*Ola*
-Olka... powiedz mi prawdę. Co ci się stało? Skąd ta rana?
-Przecież już Ci mówiłam. Uderzyłam się w szaf...-nie dokończyłam, bo mi przerwał.
-Miałaś powiedzieć prawdę.
-Przecież Ci mówię prawdę. O co Ci chodzi?
-I co? Mam Ci niby uwierzyć, że walnęłaś się w szafkę.
-Tak.
-Nie musisz nic ukrywać.
-Ale ja nic nie ukrywam!
-To on Ci zrobił?
-Kto? Zaraz zaraz Ty chyba nie mówisz o... nie..
-Olu mi możesz powiedzieć. Uderzył Cię?
-Tato!!! Jacek nigdy by czegoś takiego nie zrobił!
-Więc kto?
-Mam dość tej rozmowy.
Wyszłam z gabinetu, trzaskając drzwiami. Poszłam do radiowozu, gdzie czekał na mnie Mikołaj. Wiedziałam, że chce zapytać, co chciał ojciec, dlatego od razu spojrzałam na niego zabójczym wzrokiem. Nie odezwał się, tylko odpalił samochód. Ruszyliśmy na patrol. Po kilku minutach Białach nie wytrzymał i zapytał:
-Co chciał ojciec?
-Nic-odpowiedziałam krótko.
-Coś się stało?
-A co miało się stać?
-No nie wiem. Jesteś jakaś smutna. I jeszcze ta rozcięta brew.
-No właśnie o tą ranę poszło.
-To znaczy?
Milczałam. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
-Ola? Co jest?
-Bo....ojciec...zresztą nieważne...
-Ważne ważne. Co chciał?
-Yyy nic po prostu się pytał, co mi się stało.
-A więc, co Ci się stało?
Opowiedziałam Mikołajowi całą, prawdziwą historię o wczorajszym wypadku. On jak to usłyszał zaczął się śmiać.
-Walnęłaś w szafkę. Nie no, to coś Ty robiła?
Nadal się śmiał. Ja zaczęłam śmiać się razem z nim. Trwało to dość długo, ale w końcu przerwał nam głos Jacka.
-05 dla 00.
-05 zgłaszam-powiedziałam.-Co masz dla nas?
-Jedzcie na Konwaliową 18/3. Mamy kradzież z włamaniem.
-Przyjęłam. Bez odbioru.
Pojechaliśmy na miejsce zdarzenia.
*Narrator*
Ola i Mikołaj skonczyli służbę już o 17. Aleksandra wróciła do domu. Tam czekała na nią Marta. Gdy policjantka weszła do domu, opiekunka przekazała jej córkę i wyszła.
*Jacek*
Ola skończyła dziś wcześniej. Ja miałem dyżur do 19. Było dopiero po 17. Nagle w moim gabinecie pojawił się Wysocki. Stanął nieruchomo i patrzył we mnie tępym wzrokiem.
-Coś się stało?-spytałem niepewnie.
-Stało się stało!
-Ale o co chodzi?-dopytywałem.
-O Olę.
-A co z nią?
-No to chyba ja się powinienem zapytać.
-Nie rozumiem...
-Hy uderzyłeś ją! Wiedziałem, że to się tak skończy. Wiedziałem! Tyle razy jej mówiłem, że...
-Zaraz... Jak to ją uderzyłam?-wtedy do pokoju wszedł Mikołaj.-Przecież ja bym nigdy jej nic nie zrobił.
-To niby co się jej stało?
-Uderzyła się w szafkę...
-Weź mi tu nie wciskaj kitów o jakiejś szafie.
Mikołaj patrzył na nas ze zdziwieniem. Komendant powiedział coś jeszcze a potem wyszedł. Spojrzałem na Białacha.
-A więc o to chodziło.
-Ale o co?
-Wtedy jak wezwał Olkę do siebie.
-Nie wiem może..
-Jacku..powiedz mi szczerze... zrobiłeś to?
-No co Ty Mikołaj też zaczynasz?? Przecież bym jej nie skrzywdził!!!
-Nie... bo Olka taka jakaś zdenerwowana była...
-Przestań!!!
Mikołaj popatrzył na mnie. Po chwili wyszedł.
***
Za nami kolejne opowiadanie :D Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Pozdrawiam
Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super! Super!
OdpowiedzUsuńWszystko się ułoży. Może tak Jeszce jedno dzisiaj? Ja dodam i ty dodasz
Dziękuję. No nwm jakoś nie mam dzisiaj pomysłu na kolejną część.
UsuńPozdrawiam
Opowiadanie rewelacyjne . Czekam na next . Pozdrawiam i życzę weny Ela . Zapraszam do mnie .
OdpowiedzUsuńDziękuję.
UsuńPozdrawiam
Super cześć tylko jakaś taka dłuższa wydaje mi się dzisiaj .
OdpowiedzUsuńCzekam z na next i zapraszam do mnie na bloga.
Dziękuję.
UsuńPozdrawiam
Świetne opowiadanie
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na next Magda
Dziękuję.
UsuńPozdrawiam
Cooo?? Czemu teraz skończyłaś??
OdpowiedzUsuńKiedy next?? Jeszcze dzisiaj?? Plisss <3 <3 <3
Dziękuję za komentarz. Next będzie dzisiaj :) wieczorem.
UsuńPozdrawiam