Następnego ranka Ola siedziała w sali przy swojej małej córeczce. O wpół do siódmej przyszedł Jacek.
-Cześć kochanie-powitał żonę.
-Hej-powiedziała wtulając się w niego.
-Jak się czujesz?
Ola wzruszyła ramionami.
-Dlaczego? Dlaczego to nas spotyka?
-Słońce...-zaczął niepewnie.-Ja.. Tak naprawdę nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Bardzo się boję, ale... nie możemy się poddawać.
-Nie chcę, żeby Zuzia umarła. Nie chcę!
-Ja też..... Kocham Cię.
-Musisz iść do pracy?
-Muszę-powiedział, jednocześnie potwierdzając kiwnięciem głowy.
Ola mocno wtuliła się w Jacka. Stali tak przez kilka minut. Potem pożegnali się i mężczyzna opuścił szpital. Za 15 ósma był już na komendzie.
*Jacek*
Wszedłem na komendę. Najpierw poszedłem się przebrać w mundur. Za pięć ósma udałem się do pokoju odpraw. Siedziałem w ciszy i czekałem na rozpoczęcie. Nie miałem ochoty na żadne pogawędki. Równo o ósmej przyszedł komendant. Po piętnastu minutach odprawa dobiegła końca. Udałem się do swojego gabinetu i zacząłem wypełniać papiery. Ledwo co zdążyłem usiąść, a w drzwiach stanął Mikołaj.
-Hejka-przywitał się.
Spojrzałem na niego tępym wzrokiem.
-Nie powinieneś teraz wyjeżdżać w teren?
-Pewnie powinienem, ale przyszedłem najpierw dowiedzieć się, co u Was. Jak się czujesz? Jak Ola? Co z dziećmi?
-Mikołaj, nie mam ochoty o tym gadać.
-Spoko, rozumiem, ale jakbyście czegoś potrzebowali, to...
-Wiem, dzięki.
-No dobra, to ja już lecę. Trzymaj się.
Potem Białach opuścił mój gabinet. Miałem nadzieję, że już nikt więcej nie przyjdzie i nie będzie mnie wypytywał o to, jak się czuję. Wiem, że Mikołaj to porządny facet i dobry przyjaciel, ale o swoich uczuciach wolę rozmawiać z kimś bliższym, z Olą, rodzicami, wcześniej z siostrą.
Wróciłem do raportów. Zaraz potem dostaliśmy zgłoszenie. Wysłałem tam jeden z patroli. Potem znowu zająłem się swoją pracą. Mijała godzina za godziną. Chciałem, żeby ten dzień skończył się jak najszybciej, abym mógł jechać do Oli, do dzieci.
Zbliżała się 14. Do mojego pokoju wszedł komendant.
-Cześć Jacek. Ola nie odzywała się do Ciebie?
-Nie, właśnie miałem zaraz robić sobie przerwę i do niej zadzwonić.
-Byłeś u niej rano?
-Tak, jasne.
-I jak ona się trzyma?
-Jakoś musi.
-A Ty?
Jacek wzruszył ramionami.
-Ja... też jakoś muszę. Ola i dzieci są dla mnie najważniejsi. Zrobię dla nich wszystko i nie pozwolę, żeby coś im się stało. Przecież Ola się załamie, jeśli Zuzia umrze-zacząłem się zwierzać. Nie mogłem już dłużej dusić tego w sobie, a Wysocki był moim teściem. Był dla mnie jak ojciec.-Boję się... Boję się, że stracę córkę i... że stracę też i Olę...-do oczu zaczęły napływać mi łzy.
-Jacek, nie mów tak. Wszystko będzie dobrze, musi być!
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
-To Ola-powiedziałem i odebrałem.-Halo?
-Jacek...-usłyszałem głos żony.
-Ola, co się dzieje?-pytałem słysząc, że płacze.
-Przyjedź tu..
-Dobrze, ale powiedz, co się dzieje.
-Ja... ja nie wiem. Nikt mi tu nic nie mówi. Zabrali Zuzię na jakąś inną salę.. Nie wiem, co się dzieje.
-Spokojnie, kochanie...
-Jak ja mam być spokojna?!
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Zaraz tam będę-po tych słowach rozłączyłem się.
-Co się stało?-zapytał Wojciech.
-Nie wiem. Muszę tam jechać.
-Jasne, leć, a ja zaraz ściągnę kogoś na zastępstwo.
W mgnieniu oka wybiegłem z gabinetu, aby się przebrać i czym prędzej dotrzeć do szpitala.
Ale adrenalina. Nie wiem co będzie dalej. Ale chyba zaczniesz uśmiercić i kończyć serię.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ania
Opowiadanie super oby Zuzi nic nie było
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam z niecierpliwością na next Magda
Żadam opowiadania dzisiaj. Czemu nie mogło być dłuższe? Zuzi ma się nic nie stać.
OdpowiedzUsuńNie mogło być dłuższe bo w sumie sama nie wiem, tak jakoś.
UsuńDzisiaj to ja jescze lekcje muszę odrobić :/ bo się zagapiłam w dzisiejszy odcinek naszego serialu.
Pozdrawiam
Zapraszam na dziewiąty rozdział! :)
OdpowiedzUsuńhttps://zaspiewajmyrazem.blogspot.com/