Obudziłam się na szpitalnym łóżku. Obok mnie siedział Jacek ze łzami w oczach. Trzymał mnie za rękę. Nie pamiętałem zupełnie, co się stało.
-Jacek... Co się stało?
-Straciłaś przytomność. To przez ten stres... twoje serce tak szybko biło, że nie pompowało równomiernie krwi do organizmu. Szybka pomoc Cię uratowała. Tak się o Ciebie bałem...
Zaczęłam się nad tym zastanawiać i już po chwili zaczęłam sobie uświadamiać, co takiego wydarzyło się przed chwilą.
Obejmuje Cię ból i smutek, jeżeli
bliską Ci osoba umiera,
i uświadamiają sobie,
że już nigdy jej nie zobaczysz.
-Jacek... powiedz, że to nie prawda. Powiedz, że ona żyje...
-Chciałbym-powiedział i mocniej zacisnął moją rękę.-Chcę ją zobaczyć...
Jacek spojrzał na mnie. Po chwili wstał i wyszedł z sali. Zostałam sama. Po kilku minutach w sali znowu pojawił się Jacek.
-Jesteś gotowa?-spytał.
Po chwili zastanowienia kiwnęłam twierdząco głową. Blondyn wziął mnie za rękę i powoli udaliśmy się na inną salę. Właśnie tam ujrzałam moje maleństwo. Pierwszy raz wzięłam je na ręce. Wreszcie mogłam przytulić moją córeczkę. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Jacek podszedł do mnie. Przytulił mnie i delikatnie położył dłoń na główce Zuzi. Z jego oczu również poleciały łzy.
-Kocham Cię-szepnęłam do dziecka.
Widocznie mało aniołków
jest w niebie,
skoro Bóg zabrał nam
Ciebie.
Kiedy wróciliśmy do sali, położyłam się na łóżku. Zaczęłam płakać. Jacek przytulił mnie mocno. Nie mogłam się uspokoić. Godzinę później byłam już tak zmęczona, że zasnęłam.
*Jacek*
Ola zasnęła. Siedziałem ciągle przy niej i patrzyłem na nią. Nie wiedziałem, co mam robić. Nie chcę, żeby tak cierpiała. Nienawidzę, kiedy jest smutna. Kiedyś obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by była szczęśliwa. Myślałem, że mi się to uda, ale los mi wcale nie pomaga. Ciągle spotyka nas jakieś nieszczęście.
Zauważyłem, że Ola wierci się niespokojne. Złapałem ją za rękę, a wtedy obudziła się. Była bardzo przerażona. Spojrzała na mnie i znowu zaczęła płakać. Ponownie ją przytuliłem.
-Wszystko się ułoży...-szepnąłem.
Nie wiem, jak to będzie. Sam jestem załamany. Przecież to było nasze dziecko. Mam ochotę się upić, ale nie mogę. Muszę być silny. Ola mnie potrzebuje.... A ja potrzebuję jej. Razem na pewno damy radę.
Następnego dnia wypisano Ola ze szpitala i razem z małym Mateuszkiem wróciliśmy do domu. Weszliśmy do pokoju przygotowanego dla dzieci. Widok dwóch łóżeczek i różowo-niebieskich ścian sprawił, że mieliśmy łzy w oczach. Poszedłem przygotować śniadanie. Pół godziny później siedzieliśmy przy stole. Ola prawie nic nie zjadła. Bardzo mnie to zmartwiło. Tuż przed jedenastą przyjechali rodzice z Lenką. Porozmawialiśmy chwilę. Trzeba było załatwić sprawy związane z pogrzebem. Ustaliliśmy, że zajmie się tym mój ojciec wraz z ojcem Oli. Ani ja, ani Ola nie byliśmy w stanie o tym myśleć. Wszystko doprowadzało nas do łez.
Siedziałem na kanapie. Obok mnie Ola. Głowę miała ułożoną na moim ramieniu. Mateusz spał w łóżeczku. Lenka i moja mama siedzieli przy nim. Po chwili Lenka przyszła do nas i usiadła mi na kolanach. Miała dopiero trzy latka i nie wiedziała, co się stało, ale widząc nas, w jej małych oczkach również pojawiały się łzy. Przytuliła się do mnie, a Ola złapała ją za rączkę.
Ah to naprawde smutne że to wszystko spotyka właśnie Ole. No ale cóż...
OdpowiedzUsuńAh od długiego czasu piszę u cb komentarz...
Opowiadanie super ale tak bardzo smutne...
pozdrawiam
Alicja
Znowu rycze. Ty chcesz żebym popada w depresję czy kurde co? To takie smutne... A ja ostania mam małą psychikę. Proszę żeby resztę next były heppy.
OdpowiedzUsuńAnia
Znowu rycze. Ty chcesz żebym popada w depresję czy kurde co? To takie smutne... A ja ostania mam małą psychikę. Proszę żeby resztę next były heppy.
OdpowiedzUsuńAnia
No właśnie. Dziewczyny mają rację. Za smutne to opowiadanie jest. Niech los Oli i Jacka polepszy się na lepsze. To niesprawiedliwe , że mała Zuzia nie żyje.
OdpowiedzUsuń