Następnego ranka Ola siedziała w sali przy swojej małej córeczce. O wpół do siódmej przyszedł Jacek.
-Cześć kochanie-powitał żonę.
-Hej-powiedziała wtulając się w niego.
-Jak się czujesz?
Ola wzruszyła ramionami.
-Dlaczego? Dlaczego to nas spotyka?
-Słońce...-zaczął niepewnie.-Ja.. Tak naprawdę nie wiem, co mam Ci powiedzieć. Bardzo się boję, ale... nie możemy się poddawać.
-Nie chcę, żeby Zuzia umarła. Nie chcę!
-Ja też..... Kocham Cię.
-Musisz iść do pracy?
-Muszę-powiedział, jednocześnie potwierdzając kiwnięciem głowy.
Ola mocno wtuliła się w Jacka. Stali tak przez kilka minut. Potem pożegnali się i mężczyzna opuścił szpital. Za 15 ósma był już na komendzie.
*Jacek*
Wszedłem na komendę. Najpierw poszedłem się przebrać w mundur. Za pięć ósma udałem się do pokoju odpraw. Siedziałem w ciszy i czekałem na rozpoczęcie. Nie miałem ochoty na żadne pogawędki. Równo o ósmej przyszedł komendant. Po piętnastu minutach odprawa dobiegła końca. Udałem się do swojego gabinetu i zacząłem wypełniać papiery. Ledwo co zdążyłem usiąść, a w drzwiach stanął Mikołaj.
-Hejka-przywitał się.
Spojrzałem na niego tępym wzrokiem.
-Nie powinieneś teraz wyjeżdżać w teren?
-Pewnie powinienem, ale przyszedłem najpierw dowiedzieć się, co u Was. Jak się czujesz? Jak Ola? Co z dziećmi?
-Mikołaj, nie mam ochoty o tym gadać.
-Spoko, rozumiem, ale jakbyście czegoś potrzebowali, to...
-Wiem, dzięki.
-No dobra, to ja już lecę. Trzymaj się.
Potem Białach opuścił mój gabinet. Miałem nadzieję, że już nikt więcej nie przyjdzie i nie będzie mnie wypytywał o to, jak się czuję. Wiem, że Mikołaj to porządny facet i dobry przyjaciel, ale o swoich uczuciach wolę rozmawiać z kimś bliższym, z Olą, rodzicami, wcześniej z siostrą.
Wróciłem do raportów. Zaraz potem dostaliśmy zgłoszenie. Wysłałem tam jeden z patroli. Potem znowu zająłem się swoją pracą. Mijała godzina za godziną. Chciałem, żeby ten dzień skończył się jak najszybciej, abym mógł jechać do Oli, do dzieci.
Zbliżała się 14. Do mojego pokoju wszedł komendant.
-Cześć Jacek. Ola nie odzywała się do Ciebie?
-Nie, właśnie miałem zaraz robić sobie przerwę i do niej zadzwonić.
-Byłeś u niej rano?
-Tak, jasne.
-I jak ona się trzyma?
-Jakoś musi.
-A Ty?
Jacek wzruszył ramionami.
-Ja... też jakoś muszę. Ola i dzieci są dla mnie najważniejsi. Zrobię dla nich wszystko i nie pozwolę, żeby coś im się stało. Przecież Ola się załamie, jeśli Zuzia umrze-zacząłem się zwierzać. Nie mogłem już dłużej dusić tego w sobie, a Wysocki był moim teściem. Był dla mnie jak ojciec.-Boję się... Boję się, że stracę córkę i... że stracę też i Olę...-do oczu zaczęły napływać mi łzy.
-Jacek, nie mów tak. Wszystko będzie dobrze, musi być!
W tym momencie zadzwonił mój telefon.
-To Ola-powiedziałem i odebrałem.-Halo?
-Jacek...-usłyszałem głos żony.
-Ola, co się dzieje?-pytałem słysząc, że płacze.
-Przyjedź tu..
-Dobrze, ale powiedz, co się dzieje.
-Ja... ja nie wiem. Nikt mi tu nic nie mówi. Zabrali Zuzię na jakąś inną salę.. Nie wiem, co się dzieje.
-Spokojnie, kochanie...
-Jak ja mam być spokojna?!
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Zaraz tam będę-po tych słowach rozłączyłem się.
-Co się stało?-zapytał Wojciech.
-Nie wiem. Muszę tam jechać.
-Jasne, leć, a ja zaraz ściągnę kogoś na zastępstwo.
W mgnieniu oka wybiegłem z gabinetu, aby się przebrać i czym prędzej dotrzeć do szpitala.
czwartek, 12 maja 2016
poniedziałek, 9 maja 2016
139. "Zuzia z tego wyjdzie."
Jacek, Wojciech i Lenka udali się na sale. Zastali tam zapłakaną Olę. Stała przy inkubatorze, wpatrzona w małą dziewczynkę. Jacek podszedł do niej i przytulił. Po chwili Wysocki i Lenka również ruszyli w ich stronę.
Następny dzień
Jest godzina dziesiąta. Ola leżała na szpitalnym łóżku. Obok siedział Jacek i trzymał ją za rękę. W pewnym momencie do sali wszedł lekarz. Oznajmił, że Mateusz już nie musi przebywać w inkubatorze. Zaraz potem Jacek poszedł po dziecko. Po kilku minutach wrócił do sali.
Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Wreszcie mógł przytulić swoje dziecko. Szkoda tylko, że tak późno, i że tylko jedno. Podszedł do łóżka Oli i usiadł obok.
Kobieta uśmiechnęła się lekko. Bardzo ją bolało, że nie może wziąć na ręce również swojej małej córeczki.
-Olu... uśmiechnij się.
-To nie takie proste.
-Wiem kochanie... Ale jestem pewien, że Zuzia z tego wyjdzie. Musi wyjść. Będzie dobrze, zobaczysz-uśmiechnął się do niej.-A teraz weź go na ręce.
Ola uśmiechnęła się lekko. Blondyn podał jej chłopca. Ola delikatnie przytulił dziecko do siebie.
-Jacek... Tak bardzo się boję... Boję się, że ją stracę.
-Nie stracisz. Choćby nawet odeszła, zawsze będzie w twoim sercu. Ale ja wierzę, że Zuzia wyzdrowieje. Musimy być dobrej myśli.... A bo bym zapomniał..
-Co jest?
-Zaraz tu będzie Lenka. Twój ojciec jedzie do pracy i miał ją tutaj podrzucić.
Chwilę później do sali weszła pielęgniarka w towarzystwie dwuipółletniej dziewczynki. Mała podbiegła do łóżka, po czym na nie usiadła. Przytuliła się do mamy i braciszka. Jacek położył rękę na głowie córki i delikatnie pogładził.
-Kocham Was. Zrobię dla Was wszystko.
Ola lekko się uśmiechnęła. Pocałowała synka w główkę.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Komentujcie! :)
Pozdrawiam
Następny dzień
Jest godzina dziesiąta. Ola leżała na szpitalnym łóżku. Obok siedział Jacek i trzymał ją za rękę. W pewnym momencie do sali wszedł lekarz. Oznajmił, że Mateusz już nie musi przebywać w inkubatorze. Zaraz potem Jacek poszedł po dziecko. Po kilku minutach wrócił do sali.
Na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Wreszcie mógł przytulić swoje dziecko. Szkoda tylko, że tak późno, i że tylko jedno. Podszedł do łóżka Oli i usiadł obok.
Kobieta uśmiechnęła się lekko. Bardzo ją bolało, że nie może wziąć na ręce również swojej małej córeczki.
-Olu... uśmiechnij się.
-To nie takie proste.
-Wiem kochanie... Ale jestem pewien, że Zuzia z tego wyjdzie. Musi wyjść. Będzie dobrze, zobaczysz-uśmiechnął się do niej.-A teraz weź go na ręce.
Ola uśmiechnęła się lekko. Blondyn podał jej chłopca. Ola delikatnie przytulił dziecko do siebie.
-Jacek... Tak bardzo się boję... Boję się, że ją stracę.
-Nie stracisz. Choćby nawet odeszła, zawsze będzie w twoim sercu. Ale ja wierzę, że Zuzia wyzdrowieje. Musimy być dobrej myśli.... A bo bym zapomniał..
-Co jest?
-Zaraz tu będzie Lenka. Twój ojciec jedzie do pracy i miał ją tutaj podrzucić.
Chwilę później do sali weszła pielęgniarka w towarzystwie dwuipółletniej dziewczynki. Mała podbiegła do łóżka, po czym na nie usiadła. Przytuliła się do mamy i braciszka. Jacek położył rękę na głowie córki i delikatnie pogładził.
-Kocham Was. Zrobię dla Was wszystko.
Ola lekko się uśmiechnęła. Pocałowała synka w główkę.
***
Kolejne opowiadanie za nami. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Komentujcie! :)
Pozdrawiam
sobota, 7 maja 2016
138. Co z Zuzią?
Ola i Jacek postanowili pójść do swoich dzieci. Po chwili byli już na sali. Podeszli do inkubatorów, w których były ich dzieci. Stanęli wtuleni w siebie i przyglądali się dwóm maleństwom. Oba kochali tak samo. Jak więc mogliby rozstać się z jednym.
Z oczu Oli znowu poleciały łzy. Czuła się bezsilne. Jej dziecko umiera, a ona nie jest w stanie nic zrobić. Zaczęła płakać jeszcze bardziej. Nagle Jacek gwałtownie wypuścił żonę z uścisku. Ola odwróciła się w jego stronę.
-Gdzie idziesz?-spytała przez łzy.
-Do lekarz. To nie może być prawda. Musi być jakaś szansa. Nie pozwolę jej umrzeć.
Po tych słowach wyszedł z pomieszczenia. Ola nadal płakała. Położyła rękę na inkubatorze małej córeczki.
W tym samym czasie Jacek szedł do gabinetu lekarza. Chwilę później był na miejscu. Zapukał i od razu wszedł do środka.
-Panie doktorze, co my mamy robić?
-Pan... Nowak?
-Tak.
-Tak jak mówiłem, pańska córka ma wadę serca. Jej serduszko jest bardzo słabe... Potrzebna byłaby operacja.
-No to operujcie do cholery!
-Na obecną chwilę nie jest to możliwe.
-Dlaczego?
-Dziecko jest zbyt małe by operować. Nie możemy tak ryzykować.
-Przecież ona może umrzeć!! Róbcie coś!!
-Spokojnie...
-Jak ja mam być spokojny?! Moje dziecko umiera, a Wy...
-Panie Jacku-przerwał mu lekarz-robimy wszystko, co w naszej mocy. Dziecko jest pod stałą obserwacją. Odpowiednie warunki, odpowiednie urządzenia utrzymają małą przy życiu do czasu operacji. Na razie trzeba czekać.
-Czekać na co? Na śmierć?!?!
-Nie możemy operować noworodka.
W oczach Jacka stanęły łzy.
-Nie możemy, nie możemy... Nic do cholery nie możemy!!! Nie możemy nawet dotknąć własnego dziecka!!!
Wyszedł z gabinetu trzaskając drzwiami. Usiadł na krześle na korytarzu, chowając twarz w dłoniach. Nie wiedział co ma robić. Co dale? Przecież nie może stracić dziecka....
Z oczu Oli znowu poleciały łzy. Czuła się bezsilne. Jej dziecko umiera, a ona nie jest w stanie nic zrobić. Zaczęła płakać jeszcze bardziej. Nagle Jacek gwałtownie wypuścił żonę z uścisku. Ola odwróciła się w jego stronę.
-Gdzie idziesz?-spytała przez łzy.
-Do lekarz. To nie może być prawda. Musi być jakaś szansa. Nie pozwolę jej umrzeć.
Po tych słowach wyszedł z pomieszczenia. Ola nadal płakała. Położyła rękę na inkubatorze małej córeczki.
W tym samym czasie Jacek szedł do gabinetu lekarza. Chwilę później był na miejscu. Zapukał i od razu wszedł do środka.
-Panie doktorze, co my mamy robić?
-Pan... Nowak?
-Tak.
-Tak jak mówiłem, pańska córka ma wadę serca. Jej serduszko jest bardzo słabe... Potrzebna byłaby operacja.
-No to operujcie do cholery!
-Na obecną chwilę nie jest to możliwe.
-Dlaczego?
-Dziecko jest zbyt małe by operować. Nie możemy tak ryzykować.
-Przecież ona może umrzeć!! Róbcie coś!!
-Spokojnie...
-Jak ja mam być spokojny?! Moje dziecko umiera, a Wy...
-Panie Jacku-przerwał mu lekarz-robimy wszystko, co w naszej mocy. Dziecko jest pod stałą obserwacją. Odpowiednie warunki, odpowiednie urządzenia utrzymają małą przy życiu do czasu operacji. Na razie trzeba czekać.
-Czekać na co? Na śmierć?!?!
-Nie możemy operować noworodka.
W oczach Jacka stanęły łzy.
-Nie możemy, nie możemy... Nic do cholery nie możemy!!! Nie możemy nawet dotknąć własnego dziecka!!!
Wyszedł z gabinetu trzaskając drzwiami. Usiadł na krześle na korytarzu, chowając twarz w dłoniach. Nie wiedział co ma robić. Co dale? Przecież nie może stracić dziecka....
Nie zabierzesz mi tego...
Nie zabierzesz mi tego, co mam
Chociaż życie nie daje mi...
Chociaż życie nie daje mi szans.
Siedział tak dłuższy czas, aż usłyszał znajomy głos.
-Tatuś...
Podniósł głowę do góry. Ujrzał ojca Oli wraz z Lenką zmierzających w jego kierunku. Po chwili stali już obok niego.
-Jacek, co się stało?-spytał komendant.-Gdzie Ola?
-Jest na sali z dziećmi.
-A Ty, czemu nie jesteś z nimi?
-Musiałem pogadać z lekarzem.
-Ale co Ci powiedział? Dlaczego płaczesz?
-Zuzia... nasza mała córeczka...
-Co jest?
-Ona ma wadę serca. Ona może umrzeć-z jego oczu popłynęły łzy.
-Tatuś...
Podniósł głowę do góry. Ujrzał ojca Oli wraz z Lenką zmierzających w jego kierunku. Po chwili stali już obok niego.
-Jacek, co się stało?-spytał komendant.-Gdzie Ola?
-Jest na sali z dziećmi.
-A Ty, czemu nie jesteś z nimi?
-Musiałem pogadać z lekarzem.
-Ale co Ci powiedział? Dlaczego płaczesz?
-Zuzia... nasza mała córeczka...
-Co jest?
-Ona ma wadę serca. Ona może umrzeć-z jego oczu popłynęły łzy.
piątek, 6 maja 2016
137. Bliźniaki
*Jacek*
Do szpitala dotarłem dość szybko. Udałem się na porodówkę. Tym razem nie było tak prosto. Poród trwał bardzo długo. Po kilku godzinach usłyszałem płacz pierwszego dziecka. To był nasz mały chłopiec. Teraz czekamy na córeczkę. Czas mi się dłużył. Miałem wrażenie, że to trwa wieki. W pewnym momencie zrobiło się jakieś zamieszanie. Nie wiedziałem, o co chodzi i trochę się przestraszyłem. Zaraz potem ponownie usłyszałem płacz. Tym razem to była nasza druga kruszynka. Dzieci były bardzo malutkie. Lekarz zabrał je na badania, a Ola została przeniesiona na poporodówkę. Ja udałem się do sali Oli. Wszedłem i uśmiechnąłem się do niej. Ona odwzajemniła uśmiech. Usiadłem obok na jej łóżku. Złapałem ją za rękę.
-Jak się czujesz?-spytałem.
-Straszne-zaśmiała się.
-Jesteś cudowna.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Jak je nazwiemy?
-A jak chcesz?-spytała.
Zastanowiłem się chwilę.
-A Ty?-spojrzałem na nią.
-Może... Zuzia?
-Zuzia....-zacząłem rozmyślać.-Pięknie-uśmiechnąłem się.-A chłopiec?
-Nie wiem... może Bartek... albo Norbert...
-Nie... ja myślę, żeby nazwać go... Łukasz...
-Łukasz?
-Yhym.... albo.... Mateusz?
-Ooo to mi sie podoba-uśmiechnęła sie.-Mateusz i Zuzia.
-Nasze małe skarby-pocałowałem Olę w policzek.
Niemowlęta obecnie leżały w inkubatorze. Zaraz miał przyjść do nas lekarz i poinformować o ich stanie zdrowia. Siedzieliśmy z Olą i rozmawialiśmy, kiedy na salę wszedł doktor. Powoli podszedł do nas.
-Jak się pani czuje?-zaczął.
-Dobrze-Ola uśmiechnęła się.
Lekarz patrzył na nas przez chwilę, a potem zaczął powoli mówić.
-Ja... niestety mam dla Was złe wiadomości.
-Co się dzieje?-spytałem niepewnie, zerkając raz na Olę, raz na lekarza.
-Państwa córka... ma wadę serca... jej życie jest zagrożone.
-Ale... jak to zagrożone?-dopytywałem.
-Jej serduszko jest bardzo słabe. Możliwe, że nie dożyje nawet nastepnego dnia.
Byłem w szoku. To niemożliwe. Nie mogłem dopuścić do siebie tej myśli.
Spojrzałem na Olę. Miała łzy w oczach. Co się dziwić. Właśnie dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko umiera. Dlaczego? Dlaczego to niewinne dziecko?
-Kochanie...
Złapałem ją za rękę. Ona zaczęła płakać. Przytuliłem ją mocno do siebie. Łzy płynęły strumieniami. Czułem jak moja koszula staje się mokra. Sam nie mogłem już się powstrzymać. Łzy same zaczęły spływać po moich policzkach. Jeszcze mocniej zamknąłem Olę w uścisku.
Boże! To nie może być prawda!
***
Wreszcie udało mi się wstawić kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Zapraszam do obejrzenia mojego filmiku:
https://youtu.be/ym5eZZG0TW8
Zapraszam do komentowania!
Pozdrawiam
Do szpitala dotarłem dość szybko. Udałem się na porodówkę. Tym razem nie było tak prosto. Poród trwał bardzo długo. Po kilku godzinach usłyszałem płacz pierwszego dziecka. To był nasz mały chłopiec. Teraz czekamy na córeczkę. Czas mi się dłużył. Miałem wrażenie, że to trwa wieki. W pewnym momencie zrobiło się jakieś zamieszanie. Nie wiedziałem, o co chodzi i trochę się przestraszyłem. Zaraz potem ponownie usłyszałem płacz. Tym razem to była nasza druga kruszynka. Dzieci były bardzo malutkie. Lekarz zabrał je na badania, a Ola została przeniesiona na poporodówkę. Ja udałem się do sali Oli. Wszedłem i uśmiechnąłem się do niej. Ona odwzajemniła uśmiech. Usiadłem obok na jej łóżku. Złapałem ją za rękę.
-Jak się czujesz?-spytałem.
-Straszne-zaśmiała się.
-Jesteś cudowna.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. Jak je nazwiemy?
-A jak chcesz?-spytała.
Zastanowiłem się chwilę.
-A Ty?-spojrzałem na nią.
-Może... Zuzia?
-Zuzia....-zacząłem rozmyślać.-Pięknie-uśmiechnąłem się.-A chłopiec?
-Nie wiem... może Bartek... albo Norbert...
-Nie... ja myślę, żeby nazwać go... Łukasz...
-Łukasz?
-Yhym.... albo.... Mateusz?
-Ooo to mi sie podoba-uśmiechnęła sie.-Mateusz i Zuzia.
-Nasze małe skarby-pocałowałem Olę w policzek.
Niemowlęta obecnie leżały w inkubatorze. Zaraz miał przyjść do nas lekarz i poinformować o ich stanie zdrowia. Siedzieliśmy z Olą i rozmawialiśmy, kiedy na salę wszedł doktor. Powoli podszedł do nas.
-Jak się pani czuje?-zaczął.
-Dobrze-Ola uśmiechnęła się.
Lekarz patrzył na nas przez chwilę, a potem zaczął powoli mówić.
-Ja... niestety mam dla Was złe wiadomości.
-Co się dzieje?-spytałem niepewnie, zerkając raz na Olę, raz na lekarza.
-Państwa córka... ma wadę serca... jej życie jest zagrożone.
-Ale... jak to zagrożone?-dopytywałem.
-Jej serduszko jest bardzo słabe. Możliwe, że nie dożyje nawet nastepnego dnia.
Byłem w szoku. To niemożliwe. Nie mogłem dopuścić do siebie tej myśli.
Spojrzałem na Olę. Miała łzy w oczach. Co się dziwić. Właśnie dowiedzieliśmy się, że nasze dziecko umiera. Dlaczego? Dlaczego to niewinne dziecko?
-Kochanie...
Złapałem ją za rękę. Ona zaczęła płakać. Przytuliłem ją mocno do siebie. Łzy płynęły strumieniami. Czułem jak moja koszula staje się mokra. Sam nie mogłem już się powstrzymać. Łzy same zaczęły spływać po moich policzkach. Jeszcze mocniej zamknąłem Olę w uścisku.
Boże! To nie może być prawda!
***
Wreszcie udało mi się wstawić kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Zapraszam do obejrzenia mojego filmiku:
https://youtu.be/ym5eZZG0TW8
Zapraszam do komentowania!
Pozdrawiam
poniedziałek, 2 maja 2016
136. "Co się dzieje?"
Minęło kolejne kilka miesięcy. Dziś jest ostatni dzień sierpnia i ostatni dzień wakacji. Na dworze ciągle świeci słońce i jest bardzo ciepło. Podczas ostatnich wizyt ginekologicznych badanie potwierdziło, że Nowakowie spodziewają się chłopca i dziewczynki. Małżonkowie byli przeszczęśliwi. Ola od szóstego miesiąca ciąży przeniosła się za biurko, a od połowy ósmego przeszła na urlop.
Tego dnia, gdy Jacek był w pracy, Ola siedziała w salonie na kanapie przed laptopem. Lenka bawiła się obok na dywanie. Ola zaczęła się zastanawiać, jak to będzie, kiedy już urodzi. Jak będzie wyglądało życie z trójką maluchów? Na pewnie będzie ciężko, ale dadzą sobie radę. Mają bliskich, którzy ich wspierają. Pokoik dla nowych członków rodziny jest już gotowy. Nie ma już obaw, że dziecko nie będzie miało gdzie spać, jak przy pierwszej ciąży. Ola uśmiechnęła się na wspomnienie narodzin Lenki. Dziewczynka urodziła się wcześniej niż powinna i jeszcze nie wszystko było przygotowane.
-Mamo-z zamyślenia wyrwał ją głos córki.
-Tak skarbie?
-Bzusek głodny-pogładziła się ręką po brzuszku i się uśmiechnęła.
-Zaraz coś wymyślimy.
Ola powolutku wstała z kanapy i równie wolniutko udała się do kuchni. Przygotowała kanapki i zaniosła talerz do salonu. Postawiła na stoliku i spowrotem usiadła na kanapie.
Przed osiemnastą wrócił do domu Jacek.
-Cześć kochanie-powiedział wchodząc do salonu.
-Hej-Ola uśmiechnęła się do męża.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Hmm dobrze. Zmęczony?
-Troszeczkę-posłał jej ciepły uśmiech.-Nie nudziłyście się?-pytał kierując się do kuchni.
-Jakoś przeżyłyśmy te kilka godzin bez Ciebie, nie Lenka?-mała uśmiechnęła się.-Ale mógłbyś wracać wcześniej.
-No nic już na to nie poradzę-z kuchni dochodził jego głos.-Na szczęście jutro mam wolne, to się wami zajmę-wszedł spowrotem do salonu, jedząc kanapkę.
Wieczór spędzili, siedząc przed telewizorem i oglądając film. Koło 22 położyli się spać.
Następnego ranka Olę i Jacka obudziła Lenka, która wbiegła do sypialni rodziców i wskoczyła na łóżko. Była wtedy mniej więcej godzina ósma. Cała trójka zaszła na dół. Jacek przygotował śniadanie. Zasiedli do stołu i zaczęli jeść. Pół godziny później byli już najedzeni.
-To co będziemy dziś robić?-spytała Ola, wstając od stołu.
-Ty to będziesz odpoczywać. Już możesz zaczynać.
-Jacek, przestań. Już mi się nudzi te ciągle leżenie na kanapie.
-Wiesz, że nie możesz się teraz przemęczać-oznajmił, sprzątając ze stołu.
-Wiem, ale bez przesady-powoli ruszyła w kierunku salonu.
-Nie marudź-zaśmiał się.
-Jacek!
Mężczyzna szybko poszedł za głosem kobiety.
-Co się dzieje?
-Zaczyna się!-krzyknęła.
Blondyn sięgnął po telefon i wezwał pogotowie, następnie zadzwonił po ojca Oli, aby zajął się wnuczką. Potem zaczął uspokajać żonę. Kilkanaście minut później byli już pogotowie, a dosłownie minutę później przyjechał Wysocki. Karetka zabrała Aleksandrę do szpitala. Wojciech został z Lenką, a Jacek wsiadł spakował potrzebne rzeczy, wsiadł w auto i ruszył za pogotowiem.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o całej tej sytuacji? Cieszycie się, że Ola i Jacek mają mieć chłopca i dziewczynkę? Czekam na Wasze komentarze :)
Pozdrawiam
Tego dnia, gdy Jacek był w pracy, Ola siedziała w salonie na kanapie przed laptopem. Lenka bawiła się obok na dywanie. Ola zaczęła się zastanawiać, jak to będzie, kiedy już urodzi. Jak będzie wyglądało życie z trójką maluchów? Na pewnie będzie ciężko, ale dadzą sobie radę. Mają bliskich, którzy ich wspierają. Pokoik dla nowych członków rodziny jest już gotowy. Nie ma już obaw, że dziecko nie będzie miało gdzie spać, jak przy pierwszej ciąży. Ola uśmiechnęła się na wspomnienie narodzin Lenki. Dziewczynka urodziła się wcześniej niż powinna i jeszcze nie wszystko było przygotowane.
-Mamo-z zamyślenia wyrwał ją głos córki.
-Tak skarbie?
-Bzusek głodny-pogładziła się ręką po brzuszku i się uśmiechnęła.
-Zaraz coś wymyślimy.
Ola powolutku wstała z kanapy i równie wolniutko udała się do kuchni. Przygotowała kanapki i zaniosła talerz do salonu. Postawiła na stoliku i spowrotem usiadła na kanapie.
Przed osiemnastą wrócił do domu Jacek.
-Cześć kochanie-powiedział wchodząc do salonu.
-Hej-Ola uśmiechnęła się do męża.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Hmm dobrze. Zmęczony?
-Troszeczkę-posłał jej ciepły uśmiech.-Nie nudziłyście się?-pytał kierując się do kuchni.
-Jakoś przeżyłyśmy te kilka godzin bez Ciebie, nie Lenka?-mała uśmiechnęła się.-Ale mógłbyś wracać wcześniej.
-No nic już na to nie poradzę-z kuchni dochodził jego głos.-Na szczęście jutro mam wolne, to się wami zajmę-wszedł spowrotem do salonu, jedząc kanapkę.
Wieczór spędzili, siedząc przed telewizorem i oglądając film. Koło 22 położyli się spać.
Następnego ranka Olę i Jacka obudziła Lenka, która wbiegła do sypialni rodziców i wskoczyła na łóżko. Była wtedy mniej więcej godzina ósma. Cała trójka zaszła na dół. Jacek przygotował śniadanie. Zasiedli do stołu i zaczęli jeść. Pół godziny później byli już najedzeni.
-To co będziemy dziś robić?-spytała Ola, wstając od stołu.
-Ty to będziesz odpoczywać. Już możesz zaczynać.
-Jacek, przestań. Już mi się nudzi te ciągle leżenie na kanapie.
-Wiesz, że nie możesz się teraz przemęczać-oznajmił, sprzątając ze stołu.
-Wiem, ale bez przesady-powoli ruszyła w kierunku salonu.
-Nie marudź-zaśmiał się.
-Jacek!
Mężczyzna szybko poszedł za głosem kobiety.
-Co się dzieje?
-Zaczyna się!-krzyknęła.
Blondyn sięgnął po telefon i wezwał pogotowie, następnie zadzwonił po ojca Oli, aby zajął się wnuczką. Potem zaczął uspokajać żonę. Kilkanaście minut później byli już pogotowie, a dosłownie minutę później przyjechał Wysocki. Karetka zabrała Aleksandrę do szpitala. Wojciech został z Lenką, a Jacek wsiadł spakował potrzebne rzeczy, wsiadł w auto i ruszył za pogotowiem.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Podobało się Wam? Co sądzicie o całej tej sytuacji? Cieszycie się, że Ola i Jacek mają mieć chłopca i dziewczynkę? Czekam na Wasze komentarze :)
Pozdrawiam
niedziela, 1 maja 2016
135. Kolacja z rodzicami
O wpół do dwunastej Ola i Jacek byli w domu. Zadzwonili do rodziców i zaprosili ich na kolację. Chcieli przekazać im tę radosną nowinę. Potem zrobili sobie szybki obiad, bo Ola znowu była bardzo głodna. Następnie postanowili jechać na zakupy. Odwiedzili kilka supermarketów. Po jakichś czterech godzinach stwierdzili, że mają już wszystko, czego potrzebują. Koło szesnastej byli już w domu. Byli bardzo zmęczeni, ale nie mieli zbyt wiele czasu na odpoczynek, bo musieli jeszcze przygotować kolację. Rodzice mieli zjawić się koło dwudzietej.
Małżonkowie rozpakowali zakupy. Potem Jacek zaczął szukać w internecie pomysłu na pyszny posiłek. Ola w tym czasie rzuciła się na kanapę, aby troszkę odpocząć. Wyczerpana od razu zasnęła. Po kilkunastu minutach Jacek zdecydował, że zrobią ruloniki z szynki w galarecie, nadziewane kremem twarogowo-czosnkowo-ogórkowym. Poszedł do salonu poradzić się Oli.
-Kochanie?
Podszedł do niej. Ukucnął obok kanapy. Kiedy dostrzegł, że śpi, pocałował ją w czoło i nakrył kocem. Sam zabrał się za przygotowywanie kolacji. Dwadzieścia po dziewiętnastej danie było już prawie gotowe. Mężczyzna zaczął nakrywać do stołu. Postanowił jeszcze obudzić Olę.
-Olu, skarbie-gładził ją ręką po głowie. Kobieta zaczęła się przebudzać.
-Co się stało?-spytała zaspanym głosem.
-Wstawaj.
-Która godzina?
-Wpół do ósmej.
Ola podniosła głowę i rozejrzała się wokół.
-Jacek! Kolacja! Zaraz będą rodzic-poderwała się.
-Spokojnie-złapał ja za nadgarstek i pociągnął tak, że spowrotem usiadła na kanapie.-Wszystko jest już gotowe. Ty idź się szykuj, a ja nakryję do stołu.
-Ale jak to gotowe?-spojrzała na niego z zaskoczeniem.
-Normalnie słonko-uśmiechnął się do niej.
-Jesteś cudowny-pocałowała go w policzek.
-Wiem-zaśmiał się.
Ola poszła do łazienki, a Jacek dokończył nakrywać do stołu. Po chwili kobieta wyszła ubrana w niebieską sukienkę przed kolano. Mężczyzna szybko poszedł się przebrać. Ola w tym czasie zaczęła przyjmować gości. Pierwszy przyszedł Wojciech wraz z Lenką, którą rano zabrał. Policjantka przywitała się z ojcem i córeczką. Zaraz potem przyszedł Jacek. Mała od razu rzuciła się mu na szyję. Blondyn przytulił ją, potem powitał swojego teścia. Niecałe pięć minut później zjawili się rodzice Nowaka. Wszyscy razem zasiedli do stołu. Zaczęli jeść kolację.
-Pyszne-stwierdziła mama Jacka.-Sama robiłaś?-zwróciła się do Oli.
-To akurat Jacek sam zrobił-uśmiechnęła się.
-Wyszło perfekcyjnie-odezwał się komendant.
-Też jestem pod wrażeniem-Ola pocałowała męża w policzek. Ten zaś szeroko się uśmiechnął.
-No właśnie, bo my chcieliśmy Wam coś powiedzieć-blondyn spojrzał mą Olę.
-No więc...-zaczęła.-Byliśmy dziś u ginekologa i...
-Coś się stało?-ojciec Jacka zaczął się niepokoić.
-Tak-uśmiechnęła się.-Spodziewamy się...-spojrzała na Jacka.
-Spodziewamy się bliźniąt-dokończył.
Rodzice byli wniebowzięci. Bardzo się cieszyli i obiecali, że będą im pomagali w opiece nad dziećmi.
-Możecie na nas liczyć-mówili.
***
Niedziela z kolejnym opowiadaniem xD. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam
Małżonkowie rozpakowali zakupy. Potem Jacek zaczął szukać w internecie pomysłu na pyszny posiłek. Ola w tym czasie rzuciła się na kanapę, aby troszkę odpocząć. Wyczerpana od razu zasnęła. Po kilkunastu minutach Jacek zdecydował, że zrobią ruloniki z szynki w galarecie, nadziewane kremem twarogowo-czosnkowo-ogórkowym. Poszedł do salonu poradzić się Oli.
-Kochanie?
Podszedł do niej. Ukucnął obok kanapy. Kiedy dostrzegł, że śpi, pocałował ją w czoło i nakrył kocem. Sam zabrał się za przygotowywanie kolacji. Dwadzieścia po dziewiętnastej danie było już prawie gotowe. Mężczyzna zaczął nakrywać do stołu. Postanowił jeszcze obudzić Olę.
-Olu, skarbie-gładził ją ręką po głowie. Kobieta zaczęła się przebudzać.
-Co się stało?-spytała zaspanym głosem.
-Wstawaj.
-Która godzina?
-Wpół do ósmej.
Ola podniosła głowę i rozejrzała się wokół.
-Jacek! Kolacja! Zaraz będą rodzic-poderwała się.
-Spokojnie-złapał ja za nadgarstek i pociągnął tak, że spowrotem usiadła na kanapie.-Wszystko jest już gotowe. Ty idź się szykuj, a ja nakryję do stołu.
-Ale jak to gotowe?-spojrzała na niego z zaskoczeniem.
-Normalnie słonko-uśmiechnął się do niej.
-Jesteś cudowny-pocałowała go w policzek.
-Wiem-zaśmiał się.
Ola poszła do łazienki, a Jacek dokończył nakrywać do stołu. Po chwili kobieta wyszła ubrana w niebieską sukienkę przed kolano. Mężczyzna szybko poszedł się przebrać. Ola w tym czasie zaczęła przyjmować gości. Pierwszy przyszedł Wojciech wraz z Lenką, którą rano zabrał. Policjantka przywitała się z ojcem i córeczką. Zaraz potem przyszedł Jacek. Mała od razu rzuciła się mu na szyję. Blondyn przytulił ją, potem powitał swojego teścia. Niecałe pięć minut później zjawili się rodzice Nowaka. Wszyscy razem zasiedli do stołu. Zaczęli jeść kolację.
-Pyszne-stwierdziła mama Jacka.-Sama robiłaś?-zwróciła się do Oli.
-To akurat Jacek sam zrobił-uśmiechnęła się.
-Wyszło perfekcyjnie-odezwał się komendant.
-Też jestem pod wrażeniem-Ola pocałowała męża w policzek. Ten zaś szeroko się uśmiechnął.
-No właśnie, bo my chcieliśmy Wam coś powiedzieć-blondyn spojrzał mą Olę.
-No więc...-zaczęła.-Byliśmy dziś u ginekologa i...
-Coś się stało?-ojciec Jacka zaczął się niepokoić.
-Tak-uśmiechnęła się.-Spodziewamy się...-spojrzała na Jacka.
-Spodziewamy się bliźniąt-dokończył.
Rodzice byli wniebowzięci. Bardzo się cieszyli i obiecali, że będą im pomagali w opiece nad dziećmi.
-Możecie na nas liczyć-mówili.
***
Niedziela z kolejnym opowiadaniem xD. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Zapraszam do komentowania.
Pozdrawiam
sobota, 30 kwietnia 2016
134. "Jacuś zawsze ma rację."
Dwa miesiące później
Dziś jest czwartek. Właśnie zaczął się marzec, więc na dworze robi się już coraz cieplej. Śnieg powoli topnieje. Właśnie dziś przypada kolejna wizyta u ginekologa. Tego dnia Ola wstała po siódmej. Jacek jeszcze spał, dlatego kobieta postanowiła zrobić śniadanie. Pół godziny później w kuchni zjawił się Jacek wraz z Lenką. Mężczyzna przywitał się z żoną, po czym wszyscy razem zasiedli przy stole. Zjedli posiłek. Potem Ola poszła wziąć prysznic, a Jacek w tym czasie sprzątnął po śniadaniu. Kiedy Ola wyszła, Jacek udał się do łazienki. Koło godziny dziewiątej zjawił się ojciec Oli, który zabrał swoją wnuczkę do siebie. Zaraz potem małżonkowie zaczęli szykować się do wyjścia. Wizytę mieli ustaloną na godzinę dziesiątą. W drogę wyruszyli dwadzieścia minut przed czasem. Na mieście były małe korki, więc na miejsce dotarli dosłownie minutę po dziesiątej. Okazało się, że pani ginekolog badała teraz inną pacjentkę, dlatego Nowakowie musieli chwilę poczekać. Nie trwało to długo, bo już po pięciu minutach usłyszeli głos pielęgniarki.
-Aleksandra Nowak!
-To ja-Ola poderwała się z krzesła.
-Zapraszam panią.
Policjantka złapała męża za rękę i razem weszli do gabinetu.
-Dzień dobry-przywitali się z lekarką.
Zasiedli przy biurku, po czym pani doktor zaczęła zadawać pytania.
-Jak się pani czuje?-zaczęła.
-Dobrze-odpowiedziała Ola.-Wszystko jest w porządku.
-Nie było żadnych bólów? Nic się nie działo? Żadnych krwotoków?
-Nie, nic takiego nie miało miejsca.
-Świetnie. Proszę się położyć na kozetkę.
Ola wykonała polecenie. Ginekolog usiadła na krześle po jednej stronie Oli, a Jacek po drugiej. Kobieta zaczęła wykonywać badanie. Po chwili spojrzała na monitor urządzenia.
-Mam dla państwa dobre wieści-uśmiechnęła się.
-Jakie?-spytali niemalże jednocześnie.
-Będziecie mieli bliźniaki.
Na twarzach rodziców pojawił się uśmiech.
-Jak to?-roześmiał się Jacek.
-Proszę spojrzeć na ekran.
Ola i Jacek spojrzeli na monitor. Kobieta pokazała im dwa serduszka. Ola uśmiechnęła się lekko, a Jacek złapał ją za rękę, po czym przysunął do ust i pocałował. Po badaniu ponownie usiedli przy biurku. Ustalili termin kolejnej wizyty. Potem małżonkowie opuścili gabinet. Byli w świetnych nastrojach. Bardzo cieszyli się, że będą mieli dwóch nowych członków rodziny.
-Ola-zaczął, gdy już jechali autem do domu.
-Tak?
-Bardzo, bardzo Cię kocham i bardzo się cieszę, że będziemy mieli bliźniaki.
-Ja też bardzo się cieszę, ale...
-Ale co?-spojrzał na nią.
-No... Wkrótce będziemy mieli już trójkę dzieci... Jak my siebie damy radę?
-Skarbie, na pewno damy sobie radę. Nie przejmuj się tym. Wiem, że z dwójką niemowląt nie będzie łatwo, ale MY na pewno damy sobie radę.
-Tak myślisz?
-Oczywiście.
-No skoro ty tak mówisz, to na pewno damy siebie radę-uśmiechnęła się.
-No właśnie-znowu spojrzał w jej stronę.-Jacuś zawsze ma rację-oboje wybuchnęli śmiechem.
Dziś jest czwartek. Właśnie zaczął się marzec, więc na dworze robi się już coraz cieplej. Śnieg powoli topnieje. Właśnie dziś przypada kolejna wizyta u ginekologa. Tego dnia Ola wstała po siódmej. Jacek jeszcze spał, dlatego kobieta postanowiła zrobić śniadanie. Pół godziny później w kuchni zjawił się Jacek wraz z Lenką. Mężczyzna przywitał się z żoną, po czym wszyscy razem zasiedli przy stole. Zjedli posiłek. Potem Ola poszła wziąć prysznic, a Jacek w tym czasie sprzątnął po śniadaniu. Kiedy Ola wyszła, Jacek udał się do łazienki. Koło godziny dziewiątej zjawił się ojciec Oli, który zabrał swoją wnuczkę do siebie. Zaraz potem małżonkowie zaczęli szykować się do wyjścia. Wizytę mieli ustaloną na godzinę dziesiątą. W drogę wyruszyli dwadzieścia minut przed czasem. Na mieście były małe korki, więc na miejsce dotarli dosłownie minutę po dziesiątej. Okazało się, że pani ginekolog badała teraz inną pacjentkę, dlatego Nowakowie musieli chwilę poczekać. Nie trwało to długo, bo już po pięciu minutach usłyszeli głos pielęgniarki.
-Aleksandra Nowak!
-To ja-Ola poderwała się z krzesła.
-Zapraszam panią.
Policjantka złapała męża za rękę i razem weszli do gabinetu.
-Dzień dobry-przywitali się z lekarką.
Zasiedli przy biurku, po czym pani doktor zaczęła zadawać pytania.
-Jak się pani czuje?-zaczęła.
-Dobrze-odpowiedziała Ola.-Wszystko jest w porządku.
-Nie było żadnych bólów? Nic się nie działo? Żadnych krwotoków?
-Nie, nic takiego nie miało miejsca.
-Świetnie. Proszę się położyć na kozetkę.
Ola wykonała polecenie. Ginekolog usiadła na krześle po jednej stronie Oli, a Jacek po drugiej. Kobieta zaczęła wykonywać badanie. Po chwili spojrzała na monitor urządzenia.
-Mam dla państwa dobre wieści-uśmiechnęła się.
-Jakie?-spytali niemalże jednocześnie.
-Będziecie mieli bliźniaki.
Na twarzach rodziców pojawił się uśmiech.
-Jak to?-roześmiał się Jacek.
-Proszę spojrzeć na ekran.
Ola i Jacek spojrzeli na monitor. Kobieta pokazała im dwa serduszka. Ola uśmiechnęła się lekko, a Jacek złapał ją za rękę, po czym przysunął do ust i pocałował. Po badaniu ponownie usiedli przy biurku. Ustalili termin kolejnej wizyty. Potem małżonkowie opuścili gabinet. Byli w świetnych nastrojach. Bardzo cieszyli się, że będą mieli dwóch nowych członków rodziny.
-Ola-zaczął, gdy już jechali autem do domu.
-Tak?
-Bardzo, bardzo Cię kocham i bardzo się cieszę, że będziemy mieli bliźniaki.
-Ja też bardzo się cieszę, ale...
-Ale co?-spojrzał na nią.
-No... Wkrótce będziemy mieli już trójkę dzieci... Jak my siebie damy radę?
-Skarbie, na pewno damy sobie radę. Nie przejmuj się tym. Wiem, że z dwójką niemowląt nie będzie łatwo, ale MY na pewno damy sobie radę.
-Tak myślisz?
-Oczywiście.
-No skoro ty tak mówisz, to na pewno damy siebie radę-uśmiechnęła się.
-No właśnie-znowu spojrzał w jej stronę.-Jacuś zawsze ma rację-oboje wybuchnęli śmiechem.
***
Za nami kolejne opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się podobało. Cieszycie się, że Ola i Jacek będą mieli bliźniaki?
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)




