockiego.
-Cześć Jacek-przywitał się.
-Dzień dobry.
Weszli do środka. Udali się do sypialni. Wojciech podszedł do łóżeczka, w którym spała jego wnuczka. Usiadł obok i patrzył na nią. Jacek stał przy drzwiach. Ola podeszła do niego i przytuliła się. Blondyn objął ją ramieniem. Kobieta uśmiechnęła się lekko. Po chwili małżonkowie poszli do salonu. Usiedli na kanapie i włączyli sobie film. Siedzieli tak przez pół godziny.
-Olcia...
-Tak?
-Twój ojciec coś długo tam siedzi.
-Chyba nic jej nie zrobi.
-Może pójdę sprawdzić?
-Jacuś, nie martw się tak. Przecież ojciec zna się na dziecieach lepiej niż my.
-No tak. Masz rację.
-A my możemy trochę odpocząć.
-Nom...
Jacek przysunął swoją twarz do Oli. Po chwili delikatnie dotknął jej usta swoimi wargami. Kobieta odwzajemniła pocałunek. Z każdą sekundą całowali się coraz bardziej namiętnie. Niespodziewanie do salonu wszedł Wysocki. Ola i Jacek oderwali się od siebie. Spojrzeli na komendanta. Na jego twarzy malował się uśmiech.
-Tato wszystko w porządku?-zapytała Aleksandra.
-Tak. Macie cudowną córeczkę.
Jacek i Ola spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać.
-No ale ja już pójdę. Cześć.
-Cześć.
-Do widzenia.
Inspektor opuścił dom Nowaków. Aleksandra poszła wziąć prysznic, a jej mąż udał się do córki. Mała ciągle spała. Policjant usiadł obok jej łóżeczka i patrzył na nią. Kilkanaście minut później przyszła Ola. Zajęła się dzieckiem, a Jacek poszedł pod prysznic.
Następnego ranka Jacek obudził się koło 6.30. Przygotował się do pracy i zasiadł do śniadania. Po siódmej w kuchni pojawiła się Ola.
-Dzień dobry-uśmiechnęła się.
-Wyspana?
-Tak.
Kobieta usiadła do stołu i zaczęła jeść.
-Dzisiaj przyjeżdżają moi rodzice, więc będziesz miała pomoc-zaczął Nowak.
-O której wrócisz?-zapytała ze smutkiem na twarzy.
-Jak nic się nie przedłuży to o 18 powinienem już być-odpowiedział.-Ej, Ola... co jest?
-Nic. Będę za Tobą tęsknić.
-Ooo skarbie...
Jacek podszedł do żony i ją przytulił.
-Muszę już iść.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Wrócę najszybciej jak się da-posłał jej ciepły uśmiech.
Pocałował ją w policzek i zniknął za drzwiami.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam???
Pozdrawiam
czwartek, 14 stycznia 2016
86. Szczęśliwa rodzina
*Jacek*
Obudził mnie płacz dziecka. Podniosłem się. Ujrzałem Olę, która już trzymała Lenkę na rękach. Spojrzałem na zegarek 2.36. Pokręciłem głową i zacząłem się śmiać. Ola spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Z czego się tak śmiejesz?-zapytała uśmiechając się do mnie.
-Czyli tak teraz będą wyglądały noce w naszym domu.
-Jacuś śpij już.
-A Ty?
-Nakarmkę Lenkę i zaraz się położę.
Ola usiadła na łóżku i zaczęła karmić dziewczynkę. Przyłożyłem głowę do poduszki i obserwowałem żonę. W końcu zasnąłem.
*Narrator*
Nastał ranek. Jacek obudził się. Obok siebie ujrzał żonę. Wstał powoli, by jej nie obudzić. Chciał iść zrobić śniadanie. Zanim wyszedł z sypialni, zajrzał do łóżeczka córeczki. Ku jego zdziwieniu mała nie spała. Leżała grzecznie i lekko machała rączkami. Blondyn nachylił się nad nią i posłał jej ciepły uśmiech. Przez chwilę patrzył na nią.
-Zaraz wracam-szepnął do niemowlaka.
Poszedł do kuchni i przygotował śniadanie. Po chwili wrócił z tacą. Postawił ją na szafce nocnej. Przysunął się do śpiącej Oli. Delikatnie pocałował jej usta. Po chwili kobieta obudziła się.
-Dzień dobry-blondyn uśmiechnął się.
-Dzień dobry-pocałowała męża w policzek.
-Zrobiłem śniadanko.
Postawił tacę na łóżku.
-Mówiłam Ci już, że jesteś cudowny?
-Tak, ale możesz mówić częściej.
Małżonkowie zaczęli się śmiać.
-Lenka śpi?
-Nie, ale leży grzecznie. Jedz.
Gdy zjedli śniadanie, Jacek poszedł wziąć prysznic. Ola w tym czasie znowu nakarmiła dziecko. Dziesięć minut później aspirant wyszedł z łazienki.
-Ja skarbie muszę iść do pracy, więc może zadzwonię do Emilki, żeby Ci pomogła?
-Nie trzeba. Oni niech się cieszą sobą-uśmiechnęła się.
-Dasz sobie radę sama?
-Jasne. Leć już, bo się spóźnisz.
-Ale Ty powinnaś odpoczywać.
-Kochanie dam sobie radę.
-A... jutro przyjeżdżają moi rodzice. Chcą poznać swoją wnuczkę-zaśmiał się.
-Jacuś jest wpół do ósmej. Spóźnisz się.
-Wyganiasz mnie z domu-udał obrażonego.
-Nie. Ale jak się spóźnisz to...
-Dobrze już idę.
Ruszył w kierunku drzwi. Po chwili zatrzymał się. Wrócił do kobiety. Namiętnie ją pocałował i wyszedł.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
Obudził mnie płacz dziecka. Podniosłem się. Ujrzałem Olę, która już trzymała Lenkę na rękach. Spojrzałem na zegarek 2.36. Pokręciłem głową i zacząłem się śmiać. Ola spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Z czego się tak śmiejesz?-zapytała uśmiechając się do mnie.
-Czyli tak teraz będą wyglądały noce w naszym domu.
-Jacuś śpij już.
-A Ty?
-Nakarmkę Lenkę i zaraz się położę.
Ola usiadła na łóżku i zaczęła karmić dziewczynkę. Przyłożyłem głowę do poduszki i obserwowałem żonę. W końcu zasnąłem.
*Narrator*
Nastał ranek. Jacek obudził się. Obok siebie ujrzał żonę. Wstał powoli, by jej nie obudzić. Chciał iść zrobić śniadanie. Zanim wyszedł z sypialni, zajrzał do łóżeczka córeczki. Ku jego zdziwieniu mała nie spała. Leżała grzecznie i lekko machała rączkami. Blondyn nachylił się nad nią i posłał jej ciepły uśmiech. Przez chwilę patrzył na nią.
-Zaraz wracam-szepnął do niemowlaka.
Poszedł do kuchni i przygotował śniadanie. Po chwili wrócił z tacą. Postawił ją na szafce nocnej. Przysunął się do śpiącej Oli. Delikatnie pocałował jej usta. Po chwili kobieta obudziła się.
-Dzień dobry-blondyn uśmiechnął się.
-Dzień dobry-pocałowała męża w policzek.
-Zrobiłem śniadanko.
Postawił tacę na łóżku.
-Mówiłam Ci już, że jesteś cudowny?
-Tak, ale możesz mówić częściej.
Małżonkowie zaczęli się śmiać.
-Lenka śpi?
-Nie, ale leży grzecznie. Jedz.
Gdy zjedli śniadanie, Jacek poszedł wziąć prysznic. Ola w tym czasie znowu nakarmiła dziecko. Dziesięć minut później aspirant wyszedł z łazienki.
-Ja skarbie muszę iść do pracy, więc może zadzwonię do Emilki, żeby Ci pomogła?
-Nie trzeba. Oni niech się cieszą sobą-uśmiechnęła się.
-Dasz sobie radę sama?
-Jasne. Leć już, bo się spóźnisz.
-Ale Ty powinnaś odpoczywać.
-Kochanie dam sobie radę.
-A... jutro przyjeżdżają moi rodzice. Chcą poznać swoją wnuczkę-zaśmiał się.
-Jacuś jest wpół do ósmej. Spóźnisz się.
-Wyganiasz mnie z domu-udał obrażonego.
-Nie. Ale jak się spóźnisz to...
-Dobrze już idę.
Ruszył w kierunku drzwi. Po chwili zatrzymał się. Wrócił do kobiety. Namiętnie ją pocałował i wyszedł.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
środa, 13 stycznia 2016
85. "Zakochałeś się?"
*Jacek*
Ściany już dawno były pomalowane. Miały piękny, błękitny kolor jak oczy mojej Oleńki. Wszystkie meble też były kupione. Należało tylko je poskręcać. Wzięliśmy się do pracy.
*Narrator*
Ola i Emilka siedziały w sypialni i rozmawiały. Po chwili usłyszały płacz dziecka. Aleksandra wzięła córeczkę na ręce. Postanowiły ją wykąpać. Nalały ciepłej, ale nie za gorącej wody do plastikowej wanienki i postawiły ją na stole. Potem Ola powoli włożyła Lenkę do wody. Mała zaczęła lekko machać rączkami i nóżkami. Po chwili bluzka Oli stała się mokra.
Po kąpieli młoda mama dokładnie wytarła córkę, założyła pieluszkę i razem z Emilką ubrały ją w coś takiego:
Zbliżała się 17. Ola właśnie usypiała Lenkę, a Emilka kończyła robić obiad. Do salonu weszli Jacek i Krzysiek. Blondyn usiadł obok żony i pocałował ją w policzek.
-Chodź zobaczysz pokoik-uśmiechnął się.
-Już skończyliście-zdziwiła się.
Wstali i poszli do pokoju.
*Ola*
Gdy weszłam do pokoju, zaniemówiłam. Było tak pięknie. W oknie wisiały piękne, śnieżnobiałe zasłony. Obok stało białe łóżeczko i również białe meble. Wszystko bardzo pasowało do błękitnych jak niebo ścian.
-Podoba Ci się?-usłyszałam melodyczny głos Jacka.
-Jest cudownie.
Jacek przytulił mnie. Uśmiechnęłam się do niego. Potem wszyscy poszliśmy do kuchni, by zjeść posiłek. Po osiemnastej Emilka i Krzysiek opuścili nasz dom.
Siedziałam w sypialni i karmiłam dziewczynkę. Po chwili obok mnie pojawił się Jacek. Usiadł obok i przytulił się do mnie. Spojrzałam na niego z czułością. Uśmiechnął się lekko. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę.
-Może przeniosę narazie tutaj łóżeczko dla małej?-zapytał.
-Dobry pomysł.
Delikatnie pocałowałam go w usta, a on wstał i wyszedł z sypialni. Po chwili wrócił niosąc łóżeczko. Postawił je przed naszym łóżkiem. Spojrzałam na Lenkę. Spała już, więc włożyłam ją do łóżeczka. Sama poszłam pod prysznic.
*Jacek*
Ola poszła pod prysznic, a ja usiadłem obok córeczki. Patrzyłem na nią. Była taka słodka. Przez piętnaście minut nie odrywałem od niej oczu. Nagle do sypialni weszła Ola. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
-Jacuś?-usłyszałem jej głos.
-Tak?
-Zakochałeś się?-zapytała śmiejąc się.
Ja również zacząłem się śmiać. Wstałem i podszedłem do Oli. Mocno ją przytuliłem.
-Kocham Cię-szepnąłem.
-Ja Ciebie też.
***
Kolejne opowiadanie za nami!!! Podobało się Wam?
Pozdrawiam
Ściany już dawno były pomalowane. Miały piękny, błękitny kolor jak oczy mojej Oleńki. Wszystkie meble też były kupione. Należało tylko je poskręcać. Wzięliśmy się do pracy.
*Narrator*
Ola i Emilka siedziały w sypialni i rozmawiały. Po chwili usłyszały płacz dziecka. Aleksandra wzięła córeczkę na ręce. Postanowiły ją wykąpać. Nalały ciepłej, ale nie za gorącej wody do plastikowej wanienki i postawiły ją na stole. Potem Ola powoli włożyła Lenkę do wody. Mała zaczęła lekko machać rączkami i nóżkami. Po chwili bluzka Oli stała się mokra.
Po kąpieli młoda mama dokładnie wytarła córkę, założyła pieluszkę i razem z Emilką ubrały ją w coś takiego:
Zbliżała się 17. Ola właśnie usypiała Lenkę, a Emilka kończyła robić obiad. Do salonu weszli Jacek i Krzysiek. Blondyn usiadł obok żony i pocałował ją w policzek.
-Chodź zobaczysz pokoik-uśmiechnął się.
-Już skończyliście-zdziwiła się.
Wstali i poszli do pokoju.
*Ola*
Gdy weszłam do pokoju, zaniemówiłam. Było tak pięknie. W oknie wisiały piękne, śnieżnobiałe zasłony. Obok stało białe łóżeczko i również białe meble. Wszystko bardzo pasowało do błękitnych jak niebo ścian.
-Podoba Ci się?-usłyszałam melodyczny głos Jacka.
-Jest cudownie.
Jacek przytulił mnie. Uśmiechnęłam się do niego. Potem wszyscy poszliśmy do kuchni, by zjeść posiłek. Po osiemnastej Emilka i Krzysiek opuścili nasz dom.
Siedziałam w sypialni i karmiłam dziewczynkę. Po chwili obok mnie pojawił się Jacek. Usiadł obok i przytulił się do mnie. Spojrzałam na niego z czułością. Uśmiechnął się lekko. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę.
-Może przeniosę narazie tutaj łóżeczko dla małej?-zapytał.
-Dobry pomysł.
Delikatnie pocałowałam go w usta, a on wstał i wyszedł z sypialni. Po chwili wrócił niosąc łóżeczko. Postawił je przed naszym łóżkiem. Spojrzałam na Lenkę. Spała już, więc włożyłam ją do łóżeczka. Sama poszłam pod prysznic.
*Jacek*
Ola poszła pod prysznic, a ja usiadłem obok córeczki. Patrzyłem na nią. Była taka słodka. Przez piętnaście minut nie odrywałem od niej oczu. Nagle do sypialni weszła Ola. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
-Jacuś?-usłyszałem jej głos.
-Tak?
-Zakochałeś się?-zapytała śmiejąc się.
Ja również zacząłem się śmiać. Wstałem i podszedłem do Oli. Mocno ją przytuliłem.
-Kocham Cię-szepnąłem.
-Ja Ciebie też.
***
Kolejne opowiadanie za nami!!! Podobało się Wam?
Pozdrawiam
wtorek, 12 stycznia 2016
84. "Jak się czujesz w roli tatusia?"
*Jacek*
Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy, gdy do sali wszedł lekarz. Oznajmił, że Ola i dziecko zostaną na obserwacji. Jeśli wszystko będzie dobrze, jutro rano będę mógł odebrać je ze szpitala. Pocałowałem Olę i pożegnałem się z córeczką. Do domu wróciłem po 23. Oczywiście mogłem wrócić na wesele, bo zabawa trwała w najlepsze, ale wolałem porządnie się wyspać. W końcu czekał mnie pierwszy dzień z nowym członkiem rodziny.
Wstałem koło 6.30. Wziąłem prysznic i zjadłem śniadanie. Przed ósmą byłem już w szpitalu. Zabrałem ze sobą kocyk i nosidełko, które kupiliśmy z Olą jakiś czas temu. Wszedłem do sali. Moim oczom ukazał się piękny uśmiech żony. Siedziała na łóżku i trzymała Lenkę.
-Cześć kochanie-przywitała się.
-Cześć słoneczko-pocałowałem ją.-Gotowe?
-Jasne.
Włożyła dziewczynkę do nosidełka i okryła kocem. Wziąłem nasze maleństwo i wyszliśmy z sali. Po drodze spotkaliśmy lekarza. On jeszcze raz nam pogratulował i umówiliśmy się z nim na jakieś badania kontrolne za dwa tygodnie. Wsiedliśmy do samochodu i po chwili byliśmy już w domu. Niestety nie spodziewaliśmy się, że dziecko przyjdzie na świat o pół miesiąca wcześniej, przez co nie mieliśmy jeszcze wszystkich potrzebnych rzeczy.
Kazałem usiąść Oli na kanapie, a sam poszedłem zrobić coś do jedzenia. Ona w tym czasie nakarmiła Lenkę. Mała zasnęła. Nie mieliśmy jeszcze poskładanego łóżeczka, więc zaniosłem ją do sypialni i położyłem na łóżku. Sam usiadłem obok i pilnowałem aby nie spadła. Ola natomiast jadła posiłek. Patrzyłem na córeczkę. Była taka słodka. W pewnym momencie usłyszałem dzwonek do drzwi. Chciałem iść otworzyć, ale Ola już to zrobiła. Po chwili w pokoju pojawiła się moja żona, a z nią Emilka i Krzysiek.
-O witam nowożeńców-zaśmiałem się.
-Jak się czujesz w roli tatusia?-spytała Emilka.
-Cudownie.
Ola usiadła obok i przytuliła się do mnie. Objąłem ją swoim ramieniem i pocałowałem w czoło.
-A jak ma na imię to maleństwo?-zaciekawił się Krzysiek.
-Lena.
-Mamy tu coś dla tej perełki.
Emilka podała mi dużą, papierową torbę. Zajrzałem do środka. Po chwili wyjąłem kolorowe ubranka i kilka zabawek.
-Emilka ale nie trzeba było-powiedziała Ola.
-Przestań. Teraz my zajmiemy się Lenką, a chłopaki pokojem dla dziecka.
-Jesteście świeżo po ślubie-powiedziałem.-Nie chcecie spędzić trochę czasu razem?
-Jeszcze się sobą nacieszymy. Poza tym mała urodziła się w dniu naszego ślubu, przez co was nie było do końca. Mam nadzieję, że nam to wynagrodzicie.
-W jaki sposób?-zdziwiłem się.
-No jak to jaki, Jacuś? Chcielibyśmy być rodzicami chrzestnymi.
-Aha więc stąd u Was taka chęć pomocy-Ola zasmiała się.
-No właśnie-Krzysiek odwzajemnił uśmiech.-Dobra chodź Jacek.
Wyszliśmy z sypialni i udaliśmy się do pokoju obok.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam???
Pozdrawiam
Siedzieliśmy tak i rozmawialiśmy, gdy do sali wszedł lekarz. Oznajmił, że Ola i dziecko zostaną na obserwacji. Jeśli wszystko będzie dobrze, jutro rano będę mógł odebrać je ze szpitala. Pocałowałem Olę i pożegnałem się z córeczką. Do domu wróciłem po 23. Oczywiście mogłem wrócić na wesele, bo zabawa trwała w najlepsze, ale wolałem porządnie się wyspać. W końcu czekał mnie pierwszy dzień z nowym członkiem rodziny.
Wstałem koło 6.30. Wziąłem prysznic i zjadłem śniadanie. Przed ósmą byłem już w szpitalu. Zabrałem ze sobą kocyk i nosidełko, które kupiliśmy z Olą jakiś czas temu. Wszedłem do sali. Moim oczom ukazał się piękny uśmiech żony. Siedziała na łóżku i trzymała Lenkę.
-Cześć kochanie-przywitała się.
-Cześć słoneczko-pocałowałem ją.-Gotowe?
-Jasne.
Włożyła dziewczynkę do nosidełka i okryła kocem. Wziąłem nasze maleństwo i wyszliśmy z sali. Po drodze spotkaliśmy lekarza. On jeszcze raz nam pogratulował i umówiliśmy się z nim na jakieś badania kontrolne za dwa tygodnie. Wsiedliśmy do samochodu i po chwili byliśmy już w domu. Niestety nie spodziewaliśmy się, że dziecko przyjdzie na świat o pół miesiąca wcześniej, przez co nie mieliśmy jeszcze wszystkich potrzebnych rzeczy.
Kazałem usiąść Oli na kanapie, a sam poszedłem zrobić coś do jedzenia. Ona w tym czasie nakarmiła Lenkę. Mała zasnęła. Nie mieliśmy jeszcze poskładanego łóżeczka, więc zaniosłem ją do sypialni i położyłem na łóżku. Sam usiadłem obok i pilnowałem aby nie spadła. Ola natomiast jadła posiłek. Patrzyłem na córeczkę. Była taka słodka. W pewnym momencie usłyszałem dzwonek do drzwi. Chciałem iść otworzyć, ale Ola już to zrobiła. Po chwili w pokoju pojawiła się moja żona, a z nią Emilka i Krzysiek.
-O witam nowożeńców-zaśmiałem się.
-Jak się czujesz w roli tatusia?-spytała Emilka.
-Cudownie.
Ola usiadła obok i przytuliła się do mnie. Objąłem ją swoim ramieniem i pocałowałem w czoło.
-A jak ma na imię to maleństwo?-zaciekawił się Krzysiek.
-Lena.
-Mamy tu coś dla tej perełki.
Emilka podała mi dużą, papierową torbę. Zajrzałem do środka. Po chwili wyjąłem kolorowe ubranka i kilka zabawek.
-Emilka ale nie trzeba było-powiedziała Ola.
-Przestań. Teraz my zajmiemy się Lenką, a chłopaki pokojem dla dziecka.
-Jesteście świeżo po ślubie-powiedziałem.-Nie chcecie spędzić trochę czasu razem?
-Jeszcze się sobą nacieszymy. Poza tym mała urodziła się w dniu naszego ślubu, przez co was nie było do końca. Mam nadzieję, że nam to wynagrodzicie.
-W jaki sposób?-zdziwiłem się.
-No jak to jaki, Jacuś? Chcielibyśmy być rodzicami chrzestnymi.
-Aha więc stąd u Was taka chęć pomocy-Ola zasmiała się.
-No właśnie-Krzysiek odwzajemnił uśmiech.-Dobra chodź Jacek.
Wyszliśmy z sypialni i udaliśmy się do pokoju obok.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam???
Pozdrawiam
poniedziałek, 11 stycznia 2016
83. Narodziny
Poród trwał już od trzydziestu minut. Jacek był przy żonie. Trzymał ją za rękę. Z sali było słuchać głośne krzyki kobiety. Co chwila mocniej zaciskała swoją dłoń tak, że blondyn powoli nie mógł już wytrzymać bólu. Jego ręka robiła się coraz bardziej czerwona. Nigdy nie przypuszczał, że taka delikatna kobieta może mieć tyle siły. A niby tak dobrze ją znał. Czas im się dłużył. Myśleli, że to się nigdy nie skończy. A jednak. W pewnej chwili usłyszeli płacz dziecka. Nareszcie. Tak długo czekali na ten moment.
*Jacek*
Właśnie na świat przyszło moje dziecko. Byłem taki szczęśliwy. Słyszałem jego płacz. Po chwili lekarz powiedział:
-Dziewczynka.
Uśmiechnąłem się. Mam córkę. Poczułem ciepło w środku. To była ogromna radość.
Lekarz przeciął pępowinę. Chciał żebym ja to zrobił, ale tak mi się ręce trzęsły, że nie byłem w stanie. Co się dziwić. W końcu na weselu trochę wypiłem. Widziałem jak ginekolog przemył niemowlę wodą, po czym zawinął je w biały, miękki materiał. Później podał dziecko Oli. Z ciekawością przeglądałem się temu wszystkiemu. Niestety pielęgniarki zabrały Olę do innej sali, a do mnie podszedł lekarz.
-Gratuluję córki-uśmiechnął się do mnie.
-Miało być dopiero za piętnaście dni-odwzajemniłem uśmiech.
-Miało być, ale dziecko chciało już poznać swoich rodziców. Ale ma pan dzielną żonę. Zwykle pierwszy poród trwa kilka a nawet kilkanaście godzin. A tu proszę, 57 minut-zaśmiał się.
-No w końcu to policjantka.
-No tak. Ja teraz lecę zająć się pańską córką.
Lekarz odszedł. Popatrzyłem za nim. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. To był cudowny wieczór.
Jakieś pół godziny później byłem pod salą poporodową. Gdy lekarz zbadał, zważył i zmierzył niemowlę, pozwolił mi iść do Oli. Wszedłem do środka. Ujrzałem moją Oleńkę. Mimo, że była bardzo zmęczona, i tak wyglądała pięknie. Leżała na łóżku, a na rękach trzymała naszą córkę. Dziewczynka była taka malutka. Razem wyglądały uroczo. Nie mogłem oderwać od nich oczu. Ola spojrzała na mnie z uśmiechem na twarzy. Podszedłem bliżej i usiadłem na krześle stojącym obok łóżka. Teraz z bliska przyjrzałem się córeczce. Po chwili zapytałem:
-Mogę ją potrzymać?
-Jasne.
Uśmiechnęła się i podała mi dziewczynkę, pokazując jak mam ją trzymać. Poczułem jak moje serce zalewa ciepło.
-Jest podobna do Ciebie-usłyszałem śliczny głos żony.
Oderwałem wzrok od dziecka i spojrzałem w błękitne oczka Oleńki.
-Jak ją nazwiemy?-zapytałem.
-A jak chcesz?
Popatrzyłem na córkę, a potem znów na Olę. Zastanowiłem się przez chwilę.
-Lena.
Ola uśmiechnęła się lekko i popatrzyła na dziewczynkę.
-Lenka. Ślicznie.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Cieszcie się, że Ola i Jacek mają córkę?
Pozdrawiam
*Jacek*
Właśnie na świat przyszło moje dziecko. Byłem taki szczęśliwy. Słyszałem jego płacz. Po chwili lekarz powiedział:
-Dziewczynka.
Uśmiechnąłem się. Mam córkę. Poczułem ciepło w środku. To była ogromna radość.
Lekarz przeciął pępowinę. Chciał żebym ja to zrobił, ale tak mi się ręce trzęsły, że nie byłem w stanie. Co się dziwić. W końcu na weselu trochę wypiłem. Widziałem jak ginekolog przemył niemowlę wodą, po czym zawinął je w biały, miękki materiał. Później podał dziecko Oli. Z ciekawością przeglądałem się temu wszystkiemu. Niestety pielęgniarki zabrały Olę do innej sali, a do mnie podszedł lekarz.
-Gratuluję córki-uśmiechnął się do mnie.
-Miało być dopiero za piętnaście dni-odwzajemniłem uśmiech.
-Miało być, ale dziecko chciało już poznać swoich rodziców. Ale ma pan dzielną żonę. Zwykle pierwszy poród trwa kilka a nawet kilkanaście godzin. A tu proszę, 57 minut-zaśmiał się.
-No w końcu to policjantka.
-No tak. Ja teraz lecę zająć się pańską córką.
Lekarz odszedł. Popatrzyłem za nim. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. To był cudowny wieczór.
Jakieś pół godziny później byłem pod salą poporodową. Gdy lekarz zbadał, zważył i zmierzył niemowlę, pozwolił mi iść do Oli. Wszedłem do środka. Ujrzałem moją Oleńkę. Mimo, że była bardzo zmęczona, i tak wyglądała pięknie. Leżała na łóżku, a na rękach trzymała naszą córkę. Dziewczynka była taka malutka. Razem wyglądały uroczo. Nie mogłem oderwać od nich oczu. Ola spojrzała na mnie z uśmiechem na twarzy. Podszedłem bliżej i usiadłem na krześle stojącym obok łóżka. Teraz z bliska przyjrzałem się córeczce. Po chwili zapytałem:
-Mogę ją potrzymać?
-Jasne.
Uśmiechnęła się i podała mi dziewczynkę, pokazując jak mam ją trzymać. Poczułem jak moje serce zalewa ciepło.
-Jest podobna do Ciebie-usłyszałem śliczny głos żony.
Oderwałem wzrok od dziecka i spojrzałem w błękitne oczka Oleńki.
-Jak ją nazwiemy?-zapytałem.
-A jak chcesz?
Popatrzyłem na córkę, a potem znów na Olę. Zastanowiłem się przez chwilę.
-Lena.
Ola uśmiechnęła się lekko i popatrzyła na dziewczynkę.
-Lenka. Ślicznie.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Cieszcie się, że Ola i Jacek mają córkę?
Pozdrawiam
niedziela, 10 stycznia 2016
82. Ślub, wesele i... :D
Rozpoczęła się uroczystość. Pierwsze czytanie, drugie czytanie i w końcu podeszli do ołtarza. Podali sobie prawe dłonie. Kapłan przewiązał je stułą. Po chwili Zapała zaczął wymawiać słowa przysięgi małżeńskiej.
-Ja Krzysztof biorę sobie Ciebie Emilio za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Potem te same słowa wypowiedziała Emilka. Następnie wymienili się obrączkami, które wcześniej pobłogosławił kapłan. Po chwili usłyszeli słowa:
-Możecie się pocałować.
Nowożeńcy uśmiechnęli się do siebie. Po chwili Krzysiek namiętnie pocałował Emilkę. Wszyscy goście zaczęli bić brawo. Potem wyszli z kościoła i udali się na salę weselną. Pan młody przeniósł swoją żonę przez próg. Następnie zatanczyli pierwszy taniec, a goście wypili za ich zdrowie. Tak rozpoczęli zabawę. Było bardzo wesoło. Wynajęty zespół muzyczny miał ciekawe pomysły na spędzenie tej nocy. Zabawy, które przygotowali to między innymi "paczka dla młodych", "wycieczka do zoo", "małżeński pingpong". Oprócz tego oczywiście dużo tańczyli.
Zbliżała się godzina 20. Na sali było głośno i wesoło. Nagle Ola poczuła ból. Szybko zawołała swojego męża.
-Jacek...
-Olcia co się dzieje???
-Chyba się zaczyna!!!-zaczęła krzyczeć z bólu.
-Ale co się zaczyna?
-Rodzę!!!!!!
Wokół nich zjawił się tłum gości. Jacek zabrał Olę na zewnątrz. Musieli szybko jechać do szpitala, lecz Jacek nie mógł prowadzić, bo trochę wypił. Jak to na weselu. Trudno było znaleźć kogoś trzeźwego. Na szczęście złapali taksówkę. Szybko dotarli na miejsce. Jacek wziął Olę na ręce i wbiegł do szpitala. Pielęgniarki zabrały kobietę na porodówkę. Jacek poszedł za nimi.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam???
Pozdrawiam
-Ja Krzysztof biorę sobie Ciebie Emilio za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Potem te same słowa wypowiedziała Emilka. Następnie wymienili się obrączkami, które wcześniej pobłogosławił kapłan. Po chwili usłyszeli słowa:
-Możecie się pocałować.
Nowożeńcy uśmiechnęli się do siebie. Po chwili Krzysiek namiętnie pocałował Emilkę. Wszyscy goście zaczęli bić brawo. Potem wyszli z kościoła i udali się na salę weselną. Pan młody przeniósł swoją żonę przez próg. Następnie zatanczyli pierwszy taniec, a goście wypili za ich zdrowie. Tak rozpoczęli zabawę. Było bardzo wesoło. Wynajęty zespół muzyczny miał ciekawe pomysły na spędzenie tej nocy. Zabawy, które przygotowali to między innymi "paczka dla młodych", "wycieczka do zoo", "małżeński pingpong". Oprócz tego oczywiście dużo tańczyli.
Zbliżała się godzina 20. Na sali było głośno i wesoło. Nagle Ola poczuła ból. Szybko zawołała swojego męża.
-Jacek...
-Olcia co się dzieje???
-Chyba się zaczyna!!!-zaczęła krzyczeć z bólu.
-Ale co się zaczyna?
-Rodzę!!!!!!
Wokół nich zjawił się tłum gości. Jacek zabrał Olę na zewnątrz. Musieli szybko jechać do szpitala, lecz Jacek nie mógł prowadzić, bo trochę wypił. Jak to na weselu. Trudno było znaleźć kogoś trzeźwego. Na szczęście złapali taksówkę. Szybko dotarli na miejsce. Jacek wziął Olę na ręce i wbiegł do szpitala. Pielęgniarki zabrały kobietę na porodówkę. Jacek poszedł za nimi.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam???
Pozdrawiam
sobota, 9 stycznia 2016
81. Pierwszy czerwca
Minęło kilka dni i nadszedł pierwszy czerwca. Dziś ma się odbyć ślub Emilki i Krzyśka.
Około szóstej rano Olę obudził dźwięk jej telefonu. Wstała i wzięła komórkę do ręki. Na wyświetlaczu ujrzała napis "Emilka". Wyszła z sypialni i odebrała.
-Cześć Emilka-przywitała się.
-Cześć Ola. Przepraszam, że tak rano dzwonię, ale strasznie się denerwuję.
-Ale czym Ty się tak denerwujesz?-zapytała zaspana.
-No tym ślubem.
-Aaa słuchaj Emilka. Nie masz czym się denerwować. To nie jest nic strasznego. To będzie najcudowniejszy dzień w Twoim życiu...w Twoim i Krzyśka. Zobaczysz... będzie dobrze.
-Masz rację.. ale to nie takie proste. Ty się nie denerwowałaś?
Ola uśmiechnęła się na myśl o jej ślubie z Jackiem.
-Nie. Ja byłam przerażona. Ale teraz wiem, że niepotrzebnie. Słuchaj ja będę u Ciebie koło pierwszej.
-No dobra. To cześć.
-Cześć... Emilka..będzie dobrze.
Kobieta rozłaczyła się i poszła spowrotem do sypialni.
-Kto dzwonił?-zapytał Jacek przecierając oczy.
-Emilka.
-Po co?-zdziwił się.
-Denerwuje się tym ślubem-zaśmiała się.-Śpij jeszcze.
-A Ty?
-Pójdę zrobić jakieś śniadanie.
-O nie-zaprzeczył.-Nie zasnę bez Ciebie.
Ola posłała mu ciepły uśmiech.
-No dobrze-wsunęła się po kołdrę.-Kocham Cię.
Jacek przytulił ją do siebie i lekko pocałował w ucho. Po chwili oboje zasnęli. Obudzili się dopiero o dziewiątej. Udali się do kuchni, by zrobić sobie śniadanie. Po zjedzeniu posiłku zaczęli przygotowywać się do wyjścia. O dwunastej byli już gotowi. Ruszyli w drogę. Jacek zawiózł Olę do mieszkania Emilki, a sam pojechał do Krzyśka.
*W mieszkaniu Emilki*
Panna młoda właśnie ubierała swoją piękną, śnieżnobiałą suknię. Po chwili Monika wpinała jej welon we włosy. Do pokoju weszła Ola.
-Hej!-wykrzykneła radośnie.
-Hej Ola-przywitały ją.
-Jak tam? Stres minął?-zapytała ze śmiechem Ola.
-No co Ty. Jeszcze bardziej mnie zżera.
-Będzie dobrze.
Kilkanaście minut później wszystko było już gotowe. Po chwili w mieszkaniu pojawili się Krzysiek, Mikołaj, Jacek, Artur oraz Tosiek i Franek. Zaraz potem zjawili się rodzice Emilki. Pobłogosławili oni parę młodą, a potem wszyscy udali się do kościoła.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
Około szóstej rano Olę obudził dźwięk jej telefonu. Wstała i wzięła komórkę do ręki. Na wyświetlaczu ujrzała napis "Emilka". Wyszła z sypialni i odebrała.
-Cześć Emilka-przywitała się.
-Cześć Ola. Przepraszam, że tak rano dzwonię, ale strasznie się denerwuję.
-Ale czym Ty się tak denerwujesz?-zapytała zaspana.
-No tym ślubem.
-Aaa słuchaj Emilka. Nie masz czym się denerwować. To nie jest nic strasznego. To będzie najcudowniejszy dzień w Twoim życiu...w Twoim i Krzyśka. Zobaczysz... będzie dobrze.
-Masz rację.. ale to nie takie proste. Ty się nie denerwowałaś?
Ola uśmiechnęła się na myśl o jej ślubie z Jackiem.
-Nie. Ja byłam przerażona. Ale teraz wiem, że niepotrzebnie. Słuchaj ja będę u Ciebie koło pierwszej.
-No dobra. To cześć.
-Cześć... Emilka..będzie dobrze.
Kobieta rozłaczyła się i poszła spowrotem do sypialni.
-Kto dzwonił?-zapytał Jacek przecierając oczy.
-Emilka.
-Po co?-zdziwił się.
-Denerwuje się tym ślubem-zaśmiała się.-Śpij jeszcze.
-A Ty?
-Pójdę zrobić jakieś śniadanie.
-O nie-zaprzeczył.-Nie zasnę bez Ciebie.
Ola posłała mu ciepły uśmiech.
-No dobrze-wsunęła się po kołdrę.-Kocham Cię.
Jacek przytulił ją do siebie i lekko pocałował w ucho. Po chwili oboje zasnęli. Obudzili się dopiero o dziewiątej. Udali się do kuchni, by zrobić sobie śniadanie. Po zjedzeniu posiłku zaczęli przygotowywać się do wyjścia. O dwunastej byli już gotowi. Ruszyli w drogę. Jacek zawiózł Olę do mieszkania Emilki, a sam pojechał do Krzyśka.
*W mieszkaniu Emilki*
Panna młoda właśnie ubierała swoją piękną, śnieżnobiałą suknię. Po chwili Monika wpinała jej welon we włosy. Do pokoju weszła Ola.
-Hej!-wykrzykneła radośnie.
-Hej Ola-przywitały ją.
-Jak tam? Stres minął?-zapytała ze śmiechem Ola.
-No co Ty. Jeszcze bardziej mnie zżera.
-Będzie dobrze.
Kilkanaście minut później wszystko było już gotowe. Po chwili w mieszkaniu pojawili się Krzysiek, Mikołaj, Jacek, Artur oraz Tosiek i Franek. Zaraz potem zjawili się rodzice Emilki. Pobłogosławili oni parę młodą, a potem wszyscy udali się do kościoła.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
piątek, 8 stycznia 2016
80. Ostatnia wizyta
Dni szybko mijały. Nadszedł 28 maja, a z nim ostatnia wizyta u ginekologa. Dziś Ola i Jacek wstali o 6.30. Po zjedzeniu śniadania Jacek pojechał do pracy. Aleksandra natomiast została w domu. Od kilku tygodni była już na urlopie macierzyńskim.
Przed ósmą Jacek był na komendzie. Przebrał się w mundur i poszedł na odprawę. Piętnaście po ósmej odprawa się skończyła. Udał się do swojego pokoju. Dzień był spokojny. Mało zgłoszeń i żadnych poważnych przestępstw. Służba powoli dobiegła końca. Około 15 wyszedł z komendy. Piętnaście minut później był już w domu.
-Cześć kochanie!-przywitał się wchodząc do domu.
-Cześć!
Wszedł do kuchni. Ola właśnie nakładała na talerze obiad.
-Siadaj-powiedziała.
-A co Ty tu znowu pysznego przyrządziłaś?-uśmiechnął się i zajął miejsce przy stole.
- Pieczony schab ze śliwką w sosie majerankowym.
Zaczęli jeść.
-Jak Ci minął dzień?-zapytał blondyn.
-W porządku. A Tobie?
-Dobrze. Nie nudziłaś się tu?
-Nie bo myślałam o Tobie a to nie jest nudne-posłała mu ciepły uśmiech.
-Oj Olcia Olcia...
-No co?
-Kocham Cię.
-Ja też Cię kocham. Bardzo skarbie.
Kiedy skonczyli jeść obiad, posprzątali ze stołu. Było już 10 po czwartej, więc założyli buty i wyszli z domu. Na 16.30 mieli umówioną wizytę u ginekologa. Wsiedli do auta i ruszyli w drogę. Piętnaście minut później byli już na miejscu. Ledwo co doszli do drzwi gabinetu, usłyszeli głos pielęgniarki.
-Aleksandra Nowak!
Ola i Jacek weszli do środka. Kobieta położyła się na łóżku do badania, a jej mąż usiad na krześle obok. Lekarz rozpoczął badanie.
-Chcecie poznać płeć dziecka?
Ola spojrzała na Jacka, a Jacek na Olę. Nowak uśmiechnął się i pokręcił głową.
-Nie-powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-No dobrze-ginekolog popatrzył na przyszłych rodziców.-W takim razie to już wszystko.
Ola podniosła się z łóżka.
-To co, teraz widzimy się przy porodzie-kontynuował lekarz.-Termin mamy na 15 czerwca.
-Dobrze. Do widzenia.
-Do zobaczenia-odpowiedział im doktor.
Około 17.30 małżonkowie byli już w domu. Przygotowali sobie kolację, po czym ją zjedli. Potem zasiedli przed telewizorem i włączyli sobie film. Jednak zamiast oglądać, myśleli o swoim największym skarbie-dziecku.
***
Mamy kolejne, drugie dziś opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
Przed ósmą Jacek był na komendzie. Przebrał się w mundur i poszedł na odprawę. Piętnaście po ósmej odprawa się skończyła. Udał się do swojego pokoju. Dzień był spokojny. Mało zgłoszeń i żadnych poważnych przestępstw. Służba powoli dobiegła końca. Około 15 wyszedł z komendy. Piętnaście minut później był już w domu.
-Cześć kochanie!-przywitał się wchodząc do domu.
-Cześć!
Wszedł do kuchni. Ola właśnie nakładała na talerze obiad.
-Siadaj-powiedziała.
-A co Ty tu znowu pysznego przyrządziłaś?-uśmiechnął się i zajął miejsce przy stole.
- Pieczony schab ze śliwką w sosie majerankowym.
Zaczęli jeść.
-Jak Ci minął dzień?-zapytał blondyn.
-W porządku. A Tobie?
-Dobrze. Nie nudziłaś się tu?
-Nie bo myślałam o Tobie a to nie jest nudne-posłała mu ciepły uśmiech.
-Oj Olcia Olcia...
-No co?
-Kocham Cię.
-Ja też Cię kocham. Bardzo skarbie.
Kiedy skonczyli jeść obiad, posprzątali ze stołu. Było już 10 po czwartej, więc założyli buty i wyszli z domu. Na 16.30 mieli umówioną wizytę u ginekologa. Wsiedli do auta i ruszyli w drogę. Piętnaście minut później byli już na miejscu. Ledwo co doszli do drzwi gabinetu, usłyszeli głos pielęgniarki.
-Aleksandra Nowak!
Ola i Jacek weszli do środka. Kobieta położyła się na łóżku do badania, a jej mąż usiad na krześle obok. Lekarz rozpoczął badanie.
-Chcecie poznać płeć dziecka?
Ola spojrzała na Jacka, a Jacek na Olę. Nowak uśmiechnął się i pokręcił głową.
-Nie-powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-No dobrze-ginekolog popatrzył na przyszłych rodziców.-W takim razie to już wszystko.
Ola podniosła się z łóżka.
-To co, teraz widzimy się przy porodzie-kontynuował lekarz.-Termin mamy na 15 czerwca.
-Dobrze. Do widzenia.
-Do zobaczenia-odpowiedział im doktor.
Około 17.30 małżonkowie byli już w domu. Przygotowali sobie kolację, po czym ją zjedli. Potem zasiedli przed telewizorem i włączyli sobie film. Jednak zamiast oglądać, myśleli o swoim największym skarbie-dziecku.
***
Mamy kolejne, drugie dziś opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
79. Emilka i Krzysiek
Po chwili wyjęła kopertę.
-Chcielibyśmy zaprosić Was na nasz ślub i wesele, dnia...-spojrzała na Krzyśka.
-1 czerwca o godzinie 15. No a reszta jest w zaproszeniu-uśmiechnął się.
Drawska podała Oli kopertę. Długo jeszcze rozmawiali. Po kolacji pożegnali się i narzeczeni opuścili dom Nowaków. Ola i Jacek położyli się spać.
Następnego ranka, kiedy Aleksandra wstała, w kuchni czekało już na nią śniadanie. Weszła do pomieszczenia i ujrzała Jacka, stawiającego kawę na stole. Podeszła do niego, po czym pocałowała na przywitanie.
-Jak Ci się spało?-zapytał.
-Świetnie-posłała mu ciepły uśmiech.
Małżonkowie usiedli przy stole i zaczęli jeść.
-Super, że Emilka i Krzysiek biorą już ślub.
-No, nareszcie się zdecydowali-zaśmiała się.
-A Ty nie będziesz druhną?
-No gdzie z takim brzuchem-znów na twarzy ukazała radość.-Będzie Monika i Mikołaj. Miałam być ja i Ty, ale się nie zgodziłam. Chyba, że Ty chcesz to mogę jakoś z Emilką pogadać.
-Nie trzeba. Jakoś mnie do tego nie ciągnie-wybuchnął śmiechem.-Ale do ślubu, to chyba byłoby już po porodzie.
-Raczej nie. Termin mam na 15 czerwca.
-A tą wizytę dzisiaj to na którą?
-Na dziewiątą trzydzieści, a która jest?
-Wpół do dziewiątej, więc się trochę pośpiesz.
-No dobra to ja lecę po prysznic.
Pocałowała go i wyszła.
O 9.20 było już u ginekologa. Po kilku minutach spędzonych w poczekalni, weszli do gabinetu. Tam lekarz wykonał badanie. Stwierdził, że dziecko rozwija się prawidłowo. Ustalili ostatnią wizytę na 28 maja, a potem mieli się zobaczyć aż przy porodzie. Pożegnali się z ginekologiem i wrócili do domu.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o ślubie Emilki i Krzyśka?
Dziękuję Wam za ponad 25 000 wyświetleń.
Pozdrawiam
-Chcielibyśmy zaprosić Was na nasz ślub i wesele, dnia...-spojrzała na Krzyśka.
-1 czerwca o godzinie 15. No a reszta jest w zaproszeniu-uśmiechnął się.
Drawska podała Oli kopertę. Długo jeszcze rozmawiali. Po kolacji pożegnali się i narzeczeni opuścili dom Nowaków. Ola i Jacek położyli się spać.
Następnego ranka, kiedy Aleksandra wstała, w kuchni czekało już na nią śniadanie. Weszła do pomieszczenia i ujrzała Jacka, stawiającego kawę na stole. Podeszła do niego, po czym pocałowała na przywitanie.
-Jak Ci się spało?-zapytał.
-Świetnie-posłała mu ciepły uśmiech.
Małżonkowie usiedli przy stole i zaczęli jeść.
-Super, że Emilka i Krzysiek biorą już ślub.
-No, nareszcie się zdecydowali-zaśmiała się.
-A Ty nie będziesz druhną?
-No gdzie z takim brzuchem-znów na twarzy ukazała radość.-Będzie Monika i Mikołaj. Miałam być ja i Ty, ale się nie zgodziłam. Chyba, że Ty chcesz to mogę jakoś z Emilką pogadać.
-Nie trzeba. Jakoś mnie do tego nie ciągnie-wybuchnął śmiechem.-Ale do ślubu, to chyba byłoby już po porodzie.
-Raczej nie. Termin mam na 15 czerwca.
-A tą wizytę dzisiaj to na którą?
-Na dziewiątą trzydzieści, a która jest?
-Wpół do dziewiątej, więc się trochę pośpiesz.
-No dobra to ja lecę po prysznic.
Pocałowała go i wyszła.
O 9.20 było już u ginekologa. Po kilku minutach spędzonych w poczekalni, weszli do gabinetu. Tam lekarz wykonał badanie. Stwierdził, że dziecko rozwija się prawidłowo. Ustalili ostatnią wizytę na 28 maja, a potem mieli się zobaczyć aż przy porodzie. Pożegnali się z ginekologiem i wrócili do domu.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o ślubie Emilki i Krzyśka?
Dziękuję Wam za ponad 25 000 wyświetleń.
Pozdrawiam
czwartek, 7 stycznia 2016
78. Dobre informacje, goście
Dwa dni później Ola opuściła szpital. Około 14 była już w domu. Razem z Jackiem siedziała właśnie przy stole i jadła obiad. Niespodziewanie ktoś zapukał do drzwi. Blondyn poszedł otworzyć. To był Mikołaj.
-Cześć-przywitał się.
-Cześć. Wejdź.
-Hej młoda-rzucił wchodząc do kuchni.
-Hej.
-Mam dla Was dobre informacje.
-Jakie???-zapytali jednocześnie.
-Kuba nie będzie miał żadnych problemów. Wszystko jest już wyjaśnione.
Ola poczuła ogromną ulgę. Wreszcie wszystkie problemy się skończyły. Teraz już może być tylko lepiej.
Po krótkiej rozmowie, Mikołaj opuścił dom Nowaków. Jacek podszedł do Oli i mocno ją przytulił. Kobieta uśmiechnęła się.
-Teraz wszystko się ułoży.
-Obiecujesz?
-Obiecuję-posłał jej ciepły uśmiech.
-A.... bo bym zapomniała...
-Co takiego?
-Jutro mam wizytę u ginekologa.
-No... już masz śliczny brzuszek.
-Ale pójdziesz ze mną?
-Co to za pytanie? Oczywiście, że pójdę. Ah... jeszcze niecałe dwa miesiące i będziemy rodzicami.
-No... szybko zleciało.
-Oj...szybko, szybko.
Małżonkowie zaczęli się śmiać. Po obiedzie zasiedli przed telewizorem. Włączyli sobie komedię romantyczną, która bardzo im się spodobała. Około 17 skończyli oglądać. Postanowili zabrać się za przygotowywanie kolacji. Zrobili sałatkę ziemniaczaną. Świetnie się przy tym bawili. Na końcu przyozdobili potrawę majonezem. Po osiemnastej zasiedli do stołu. Zaczęli jeść, gdy nagle usłyszeli dzwonek do drzwi.
-O mamy nieproszonego gościa-zaśmiał się Jacek.
Mężczyzna wstał od stołu i poszedł otworzyć. Przekręcił kluczyk w drzwiach. Po chwili ujrzał... Emilkę i Krzyśka.
-Cześć Jacek-przywitali się.
-Cześć. Wejdźcie.
Policjanci weszli do środka. Po chwili byli już w kuchni.
-Hej Ola.
-Hej... Może zjecie z nami kolację.
-No w sumie.... czemu nie..-Emilka spojrzała na Krzyśka.
Po kilku minutach wszyscy siedzieli już przy stole.
-Co u Was słychać?-zapytała Ola.
-No właśnie mamy coś dla Was.
Emilka otworzyła torebkę i zaczęła w niej czegoś szukać.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Co Emilka ma dla Oli i Jacka?
Pozdrawiam
-Cześć-przywitał się.
-Cześć. Wejdź.
-Hej młoda-rzucił wchodząc do kuchni.
-Hej.
-Mam dla Was dobre informacje.
-Jakie???-zapytali jednocześnie.
-Kuba nie będzie miał żadnych problemów. Wszystko jest już wyjaśnione.
Ola poczuła ogromną ulgę. Wreszcie wszystkie problemy się skończyły. Teraz już może być tylko lepiej.
Po krótkiej rozmowie, Mikołaj opuścił dom Nowaków. Jacek podszedł do Oli i mocno ją przytulił. Kobieta uśmiechnęła się.
-Teraz wszystko się ułoży.
-Obiecujesz?
-Obiecuję-posłał jej ciepły uśmiech.
-A.... bo bym zapomniała...
-Co takiego?
-Jutro mam wizytę u ginekologa.
-No... już masz śliczny brzuszek.
-Ale pójdziesz ze mną?
-Co to za pytanie? Oczywiście, że pójdę. Ah... jeszcze niecałe dwa miesiące i będziemy rodzicami.
-No... szybko zleciało.
-Oj...szybko, szybko.
Małżonkowie zaczęli się śmiać. Po obiedzie zasiedli przed telewizorem. Włączyli sobie komedię romantyczną, która bardzo im się spodobała. Około 17 skończyli oglądać. Postanowili zabrać się za przygotowywanie kolacji. Zrobili sałatkę ziemniaczaną. Świetnie się przy tym bawili. Na końcu przyozdobili potrawę majonezem. Po osiemnastej zasiedli do stołu. Zaczęli jeść, gdy nagle usłyszeli dzwonek do drzwi.
-O mamy nieproszonego gościa-zaśmiał się Jacek.
Mężczyzna wstał od stołu i poszedł otworzyć. Przekręcił kluczyk w drzwiach. Po chwili ujrzał... Emilkę i Krzyśka.
-Cześć Jacek-przywitali się.
-Cześć. Wejdźcie.
Policjanci weszli do środka. Po chwili byli już w kuchni.
-Hej Ola.
-Hej... Może zjecie z nami kolację.
-No w sumie.... czemu nie..-Emilka spojrzała na Krzyśka.
Po kilku minutach wszyscy siedzieli już przy stole.
-Co u Was słychać?-zapytała Ola.
-No właśnie mamy coś dla Was.
Emilka otworzyła torebkę i zaczęła w niej czegoś szukać.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Co Emilka ma dla Oli i Jacka?
Pozdrawiam
środa, 6 stycznia 2016
77. Śmierć i problemy
Zbliżała się 11. Jacek właśnie wszedł do szpitala. Udał się na salę, gdzie leży Ola.
-Cześć kochanie-przywitał się.
-Cześć. Już jesteś.
-No jestem.
-Wyspany?
-Tak.
-I najedzony?
-Oczywiście, przecież obiecałem.
-To dobrze.
Małżonkowie zaczęli się śmiać.
Rozmawiali tak ze sobą przez jakąś godzinę. Nagle do sali weszła Monika.
-Cześć Wam. Co tu tak wesoło?
-Cześć-przywitali się.
-Mam dla Was nową informację w sprawie Dawida.
-Mam nadzieję, że dobrą-Jacek uśmiechnął się.
-Niby dobrą...
-No to mów-niecierpliwiła się Ola.
-Chodzi o to, że...-zawahała się.-Ten Dawid...on...on nie żyje.
-Jak to-zdziwili się.
-Postrzał był bardzo groźny. On tego nie przeżył. Najgorsze jest to, że...
-Że co?-dopytywała Ola.
-Wiecie kto to strzelał?
-Nie. A kto?
-Kuba. Dowódca jednostki AT. Teraz ma duże problemy.
-Cholera. To wszystko przeze mnie.
-Olcia nie mów tak-pocieszał ją Jacek.
-Trzeba go z tego wyciągnąć. Przecież on uratował mi życie.
-Zrobimy wszystko co się da. Jest wielu świadków tego zdarzenia. Każdy potwierdzi, że Kuba nie miał wyjścia i musiał strzelić. Komendant też się za nim wstawił. Myślę, że prokurator oczyści go z zrzutów.
-Mam taką nadzieję.
-A i jeszcze jedno...
-O co chodzi?
-Rozmawialiśmy z rodziną Jastrzębskiego.
-No i co???
-Ten Dawid on... yyy... on już kiedyś leczył się psychiatryczne.
-Czyli mógł mieć nawrót choroby.
-No właśnie.
Po tej rozmowie Monika opuściła szpital.
Nowakowie byli zaskoczeni takim obrotem sprawy. Z jednej strony, to nawet się cieszyli, że nie będą więcej musieli patrzeć na Jastrzębskiego. Z drugiej jednak śmierć człowieka jest straszna, zwłaszcza, że przez to ich kolega ma problemy w pracy. No i jeszcze ta choroba... Nie wiedzieli co o tym wszystkim myśleć.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o całej tej sytuacji?
Pozdrawiam
-Cześć kochanie-przywitał się.
-Cześć. Już jesteś.
-No jestem.
-Wyspany?
-Tak.
-I najedzony?
-Oczywiście, przecież obiecałem.
-To dobrze.
Małżonkowie zaczęli się śmiać.
Rozmawiali tak ze sobą przez jakąś godzinę. Nagle do sali weszła Monika.
-Cześć Wam. Co tu tak wesoło?
-Cześć-przywitali się.
-Mam dla Was nową informację w sprawie Dawida.
-Mam nadzieję, że dobrą-Jacek uśmiechnął się.
-Niby dobrą...
-No to mów-niecierpliwiła się Ola.
-Chodzi o to, że...-zawahała się.-Ten Dawid...on...on nie żyje.
-Jak to-zdziwili się.
-Postrzał był bardzo groźny. On tego nie przeżył. Najgorsze jest to, że...
-Że co?-dopytywała Ola.
-Wiecie kto to strzelał?
-Nie. A kto?
-Kuba. Dowódca jednostki AT. Teraz ma duże problemy.
-Cholera. To wszystko przeze mnie.
-Olcia nie mów tak-pocieszał ją Jacek.
-Trzeba go z tego wyciągnąć. Przecież on uratował mi życie.
-Zrobimy wszystko co się da. Jest wielu świadków tego zdarzenia. Każdy potwierdzi, że Kuba nie miał wyjścia i musiał strzelić. Komendant też się za nim wstawił. Myślę, że prokurator oczyści go z zrzutów.
-Mam taką nadzieję.
-A i jeszcze jedno...
-O co chodzi?
-Rozmawialiśmy z rodziną Jastrzębskiego.
-No i co???
-Ten Dawid on... yyy... on już kiedyś leczył się psychiatryczne.
-Czyli mógł mieć nawrót choroby.
-No właśnie.
Po tej rozmowie Monika opuściła szpital.
Nowakowie byli zaskoczeni takim obrotem sprawy. Z jednej strony, to nawet się cieszyli, że nie będą więcej musieli patrzeć na Jastrzębskiego. Z drugiej jednak śmierć człowieka jest straszna, zwłaszcza, że przez to ich kolega ma problemy w pracy. No i jeszcze ta choroba... Nie wiedzieli co o tym wszystkim myśleć.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o całej tej sytuacji?
Pozdrawiam
wtorek, 5 stycznia 2016
76. W szpitalu
Kilka minut później były już karetki pogotowia. Zabrano rannych do szpitala. Dwóch policjantów pojechało za karetką, by pilnować zatrzymanego. Razem z nimi pojechał Jacek. On jednak udał się do Oli.
Był jeż pod salą ukochanej. Czekał na lekarza. Minęła godzina. Potem druga... Wreszcie wyszedł. Jacek szybko do niego podbiegł.
-Panie doktorze, co z Olą???
-Pan jest kimś z rodziny?
-Jestem jej mężem.
-Pacjentka miała dużo szczęścia, że ten mężczyzna nie zdążył podciąć jej gardła. Przy upadku rozcięła sobie głowę. Zaszyliśmy ranę. Teraz jest już wszystko dobrze. Będzie żyć-lekarz uśmiechnął się.
Nowak odetchnął z ulgą.
-Czy ja mogę teraz do niej wejść?
-Oczywiście. Proszę.
Blondyn szybkim krokiem wszedł do sali. Zatrzymał się w drzwiach na chwilę. Spojrzał na Olę. Miała zamknięte oczy. Podszedł do niej powoli. Usiadł na krześle obok łóżka. Ola otworzyła oczy. Spojrzała na męża.
-Jacek...
-Już dobrze kochanie. Jestem przy Tobie. Już nic Ci nie grozi.
-Kocham Cię.
Mężczyzna uśmiechnął się.
-Jak się czujesz?
-Przy Tobie o wiele lepiej.
Do sali wszedł lekarz.
-Za kilka dni będzie mogła pani wyjść ze szpitala.
-Panie doktorze?
-Tak?
-A... z dzieckiem wszystko w porządku?-zapytała niepewnym głosem.
-Dziecku nic się nie stało. Może być pani spokojna.
Lekarz opuścił salę.
-W ogóle, która jest teraz godzina?-zapytała Ola.
-Czwarta nad ranem. Śpij kochanie-posłał jej ciepły uśmiech.
-I Ty tak ciągle na nogach?
-A co miałem Cię zostawić?
-Ale idź już do domu. Musisz odpocząć.
-A Ty?
-No ja zostaję-zaśmiała się.
-To ja też.
-Jacuś zrób to dla mnie. Proszę.
-Nie chcę tam siedzieć sam.
-Odpoczniesz i wrócisz tu, kiedy się wyśpisz.
-Oj no dobrze.
-I zjedz coś.
-Oczywiście słoneczko. Dla Ciebie wszystko. Coś jeszcze mam zrobić?
-Yyy no to możesz jeszcze dom posprzątać-uśmiechnęła się.
-Nie ma sprawy. Jak wszystko, to wszystko-odwzajemnił uśmiech.
Pożegnali się namiętnym pocałunkiem. Potem Jacek opuścił szpital i wrócił do domu.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Cieszycie się, że Oli i dziecku nic się nie stało?
Pozdrawiam
Był jeż pod salą ukochanej. Czekał na lekarza. Minęła godzina. Potem druga... Wreszcie wyszedł. Jacek szybko do niego podbiegł.
-Panie doktorze, co z Olą???
-Pan jest kimś z rodziny?
-Jestem jej mężem.
-Pacjentka miała dużo szczęścia, że ten mężczyzna nie zdążył podciąć jej gardła. Przy upadku rozcięła sobie głowę. Zaszyliśmy ranę. Teraz jest już wszystko dobrze. Będzie żyć-lekarz uśmiechnął się.
Nowak odetchnął z ulgą.
-Czy ja mogę teraz do niej wejść?
-Oczywiście. Proszę.
Blondyn szybkim krokiem wszedł do sali. Zatrzymał się w drzwiach na chwilę. Spojrzał na Olę. Miała zamknięte oczy. Podszedł do niej powoli. Usiadł na krześle obok łóżka. Ola otworzyła oczy. Spojrzała na męża.
-Jacek...
-Już dobrze kochanie. Jestem przy Tobie. Już nic Ci nie grozi.
-Kocham Cię.
Mężczyzna uśmiechnął się.
-Jak się czujesz?
-Przy Tobie o wiele lepiej.
Do sali wszedł lekarz.
-Za kilka dni będzie mogła pani wyjść ze szpitala.
-Panie doktorze?
-Tak?
-A... z dzieckiem wszystko w porządku?-zapytała niepewnym głosem.
-Dziecku nic się nie stało. Może być pani spokojna.
Lekarz opuścił salę.
-W ogóle, która jest teraz godzina?-zapytała Ola.
-Czwarta nad ranem. Śpij kochanie-posłał jej ciepły uśmiech.
-I Ty tak ciągle na nogach?
-A co miałem Cię zostawić?
-Ale idź już do domu. Musisz odpocząć.
-A Ty?
-No ja zostaję-zaśmiała się.
-To ja też.
-Jacuś zrób to dla mnie. Proszę.
-Nie chcę tam siedzieć sam.
-Odpoczniesz i wrócisz tu, kiedy się wyśpisz.
-Oj no dobrze.
-I zjedz coś.
-Oczywiście słoneczko. Dla Ciebie wszystko. Coś jeszcze mam zrobić?
-Yyy no to możesz jeszcze dom posprzątać-uśmiechnęła się.
-Nie ma sprawy. Jak wszystko, to wszystko-odwzajemnił uśmiech.
Pożegnali się namiętnym pocałunkiem. Potem Jacek opuścił szpital i wrócił do domu.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Podobało się Wam? Cieszycie się, że Oli i dziecku nic się nie stało?
Pozdrawiam
poniedziałek, 4 stycznia 2016
75. Nóż i postrzał
-Bo co mi zrobicie?-zapytał Dawid.
-Mogę Ci wpakować kulę w łeb!!-krzyknął jeden z policjantów.
Jacek był u kresu wytrzymałości. Nie mógł patrzeć jak jakiś facet próbuje skrzywdzić jego żonę.
-Puść ją kurwa!!!-wybuchnął.
-Odsuńcie się, albo poderżnę jej gardło.
Jastrzębski zbliżył nóż do szyji Oli.
-Jacek...-wystraszyła się.
-Spokojnie Olu...-aspirant spojrzał na antyterrorystów.-Zróbcie coś do cholery!
Policjanci spojrzeli na Jacka. Jednak nadal nic nie robili. Czekali na odpowiedni moment, by obezwładnić mężczyznę. Broni mogli użyć tylko w ostateczności.
-Dlaczego???-pytała ze łzami w oczach Ola.-Dlaczego ja? Co ja Ci takiego zrobiłam?
-Jak to co? Odrzuciłaś mnie. Nie rozumiesz, że mi się nie odmawia?
-Co Ty pierdolisz?!? Z Tobą się nawet nie dało rozmawiać. Ty próbowałeś mnie zgwałcić.
-Hyy nie chciałaś po dobraci...
-Czy Ty się człowieku słyszysz?!? Co Ty sobie myślałeś? Że pójdę z Tobą do łóżka? Że zostawię dla Ciebie męża?
-Teraz to już nieważne.
Dawid przycisnął ostrze noża do skóry kobiety.
-NIE.....-krzyknął Jacek.
Nagle padł strzał. Zarówno Ola jak i Dawid upadli na ziemię. Policjantka upadają uderzyła głową o podłogę. Leżała w kałuży krwi. Natomiast Jastrzębski został postrzelony przez jednego z policjantów. Kula trafiła w okolice brzucha. Mikołaj szybko wyjął telefon i zadzwonił po pogotowie. Przestraszony Jacek podbiegł do żony.
-Ola... Oleńko... słyszysz mnie??!!?!?
Jeden z policjantów podszedł do nich. Zaczął reanimować kobietę. Inny zaś uciskał mocno krwawiącą ranę Dawida.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
-Mogę Ci wpakować kulę w łeb!!-krzyknął jeden z policjantów.
Jacek był u kresu wytrzymałości. Nie mógł patrzeć jak jakiś facet próbuje skrzywdzić jego żonę.
-Puść ją kurwa!!!-wybuchnął.
-Odsuńcie się, albo poderżnę jej gardło.
Jastrzębski zbliżył nóż do szyji Oli.
-Jacek...-wystraszyła się.
-Spokojnie Olu...-aspirant spojrzał na antyterrorystów.-Zróbcie coś do cholery!
Policjanci spojrzeli na Jacka. Jednak nadal nic nie robili. Czekali na odpowiedni moment, by obezwładnić mężczyznę. Broni mogli użyć tylko w ostateczności.
-Dlaczego???-pytała ze łzami w oczach Ola.-Dlaczego ja? Co ja Ci takiego zrobiłam?
-Jak to co? Odrzuciłaś mnie. Nie rozumiesz, że mi się nie odmawia?
-Co Ty pierdolisz?!? Z Tobą się nawet nie dało rozmawiać. Ty próbowałeś mnie zgwałcić.
-Hyy nie chciałaś po dobraci...
-Czy Ty się człowieku słyszysz?!? Co Ty sobie myślałeś? Że pójdę z Tobą do łóżka? Że zostawię dla Ciebie męża?
-Teraz to już nieważne.
Dawid przycisnął ostrze noża do skóry kobiety.
-NIE.....-krzyknął Jacek.
Nagle padł strzał. Zarówno Ola jak i Dawid upadli na ziemię. Policjantka upadają uderzyła głową o podłogę. Leżała w kałuży krwi. Natomiast Jastrzębski został postrzelony przez jednego z policjantów. Kula trafiła w okolice brzucha. Mikołaj szybko wyjął telefon i zadzwonił po pogotowie. Przestraszony Jacek podbiegł do żony.
-Ola... Oleńko... słyszysz mnie??!!?!?
Jeden z policjantów podszedł do nich. Zaczął reanimować kobietę. Inny zaś uciskał mocno krwawiącą ranę Dawida.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
niedziela, 3 stycznia 2016
74. Odnalezienie Oli i akcja antyterrorystów
Jacek siedział w swoim gabinecie i myślał o Oli. Bardzo się o nią martwił. Zastanawiał się, co się stało? Gdzie ona teraz jest? Co przeżywa? Jak się czuje? Powoli odchodził od zmysłów.
Z zamyślenia wyrwał go...
Do pokoju, z wielkim hukiem wpadł Mikołaj.
-Mamy ją!!!!-krzyknął.
-Jak to? Gdzie jest??!?!
-Udało się namierzyć jej telefon. Jest pod Wrocławiem. Nadajnik pokazuje, że w takiej starej fabryce. A już na pewno jest tam jej komórka.
-Yyy dobra. To co? Jedziemy?-zapytał Jacek.
-No co Ty Jacuś?? Jesteś przecież dyżurnym...
-Weź mi tu nie pierdol...
-Jacek! Zobacz w jakim Ty jesteś stanie...
-Nawet nie próbuj mnie przekonywać, żebym został. Nie zostawię Oli samej. Kto wie, przez co ona tam teraz przechodzi. I lepiej się pośpieszmy, bo nie chcę kolejnego cierpienia Oli.
Jacek opuścił pokój. Mikołaj popatrzył za nim z zaskoczeniem. Po krótkiej chwili, szybko pobiegł za blondynem.
Siedzieli w samochodzie. Jechali z dużą prędkością. Chcieli jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Niestety droga była dość długa. Po około 20 minutach podjechali pod fabrykę. Otoczyli budynek. Z pięciu dużych samochodów wysiedli antyterroryści. Z ostatniego radiowozu wysiedli Jacek i Mikołaj. Założyli kamizelki kuloodporne. Gdy już wszyscy byli gotowi, rozpoczęli akcję. Policjanci z oddziału AT powoli i ostrożnie ruszyli do starej fabryki. Za nimi podążali aspiranci. Podeszli do drzwi. Jednak one były zamknięte.
-Otwieramy-zarządził dowódca oddziału.
Policjanci szybko wyważyli drzwi. Następnie wbiegli do środka. Zastali tam Olę i Dawida. Rehabilitant wystraszył się. Wyciągnął nóż i przyłożył do kobiety.
-Policja!!!! Rzuć ten nóż!!! Jesteś otoczony!!! Odłóż to!!!
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Cieszycie się, że znaleźli Olę? Jak zakończy się ta akcja?
Pozdrawiam
Z zamyślenia wyrwał go...
Do pokoju, z wielkim hukiem wpadł Mikołaj.
-Mamy ją!!!!-krzyknął.
-Jak to? Gdzie jest??!?!
-Udało się namierzyć jej telefon. Jest pod Wrocławiem. Nadajnik pokazuje, że w takiej starej fabryce. A już na pewno jest tam jej komórka.
-Yyy dobra. To co? Jedziemy?-zapytał Jacek.
-No co Ty Jacuś?? Jesteś przecież dyżurnym...
-Weź mi tu nie pierdol...
-Jacek! Zobacz w jakim Ty jesteś stanie...
-Nawet nie próbuj mnie przekonywać, żebym został. Nie zostawię Oli samej. Kto wie, przez co ona tam teraz przechodzi. I lepiej się pośpieszmy, bo nie chcę kolejnego cierpienia Oli.
Jacek opuścił pokój. Mikołaj popatrzył za nim z zaskoczeniem. Po krótkiej chwili, szybko pobiegł za blondynem.
Siedzieli w samochodzie. Jechali z dużą prędkością. Chcieli jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Niestety droga była dość długa. Po około 20 minutach podjechali pod fabrykę. Otoczyli budynek. Z pięciu dużych samochodów wysiedli antyterroryści. Z ostatniego radiowozu wysiedli Jacek i Mikołaj. Założyli kamizelki kuloodporne. Gdy już wszyscy byli gotowi, rozpoczęli akcję. Policjanci z oddziału AT powoli i ostrożnie ruszyli do starej fabryki. Za nimi podążali aspiranci. Podeszli do drzwi. Jednak one były zamknięte.
-Otwieramy-zarządził dowódca oddziału.
Policjanci szybko wyważyli drzwi. Następnie wbiegli do środka. Zastali tam Olę i Dawida. Rehabilitant wystraszył się. Wyciągnął nóż i przyłożył do kobiety.
-Policja!!!! Rzuć ten nóż!!! Jesteś otoczony!!! Odłóż to!!!
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Cieszycie się, że znaleźli Olę? Jak zakończy się ta akcja?
Pozdrawiam
sobota, 2 stycznia 2016
73. Fabryka
Czarny samochód podjechał pod jakąś starą, opuszczoną fabrykę. Z auta wysiadł wysoki brunet. Otworzył drzwi od bagażnika. Schylił się. Po chwili wyjął z tamtąd młodą kobietę ze związanymi rękami i nogami. Ruszył w kierunku budynku. Wszedł do środka. Położył dziewczynę obok ściany na jakichś pustych, brudnych workach. Wyszedł na dwór. Zabrał z samochodu butelkę wody, po czym zamknął auto na klucz. Wrócił do fabryki. Podszedł do nieprzytomnej osoby.
-Obudź się królewno-powiedział kucając obok niej.-Wstawaj.
Wziął w swoje palce jej drobne policzki. Ścisnął mocno jej twarz. Po chwili kobieta zaczęła się budzić.
-Witaj kochanie-powiedział.
-Gdzie ja jestem?-zapytała niewiedząc co się dzieje.
-Jesteś ze mną Oleńko-delikatnie dotknął jej policzka.
-Zostaw mnie-odsunęła się od niego.
-Teraz jesteś moja.
-Nie dotykaj mnie!-zaczęła krzyczeć.
On jednak szybko ją uciszył, całując ją w usta. Aleksandra szybko się odsunęła.
-Co Ty wyprawiasz?!?
-Kocham Cię Olu.
-Co Ty pierdolisz? Jak mnie kochasz, to mnie kurwa rozwiąż.
-Masz rację-zaśmiał się.
Wstał i podszedł do drzwi. Zamknął je od środka na kłódkę. Wrócił znowu do policjantki. Zdjął jej sznurki z rąk i nóg. Ola przyglądała mu się ze zdziwieniem. Zastanawiała się o co mu chodzi. Czy on naprawdę ją kocha? Nie, to niemożliwe. Normalny człowiek załatwił by to inaczej, a nie najpierw próbuje ją zgwałcić, a potem porywa i więzi w jakiejś fabryce.
Aleksandra wstała. Dawid szybko do niej podszedł. Przycisnął ją do ściany. Zaczął rozpinać jej koszulę. Kobieta wystraszyła się. Próbowała wyrwać się z jego objęć. Po chwili jednak się trochę uspokoiła. Wzięła głęboki oddech, zebrała siły, a potem mocno uderzyła go w krocze. Brunet zgiął się z bólu, a Ola złapała się ręką za brzuch.
***
Mamy kolejne opowiadanie. Podobało się Wam?
Pozdrawiam
piątek, 1 stycznia 2016
72. Poszukiwania
-Ej Jacek, co się dzieje?-pytał zaniepokojony Mikołaj.
-Yyy.. przed domem stoi samochód Oli. A drzwi są otwarte.
-Znaczy, że nie pojechała do pracy?
-Nie. Tylko co się stało?? Dlaczego znowu ona.
-Spokojnie. Może nic się nie stało.
-Za dwa dni miała przenieść się za biurko..
-Nie panikuj...
-Idę sprawdzić co z tym samochodem.
-Dobra. Uważaj tam a ja już jadę do Ciebie.
-Okej. Cześć.
Rozłączyli się.
Jacek wyszedł z domu. Podszedł do stojącego na podjeździe auta. Na ziemi spostrzegł klucze. Podniósł je. Nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć.
Co się stało z Olą? Gdzie ona jest?-odchodził od zmysłów. Bardzo się martwił o swoją żonę, zwłaszcza, że ona jest w ciąży.
Minęło kilka minut. Pod domem Nowaków pojawił się Mikołaj.
-Cześć-przywitał się.
-Cześć.
-Masz coś?-zapytał Białach.
-Obok samochodu znalazłem kluczyki. Cholera jasna, gdzie ona jest?!?!
-Uspokój sie Jacek!
-Jak ja mam być spokojny?? Może jej się coś stało? Może coś z dzieckiem?
-No dobra. Ale telefon ma ze sobą?
-No ma.
-No to spróbuj do niej zadzwonić. Może tylko ode mnie nie odbierała.
-Okej.
Blonyn wziął do ręki komórkę. Wybrał numer podpisany jako "Oleńka".
-Nie odbiera-oznajmił po chwili.
-Yyy.. jedziemy na komendę. Spróbujemy ją jakoś namierzyć.
-Dobra, to jedziemy.
-Idź po kurtkę.
Jacek poszedł do domu i ubrał się. Zabrał ze sobą klucze i zamkną drzwi od domu, a potem od samochodu Oli. Kiedy był już gotowy, wsiedli do auta Mikołaja i ruszyli w stronę komendy.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Myślicie, że uda się namierzyć Olę?
Pozdrawiam
-Yyy.. przed domem stoi samochód Oli. A drzwi są otwarte.
-Znaczy, że nie pojechała do pracy?
-Nie. Tylko co się stało?? Dlaczego znowu ona.
-Spokojnie. Może nic się nie stało.
-Za dwa dni miała przenieść się za biurko..
-Nie panikuj...
-Idę sprawdzić co z tym samochodem.
-Dobra. Uważaj tam a ja już jadę do Ciebie.
-Okej. Cześć.
Rozłączyli się.
Jacek wyszedł z domu. Podszedł do stojącego na podjeździe auta. Na ziemi spostrzegł klucze. Podniósł je. Nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć.
Co się stało z Olą? Gdzie ona jest?-odchodził od zmysłów. Bardzo się martwił o swoją żonę, zwłaszcza, że ona jest w ciąży.
Minęło kilka minut. Pod domem Nowaków pojawił się Mikołaj.
-Cześć-przywitał się.
-Cześć.
-Masz coś?-zapytał Białach.
-Obok samochodu znalazłem kluczyki. Cholera jasna, gdzie ona jest?!?!
-Uspokój sie Jacek!
-Jak ja mam być spokojny?? Może jej się coś stało? Może coś z dzieckiem?
-No dobra. Ale telefon ma ze sobą?
-No ma.
-No to spróbuj do niej zadzwonić. Może tylko ode mnie nie odbierała.
-Okej.
Blonyn wziął do ręki komórkę. Wybrał numer podpisany jako "Oleńka".
-Nie odbiera-oznajmił po chwili.
-Yyy.. jedziemy na komendę. Spróbujemy ją jakoś namierzyć.
-Dobra, to jedziemy.
-Idź po kurtkę.
Jacek poszedł do domu i ubrał się. Zabrał ze sobą klucze i zamkną drzwi od domu, a potem od samochodu Oli. Kiedy był już gotowy, wsiedli do auta Mikołaja i ruszyli w stronę komendy.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Myślicie, że uda się namierzyć Olę?
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)
