Z okazji walentynek przygotowałam dla Was miniaturkę. Jest również druga okazja. Otóż 14 listopada 2015 roku, czyli dokładnie trzy miesiące temu, założyłam tego bloga. Dziękuję, że przez tyle czasu jesteście ze mną. Dziękuję Wam również za ponad 40 000 wyswietleń.
Zapraszam do czytania :)
Siedzieliśmy na pomoście. Przed nami rozciągał się błękit jeziora. Podziwialiśmy zachód słońca. Wielka, ognista kula zanurza się powoli pod wodę. Patrzyliśmy jak stopniowo znika zza horyzontu. W wodzie odbijały się złote promienie. Niebo przybrało żółto-czerwoną barwę.
-Piękny widok-szepnęła Ola, wtulając się w moje ramiona.
Uśmiechnąłem się lekko i delikatnie pocałowałem ją w czubek głowy.
-Wracamy już?-spytałem szeptem.
Ola kiwnęła głową na "tak". Patrzyliśmy jeszcze przez chwilę na ten piękny widok. Powoli wstałem. Stanąłem na krawędzi pomostu. Ola siedziała w bezruchu. Nagle uniosła głowę do góry i spojrzała na mnie. Przeniosłem na nią swój wzrok. Na jej słodkiej buzi widniał szeroki uśmiech. Patrzyłem na nią ze zdziwieniem, nie wiedząc o co jej chodzi. Chwilę później podniosła się i ustała obok mnie. W jej oczach zobaczyłem błysk. Ach... jaka ona śliczna.
-Jacek...-szepnęła.
Wlepiłem w nią wzrok, czekając na kolejne słowo. Ciągle się uśmiechała. Pytająco podniosłem brew ku górze. Jednak nie doczekałem się odpowiedzi. Niespodziewanie Ola zepchnęła mnie z pomostu. Trochę się przestraszyłem. Szybko nabrałem w płuca powietrze. Po chwili rozległ się plusk wody. Zanurzyłem się w wodzie, powoli wypuszczając przez usta powietrze. Wypłynąłem na powierzchnię i spojrzałem w kierunku pomostu, na którym stała rozbawiona dziewczyna. Zaśmiałem się pod nosem.
-OLA!!! KOCHAM CIĘ!!!!-wykrzyczałem najgłośniej jak tylko dałem radę.
Po okolicy rozniosiło się echo. Ola wybuchnęła śmiechem. Patrzyłem przez kilka minut na jej drobną postać. Usiadła spowrotem na pomost, spuszczając nogi nad wodę. Ponownie nabrałem powietrze w usta i zanurzyłem się w głąb jeziora. Po chwili wynurzyłem się tuż obok pomostu, pod stopami Oli. Delikatnie dotknąłem dłonią jej nogi. Zaśmiała się i szybko zabrała nogę. Wstała i powoli odeszła od brzegu. Roześmiałem się.
-Ola! Ola!-krzyczałem za nią.-Nie zostawiaj mnie tutaj!
Z uśmiechem wyszedłem czym prędzej z wody, żeby dogonić Olę. Ona jednak stała kilka metrów dalej i śmiała się. Spojrzałem na nią z oburzeniem. Szybkim krokiem ruszyłem w jej kierunku. Ola stała nieruchomo. Jej oczka patrzyły na mnie uroczo. Byłem już obok niej. Nagle ona zaczęła biec. Zatrzymałem się i otworzyłem szeroko oczy. Jak ona może mi to robić? Dlaczego ona mnie tak męczy? Co za kobieta... Pobiegłem za nią. Ola co jakiś czas odwracała głowę w moją stronę. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Biegła ciągle przed siebie. Stąpała bosymi nóżkami po zielonej trawie. Czym dalej biegliśmy w głąb łąki, tym trawa była dłuższa. Byłem już bardzo zmęczony i cały przemoknięty. Powoli miałem już tego dość. Widziałem, że Ola też jest już wyczerpana, dlatego postanowiłem się nie poddawać i dogonić ją. W pewnym momencie ona upadła. Zatrzymałem się. Patrzyłem w miejsce, gdzie przed chwilą stała Ola. Nie widziałem jej, bo trawa była bardzo wysoka. Podszedłem bliżej i ujrzałem ją leżącą na trawie. Nadal uśmiechała się szeroko. Odwzajemniłem uśmiech i położyłem się obok ukochanej. Przybliżyłem swoją twarz do jej twarzy i powiedziałem:
-Co ty sobie wyobrażasz?
Ola przewróciła tylko oczami i nadal się śmiała. Delikatnie dotknąłem wargami jej ust, po czym namiętnie pocałowałem. Całowaliśmy się bardzo długo. Było tak cudownie. Po pewnym czasie oderwaliśmy się od siebie. Patrzyliśmy sobie w oczy.
-Wracajmy już do domu. Jesteś cały mokry-oznajmiła a ja spojrzałem na nią.
-No co ty nie powiesz. Jestem mokry przez ciebie.
Ola uśmiechnęła się uroczo.
-Chodźmy, zimno mi-powiedziałem wstając.
Ola również wstała i razem poszliśmy do domku. Zbliżaliśmy się już do celu. Naszym oczom ukazał się mały, śliczny, drewniany domek, przy którym rosły piękne, kolorowe kwiaty. Weszliśmy do środka. Ola poszła do kuchni, a ja od razu skierowałem się do łazienki. Przebrałem się w suche ubranie i poszedłem do Oli. Gdy wszedłem do kuchni, na stole stała już gotowa kolacja. Uśmiechnąłem się i usiadłem naprzeciwko ukochanej. Po zjedzeniu posiłku, usiedliśmy na kanapie. Nalałem nam wino do kieliszków. Zaczęliśmy rozmawiać. Śmialiśmy się przy tym bardzo.
-To najcudowniejsze wakacje w moim życiu-powiedziała, uśmiechając się uroczo w moim kierunku.
-Mamy jeszcze cały tydzień. Będzie jeszcze cudowniej-zaśmiałem się.
-Z tobą na pewno-oznajmiła wesoło.
-Dobrze jest tak czasem odciąć się od tych wszystkich problemów.. Zaszyć się tylko we dwoje.
-Tylko ty i ja...
-Sami... z dala od innych ludzi..
-Tych, co ciągle narzekają-roześmiała się.
Odstawiłem kieliszek na stolik i zbliżyłem sie do Oli. Dotknąłem delikatnie nosem do jej nosa. Ola zaczęła mnie całować, co odwzajemniłem. Z każdą sekundą całowaliśmy się coraz bardziej namiętnie. Chciałem objąć Olę ręką, ale niechcący trąciłem stojący na stoliku kieliszek. Wino wylało się na jej kolana. Szybko oderwaliśmy się od siebie. Wziąłem kieliszek, który spadł na kanapę i postawiłem na stolik. Chusteczkami zacząłem wycierać jej nogi, po których płynęły małe, czerwone kropelki. Ola wybuchnęła śmiechem. Spojrzałem w jej śliczne oczka i się uśmiechnąłem. Pocałowałem ją w usta i delikatnie uniosłem do góry. Wolnym krokiem udałem się w kierunku sypialni. Położyłem Olę na łóżku i zacząłem całować jej szyję. Rozpiąłem zamek sukienki, po czym ściągnąłem ją z delikatnego ciała Oli....
Ciepłe, wesołe i upojne dni mijały bardzo szybko. Nadszedł ostatni dzień, który mieliśmy spędzić nad jeziorem. Obudziłem się po siódmej. Ola jeszcze spała, więc wstałem po cichu, aby zrobić śniadanie. Kilkanaście minut później wszedłem do sypialni z tacą. Oleńka nadal spała. Powoli podszedłem do łóżka i postawiłem tacę. Usiadłem obok, po czym delikatnie pocałowałem ją w usta. Po chwili Ola obudziła się.
-Dzień dobry-usmiechnąłem się.
-Dzień dobry-odwzajemniła uśmiech.
-Wyspana?
-Yhym a ty?
-Też... zrobiłem śniadanko dla mojej ślicznotki.
-Przestań.. wcale nie jestem taka śliczna.
-Jesteś.
-Nie jestem.
-Ja chyba lepiej wiem-powiedziałem i pocałowałem ją namiętnie.-Wieczorem wracamy do domu.
-Musimy? Tu jest tak cudownie.
-Nom... musimy. Trzeba jeszcze wszystko przygotować do ślubu-uśmiechnąłem się na myśl o tym pięknym dniu, który zbliża się wielkimi krokami.
-Ach... już za kilka dni będę twoją żoną.
Przysunęła swoją twarz i zaczęła mnie całować. Odwzajemniłem pocałunek. Po jakichś kilku minutach oderwaliśmy się od siebie.
-Może by tak spacer przed wyjazdem-zaproponowałem.
Ola bez namysłu zgodziła się. Zjedliśmy więc śniadanie i ubraliśmy się. Potem wyszliśmy z domku. Splotłem nasze dłonie i ruszyliśmy przed siebie. Po kilkunastu minutach marszu, znaleźliśmy się nad jeziorem. Weszliśmy na pomost. Ola usiadła spuszczając nogi nad wodę. Ja usiadłem za nią i mocno ją przytuliłem. Spędziliśmy tam cały dzień. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i bawiliśmy. Czas szybko minął. Zbliżała się 16, więc musieliśmy iść do domku spakować walizki. Gdy już wszystko było gotowe, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę. Przejeżdżając obok jeziora, ostatni raz spojrzeliśmy na ten piękny widok.
-Jeszcze tu wrócimy. Prawda?-spytała szeptem Ola.
-Prawda-uśmiechnąłem się.
-Ale razem.
-Oczywiście że razem-delikatnie pocałowałem narzeczoną w policzek.
W domu byliśmy przed 20. Rozpakowaliśmy bagaże, po czym zrobiliśmy sobie kolację. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy wspominać te cudowne dni. Następnego ranka rozpoczęliśmy przygotowania do ślubu. Kilka dni później wszystko było gotowe.
Czwartek, 15.30
Za dwa dni bierzemy ślub! Dziś mam wieczór kawalerski a Ola panieński. Oboje właśnie przygotowywaliśmy się do wyjścia. Ola miała jakąś imprezę w domu Emilki. Miały tam być też inne dziewczyny z komendy. Mnie natomiast chłopaki wyciągnęli do jakiegoś klubu. Koło 16.30 usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Olcia poszła otworzyć. Po chwili ujrzałem Mikołaja i Krzyśka. Założyłem więc buty i jak miałem wychodzić. Odwróciłem się jednak i spojrzałem na Olę. Podszedłem do niej i pocałowałem.
-Kocham cię najbardziej na świecie. Pamiętaj o tym.
Ona uśmiechnęła się i zaczęła mnie namiętnie całować.
-Ej gołąbeczki.. starczy już-zaśmiał się Mikołaj.
Oderwaliśmy się od siebie. Spojrzałem w oczy Oli i odszedłem dwa kroki, ale potem się zatrzymałem. Znowu podszedłem do Oli i pocałowałem ją, po czym wyszedłem już z mieszkania, zostawiając Olę w osłupieniu, lecz z uśmiechem na słodkich ustach. Po piętnastu minutach jazdy samochodem, dotarliśmy na miejsce. Weszliśmy do niezbyt dużego klubu. W środku byli wszyscy mężczyźni z komendy. Zabawa szybko się rozkręciła. Drink za drunkiem, kieliszek za kieliszkiem. Alkoholu nie brakowało. Piwo, wódka, whisky... Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek wypił więcej alkoholu. Zabawa trwała w najlepsze. Nawet nie zauważyłam kiedy w klubie pojawiły się jakieś obce dziewczyny. Zabawa zabawą, ale... Zbliżała się już trzecia. Chłopaki zaczęli powoli usypiać nad kieliszkiem wódki z głową opartą o stół. Ja, na wpół przytomny przez alkohol, bawiłem się z jakąś blondynką. Nie wiedziałem nawet jak ma na imię, no ale po co było mi to wiedzieć? W pewnym momencie, zupełnie niespodziewanie zaczęliśmy się całować, aż wylądowaliśmy w łóżku.
Obudziłem się z ogromnym bólem głowy. Znajdowałem się w jakimś pokoju, w którym nigdy wcześniej nie byłem. Rozejrzałem się wkoło, a obok mnie leżała ta blondynka. O cholera...-zaklnąłem w duszy. Co ja narobiłem? Zdradziłem Olę i to dzień przed ślubem. Jak mogłem być takim dupkiem. Jak mogłem jej coś takiego zrobić? Przecież ją kocham. Kocham ją najbardziej na świecie! Jeszcze przed wyjściem z domu jej to mówiłem, a potem... potem przespałem się z jakąś obcą kobietą. Zerwałem się szybko z łóżka i zacząłem się ubierać. Wtedy blondynka obudziła się. Podniosła się do pozycji siedzącej i patrzyła na mnie bez słowa. Ręką trzymała się za głowę. Widać było, że też ma mocnego kaca. Nie wiedziała w ogóle co się wokół niej dzieje. Ja też już nic nie wiedziałem. Miałem mętlik w głowie. Oczywiste było to, że muszę powiedzieć Oli o zdradzie, ale cholernie się bałem. Bałem się, że mi nie wybaczy. Co się dziwić, sam nie wiem co bym zrobił, jak bym zareagował, gdyby mi Ola powiedziała, że mnie zdradziła. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Jaka więc będzie reakcja Oli? Przekonam się jak jej powiem, ale... Co jeśli mi nie wybaczy? Tak bardzo ją kocham, tak bardzo mi na niej zależy. Tak bardzo chciałem tego ślubu. Tak długo czekaliśmy na ten dzień. I co? Teraz przeze mnie ma nie być ślubu? Wszystko spieprzyłem.
Gdy już się ubrałem, szybkim krokiem wyszedłem z pokoju, zostawiając kobietę. Wybiegłem na ulicę. Zatrzymałem się. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Bałem się spotkania z Olą. Przecież nie mogłem jej teraz stracić! Po tylu pięknych chwilach spędzonych razem. Tyle dni razem spędziliśmy, tyle miesięcy. I teraz miałoby się to wszystko skończyć? A może nie powinienem jej o tym mówić? Może się nie wyda? Nie nie nie... Co ja sobie myślę? Co się ze mną dzieje? To do mnie nie podobne. Przecież nie będę jej okłamywał przez całe życie. Jak ja w ogóle mógłbym spojrzeć w lustro? Im prędzej jej powiem, tym lepiej. Musi znać prawdę. Nawet jeśli ze mną zerwie, to trudno. Zasłużyłem sobie. Jestem zwykłym dupkiem.
Podniosłem się i pieszo ruszyłem w stronę domu. Szedłem wolnym spacerkiem i rozmyślałem o tym, co będzie dalej. Jakieś półtorej godziny później byłem już pod domem. Powoli zbliżałem się do wejścia. W końcu wszedłem do środka. Serce mi zadrżało. Co teraz? Co mam robić? Spojrzałem na zegarek. 13.57. Wolnym krokiem wszedłem do kuchni. Pusto. Poszedłem więc do salonu. Ola siedziała na kanapie z książką w ręku. Uśmiechnęła się na mój widok. Ja również uśmiechnąłem się lekko, lecz ona od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Podszedłem do niej i ukucnąłem naprzeciwko ukochanej. Delikatnie złapałem ją za rękę. Pocałowałem jej dłoń, a ona ponownie się uśmiechnęła. Spojrzałem w jej oczy.
-Ola...-zacząłem, ale słowa utknęły mi w gardle.
Kobieta patrzyła na mnie z niecierpliwością. Pewnie zastanawiała się, o co mi chodzi, co chcę jej powiedzieć.
-Musimy..porozmawiać-oznajmiłem drżącym głosem.-Olu.. jesteś.. całym moim życiem.. Kocham cię ponad wszystko..
-Jacek? Co się dzieje?-spytała zaskoczona moim dziwnym zachowaniem.
-Oleńko ja.. wczoraj ostro zabalowałem.. ja... Nie będę się głupio tłumaczył, że to przez alkohol, bo nie powinienem w ogóle tyle pić.. Ola...... ja cię zdradziłem.
W jej błękitnych oczach momentalnie pojawiły się łzy.
-Co??? Nie.. to niemożliwe... Powiedz, że to nie prawda... Jacek! Proszę cię powiedz, że tego nie zrobiłeś.
Patrzyłem na nią. Serce mi pękało. W jej oczach widziałam ból, ogromny ból. Tak bardzo chciałbym powiedzieć, że to nieprawda, ale niestety... to była prawda.
-Olu... skarbie... słoneczko... ja naprawdę cię kocham... jesteś najważniejsza...
W jej oczach pojawiło się jeszcze więcej łez. Nie wiedziałem, co mam robić, jak mam się zachować. Ona siedziała taka zapłakana, bezradna. Nie mogła uwierzyć, że to zrobiłem. Zawsze była przekonana, że jej nie skrzywdzę, a tu takie rozczarowanie. I to przed samym ślubem...
-Olu...-splotłem nasze dłonie.
-Zostaw mnie!
Wyrwała rękę z mojego uścisku i wstała z kanapy.
-Ola... przepraszam.. kocham cię.. proszę wybacz mi...
Poszła do przedpokoju, zaczęła zakładać buty.
-Oleńko... serduszko moje.... przepraszam... Olu.. Nie potrafię żyć bez ciebie...
Poszedłem za Olą. Po moich policzkach płynęły łzy. Ola założyła buty i wzięła do ręki swoją torebkę. Spojrzała na mnie. Potem ruszyła do wyjścia.
-Olu...-złapałem ją za rękę.
Znowu na mnie spojrzała.
-Puść mnie!-krzyknęła wyrywając mi się.
Wybiegła z płaczem z mieszkania, a ja osunąłem się po ścianie w dół. Zacząłem płakać jak małe dziecko. Łzy płynęły po policzkach nieprzerwanym strumieniem. To koniec! Zniszczyłem sobie całe życie. Brawo Jacek! Cholera jasna! Jestem pieprzonym skurwysynem! Skrzywdziłem najważniejszą osobę w moim życiu. Zawsze traktowałem ją jak najdelikatniejsze szkło, które w każdej chwili może się stłuc. Starałem się, żeby wszystko było dobrze. Troszczyłem się o nią jak tylko potrafiłem. A ona zawsze potrafiła to docenić. Doceniała mój trud, moje starania. Darzyła mnie ogromną miłością. Oddawała mi całą siebie, całe swoje serce. Zawsze kochałem ją najbardziej na świecie. Była moim najcenniejszym skarbem. Była moim serduszkiem, moim słonecznikiem, co rozjaśnia wszystkie dni. Zrobił bym dla niej wszystko... I pomyśleć, że wystarczyło trochę alkoholu i życie się skończyło. Moje życie nie miało już sensu. To ona była sensem mojego życia. Bez niej nie umiem funkcjonować....
Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Podniosłem się z nadzieją, że to Ola, ale się rozczarowałem. Przez wizjer ujrzałem Mikołaja. Otarłem łzy i otworzyłem drzwi.
-Co jest stary? Gdzie wczoraj zniknąłeś?-dopytywał z uśmiechem na twarzy.
-Gdzie ja zniknąłem? Cholera jasna!!!!-krzyknąłem uderzając ręką o stojący na szafce wazon, który po chwili spadł i rozbił się na miliony drobnych kawałeczków. Poszedłem do salonu i usiadłem na kanapę, gdzie jeszcze przed chwilą siedziała Ola. Schowałem twarz w dłonie. Mikołaj poszedł za mną.
-Ej.... Jacek... co jest? Co się stało? Gdzie Ola?
-Ola? Oli już nie ma..... Nie ma!-wybuchnąłem płaczem.
-Ale...-zdziwił się.-Jak to... jak to nie ma? Co się stało?
-Dlaczego zawsze wszystko musi się spieprzyć? Co ja narobiłem??
-Powiesz mi wreszcie co się stało?
-Ja... zdradziłem ją... Zdradziłem Olę...
-Jak to??
-Normalnie!!!!
-Ale gdzie teraz jest Ola?
-Wyszła.
-Kiedy?
-Przed chwilą. Tuż przed tobą...
-Nie wiesz gdzie poszła?
-Nie wiem, Mikołaj... to koniec.. rozumiesz? Koniec... zniszczyłem sobie życie...
-Co ty mówisz? Ola cię kocha. Zobaczysz jeszcze wszystko się ułoży.
-Nic się nie ułoży!!! Ona odeszła!
-Może musi sobie to wszystko przemyśleć...
-Dlaczego nie wywaliła mnie z mieszkania, tylko wyszła?? Dlaczego?? Przecież to jej mieszkanie..
-Zadzwoń do niej i zapytaj-uśmiechnął się, a ja popatrzyłem na niego z zaskoczeniem.-No pomyśl, co by powiedziała Ola?
-Ola... Powiedziałaby, że to nie jest jej mieszkanie tylko nasze, że wszystko co jej, jest i moje...-uśmiechnąłem się wspominając słowa Oli.
-Musisz walczyć Jacek... Nie możesz odpuścić. Ona cię kocha, tylko...
-Tylko co? Tylko nie chce mnie znać po tym co zrobiłem. Pewnie odwoła ślub...
-Ogarnij się! Nic nie odwoła. Będzie dobrze, rozumiesz??
-Nie! Nie rozumiem. Boję się, że jest już po wszystkim. Że obudzę się jutro i dowiem się, że ślubu nie będzie. Wszystko przez moją głupotę.
-Przestań... niepotrzebnie wpuściliśmy te dziewczyny do klubu..
Spojrzałem na Białacha i pokreciłem głową. Poszedłem do sypialni, gdzie rzuciłem się na łóżko. Od razu przytuliłem poduszkę Oli i zamknąłem oczy. Po chwili znów po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Słyszałem skrzypnięcie drzwi do sypialni, co oznaczało, że Mikołaj tu zajrzał. Potem Białach opuścił mieszkanie, zamykając za sobą drzwi na klucz. Chwilę później zasnąłem.
Obudziłem się następnego dnia tuż przed dziewiątą. Wstałem leniwie i pierwsze kroki skierowałem do łazienki. Przemyłem twarz zimną wodą, po czym udałem się do kuchni. Wziąłem do ręki zdjęcie moje i Oli. Usiadłem przy stole, kładąc fotografię na blacie. Siedziałem wpatrzony w jeden punkt na zdjęciu. W miejsce, gdzie była Ola. Po chwili usłyszałem przekręcanie klucza w drzwiach. Pomyślałem, że to Mikołaj. Po chwili ktoś wszedł do kuchni. Uniosłem głowę, by zobaczyć, czy rzeczywiście jest to Białach. Ku mojemu zdziwieniu ujrzałem... Olę? Wlepiłem w nią swój wzrok. Zastanawiałem się, czy to się dzieje naprawdę. A może to tylko sen?
-Nie powinieneś być teraz u siebie w mieszkaniu?-zapytała uśmiechając się lekko.
Patrzyłem na nią w totalnym osłupieniu. Czyli jednak przyszła mnie wyrzucić z mieszkania... Tylko dlaczego robi to z uśmiechem na ustach? Podniosłem się z krzesła i stanąłem naprzeciwko niej. Do ręki wziąłem zdjęcie. Ola popatrzyła na mnie.
-Zostaw to zdjęcie-powiedziała wyjmując mi fotografię z dłoni.-Masz mnie przed sobą, po co ci jeszcze zdjęcie?
-Ja tylko...-nie wiedziałem co powiedzieć.
Ola jednak podeszła do mnie bliżej i namiętnie pocałowała, co nieśmiało odwzajemniłem. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Ola...-zacząłem, ale ona przyłożyła palec do moich ust.
-Jacuś.. skarbie, słoneczko moje kochane. Myślisz, że po tylu wspólnych chwilach, po tak długim związku ja tak po prostu cię zostawię? Jeśli tak, to się mylisz. Moja mama zawsze mówiła, że trzeba spełniać swoje marzenia. Jacek.. kocham cię najbardziej na świecie. Moim marzeniem jest ślub z tobą. Pomożesz mi je dziś spełnić?-uśmiechnęła się.
-Oleńko...
Wziąłem ją na ręce i zakręciłem się w kółko. Przytuliłem ją do siebie.
-Bałem się, że już cię straciłem.
-Jacek.... nie rób mi tego więcej.
-Oluś słoneczko... nigdy w życiu. Nigdy!
Pocałowałem namiętnie dziewczynę, która kilka godzin później została moją żoną. Ślub był bardzo cudowny. Wszystko odbyło się tak jak sobie zaplanowaliśmy. Spełniliśmy marzenie Oli. Jest bardzo szczęśliwa jako moja żona. A ja jestem szczęśliwy, gdy ona jest szczęśliwa.





a więc jak ja kocham takie długie opowiadania mogły by być częściej takie słodkie romantyczne . Na początku zmoczyłaś jacka wziełaś go utopiłaś i teraz bd mu zimno ah ja bym chciała wiecej takich opowiadań długich to chyba twoje najdłuższe opowiadanie ale potwierdzam że, nie na darmo siedziałaś do 2 w nocy bo było bo byłowarto i to jeszcze jak się ganiali po tej trawie super nie no musisz wiecej robisz takich dzieł bo ja chce więcej długość super ale i tak lubisz kończyć w nie odpowiednich momentach ehh ... ja nie wiem kiedy w koncu cie tego naucze . musisz zdecydowanie pisać takie długie ale nie mogłaś się powstrzymać i musiałaś tą zdradę dać . eh ale coż całe cudowne chociaż brakuje mi 1 elementu ale jakoś dam radę . Ja już koncze żebyś się nie przemęczała zbytnio czytaniem takiego dlugiego kom . Czekam na next na kolejna czesc opowiadania która mogła by być takiej samej długości .
OdpowiedzUsuńDziękuję. Ale nie może być zbyt często tak słodko, bo się zaczyna nudzić, i dobrze o tym wiesz. Co do kończenia w nieodpowiednich momentach, to wydaje mi się, że nigdy mnie tego nie oduczysz :P
UsuńPozdrawiam
Świetne opowiadanie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny.
S.t.o.
Świetne opowiadanie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny.
S.t.o.
Dziękuję.
UsuńPozdrawiam
Super miniaturka. Taka romantyczna. Nw dlaczego ale za to zachowanie Jacka ja bym nie wybaczyła zdrady. Chociaż w tych okolicznościach? Hym...
OdpowiedzUsuńa co do miniaturki jeszcze jest boska.
Te bardzo dobrze dobrane słowa, cudowne zdania.
Alicja
Dziękuję bardzo.
UsuńPozdrawiam
Borze szumiący,ja to uwielbiam.Jest takie słodkie,tragiczne i romantyczne...
OdpowiedzUsuńIdealnie to wszystko wyważone,raz się cieszysz,a raz płaczesz,naprawdę ogromny plus za emocje.
A co do reszty,bardzo ciekawie przedstawiona.Poważnie,wciągnęłam się.
Bardzo dobry pomysł z tym przeplataniem ze zdjęciami i filmikami,to tak przełamuję monotonię i buduje klimat.
Całokształt-6+ bardzo ładnie
Liczę na więcej miniaturek o takiej długości xD
Pozdrawiam serdecznie i życzę duużo weny c;
Zapraszam też do mnie,pokusiłam się o napisanie walentynkowej miniaturki w zupełnie innych klimatach c;
Bardzo dziękuję :*
UsuńPozdrawiam
Miniaturka superowa
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny Magda
Dziękuję.
UsuńPozdrawiam
Perfecto miniaturka.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Mała. ♥
Dziękuję.
UsuńPozdrawiam
Miniaturka rewelacyjna taka słodka super ze Ola wybaczyła Jackowi zdradę . Czekam na next . Pozdrawiam i życzę weny Ela
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńPozdrawiam