piątek, 13 maja 2016

141. Operacja

*Jacek*
Po dwudziestu minutach przebijania się przez miasto, dotarłem na miejsce. Czym prędzej wbiegłem do środka. Przed salą siedziała zapłakana Ola. Usiadłem obok niej i złapałem za rękę.
-Ola, co się dzieje? Co się stało?
-Ja... Jacek... siedziałam przy niej... nagle... Nie wiem, co się stało... Coś zaczęło piszczeć... Wbiegły pielęgniarki i lekarz. Zabrali ją na jakąś inną salę. Nie wpuścili mnie tam... Nie wiem, co jej tam robią-mówiła przez łzy.-Jacek.. ja się boję.
-Kochanie... będzie... będzie dobrze-starałem się jakoś ją pocieszyć, choć sam byłem załamany. Bałem się, że.. że Zuzia..... To nie może być prawda.
Poszliśmy pod salą, na którą zabrali Zuzię, a gdzie nie wpuszczono Oli. Akurat wychodziła stamtąd jakąś pielęgniarka.
-Przepraszam panią, co tam się dzieje? Co z moją córką?
-Wystąpiło zatrzymanie pracy serca. Lekarze walczą o życie małej. Potrzebna jest natychmiastowa operacja, ale są marne szanse, że ona ją przeżyje.
-Niech operują!


Byłem w szoku. Moja córka tam umiera, a ja siedzę tu i nic nie mogę zrobić. Cholera jasna! To nie może się tak skończyć.
Spojrzałem na Olę. Stała oparta o ścianę. Była cała blada, tylko oczy czerwone, napuchnięte od płaczu. Podszedłem do niej. Delikatnie dotknąłem dłonią do jej twarzy. Spojrzała mi prosto w oczy. W jej oczach ujrzałem ból, rozpacz, strach. Objałem ją i mocno przytuliłem do siebie. Staliśmy tak kilka minut, a później usiedliśmy na krzesłach. Ola oparła głowę o moje ramię. Ja delikatnie gładziłem ją ręką po włosach. Czas mijał... Każda minuta wydawała mi się godziną. Po pewnym czasie zorientowałem się, że Ola zasnęła. Co się dziwić, była taka zmęczona. Dlaczego ona musi tak cierpieć? Czym ona sobie na to zasłużyła?
Jakiś czas później zauważyłem zbliżającego się w naszym kierunku komendanta. Spojrzałem na zegarek. Była już osiemnasta. Po chwili Wojciech stał już obok.
-Co się dzieje, Jacek? Co z małą?
-Operują ją.
W tym momencie Ola zaczęła się przebudzać. Rozejrzała się wokół, a później przytuliła się do mnie. Wysocki usiadł na krześle obok Oli. Siedzieliśmy w ciszy. Jakieś pół godziny później z sali wyszła pielęgniarka. Wszyscy szybko się poderwaliśmy. Za pielęgniarką wyszedł lekarz i kolejne dwie pielęgniarki. Stanęli, a my patrzyliśmy na nich wyczekująco. Oni jednak tylko patrzyli na nas. Postanowiłem przerwać tę dziwną ciszę.
-Co z nią?-spytałem z nutą zawahania.
-Serce dziewczynki przestało bić.. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Wydawało się już, że operacja przejdzie pomyślnie. Niestety dziewczynka nie wytrzymała do końca operacji... Zuzia nie żyje.
Po ostatnim słowie lekarza poczułem jak Ola opiera się o mnie. Szybko ją złapałem.
-Ola?
-Proszę ją ułożyć na ziemi.
Wykonałem polecenie lekarza, który zaczął ją reanimować.
-Ola?! Ola, słyszysz mnie?!
-Proszę się odsunąć!
-Olaaaa!!!

6 komentarzy:

  1. JejU mam łzy w oczach. Zaraz będę płakać. I płaczę. Psycholog kazał mi się nie denerwować by nie pogorszyć swojego stanu psychicznego a tu.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. Do jasnej cholery kobieto co ty odpierdalasz? Zabiłaś Zuzię i nie wiadomo co z Olą. Mam Cię odwiedzić z żyletką w dłoni?
    Mała. ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Przestane czytać zrób coś by Zuzia żyła!!

    ToJa

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś tak czuje, że zbliża się koniec serii. Nie mogę się doczekać kolejnego opowiadania. Mam nadzieję, że Ola będzie żyć. To nie może się tak skończyć. Mam nadzieję, że Oli albo Jackowi się to śni.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ja nie czytam no tyle sie na prosilam z ala a ta swoje wiec teraz pozalujesz swojej decyzji... wychodze ... oj zemsta bedzie slodka... widac sloneczko ci jeblo na mózg.. ja wychodze.. szkoda słow ..

    OdpowiedzUsuń
  6. Braknie mi słów. Od dłuższego czasu nie zaglądałam na bloga, gdyż nie miałam nawet czasu, aby spokojnie usiąść sobie przed komputerem, a tu takie wielkie wow. Wciąż nie mogą pojąć, jak udaje Ci się utrzymać taką aktywność na blogu. Musisz mieć bardzo dobrą organizację czasu, czego mi niestety brakuje - stąd ten zastój na mojej stronce. Wracając do opowiadania, nie mam bladego pojęcia, co powiedzieć. Po prostu mistrzostwo! Ubóstwiam nieszczęśliwe zakończenia, gdyż happy-endów mam już po dziurki w nosie, dlatego też mnie (pewnie jako jedyną) pozytywnie zaskoczyłaś śmiercią Zuzi i zatrzymaniem pracy serca Oli. Wiem, jak jest ciężko uśmiercić jednego z głównych bohaterów, narażając się tym samym na nienawiść ze strony czytelników, toteż podwójne pokłony dla Ciebie i owacje na stojąco. Cóż tu dużo mówić? Stawiam Ci pomnik. :D

    Mam nadzieję, że nie zamierzasz zakończyć swojej działalności. Choć - coś się kończy, coś się zaczyna. A mam wrażenie, że seria niebawem dojdzie do apogeum, nad czym wielce ubolewam. :'(

    Zapraszam do siebie i przepraszam za dwumiesięczną nieobecność, wkrótce powinien pojawić się ciąg dalszy: http://fanfiction-policjantki-i-policjanci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń