wtorek, 17 maja 2016

144. "Otwórz!"

Pełno nas, 
a jakoby nikogo nie było, 
jedną maluczką duszyczką, 
tak wiele ubyło.

Nastał kolejny dzień. Kolejny, smutny, szary dzień. Jacka obudziły promienie słońca, przedzierające się przez zasłonę. Spojrzał na Olę. Kobieta leżała zamyślona, wpatrzona w sufit. Blondyn spojrzał na zegarek. Było tuż przed siódmą.
-Nie śpisz już?-spytał.
Ola pokręciła głową.
-Zjesz coś?
Policjantka zaprzeczyła ruchem głowy. Blondyn wstał i udał się do kuchni. Tam zastał swoich rodziców i dzieci. Ojciec Jacka pilnował Mateusza i bawił się z Lenką, a jego mama przygotowywała śniadanie.
-Cześć-przywitał się.
-Ola śpi?
-Nie i wątpię, że w ogóle zasnęła w nocy.
Pół godziny później posiłek był już gotowy. Jacek udał się do sypialni po Olę.
-Kochanie-zaczął.-Chodź na śniadanie.
-Nie chcę.
-Proszę Cię, chodź.
Ola niechętnie podniosła się z łóżka. Blondyn złapał ją za rękę i razem zeszli na dół. Zasiedli przy stole. Ola wzięła do ręki kubek z kawą i upiła łyk, a Jacek wmusił w siebie kanapkę.
-Jedz-powiedział do żony. Kobieta spojrzała na niego.-Proszę...-Ola zaczęła jeść.
Po śniadaniu przyszedł do nich Wysocki. Mijała minuta za minutą. Czas im się dłużył. Nie wiedzieli co mają robić. W domu było dziwnie cicho. Kiedy Mateusz zaczynał płakać, mama Jacka brała go na ręce i uspokajała, a w oczach Oli pojawiały się łzy. Wtedy Jacek przytulał ją do siebie.
Zbliżała się piętnasta. W domu Nowaków znowu rozległ się płacz chłopca. Ola patrzyła przed siebie, a jej oczy powoli stawały się mokre.
*Ola*
Nie wytrzymałam już tego. Wstałam i udałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Stanęłam przed lustrem. Wyglądałam okropnie. Zastanawiałam się, dlaczego moje życie jest takie trudne. Usiadłam na podłodze, opierając się o wannę. Wzięłam do ręki żyletkę. Zaczęłam się jej przyglądać. Trwało to może jakieś siedem minut. W końcu stwierdziłam, że tak będzie lepiej. Przyłożyłam ostrze do nadgarstka. Delikatnie przejechałam nim po skórze. Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
-Ola...-usłyszałam ciepły głos Jacka.-Ola... Ola? Otwórz! Ola!?-mówił coraz głośniej.
Spojrzałam na swoją rękę. Wykonałam kolejne cięcie. Tym razem mocniej. Z rany powoli zaczęły wypływać kropelki krwi. Z każdą chwilą było ich coraz więcej.

Po śmierci własnego dziecka, 
matki nie może spotkać już nic gorszego.




***
Witajcie w 144 rozdziale. Mam nadzieję, że opowiadanie Wam się podobało. 
Muszę Was poinformować, że następny rozdział będzie ostatnim. Pojawi się również epilog. 
Pozdrawiam

5 komentarzy:

  1. To było coś niesamowitego. Do tej pory nie mogę się pozbierać. A więc Ola targnęła się na swoje życie, kompletnie się tego nie spodziewałam. Jeszcze ta piosenka, która tak idealnie oddawała nastrój opowiadania... Cudo! :*

    Mam nadzieję, że zakończenie tej serii nie będzie oznaczało końca twojej działalności pisarskiej, bo nie mam bladego pojęcia, jak wytrzymam bez twej twórczości. :C

    ~ Pozdrawiam i życzę weny, Shinigami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurde zeby sie nie okazalo ze ola wykrwawi sie na smierc i Jacek bedzie sam wychowywal dzieci

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde zeby sie nie okazalo ze ola wykrwawi sie na smierc i Jacek bedzie sam wychowywal dzieci

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty na serio chcesz mnie w depresję pociągnąć. Będziesz płacić za moje leczenie. Nie wiem ile kosztuje ale wiem że dużo. I mam nadzieje że wszystko dobrze się skończy.
    Pozdrawiam
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam zrobić to samo co Ola ???
    Jeśli nie to z opowiadaniem ma być heppy end rozumiesz??

    Pozdrawiam
    ToJa

    OdpowiedzUsuń