sobota, 7 maja 2016

138. Co z Zuzią?

Ola i Jacek postanowili pójść do swoich dzieci. Po chwili byli już na sali. Podeszli do inkubatorów, w których były ich dzieci. Stanęli wtuleni w siebie i przyglądali się dwóm maleństwom. Oba kochali tak samo. Jak więc mogliby rozstać się z jednym.
Z oczu Oli znowu poleciały łzy. Czuła się bezsilne. Jej dziecko umiera, a ona nie jest w stanie nic zrobić. Zaczęła płakać jeszcze bardziej. Nagle Jacek gwałtownie wypuścił żonę z uścisku. Ola odwróciła się w jego stronę.
-Gdzie idziesz?-spytała przez łzy.
-Do lekarz. To nie może być prawda. Musi być jakaś szansa. Nie pozwolę jej umrzeć.
Po tych słowach wyszedł z pomieszczenia. Ola nadal płakała. Położyła rękę na inkubatorze małej córeczki.
W tym samym czasie Jacek szedł do gabinetu lekarza. Chwilę później był na miejscu. Zapukał i od razu wszedł do środka.
-Panie doktorze, co my mamy robić?
-Pan... Nowak?
-Tak.
-Tak jak mówiłem, pańska córka ma wadę serca. Jej serduszko jest bardzo słabe... Potrzebna byłaby operacja.
-No to operujcie do cholery!
-Na obecną chwilę nie jest to możliwe.
-Dlaczego?
-Dziecko jest zbyt małe by operować. Nie możemy tak ryzykować.
-Przecież ona może umrzeć!! Róbcie coś!!
-Spokojnie...
-Jak ja mam być spokojny?! Moje dziecko umiera, a Wy...
-Panie Jacku-przerwał mu lekarz-robimy wszystko, co w naszej mocy. Dziecko jest pod stałą obserwacją. Odpowiednie warunki, odpowiednie urządzenia utrzymają małą przy życiu do czasu operacji. Na razie trzeba czekać.
-Czekać na co? Na śmierć?!?!
-Nie możemy operować noworodka.
W oczach Jacka stanęły łzy.
-Nie możemy, nie możemy... Nic do cholery nie możemy!!! Nie możemy nawet dotknąć własnego dziecka!!!
Wyszedł z gabinetu trzaskając drzwiami. Usiadł na krześle na korytarzu, chowając twarz w dłoniach. Nie wiedział co ma robić. Co dale? Przecież nie może stracić dziecka....

Nie zabierzesz mi tego...
Nie zabierzesz mi tego, co mam
Chociaż życie nie daje mi...
Chociaż życie nie daje mi szans.

Siedział tak dłuższy czas, aż usłyszał znajomy głos.
-Tatuś...
Podniósł głowę do góry. Ujrzał ojca Oli wraz z Lenką zmierzających w jego kierunku. Po chwili stali już obok niego.
-Jacek, co się stało?-spytał komendant.-Gdzie Ola?
-Jest na sali z dziećmi.
-A Ty, czemu nie jesteś z nimi?
-Musiałem pogadać z lekarzem.
-Ale co Ci powiedział? Dlaczego płaczesz?
-Zuzia... nasza mała córeczka...
-Co jest?
-Ona ma wadę serca. Ona może umrzeć-z jego oczu popłynęły łzy.

9 komentarzy:

  1. Wszystko będzie ok mam taką nadzieję że mała z tego wyjdzie
    Opowiadanie super
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na next Magda

    OdpowiedzUsuń
  2. Mialam nie czytac ale coz.. jednak grozby moje i ali nir podzialaly no co za czlowiek ...nie zrozumial ze nie wolno tego zrobic..a mialo byc szczesliwie chyba gadalismy dzisiaj o tym ?? Opowiadanie super ale BEZ TEGO POMYSLU Z SMIERCIA.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być szczęśliwie? Kto tak powiedział? :P
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ok jak nie działał groźby Ali i Shadow of Sky to j też się przyłączę. I masz szansę. Wykorzystaj ją dobrze.
    Pozdr
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyłańczam się !!! Opowiadanie świetne mam nadzieje że nikt nieumrze(!!!)

    Pozdrawiam i czekam na next
    ToJa

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra ja nie będę taka jak inni i nie będę Ci grozić. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Super opowiadanie. Życzę weny i czekam na next.
    Pozdrawiam.
    Devil.

    OdpowiedzUsuń